Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Receptywność. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Receptywność. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 lutego 2025

Co mówił Kwarcowy

Postanowiłem napisać o receptywności, atoli mając na uwadze kreatywność, zamiast się wysilać odszukuję słowa Osho:


„Receptywność to są drzwi do boskości.

W takim stanie po prostu jesteś.

Bo rozum od bycia dzieli wielka odległość. Im więcej myślisz, tym mniej jesteś, im mniej myślisz, tym bardziej jesteś.

     W chwilach, kiedy w ogóle nie myślisz, byt objawia się w całej pełni.

     Receptywność to odrzucenie całego śmietnika, który stale nosisz w głowie. Masz tam bowiem całe mnóstwo bezużytecznych rzeczy.

Umysł oznacza przeszłość, a przecież przeszłość już się wydarzyła i odeszła. I więcej się nie zdarzy.   

     Nic dwa razy się nie zdarza – może być tylko podobne.

Nie ma dwóch takich samych poranków ani zachodów.

 

Jeżeli będziesz bez przerwy dźwigał wspomnienia, nigdy nie zobaczysz nic nowego. Oczy przesłonią ci doświadczenia z przeszłości i obecne oczekiwania, nie będziesz w stanie ujrzeć tego, co znajdzie się na twojej drodze.

 

(Autor: - Czy obserwowałeś grupy turystów idących popularnym górskim szlakiem? Jakże często są nieobecni – prowadzą dyskusje, mają sobie tak wiele do powiedzenia).


W ten sposób mijamy się z życiem, przeszłość nas izoluje, otacza, zamyka w czymś, co już nie istnieje. Zamykasz się w kapsule śmierci.

    Bowiem im jesteś starszy, tym grubsza staje się otaczająca cię skorupa martwych doświadczeń.

    Stajesz się coraz bardziej zamknięty.

Powoli zamykają się wszystkie drzwi i okna.

Istniejesz mimo to, ale istniejesz w alienacji, tracisz związek z życiem. Nie możesz mieć żadnego związku z drzewami, górami, gwiazdami, bo otacza cię potężny mur przeszłości.

      Receptywność to stan, w którym ponownie stajesz się dzieckiem.

 Czy pamiętasz słowa: - „Jeśli nie będziecie jak dzieci, nigdy nie wejdziecie do Królestwa Niebieskiego”.?

 Dziecko jest receptywne bo prawie nic nie wie.

Stary człowiek nie jest receptywny, bo wie za dużo.

Wiedząc za wiele, staje się zamknięty w sobie.

Aby odżyć, powinien narodzić się na nowo – musi umrzeć dla przeszłości i ponownie stać się dzieckiem – naturalnie, że nie dosłownie.

    To nasza świadomość powinna być dziecięca – tylko pamiętaj: nie dziecinna, a dziecięca.

Powinna być dojrzała, dorosła, a jednocześnie niewinna.

 Właśnie w ten sposób uczysz się prawdy, która objawia się w każdej chwili życia.

Uczysz się poznawać Gościa, który nadchodzi i puka do twoich drzwi co dnia, co chwilę. Jednak twój wewnętrzny monolog rozbrzmiewa tak głośno.

     Trwa nieustanna procesja twoich myśli i przez to nie słyszysz tego cichego pukania….”

 

 Więc jak mamy prawidłowo dbać o tę receptywność? Tudzież w jaki sposób zatrzymać nieustanną procesję osobistego myślenia?

Sprawa jest prosta: - sięgamy atoli do Bajek Robotów- klasyka Lema Stanisława:

„- Byle tylko nie myśleć – rzekł sobie Kwarcowy - a będzie dobra nasza!

I postanowił sobie tę jedną frazę powtarzać, co nie wymagało wielkiego wysiłku umysłowego. Ruszył więc Kwarcowy dalej bezmyślnie.

- Byle tylko nie myśleć – powtarzał idąc – chyba że będzie potrzeba, wtedy myśleć”. 

wtorek, 5 grudnia 2023

Każdy ma swoje morze


Niedziela, cudny poranek, przyjechałem właśnie do Polańczyka i zszedłem nad wodę. Tu zastały mnie klimaty Zbyszkowe - nie ma żywego ducha. Bezwietrznie, dlatego wody glazur. W środku mojej osobistości rozpalona radość – wszak za moment ruszam w góry! A tymczasem sycę się tym, co wokół. Czerwiec, więc ciszę przerywa głos kukułki z przeciwnego brzegu. Wspaniale niesie się ten głos po idealnie gładkiej tafli.






 Czy wsłuchałeś się kiedyś w kukanie kukułki?

Na chwilę znika cały świat. Jesteś tylko ty i kukułka.

To jest właśnie receptywność – egzystencjalny stan ciszy. Nie ma ruchu, a ty jesteś w uważności.

 

„Tam, gdzie spotykają się cisza i uwaga, tam, gdzie się łączą i stają się jednym, tam rodzi się receptywność.

     Receptywność to najważniejsza religijna wartość.

Ponownie stań się dzieckiem.

Zacznij funkcjonować w stanie niewiedzy, a wtedy cisza pojawi się samoistnie, a z nią wielka świadomość.

      Wtedy życie stanie się błogosławieństwem”.

                                                                                   OSHO   








 

Odpoczywać w niedzielę. W mojej rodzinie nie było tradycji kościelnych, wręcz przeciwnie – księży uznawano za pasożytów. Zamiast kościoła były spotkania rodzinne, wyjazdy na majówki, albo na grzyby, wspólny obiad, śpiewy, świętowanie.

Lubiłem ten dzień jako dziecko i myślałem często: - jakby to było, gdyby wszystkie dni tygodnia były podobne do niedzieli?

Niemożliwe?

Możliwe jak najbardziej, tylko muszą być spełnione dwa warunki: - trzeba dożyć w pełnym zdrowiu do emerytury, tudzież nie należeć do malkontentów.  

Nie należę do malkontentów. Dlatego, gdy patrzę w kierunku Cypla Nieboszczyków, przypomina mi się głośna swego czasu inskrypcja nagrobna:

 

Tu leży mój mąż, co dręczył mnie wciąż.

Spoczywając w tym grobie ulżył mnie i sobie.

 

piątek, 2 listopada 2018

Niedźwiedź chrześcijaninem

Obudziłem się – bo ileż można spać?
      Krople deszczu miarowo pukają w płachtę namiotu – leżę z zamkniętymi oczami, bo cóż innego mam robić?
Działa tylko słuch – oto wspaniała chwila na receptywność!
        A receptywność – uważność to przecież są drzwi do boskości.
Drzwi uchylają się, myśli gasną, nie ma rozumu – jest tylko szum deszczu.
Dla osiągnięcia uważności, przygaszenie rozumu jest niezbędne, ponieważ rozum od bycia dzieli wielka odległość.

Na chwilę znika cały świat. Jestem tylko ja i szum deszczu.

To jest właśnie receptywność – egzystencjalny stan ciszy. Nie ma ruchu, a ty jesteś w uważności.

A tam, gdzie spotykają się cisza i uwaga, tam, gdzie się łączą i stają się jednym, tam rodzi się receptywność.
Receptywność to najważniejsza religijna wartość.
Trwam w tym półśnie - jawie i wydaje się, że dotykam sacrum. Coś jakby odlot.

Więc wierszyk Ewy Szczawińskiej.

Każdy aniołek ma dwa skrzydełka
I leci na nich prosto do raju
Inaczej było w życiu Pawełka
On miał odloty tylko na haju

Deszcz nieco zelżał – teraz tylko siąpi – wygramolę się więc z namiotu, aby przyrządzić coś gorącego do jedzenia.
 
Deszcz zagasił poranny żar - nie ma jednak problemu z rozpaleniem ognia: - co prawda brak w pobliżu brzozowej kory, która jest w takim czasie niezastąpiona, ale są za to uschnięte gałązki z krzaków jagodowych – w tych patyczkach i listkach są eteryczne olejki - pali się to wyśmienicie przy dowolnej mokrości zewnętrznej.
         Podpalone, rozpalone, ugotowane, zjedzone.

Słowacka para dalej nie wychyla nosa, a jest koło południa. Już mam ponownie wciskać się do namiotu, kiedy widzę kogoś nadchodzącego od strony Okrąglika. Ten ktoś okazuje się zawiniętą w pelerynę kobietą!
A to ci dopiero.....

Rozmawiamy radośnie, bo pani jest uśmiechnięta szeroko..... 
Pod peleryną zauważam strój zakonnicy. Pojawia się druga zakonnica, a potem nadchodzi ksiądz.
A to ci dopiero.....

Następuje schemat zwykłych pytań: - to pan się nie boi?
- Czego mam się bać?
- No wilków, niedźwiedzi.....
Do ataku Zbyszku! - pomyślałem i już serwuję ulubioną anegdotę na temat.

„Po bieszczadzkim bezdrożu idzie misjonarz chrześcijański. Nagle widzi zbliżającego się niedźwiedzia.
W pierwszej chwili struchlał ci on (ten misjonarz ma się rozumieć). azaliż zaraz ochłonął i zwraca się do Boga: - Panie! Spowoduj, żeby ten zwierz miał wobec mnie chrześcijańskie zamiary!
 
A tymczasem niedźwiedź także zwrócił się do Boga, bo również był chrześcijaninem. Jego modlitwa brzmiała tak: - Panie! Pobłogosław ten dar, który za chwilę będę spożywał!”

Opowiedziałem kwestię z animuszem i obserwuję reakcję towarzystwa: - zakonnice dosłownie zamurowało, stoją bez ruchu w zadziwieniu, natomiast ksiądz zaczął przestępować z nogi na nogę, z nogi na nogę, powtarzając : - no tak, no tak..... po czym szybko odszedł.
      Za nim z niejakim wahaniem podążyły zakonnice i za moment cała trójka zniknęła w ociekającym wodą lesie na zejściu do Smereka.

A to ci dopiero.....

Potem był już tylko deszcz, deszcz i deszcz.
W nocy kilkakrotnie budziłem się - padało nieustannie.

niedziela, 9 lutego 2014

Spotkanie z wilkiem



Zrobił się późny poranek.
Biorę naczynia i schodzę po wodę. Słońce już wysoko, do południa jeszcze ze trzy godziny.
Po dwustu metrach zejścia zbliżam się do krzaków, które rosną tuż obok cerkwiska (miejsce po spalonej cerkwi)
      W tym miejscu krzaki podchodzą z obu stron do samej drogi, która biegnie od tego miejsca dość stromo na górę.

     Jestem więc w odległości kilkudziesięciu metrów od tych gęstych krzaków, gdy dostrzegam, że na drodze coś leży....Już nie leży, podniosło się to coś. To leżał pies, a teraz się podniósł.
       Przy krzakach na drodze stoi pies.

Pies?
Tutaj pies?
     
Ten pies taki dziwny jakiś…. Taki do wilka podobny....

Wowww! To wilk!

Postawiłem diagnozę i stoję. Wilk też stoi.
Patrzymy na siebie.
Znowu mnie zamurowało! Myśli się zatrzymały.
Chyba nawet wstrzymałem oddech - nie spodziewałem się takiego spotkania!
Ten stan trwa chwilę, pewnie kilka sekund tylko, i odbieram przekaz: - „nagłej śmierci też się nie spodziewasz”.

I co ciekawe, to nie jest moja myśl! Moje myśli stanęły dęba. Nic mnie nie dziwi, bo mam w głowie pustkę kompletną. Znowu chwila bez- umysłu.
     Jestem teraz zaskoczony także tym nie moim przekazem, więc głowa dalej nie pracuje i czuję.... odbieram mentalnie, intuicją, albo sercem, że wilk nie jest zaskoczony.
     Jestem pewien, że wilk nie jest zaskoczony!
On na mnie czekał?
Być może tylko wyobrażam sobie, ale taka błyskawiczna relacja mentalna idzie:
    - wilk: - co tu robisz?
    - Ja: - Jestem tu, aby cieszyć się życiem. Jestem twoim przyjacielem.
    - Pauza.
A w tej pauzie czytam myśl: - mail odebrany.
Jednak brak reakcji. Wilk stoi dalej.
       Wróciły do mnie myśli, wypadłem z receptywności: - On mnie nie puszcza.
Ustąpię mu, tak będzie rozsądnie, a przede wszystkim pokażę, że go respektuję.
Bo niby co innego pozostaje? To jedyne rozsądne posunięcie. Wilk na drodze w biały dzień?

Nie muszę iść teraz po wodę. Odwracam się i odchodzę z powrotem do góry.
     To się dzieje w sekundach dosłownie. Nic się nie boję. Chociaż przez moment przemknęła myśl, że tu stoi basior, a z tyłu mam stado za plecami. Ale ta myśl znikła natychmiast, bo wiem, że to odezwała się głowa, czyli znowu tresura społeczna.
     Wszystko odbyło się niezwykle szybko, pewnie trwało to w sumie kilkanaście sekund.
    
Po kilku krokach odwróciłem się i spojrzałem za siebie.
Wilka już nie było. Ale idę z powrotem do namiotu. Chwilowo odechciało mi się wody.
      
    


(Zwiadowca - zdjęcie Bilińscy )

Nic się nie boję, ale chyba tak tylko mi się wydaje, bo serce łomocze, co będę ściemniał.

Wróciłem do namiotu, pokręciłem się dobrą godzinę w tym trwającym jednak dalej zaskoczeniu wielkim.
Ponowne zejście do potoku ( nóż w kieszeni na kolanie jak zwykle ): - wilka nie ma, droga wolna.
     Tego się spodziewałem. Bo niby co? Oblężenie miało być?
Ale po tym zdarzeniu nieco bardziej rozglądałem się wokół, a przy krzakach szczególnie się rozglądałem.
     Po powrocie z biwaku opowiadałem o tym zdarzeniu kilku ludziom. Oni nigdy nie byli na samotnym biwaku na wilczym terenie. Udzielali więc rad, w rodzaju: - trzeba było kamień wziąć do ręki i rzucić!
     
Zasada: - nigdy nie rzucaj w kogoś, kto szybciej od ciebie biega. On ciebie może dogonić. To po pierwsze primo.

Po drugie primo: -  szanuj dom, w którym jesteś gościem. Nigdy nie podnoś ręki z kamieniem na gospodarza.

Po trzecie primo: - staraj się nie rozmawiać z głupkami. Jeśli się jednak zdarzyło, że rozmówca okaże się głupkiem – wycofaj się na z góry upatrzone pozycje.

(Taki był typowy komunikat Oberkommando der Wehrmacht, gdy Niemcy uciekali przed Rosjanami: - „Nasze wojska wycofały się na z góry upatrzone pozycje”.)

A teraz zobaczmy, co Osho mówił na ten sam temat:

Trzeba zaprzyjaźnić się z całym istnieniem! Jeśli to zrobisz, istnienie także okaże ci przyjaźń na tysiąc sposobów.
Odpłaci ci tą samą monetą, lecz zwielokrotnioną.
                 Będzie twoim echem.
Jeśli zaczniesz rzucać w byt kamieniami, odrzuci ci je z nawiązką.
Jeśli zaczniesz rzucać kwiaty, one do ciebie powrócą.

wtorek, 27 grudnia 2011

RECEPTYWNOŚĆ


- To stan bez myśli. Im więcej myślisz, tym mniej jesteś. W chwilach, gdy w ogóle nie myślisz, byt objawia się w całej pełni. Receptywność to odrzucenie całego śmietnika, który stale nosisz w głowie. Masz tam mnóstwo śmieci, rzeczy całkiem bezużytecznych. Umysł oznacza przeszłość, a przecież przeszłość jest już niepotrzebna – już się zdarzyła i więcej się nie zdarzy. Każdy dzień jest zupełnie inny. Jeśli dalej będziesz dźwigał wspomnienia, nigdy nie zobaczysz nic nowego. A powinieneś zobaczyć to, co jest na twojej drodze. W ten sposób mijamy się z życiem. Zamykasz się w kapsule śmierci. Im jesteś starszy, tym grubsza robi się skorupa martwych doświadczeń. Powoli zamykają się wszystkie okna i drzwi. Odgrodziłeś się od życia murem przeszłości. Kiedy mówię, żebyś stał się receptywny, chcę, abyś ponownie stał się dzieckiem. Przypomnij sobie, jak Jezus mówił do uczniów: - „ Jeśli nie będziecie jak dzieci, nigdy nie wejdziecie do Królestwa Niebieskiego.” Słowa Jezusa są dokładną definicją receptywności. Dziecko jest receptywne, bo nic nie wie. Stary człowiek nie jest receptywny, bo wie za dużo. Staje się zamknięty w sobie. Słyszałeś kiedyś odległe wołanie kukułki? Słyszałeś śpiew wilgi? Stałeś kiedyś z zadartą do góry głową chłonąc radość przelatujących gęsi? To jest receptywność. Stań się dzieckiem. Zachwycaj się. Wtedy pojawi się cisza. Wtedy życie stanie się błogosławieństwem.