Przez całe dekady fizycy spierali się, czy podróże w czasie są możliwe.
A
tak na marginesie: - wielu ludzi twierdzi, że podróże w czasie wstecz,
przynajmniej do czasów średniowiecza, można łatwo zrealizować – wystarczy wejść
do kościoła.
Dziś ci fizycy, którzy zajmują się tą
coraz modniejszą dziedziną badań, dystansują się od określenia „maszyna czasu”, a zamiast niego mówią „Zamknięta krzywa czasowa”.
Do wskoczenia w tę „Zamkniętą krzywą
czasową” wystarczy jeden jedyny drobiazg – trzeba znaleźć sposób, aby
wyprzedzić światło.
Trudne?
Wobec
przecieków z nawet nie najnowszych eksperymentów, to już się udało.
Czyli
szybkość światła nie jest szybkością graniczną.
To dobra wiadomość dla podróży w czasie.
Jednak
jest także wiadomość zła: - podróż w czasie wstecz, z całą pewnością będzie
bardzo trudna.
Oto tylko dwa wyzwania z instrukcji
przedstartowej:
- Obiekt
wielkości Jowisza (Jowisz jest 345
razy większy od Ziemi) należy ścisnąć tak, aby zmieścił się do pudełka od
butów.
Otóż w przyszłość podróżujemy przez cały
czas, z prędkością jednej sekundy na sekundę.
Albert Einstein wykazał, że żadne dwa
ciała poruszające się względem siebie nie mogą mieć wspólnej współrzędnej
czasowej. Szybko poruszający się obiekt doświadcza innego tempa upływu czasu
niż obiekt wolniejszy lub nieruchomy.
Im szybciej podróżujesz w przestrzeni,
tym wolniej poruszasz się w czasie.
Cała
ta idea jest zgrabnie podsumowana w stwierdzeniu: - „Poruszające się zegary idą
wolniej”.
Ten
efekt został potwierdzony przez hiperdokładne zegary atomowe umieszczone w
obiektach kosmicznych.
Największego
efektu dylatacji czasu wśród ludzi, doświadczyli kosmonauci ze stacji „Mir”.
Niektórzy z nich spędzili ponad rok, pędząc nad Ziemią z prędkością 27 tysięcy
kilometrów na godzinę.
W
trakcie tej długiej misji „zarobili” niemal cztery sekundy w porównaniu do
pozostałych Ziemian.
Niby
cztery sekundy to niewielka różnica. Jednak dylatacja czasu ilustruje dziwny
fakt, że nie ma czegoś takiego jak czas absolutny.
Cztery sekundy są niczym dla kogoś, kto
chciałby się przenieść do roku dwa miliony.
Do
tego okazuje się, że do takiego przeniesienia w czasie wcale nie jest potrzebny
Jowisz sprasowany do rozmiarów pudełka, ani oswojona czarna dziura.
Wystarczy
żwawy pojazd kosmiczny. Taki, który potrafi wyciągnąć 99 i siedem dziewiątek
procent prędkości światła. Kiedy przekroczysz (bowiem) tysiąc milionów
kilometrów na godzinę, zaczną się dziać rzeczy interesujące.
Wykres dylatacji czasu jest asymptotą –
kształtem przypomina pozbawiony kantów kij hokejowy.
Przy
małych prędkościach efekt jest marginalny.
Nawet
przy prędkości równej 80% c zegary idą tylko o 40% wolniej.
Aby
efekt stał się znaczący, trzeba zbliżyć się do prędkości c.
Przy prędkości 90% c, czas jest ponad dwukrotnie
wolniejszy niż u stacjonarnego obserwatora.
Przy
prędkości 99% c czas jest siedmiokrotnie wolniejszy.
Z
taką prędkością mógłbyś polecieć tam i z powrotem do Proxima Centauri – w sumie osiem lat świetlnych – w czasie nieco
krótszym niż czternaście miesięcy według zegara pokładowego.
Przy prędkości 99,9999% c, każdej godzinie
na pokładzie pojazdu będą odpowiadać dwa
lata w domu.
Rozpędź
się jeszcze bardziej, do 99 i 14 dziewiątek po przecinku, a każdy dzień w
pojeździe będzie odpowiadać dwudziestu tysiącom lat w domu i wtedy zacznie się
poważna rozmowa o podróży w czasie.
Jeszcze nieco przyspieszenia i całe
tysiąclecia będą mijać z każdą sekundą lotu.
Oby
tylko nie była to podróż w jedną stronę...... Chociaż nawet wtedy byłoby to
doświadczenie fascynujące.
Aby
przeciąć naszą galaktykę z prędkością bliską c, potrzeba sto tysięcy lat,
ale..... jest to mierzone w układzie
odniesienia Ziemi.
Nie
trzeba stosować hibernacji, napędu warp, transmisji nad-, pod-, lub
hiperprzestrzennych, a także tuneli czasoprzestrzennych.
Nie musisz się także martwić o
fizjologiczne skutki dużych przyspieszeń. Jedno g przez rok w zupełności
wystarczy, aby osiągnąć prędkość dostatecznie bliską c, a następnie tyle samo,
aby hamować.
To przyspieszenie, a nie prędkość jest
kluczem do doświadczania efektu dylatacji czasu.
A więc wyobraźmy sobie, że poleciałeś do Andromedy i wróciłeś.
Wróciłeś
i sam siebie pytasz po co to było? I do czego wróciłeś?
Nikt
na ciebie nie czeka, twój gatunek wymarł (bowiem) dwa miliony lat temu.....
PS. Problemy wynikłe po powrocie z wieloletniej wyprawy międzygwiezdnej opisał nasz rodak Stanisław Lem.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz