Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dobro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dobro. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 listopada 2025

Kultura Narzekania

 


Jak wiemy, wszystko łączy się ze wszystkim, a ponieważ żyjemy w systemie naczyń połączonych, to:

Po pierwsze primo:  - samo mówienie nieznajomemu „dzień dobry” powoduje, że od razu robi się milej. To pozytywna energia od której poprawia się zdrowie.

Po drugie primo: - patrzenie na siebie wilkiem niesie złą energię. Od takiej energii nastrój robi się toksyczny, a na końcu się choruje.

Jasno wynika z powyższego, że okazywanie życzliwości, optymizmu, bardziej się opłaca.

Jednak niestety społeczeństwo mamy ogólnie narzekające i pod tym względem wyróżniamy się wśród innych narodów. Nawet więcej: - narzekanie jest naturalnym sposobem komunikowania się Polaków. Psycholodzy mówią nawet, że nasza kultura to Kultura Narzekania.

    W takiej kulturze nie wypada przyznać, że cokolwiek się udało. To byłoby bowiem niezgodne z normą. Mówimy więc, że wszystko schodzi na psy, jest źle, gorzej, fatalnie, masakra, czy tylko „dupy nie urywa”.

Tym sposobem fałszujemy rzeczywistość na minus, co pokazują statystyki. Rzeczywistość widzimy w dużo ciemniejszych barwach, niż jest w istocie.

Ponieważ narzekania są normą, a optymizm jest uznawany za świrowanie, tylko niewielu odważa się powiedzieć, że wiele rzeczy zmierza w dobrą stronę, a tych, którzy odnoszą sukces nie trzeba od razu podejrzewać.

   To narzekanie jest dzieckiem kultury chłopskiej, pańszczyźnianej. Chłop (bowiem) zawsze narzekał na złą dolę. Rzeczywiście w chłopskiej historii była cała masa cierpienia, azaliż ta niedola stopniowo zmieniała się w dolę, a narzekanie nie ustało, bo weszło w nawyk, co odkryli podli ludzie, nazywani politykami i skutecznie podsycają dla swoich celów zakodowane w narodzie cierpienie, desperację, nienawiść, pesymizm.

Nikt nie mówi, że wszystkim jest świetnie. Nie jest, jednak generalnie poprawia się.

I tym sposobem trwa nieustanna walko dobra ze złem, co pewien czas przechylając szalę to w jedną, to w drugą stronę, a wszystko w zgodzie z energią płynącą z gwiazd.




wtorek, 14 października 2025

O Tadeuszu Kościuszce

 


Bystry Kościuszko szybko rozpoznał zaprzaństwo kk. Ostrzegał przed wysyłaniem dzieci i młodzieży na nauki do czarnych.

Już tylko z tego powodu myślę o Naczelniku z sentymentem, tudzież w miarę często, ponieważ po jesiennym powrocie z podróży, oraz kiedy zakończy się grzybowy sezon, w drodze do biblioteki przechodzę obok Jego pomnika przynajmniej raz w tygodniu.


Kościuszko obrońca, a potem mieszkaniec Filadelfii, przyjaciel prezydenta Jeffersona. W latach 1810 – 1815 mieszka we Francji w Berville. Hoduje róże. Pije dużo kawy. Zaleca kochać wszystkich ludzi na świecie (oprócz kleru).

Rozpowszechniony u nas wizerunek Naczelnika w sukmanie, na czele kosynierów, jest mylący. Kościuszko to polityk, który prowadzi rozmowy z carem Rosji Pawłem I, jak pisałem wyżej - przyjaźni się z Jeffersonem, jest honorowym obywatelem Francji, rozważa plany niepodległości Polski odrzucając koncepcje Napoleona. Dyskutuje z Pestalozzim o problemach oświaty, pisze na zamówienie Amerykanów dzieło o artylerii konnej (rzecz na owe czasy technologicznie nowoczesna, bowiem nie było wtedy dronów). Jest jednym z najwybitniejszych obywateli świata. Ciekawe, że w polskim myśleniu takie rzeczy nie mają większego znaczenia.

Gdyby Kościuszko dziś miał coś dodać o Ameryce, być może powiedziałby: Pamiętajmy, że demokracja amerykańska jest zbudowana na rzezi Indian i krwawicy afrykańskich niewolników.                           

Metysi (nowa rasa Ameryki Łacińskiej) powstała po wymordowaniu Indian i innych miejscowych plemion, dokonanym przez Hiszpanów i Portugalczyków.                                                                                          

Demokracja i nowa rasa to pozytywne fenomeny. Czyż jednak dobro może być zbudowane tylko na tym, co złe?





poniedziałek, 13 listopada 2023

Kosmologia Kadir Chana.

 


Wszechświat powstał około piętnastu miliardów lat temu i zaczął od niemal absolutnej prostoty. Od tej pory zmierza ku coraz większej złożoności. Ruch od prostoty do złożoności jest spleciony z siecią i osnową Wszechświata i nazywa się Tendencją ku Złożoności. Ludzie, ptaki, drzewa, gwiazdy i galaktyki są owocem tej złożoności.

                        

                             Bóg, dobro i zło.

Ostateczna, Finalna Złożoność – punkt do którego zmierzają zdarzenia jest to, lub kto, kogo nazwiemy Bogiem.

Więc wszystko co sprzyja, ułatwia lub przyspiesza kierunek do większej złożoności, czyli do Boga, jest dobrem.

A wszystko inne, przeciwne, jest złem.

Jeśli chcemy poznać, co jest dobrem, a co złem, (chcemy coś zrobić i przedtem rozpoznać czy to dobre czy niedobre) zadajmy sobie pytanie: - Co by się stało, gdyby wszyscy tak postępowali? Czy w naszym wycinku Wszechświata to by pomogło w postępie, czy go wstrzymało?

Odpowiedź da nam pogląd, czy jest to dobro, czy zło. Co ważniejsze, dowiemy się, dlaczego jest to dobre lub złe.

Czasami konieczność nakazuje, by uczynić zło z dobrych pobudek. Ważne jest wtedy upewnienie się, że pobudki są dobre i że przyznajemy się do popełnienia zła i nie będziemy się okłamywać, że to, co uczyniliśmy jest dobre.

        

                         Rzeczy martwe i żywe

Wydaje się, że na świecie istnieją twory martwe, na przykład kamienie i żywe – drzewa, ryby, ludzie. Ponieważ jednak wszystko zbudowane jest z tych samych cząstek, należy stwierdzić, że życie jest właściwością wszystkich istnień.

Każdy atom Wszechświata ma pewną charakterystyczną cechę – jest nią życie. Im bardziej złożoną postać przybierają atomy składające się na daną rzecz, tym bardziej złożony jest wyraz tej cechy pod nazwą życie.

Kamień to bardzo prosty układ atomów, więc życie kamienia jest także niezwykle proste. Ono jest tak proste, że nie potrafimy go dostrzec. Robak to już bardzo złożony układ atomów, więc jego życie jest oczywiste.

  

                                 Światło

 Życie i wszystkie inne cechy charakterystyczne istnień we Wszechświecie, jak świadomość, wolna wola,  miłość i tendencja ku złożoności, pojawiły się dzięki światłu. Dzięki światłu na Początku Czasu jaki znamy.

Na Początku Czasu pojawił się Punkt Osobliwości. Było w nim bezgranicznie gorąco i panowało bezgraniczne skupienie. Jednak punkt ten nie zajmował przestrzeni i nie było w nim czasu.

Ten punkt to kocioł wrzącej energii światła. Coś spowodowało jego rozdęcie – na razie nie wiemy co to było – i z tego światła powstały wszystkie cząsteczki i atomy, a także przestrzeń, czas i inne znane nam siły. Na początku Wszechświata to światło dało każdej cząsteczce zestaw cech charakterystycznych, a gdy te cząstki scaliły się w bardziej złożone twory, owe cechy zaczęły się ujawniać także w coraz bardziej złożonej postaci. Taki jest związek między świadomością i materią. Wszystko żyje, ma świadomość i duszę. Trzeba tylko pamiętać, że struktury bywają proste i złożone.

----------------------------------

PS. Pisałem kiedyś, co miał odwagę wyartykułować jeden z laureatów Nagrody Nobla z fizyki bodajże: - To co powiem, wyda się wielu obrazoburcze, ale nawet to krzesło, na którym siedzę, ma duszę.

To po pierwsze primo. A jako że od wczoraj trzymamy się światła i nie ma przypadków, wypunktuję, że po drugie primo 13 listopada 2023 roku usłyszeliśmy w Warszawie inne ważne słowa: - „W Polsce zaświeciło dziś potężne światło nadziei”.

czwartek, 25 listopada 2021

Pęd donikąd

 


Jeden człowiek uzależniony od gromadzenia rzeczy nie stanowi zagrożenia dla ludzkości. Jednak ten pojedynczy człowiek się rozmnaża i to, co mu błędnego wpoili przodkowie, przekazuje zwykle swoim potomkom. Umysł z chorym programem zaszczepia ten program w umysłach swych dzieci i tak z pokolenia na pokolenie podeszliśmy jako ta „cywilizowana” część ludzkości pod ścianę, ponieważ bagaż fałszywych przekonań kumuluje się. Z powodu zanieczyszczenia przyrody i chemicznego jedzenia, rodzące się dzieci zaczynają mieć kłopoty zdrowotne i coraz częściej przychodzą na świat z wadami.

Dopóki ludzie wytwarzali swoje przedmioty ręcznie, wpisywali się w naturę świata. Jednak pewnego dnia wymyślono sposób na masowe wytwarzanie przedmiotów i zaczęła się epoka przemysłowa. Oto w uzależnionych umysłach powstała idea ostatecznego zaspokojenia trwającej od pokoleń choroby duszy. 

Jak było do przewidzenia stało się dokładnie odwrotnie: - ludzie w tak zwanym cywilizowanym świecie zachodu narzucili sobie wyścig szczurów. Kołowrót życia zaczął obracać się szybciej. Zachodnia cywilizacja stworzyła świat iluzji i pędu donikąd. Bo zmanipulowane, uzależnione, chore umysły mogą tworzyć tylko chory świat. Ten błędny kierunek zauważali nieliczni.  

Ludzkość nie była w stanie zrozumieć, że zło, jakie sama sobie wyrządza, kiedyś obróci się przeciwko niej. Cywilizacja zawsze szukała argumentów na potwierdzenie słuszności swoich działań i broniła się na wszelkie sposoby przed wyzdrowieniem. Czemu się tak długo broniła? Z prostego powodu, bo jak wiemy wszystko co dobre jest proste: - utrata iluzji dla uzależnionego umysłu, jest utratą wszystkiego co on ma i równa się utracie tożsamości.                                               

Dlatego uzależniony człowiek, zdając sobie sprawę, że zdrowy nie jest, zaczyna się leczyć dopiero wtedy, kiedy nie ma już absolutnie żadnego innego wyjścia.

Nie ma wyjścia – trzeba się leczyć, albo przydarza się czynnik zewnętrzny. Czy takim zewnętrznym czynnikiem jest pojawienie się Covida?

Wcześniej także zdarzały się epidemie, nie było zastrzyków, kto miał umrzeć ten umarł. Człowieka broniła odporność osobista, której żadna sztuczna odporność nie zastąpi. Czy możemy wykluczyć, że to jest właśnie jeden z celów, które chcą osiągnąć decydenci? Zabranie człowiekowi jego naturalnej tarczy? Krańcowe uzależnienie poddanego od Pana?                                               

Być może się mylę, lecz wiem także, że chora władza jest zdolna do każdego draństwa. 

Minęło wiele miesięcy „walki” z Covidem, a wiemy o nim tyle samo, co na początku. I nie miejmy złudzeń, decydenci już o to zadbają: - nigdy nie dowiemy się kto wyprodukował i kto komu wirusa podrzucił. Zauważamy nasilony medialny posiew strachu - ulubione narzędzie rządzących. Inne ciekawe dylematy: - co się stało z dobrze nam znaną grypą? Co roku była fala zachorowań (i zgonów) a teraz o grypie jakoś cicho. Tudzież: - czy Gaja jako żywa istota zna pojęcie „zemsta”?


Odkrywane są nowe odmiany, dziś jest to już Mu, za moment zabraknie liter w alfabecie greckim. Na horyzoncie obowiązek szczepień, a wygląda na to, że one niespecjalnie działają. O co może chodzić w tym całym zamieszaniu?

Ogólny kierunek znamy: - docelowo jeden rząd światowy, a zmniejszoną populację wziąć radykalnie za twarz. To wydaje się jednak jakąś odległą perspektywą, więc skupmy się na tym, co mamy dziś. Dziś dzwoni kolejny dzwonek, którego dźwięk powinien otrzeźwić ludzkość goniącą w ślepej uliczce za Szybciej-Więcej.                                                                                                        

Przekonamy się niebawem, czy, ewentualnie jakie zmiany nastąpią w sposobie dotychczasowej egzystencji. A zmiany nastąpią, bo tak jak dotychczas już  dalej żyć się nie da: - masowa produkcja rzeczy przynoszących chwilowe ukojenie nie sprawdziła się.                                                                               

Ludzie o uzależnionych umysłach zaczęli przejmować władzę, a pod ich rządami olbrzymiała spirala coraz większego zatracania się. Doszliśmy dzięki temu do zagubienia umiejętności rozróżniania miedzy dobrem a złem. 

Dziś jesteśmy w stanie każde dobro oczernić, a każde zło usprawiedliwić.

poniedziałek, 22 listopada 2021

Czy jest dualizm

 


Sjesta popołudniowa. Siedzę i piszę o dualizmie. Ten problem docierał do mnie stopniowo. Na początku wydawało mi się, że dualizm jak najbardziej jest i żyjemy w dokładnie dualistycznym świecie.

W świecie, w którym żyje zdecydowana większość ludzi, wszystko ma drugą stronę, wszystko ma swoje przeciwieństwo.

Jest czarne i białe, zimne i gorące, stare i młode, a każdy medal ma dwie strony.


To można zobaczyć na skali plus - zero - minus.

Na przykład mamy skalę pokazującą stopnie słodkości. Gdy coś jest słodkie, bardzo słodkie – znajduje się na skali dodatniej, plusowej. Gdy jest maksymalnie słodkie, ma sto procent cukru w cukrze – znajduje się na samym końcu skali dodatniej. Gdy coś jest mniej słodkie, można przypisać mu mniej jednostek dodatniej słodkości.

Kiedy natomiast mamy rzecz, która nie jest ani słodka, ani gorzka, to tę rzecz umieszczamy w punkcie zero, punkcie równowagi. Tak samo dzieje się z rzeczami gorzkimi, które będą się znajdować na naszej skali słodkości, po stronie minus, z ujemną słodkością. Rzecz całkowicie gorzka powinna być dokładnie po przeciwnej stronie skali i na samym końcu wobec rzeczy słodkich.


 Naprzeciwko snu jest przebudzenie.                                                                                Przebudzenie to całkowite nieśnienie. Nieśnienie? Mistycy twierdzili od zawsze, że nie ma czegoś takiego. Zawsze mniej lub bardziej śpimy. Czemu tak jest?

Ponieważ odbieramy tylko pół procenta z informacji, które do nas docierają z zewnątrz. Nie dostrzegamy na przykład podczerwieni i ultrafioletu, zakres rejestrowanych dźwięków jest także bardzo ograniczony. Jesteśmy ułomni w odbiorze informacji. Nauka dodaje, że wykorzystujemy tylko jeden procent swego mózgu. Stare religie również potwierdzają, że świat, który odbieramy to „Maja”.


Einstein poszedł dalej: - rozciągnął ten dowód uniwersalnie na energię i stwierdził, że można zmierzyć tylko jedną stronę – stronę dodatnią. Tylko emanująca energia jest mierzalna: - światło można zarejestrować. Ciemności natomiast nie można zmierzyć. Ciepło daje się zmierzyć – zimna nie można zmierzyć.

          - Nie ma ciemności – jest tylko kompletny brak światła.

          - Nie ma zimna, jest tylko kompletny brak ciepła.

A z tym ciepłem jest tak, że strona dodatnia jest zdaje się nieograniczona, natomiast w drugą stronę jest dokładne zero, bo mniej być nie może. Absolutne Zero, czyli minus 273 stopnie Celsjusza.

       W kosmosie jest więc absolutny brak ciepła.

Albo jeszcze inaczej: - kosmos to absolutne zero, czyli śmierć dla istoty żywej. Minus 273 stopnie. A jaką liczbę niesie ze sobą życie? Nie jest to liczba związana z ciepłem, a wynosi także 273. Płód ludzki potrzebuje 273 dni, aby wyjrzeć na świat. Minus 273, plus 273.

Znowu dualizm? Bo jak wiemy azaliż, przypadków nie ma. Do tego temperatura ciała zdrowej jednostki ludzkiej to 36,5 stopnia Celsjusza. Przesuwamy przecinek i mamy 365 dni w roku. Albo odwrotnie.


 Gdy to rozumowanie rozciągniemy filozoficznie na inne dziedziny życia, okaże się, że nie ma nienawiści, jest tylko kompletny brak miłości.

Także nie ma zła – jest tylko kompletny brak dobra w ludzkich sercach,

        Trochę to przypomina wykład o pozytywnym myśleniu: - że szklanka jest do połowy pełna, a nie do połowy pusta. Lecz zdajmy sobie sprawę z tego, że szklanka NIGDY nie jest pusta. Nawet gdy wylejemy całą wodę ze szklanki, ona dalej jest pełna. Pełna powietrza.


 

Ktoś powie: - takie tam dyrdymałki. Może być, że dyrdymałki. Nie mam zamiaru się mądrzyć, to są jedynie listy do samego siebie. Kto zechce, ten je przeczyta.

Zbliża się wieczór. Jest cudnie. Zaparzyłem miętę, podsycam maleńki ogień i kończę wyjaśnianie sobie czy dualizm jest, czy go nie ma.


To jest on w końcu, czy go nie ma?

A to już niech każdy sam rozsądzi.

Oczywiście jeśli będzie miał na to chęć i czas.

poniedziałek, 12 kwietnia 2021

Jak u pana Boga za piecem

 Proste życie w niepowtarzalnym bieszczadzkim zadupiu: - wstać wcześnie, pokręcić się tu i tam, przyszykować śniadanie, powędrować po lesie lub łąkach, zjeść do syta, odpoczywać razem z chylącym się dniem i iść spać razem z kurami. 

Nikt nie zakłóca prawidłowości prądów powietrznych, które ciebie otaczają. Otulony ciszą robisz co chcesz, albo nic nie robisz. Jesteś poza tym całym cywilizacyjnym zgiełkiem. Nie masz ochoty rozsądzać spraw egzystencjalnych, czy jest dobro i zło, czy może tylko miłość. Nie ma prądu, nie ma radia ani telewizji, telefon służy głównie do robienia zdjęć, nie grzebiesz w nim bez sensu.





Można sobie taki styl narzucić? Można, ale żeby czuć się w opisanych warunkach jak u pana Boga za piecem, najpierw trzeba przeżyć te swoje kilkadziesiąt lat i dostać nieco w dupę od świata ludzi. Czyli odebrać osobistą lekcję. Bowiem nie doceni słodkości ten, kto nie poznał goryczy. A kiedy już jesteś gotowy, przypłynie do ciebie umiejętność cieszenia się z tego, co jest i dopiero wtedy czujesz życie i dostrzegasz piękno we wszystkim, co ciebie otacza, także w nie usuwanych pajęczynach.


Więc czujesz się jak u pana Boga za piecem. Wszystko dzieje się niespieszne, a czas się rozciąga. Bawi cię celebracja śniadań. Składniki proste: - masło, cebula, pomidor, czosnek, tudzież taka kiełbasa, jakiej w mieście nie uświadczysz. Do tego kubek kakao. Albo dwa kubki.









czwartek, 8 kwietnia 2021

Dom na Górze

 Garść wspomnień z zimowo – wiosennego pobytu u Jana Gabriela.





Piramida - miejsce eksperymentów z mózgowymi falami alfa. Przekonałem się osobiście, że to działa.



Bracia Mniejsi






Przy domu Jana stoi stuletnia, głęboka studnia z niezwykle zimną i smaczną wodą.



Stalowy kubek autora – prezent, który spadł z nieba. Był wpis.



Wieczorem płonie prawdziwa woskowa świeca i Bożenka, partnerka Jana, mistrzyni wahadełka uruchamia swoje czary - pomaga mi rozeznać się w osobach, które wokół mnie aktualnie orbitują.



Zamykam oczy, wyobrażam sobie sprawdzaną osobę, zmniejszam ją do dziesięciu centymetrów i stawiam na stole przed Bożenką. Bożenka trzyma wahadło nad odpowiednimi wskaźnikami – skalami i feruje wyrok ostateczny: - Uciekaj od niej – od niego – wahadło kręci się w odwrotną, czyli ciemną stronę! 

I sprawa staje się jasna - wysyłam myśl. Następuje mentalne czyszczenie kontaktów. W większości przypadków ów osobnik, któremu wahadło kręci się wstecz, a ja już o tym wiem, sam coś wyczuwa i znajomość gaśnie w sposób naturalny. Pozostałych nielicznych zaczynam omijać szerokim łukiem i to w zupełności wystarcza, bowiem ludzie, którzy nieświadomie godzą się na bycie po ciemnej stronie mocy, jak pisałem, rzecz przeczuwają. Bardzo prosta sprawa jest z tymi, którzy są świadomymi sługami ciemności. Tak, tak, są tacy. Oni nie muszą opierać się na przeczuciach – oni po prostu dostają wiadomość od swego "pracodawcy".

Jak Czytelnicy wiedzą, lubię szczerość, a moje pisanie, powiedzmy że nie zawsze przystaje do stereotypu. Poza tym mam zasadę, której pilnuję, bo to godne i sprawiedliwe: - Rób swoje i nigdy się nie tłumacz - twój wróg i tak nie uwierzy, a przyjaciel tłumaczenia nie potrzebuje.

Znałem już od kilku lat Jana, Bożenkę i szeroki krąg ich znajomych. Także sporo wiedziałem o sprawach paranormalnych, no i napatrzyłem się na różne metafizyczne cuda, które co jakiś czas przydarzały się w bliskości Jana, bretharianina - uzdrowiciela. W pamięci utkwił mi zwłaszcza wypadek samochodowy pod Ciechocinkiem, gdy wracaliśmy od kręgów kamiennych w Odrach i to, co się po tym wypadku wydarzyło. 

Siedzimy więc przy stole w czwórkę - dwie mistrzynie wahadełka, Jan i ja. Państwo rozmawiają swobodnie, używając wielu nieznanych mi określeń. Słuchałem i:

- Po pierwsze primo przyjmowałem do wiadomości, że tuż obok nas, może nad nami, toczy się ciągła walka Dobra-Porządku, ze Złem-Chaosem, w tym z wszechogarniającą nas kontrolą. Czasami 51 - 53%% przewagi ma jedna strona, potem przeważa strona przeciwna. Walka jest okrutna, to nie przesada i nie jakieś tam lelum polelum (Piękne starosłowiańskie określenie). Tacy ludzie jak Bożenka i Jan, osadzeni po jasnej stronie, byli w ciągłym niebezpieczeństwie. Byli, ponieważ oboje już nie żyją.

- Po drugie primo niewiele więcej rozumiałem z tych rozmów łowionych jednym uchem. Zwykle obsługiwałem w tym czasie pocztę. Poza tym nawet nie chciałem więcej zrozumieć, gdyż każdy człowiek ma jakiś swój zakres, swoją działkę, której powinien się trzymać. Jeśli ktoś uważa, że może znać się na wszystkim, ten nie zna się na niczym. Przykład takich omnibusów? - Spójrzmy na polityków.

czwartek, 23 listopada 2017

Międzygalaktyczni Konstruktorzy 10

                        Wiara w Sierotę Absolutną

Gdy wyszli na dwór o młodym księżycu, pobojowisko przedstawiało żałosny widok.
       W okopconej dymami osadzie ledwie tu i tam jakiś Felicyjant, w pośpiechu nie do końca rozkręcony, wyrażał w mechanicznej agonii słabym głosem swoje nadzwyczajne i niczym nie przeparte przywiązanie do idei Dobra Powszechnego.

Nie dbając o zachowanie twarzy, Trurl wybuchnął gniewem i rozpaczą, nie rozumiał bowiem wcale, gdzie popełnił błąd, który życzliwców mordodzierżcami uczynił.
- Dyrektywa Wszechżyczliwości, mój drogi, jeśli nazbyt generalna, rozmaite może rodzić owoce – wyjaśnił mu Klapaucjusz przystępnie. - Ten, komu lubo, chce rychło, aby innym też się lubo stało, a krnąbrnych zaczyna wnet w szczęśliwość łomem popychać.
    • A więc Dobro może rodzić Zło!                                                                
          O! Jakże perfidną jest Natura Rzeczy! - zakrzyknął Trurl.
Wypowiadam tedy bój Naturze onej samej! Żegnaj, Klapaucjuszu! Widzisz mnie chwilowo pokonanym, lecz jedna bitwa o wyniku wojny nie stanowi!
                                                                                                                                                                  Co powiedziawszy, Trurl oddalił się, po czym, w samotności zasiadł czym prędzej do ksiąg uczonych i szpargałów, chmurny, lecz tym bardziej zacięty. 
       Rozum podpowiadał, że nieźle byłoby przed następnymi doświadczeniami otoczyć domostwo murami, a przez ich otwory wystawić gardziele armatnie, lecz nie mógł wszak żadną miarą od tego rozpoczynać budowy Życzliwości Powszechnej.
       Toteż postanowił tworzyć odtąd już tylko modele redukcyjne, w skali 1:100 000, w ramach eksperymentalnej socjologii zmikrominiaturyzowanej.
Dla lepszej pamięci, aby je zawsze mieć na oku, zawiesił na ścianach pracowni wykaligrafowane hasła, jako to: - Wytyczne.

1. Dobrowolność Miła
2. Łagodność Perswazyjna
3. Życzliwość Delikatna
4.Opiekuństwo Subtelne                                                                                           

I zabrał się Trurl–Stwórca do przekładania onych haseł na byt praktyczny.                                                                                                                                           Na początek zmontował tysiąc elektroludzików pod mikroskopem, obdarzywszy ich niewielkim rozumkiem i niewiele większym umiłowaniem Dobra, bo się już w tym zakresie lękał fanatyzmu.

Elektroludziki krążyły tedy dosyć ospale w szkatułeczce przydanej im na mieszkanie, a podobnej, przez ów ruch miarowy i monotonny, do zegarowego mechanizmu.
        Poddał im nieco mądrości, przykręcając śrubkę myślnika, i zaraz żwawiej się zaruszali, a zrobiwszy z opiłków instrumenciki, jęli nimi podważać ściany i wieczko. Zwiększył z kolei potencjał Dobra; - zaraz ofiarą zrobiła się cała społeczność......
        Każdy w niej leciał pędem przed siebie, żywo rozglądając się za takimi, których dolę wypada polepszyć, a specjalny był popyt na wdowy i sieroty, szczególnie po ociemniałych. Ujętych, takimi atencjami otaczano, takie im świadczono dusery, że poniektóre biedactwa chroniły się za mosiężnym zawiaskiem puzdra.

To była już istna cywilizacyjna zawierucha. Niedobór sierot oraz nędzarzy spowodował bowiem kryzys: - nie mogąc na tym padole, to jest w pudełku, znaleźć obiektów zasługujących na wyjątkowo aktywną życzliwość, mikrolud po osiemnastu generacjach wytworzył wiarę w Sierotę Absolutną, której do końca odsierocić, ani doszczęśliwić w ogóle nie można
       Furtką takiej nieskończoności uchodził w transcendencję nadmiar życzliwości, na metafizykę przerobionej. Patrząc w zaświat, społeczeństwo zaludniło go obficie – pośród istot czczonych pojawiła się Dziwowdowa, a także Pan Niebios, też zasługujący na wyjątkowe współczucie.                                                            

Tym samym świat doczesny silnie zaniedbano i organizacje zakonne pochłonęły większość świeckich.

  Cdn

czwartek, 16 listopada 2017

Międzygalaktyczni Konstruktorzy 8

               Pierwsza społeczność

Trurl–Stwórca do obiadu pospał nieco, bo okrutnie utrudziły go te deliberacje. Potem zaś szparko, rześko, zamaszyście wstał, plany nakreślił, taśmy programowe nadziurkował, algorytmy obliczył i na początek zbudował szczęsną społeczność, złożoną z dziewięciuset osób.
       Żeby zaś panowała w niej równość, uczynił wszystkich dziwnie podobnymi.
Aby się o jadło, napitek, nie pobili, ustanowił ich abstynentami dożywotnimi od wszelkiej strawy i napoju: - chłodny ogieniek atomowy był im źródłem energii.
Uczyniwszy to usiadł na przyzbie i do zachodu słońca patrzał, jak podskakują, wrzaskliwie oznajmiając szczęście sobie i drugim, jak sobie dobrze czynią gładząc się nawzajem po głowach, kamienie usuwając jeden drugiemu z drogi.
Patrzał, jak krzepcy, żwawi, weseli, pędzą życie w animuszu i beztrosce.
      Gdy kto nogę zwichnął aż czarno się robiło od zbiegowiska, nie przez ciekawość, lecz przez kategoryczny imperatyw Opiekuństwa Spolegliwego.
        W samej rzeczy, od nadmiaru ochoty na początku czasem tę zwichniętą nogę wyrwali, miast ją naprawić, lecz podregulował im reduktory, dorzucił oporniczków, by potem zaprosić Klapaucjusza.
Ów przyjrzał się tym radosnym i beztroskim harcom, spojrzał na Trurla i zapytał: - A mogąż się oni smucić?
- Co za głupie pytanie – odpowiedział tamten – jasne, że nie mogą!                                                                                                                                                          - Wiecznie zatem mają tak skakać, rumienić się, dobrze czynić i głośno wrzeszczeć, że im wybornie?
- A pewno!
          Klapaucjusz nie dość, że pochwał skąpił, to nawet żadnej nie wyraził. Trurla to zgniewało i rzekł:
- Być może widok to monotonny i mniej malowniczy od scen bitewnych, lecz zadaniem moim było uszczęśliwić, a nie obdarzyć kogokolwiek dramatycznym widowiskiem!
- Skoro oni czynią to, co czynią, bo muszą, mój Trurlu – wykładał Klapaucjusz – to tyle w nich Dobra, ile w tramwaju, który dlatego nie może ciebie przejechać, gdyż stoisz na chodniku, a on z szyn nie wyskoczy.
         Bowiem nie ten doznaje szczęścia doznając Dobro, kto musi innych bezustannie gładzić po głowie, z uciechy ryczeć i kamienie zbierać z drogi, lecz ten, który azali może także frasować się, łkać, kamieniem głowę rozbić, lecz z dobrawoli i serdecznej ochoty tak nie postępuje.!                                                                                                              Ci twoi przymuszeńcy są jeno urągowiskiem dla wysokich ideałów, które udało ci się dokładnie sponiewierać!
- Ależ co ty mówisz! Oni są wszak istotami rozumnymi – bełkotał oszołomiony Trurl.
- Tak? - rzekł Klapaucjusz – Zaraz się przekonamy!
Za czym, wchodząc pomiędzy Trurlowych doskonalców, pierwszemu, który się nawinął, dał w łeb, a z rozmachem, pytając:
- Szczęśliwyś Waszmość?
- Szalenie! - odparł ów, trzymając się za głowę, na której guz wyskoczył.
- A teraz? - spytał Klapaucjusz i tak mu przyłożył, że ów się zaraz nakrył nogami. Jeszcze nie wstał, jeszcze piasek wypluwał, a już krzyczał:
- Szczęśliwym, mospanie! Czarownie mi się dzieje!
                                                                                                                                         No i masz swego szczęśliwca – rzekł zwięźle Klapaucjusz i odszedł.

Konstruktor, niewymownie stroskany, po jednym zaprowadził swych doskonalców do laboratorium i tam rozebrał ich do ostatniej śrubki, a żaden się wcale temu nie sprzeciwił, owszem, niektórzy jak mogli, tak mu pomagali, przytrzymując klucze, cęgi, śrubolągi, a nawet waląc młotkiem po swym czerepie, gdy jego pokrywka zbyt mocno byłą wpasowana i nie chciała puszczać.
             Części na powrót poukładał do szuflad i na półki magazynu, zdarł z rysownicy plany, porwał je na strzępy, usiadł przy stole, ugiętym nieco pod zwałami ksiąg filozoficzno-etycznych i głucho westchnął:
- „Ładna historia! A to mnie pohańbił ten łotr, ten zerwiśrub, a mój przyjaciel tak zwany”!
         Potem wyjął spod szkła model permutatora, urządzenia, które przekładało każde doznanie w parcie Opiekuństwa Spolegliwego oraz Powszechnej Życzliwości, na kowadle położył i rozbił potężnymi ciosami na kawałki.
Nie zrobiło mu się przez to lżej.
Pomedytował, powzdychał i zabrał się do urzeczywistnienia innego pomysłu
           
                Wszczepienie Wolnej Woli

Tym razem wyszła mu spod ręki społeczność niemała – trzy tysiące postawnego chłopa – która zaraz obrała sobie zwierzchność w tajnym i równym głosowaniu, po czym zajęła się rozmaitymi pracami – a to budowaniem domostw, a to stawianiem płotów, a to odkrywaniem praw Natury, a to igraszkami i baraszkami.
          W głowie miał każdy z nowych tworów Trurla homeostacik, a w tym homeostaciku dwa solidnie przyspawane po bokach nity, pomiędzy którymi mogła sobie jego Wolna Wola hulać, jak się jej żywnie podobało. Pod spodem atoli znajdowała się sprężyna Dobra, która na swoją stronę ciągnęła daleko silniej niż inna, mniejsza, klockiem przyhamowana, a destrukcję i rujnację mająca na celu.
        Nadto posiadał każdy obywatel czujnik sumieniowy wielkiej wrażliwości, ujęty w dwie zębate szczęki, które go poczynały gryźć, jeśliby zeszedł z drogi cnoty.
Ten czujnik wypróbował był Trurl na specjalnym prototypie w pracowni, kiedy to tak silnie do wyrzutów sumienia dochodziło, że nieszczęśnikiem rzucało gorzej niż w czkawce, a nawet w tańcu świętego Wita.
        Wtedy dopiero skruchą, czynami szlachetnymi, altruizmem ładował się powolutku kondensator, którego pych zęby sumieniowego zgryzu rozwierał i czujnik olejem maścił.
Kunsztownie było to obmyślone, ani słowa!

Zastanawiał się nawet Trurl nad tym, czy wyrzutów sumienia nie połączyć dodatnim sprzężeniem zwrotnym z bólem zębów. Ale w końcu tego zaniechał, gdyż bał się, że Klapaucjusz znów będzie gadał swoje o przymusie, obecność wolnej woli wykluczającym.
A byłoby to wierutnym kłamstwem.
      Dodatkowo nowe istoty miały przystawki statystyczne i przez to nikt, a więc nawet i Trurl, nie mógł wiedzieć z góry, co poczną ze sobą i jak będą się rządzić.
Przez całą noc budziły Trurla-Stwórcę wciąż od nowa radosne okrzyki, a wrzawa ta sprawiała mu niemałą przyjemność.
         No! Powiedział sobie – teraz już Klapaucjusz do niczego się nie przyczepi. 
Owi są szczęśliwi, lecz nie z oprogramowania, czyli z musu, a jedynie w sposób stochastyczny, ergodyczny i probabilistyczny.
Dobra nasza!
Z tą myślą usnął smacznie i spał do rana.

    Cdn