Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sacrum. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sacrum. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 marca 2021

Nie tylko Księgi Jakubowe

 Człowiek jest z natury istotą religijną, a owa poszukuje kontaktu z sacrum.


Przekazy ze świętych ksiąg przedchrześcijańskich powtarzają: - "Kto ma uszy ten słyszy, kto ma oczy ten widzi.

Uważajcie na znaki, albowiem jestem zawsze obecny i przemawiam do was na tysiąc sposobów, usiłując podać Prawdę".



 

Cytat z Ksiąg Jakubowych (Olga Tokarczuk):

„Gdy rozbiły się naczynia i powstał świat, od razu zaczął piąć się tam, skąd upadł, zbierając się od dołu do góry, od mniej do bardziej doskonałego.

Świat wznosi się coraz wyżej, zdobywa nowe dobra i dodaje je do poprzednich, organizuje uwolnione ze skorup materii iskry w siłę i blask. To jest rikkun, proces naprawy, w którym człowiek może pomóc. Ten proces wznoszenia się musi przekraczać prawo, które już jest i tworzyć nowe prawo, żeby je potem znowu przekroczyć. Nic nie zostało dane w tym świecie martwych skorup raz na zawsze.

Kto nie porusza się w górę, ten stoi, to jest spada w dół”.



 

Czerwona Królowa mówi niby inaczej, ale przecież tak samo: - „Źle rozumiana ewolucja zmusza do wyścigu szczurów. Kto nie biegnie dostatecznie szybko, ten przegrywa. Kto się nie zmienia, ten stoi w miejscu. Więcej: - on się cofa”.

Bo przecież wystarczy zrozumieć, że wyścig szczurów to manipulacja, błędny kierunek, ślepa uliczka. Zmieniać się trzeba, lecz jednocześnie pamiętajmy, że wyścig szczurów został ludziom narzucony i można nie brać w nim udziału.

 Osho: - „Woda musi płynąć. Jeśli przestaje płynąć, szybko staje się zatęchłą sadzawką. Dlatego płyń, zmieniaj zdanie, bo zdania nie zmienia tylko martwy, albo głupi”.

środa, 18 listopada 2020

Kościoły na sprzedaż

 

Dla okazania jedności z młodymi, ten wpis poprzedzam hasłami polskiego Strajku Kobiet. 

*****  *** Dziadersy muszą odejść! 

-------------------------------------------------------------------------------------

Najważniejsza jest teraźniejszość. 


Jednak to Historia niesie przesłanie dla obecnego pokolenia. Wszystko mija, świat się zmienia, ciemne, ponure wydarzenia zostają coraz dalej za nami.

Jakie to ponure wydarzenia mam na myśli? Ano mroki średniowiecza - inkwizycyjne tortury, stosy i polowanie na „czarownice” - czyli na mądre kobiety, które przejrzały podłość kk.

  

Teraźniejszość: - Paulo Cohelo opisuje spotkanie z mądrą kobietą poznaną w Holandii. Ona jest oczytana, elokwentna, interesująca. Kiedy Cohelo zapytał: - Czym się pani  zajmuje? - usłyszał: - Sprzedaję kościoły.

    Wiernych jest coraz mniej. Ludzie podejmują suwerenne decyzje i odchodzą z kk z wielu przyczyn. Chodzi o to, żeby miejscowy kościół, czy katedra, nie stał pusty, bo utrzymanie kosztuje. Dawniej, ponieważ jest to trend wieloletni, sprzedawano budynek każdemu chętnemu. Rezultatem były zamiany kościoła w kasyno, dyskotekę itp.

     Nieliczna pozostała katolicka mniejszość czuła się wtedy dotknięta. Dlatego teraz nabywcę się wybiera i ustala z nim przeznaczenie budynku. Najlepiej, żeby powstało w nim muzeum czy jakaś inna placówka kulturalna o pozytywnej energii.

     -  A ile kosztuje taki kościół? - zapytał Cohelo.

- Koszt jest symboliczny - jedno euro – usłyszał - jednak z budynkiem wiążą się koszty, a te są wysokie i mogą zniechęcić niejednego nabywcę. Zainteresowanie tym specyficznym segmentem rynku nieruchomości jest nikłe, potencjalnych nabywców można policzyć na palcach jednej ręki.

 

Refleksja: 

Człowiek jest z natury istotą religijną, ma potrzebę poszukiwania sacrum. 

I z tej właściwości korzysta w Polsce kk – obce państwo, od tysiąca lat jawnie, albo z ukrycia sterujące ludźmi, przy pomocy narzuconych wierzeń. 

Stachura pisał; - zaprzedalim wiarę naszych ojców i dziadów... 

Polska od tysiąca lat nie jest suwerenna - rządzi Watykan. Ale oto także w polskim zaścianku budzi się trend, proces. Idzie nowe.


Zacofanie światopoglądowe odparowuje znacznie szybciej, niż można się było spodziewać. Tu nieocenione zasługi mają twórcy, dziennikarze jako Czwarta Władza, internet.

Paradoks: - dzięki działaniom religijnych zamordystów średniowiecze odejdzie szybciej. 


 

Jakie to zmiany?

Po pierwsze primo: - Zerwanie konkordatu, w którym są punkty tajne.

Po drugie primo: - Faktyczny rozdział kościoła od państwa.

Bo na razie pedofile w sukienkach do spółki z dziadygą nie tylko żoliborskim próbują młodym urządzać życie. 


Jeśli ktoś ma ochotę na modły, nie musi tego robić w kościele. Tyle piszę o modlitwie dziękczynnej w jedynej prawdziwej świątyni – Świątyni Natury.


Starzy wymierają, a młodzi obserwując upadek moralny hierarchów, lecz również szeregowych kapłanów, myślą tak, jak mój dwudziestosześcioletni wnuczek:  - Dziś chodzenie do kościoła to po prostu zwykły obciach.




wtorek, 10 grudnia 2019

Zasada przeciwieństw


Właściwie to wszystko jest do dupy.
Tylko pasta jest do zębów.

Nie zawsze  naruszenie tabu jest zamierzone.                    
Brytyjski malarz Chris Ofili, syn nigeryjskich emigrantów, od czasu studenckiego wyjazdu do Zimbabwe na początku lat dziewięćdziesiątych, wciąż używa w twórczości odchodów słoni, a wielkoformatowe prace stawia   na cokołach z tego materiału.
Uważa, że w ten sposób łączy inspiracje afrykańskie z europejskimi.
       
Słoniowe wydaliny są w pracach Ofiliego starannie polakierowane i  wręcz estetycznie miłe.
Jednak wystawa jego prac z roku 1999 w Brooklyn Museum - Matka Boska połączona z glazurowanymi odchodami słonia i wycinkami z pism pornograficznych, wywołała skandal.
     Pewien rencista oblał dzieło farbą, a ówczesny burmistrz Nowego Jorku Rudolph Giuliani określił obraz mianem „chorego” i zagroził muzeum wycofaniem miejskiej dotacji wynoszącej siedem milionów dolarów.
I tu przejawia się główna, wciąż powracająca cecha sztuki ekskrementalnej     – pomijając prowokowanie skandalu, sztuka ta zawsze łączy wysokie z niskim, sacrum z profanum.
     
Ponieważ Bóg i kupa, sacrum i profanum zdają się niemal magicznie przyciągać, nikogo nie dziwi, że gówno jest utożsamiane z materiałem,      który w naszej kulturze jest symbolem dobrobytu: - ze złotem.
      Kłania się tu odkrycie Freuda, że utożsamienie materiału najmniej wartościowego z najbardziej wartościowym, dokonało się na zasadzie przeciwieństw.
Na tym przecież opiera się dualizm świata: czarne – białe,                        czyste – brudne, stare – młode.
Salvatore Dali, biegły w wyrażaniu teorii psychoanalitycznych (dodawał    swoją spermę do werniksu) twierdził: - „Złoto i gówno są tym samym”.

środa, 6 listopada 2019

Prawdziwa Symetria Świata


Informuję, że nie uczestniczę w dyskusjach grupowych na facebooku.
Natomiast odpowiadam na merytoryczne maile <kontakt do autora>.

Kilkakrotnie pisałem, że różne dziedziny nauki, w tym fizyka kwantowa, wkraczają na tereny mistycyzmu i teologii, usiłując zbliżyć się do sacrum: - Chwili Stworzenia. 
       Znamy dobrze przekazy starożytnych mistyków, utrzymujących, że świat to Maya - złudzenie. W rzeczywistości bowiem wszystko wygląda zupełnie inaczej niż nam się wydaje. (Oraz wszystko jest energią)
Tu przytoczę maleńki fragment z Ksiąg Jakubowych - Olgi Tokarczuk.

Mówi narrator, Żyd, uczony Kabalista: - "Są sprawy zewnętrzne i wewnętrzne. Zewnętrzne to pozór i my żyjemy w nim, jak we śnie. Bo prawda jest inna i jeśli kto nie jest przygotowany, żeby ją poznać, może mu się wydać przerażająca i będzie przeklinał dzień, kiedy się jej dowiedział".

I oto fizycy odkryli winnego: - cząstkę odpowiedzialną za cały ten sen i kamuflaż, polegający na niemożliwości poznania Prawdziwej Symetrii Świata. 
To niewyobrażalnie maleńkie Coś nosi nazwę Bozonu Higgsa - tudzież Boskiej Cząstki.
Funkcja sprawcza Bozonu polega na nadawaniu cząstkom masy i przez to ukrywaniu rzeczywistości - Prawdziwej Symetrii Świata.


L.Lederman w książce „Na tropach Boskiej Cząstki” formułuje analogię zdarzeń budowy biblijnej Wieży Babel i współczesnego akceleratora, we frapującej postaci „Zupełnie Nowego Testamentu”.

„Cały Wszechświat miał wiele rodzajów mowy, czyli różne słowa. A gdy wędrowali ze Wschodu, napotkali równinę w okolicach Waxahachie i tam zamieszkali.


       I mówili jeden do drugiego:
- Chodźcie, zbudujemy sobie wielki akcelerator, w którym zdarzenia mogą sięgać daleko w przeszłość, aż do początku Chaosu.
       I mieli nadprzewodzące magnesy do zakrzywiania i protony do rozbijania.
A Pani zstąpiła z nieba, by zobaczyć akcelerator, który zbudowali ludzie.

I rzekła: - oto ludzie rozplątują to, com zaplątała.
I Pani westchnęła i rzekła: - Zejdźmy więc i dajmy im Boską Cząstkę, aby mogli zobaczyć, jak piękny jest Wszechświat, który uczyniłam”.
(Porównaj Rdz11,1).


wtorek, 19 lutego 2019

Pozdrowienie dla Ducha Góry

Wędrówka w bezludziu, jest oczyszczająca jak prysznic po upalnym dniu.

Od kilku dni wracam z lasu do Kołyby z plecakiem grzybów. 
Kroję, nawlekam - słońce i wiatr suszy sznur za sznurem. Ta praca wygląda już jak manufaktura grzybowa.
      
Mam za jednym zamachem i grzyby i górską jazdę rowerem, bo najpierw zjeżdżam całym pędem do szosy.
Potem za Nalewkarnią dwa kilometry do góry - tam chowam rower w krzakach i dalej piechotą.
    A z powrotem...... staję na pedałach i wio w dół, no może nie ile fabryka daje, ale na tyle szybko, aby nie wypaść z gruntowej drogi.
Tylko szum wiatru i gdy glina na drodze jest wilgotna - werbel grudek błota poderwanych tylną oponą, wybijający rytm na plecaku i plecach.                                             

Niby żyję tak, jak lubię, jednak od kilku dni czuję, że konieczny jest jakiś przerywnik, że znowu potrzebuję wyruszyć gdzieś dalej w góry, po noc w lesie, po samotność pomiędzy niebem a ziemią.
Przerywnikiem mogłaby być także jakaś panienka, z którą dzieliłbym radość zjednoczenia, ale takowej akurat nie ma.
    
Więc zjednoczę się z przestrzenią i moim przyjacielem – wiatrem......
Po długim pobycie w Kołybie brakuje mi prawdziwej Świątyni Natury.
Tu jest przytulnie bardzo, azaliż jest to siedziba człowieków.
Podziwiam niezwykłe zachody

Bawię się światłem

Hmm....  jednak tutaj, pod dachem, czuję jakby tylko 50% Bieszczadów. 
Natomiast gdy wędruję z plecakiem i namiotem przez góry i doliny, to czuję … no sto procent Bieszczadów w Bieszczadach!

Wędrówka w bezludziu, jest oczyszczająca jak prysznic po upalnym dniu......
Potem wybieranie miejsca na pomieszkanie widokowe..... 
Pobiwakować trzeba ze trzy dni na przykład.
Oj! Ciągnie mnie w góry!
Jutro rano wyruszę!

Więc świt i już idę.
Nie spieszy mi się, mam czas - z Woli Michowej wędruję niespiesznie na łąki ponad Rabe, a konkretnie górę 686 opisywaną wielokrotnie na blogu.
      Taka wędrówka niespieszna to w istocie sztuka. 
Zdobywa się poczucie miejsca, znika napięcie a pojawia się wielka przyjemność – wręcz radość.
    No i ten brak troski o czas w tym dzisiejszym pędzącym świecie.
Idzie się gdzieś w samotności.
Od kiedy poznałem i zasmakowałem samotności, doceniam jej błogosławione towarzystwo.
       
Schodzę z przełęczy Żebrak, mijam bazę studentów, kilka dobrze znanych zakrętów i mostek.
Rozlega się charakterystyczny, ostry krzyk orlika.
Jeszcze kilkaset metrów podejścia i po czterech godzinach jestem w swym ulubionym miejscu.
Kiedy dochodzę na szczyt.... no serce bije mocniej!
       Nie tylko dlatego, że wszedłem na tę górę, ale z powodu sentymentu, jakim darzę okolicę. Spędziłem tu przecież w poprzednich latach tyle cudownych, niezapomnianych dni i nocy. Patrzyłem na wschody słońca ponad Baligrodem, zachody za Chryszczatą, nad moją głową przetaczały się letnie burze i zawsze czułem się tu wtopiony w przyrodę.



I oto jestem w Świątyni Natury!
Nie w fałszywej, sztucznej, wybudowanej przez ludzi, gdzie czyha czarny pośrednik.
Nie potrzebuję czarnego pośrednika.....



A tu, na tym dachu lokalnego świata, mogę klęczeć z własnej woli, do tego z przyjemnością!
I czuję się wyciszony, pełen pokory i niezaspokojonego pragnienia, przygotowany na przyjęcie sacrum.
Bądź pozdrowiony Duchu Góry!

czwartek, 4 stycznia 2018

Poza zgiełkiem świata

Tyle lat życia w cywilizacji, niewątpliwie przywykłem do zamieszkiwania w mieście. 
W czasie urlopowych wyjazdów poznawałem dobre pensjonaty, czy luksusowe hotele. Wydawało mi się, że to jest komfort. Ale tylko tak mi się wydawało.
             Kiedy po raz pierwszy znalazłem się w Bieszczadach, zrozumiałem, że komfort dzieli się na komfort zamieszkiwania i komfort życia.
Okazało się, że niesienie domu na plecach, daje mi poczucie spełnienia. I odkryłem ten specyficzny i niepowtarzalny rodzaj bycia w Tu i Teraz: - samotne noce w przyrodzie poza zgiełkiem świata.

Po raz pierwszy odczułem dotknięcie sacrum w czasie nocy spędzonej w lesie na zejściu z Chryszczatej, kiedy patrzyłem na fantastyczny taniec świetlików, a od strony przełęczy poszczekiwał lis.
         I to wtedy połknąłem bakcyla wędrówki i biwakowania.
Widoki, zapach świeżego powietrza, błękit nieba, albo piękno chmur, naturalny świat zwierząt, ale także zbliżanie się burzy, kiedy wszystko cichnie, a potem toczą się puste beczki grzmotów, no i nastrojowe wieczory i noce przy ognisku pod lampionami gwiazd. Tworzą się klimaty, których nie odda żaden opis, film, ani zdjęcie.

W takim biwaku doznaję oczyszczenia.
Kiedy schodzę i zanurzam się w świat ludzi, od razu czuję złą energię.
        Prymitywne warunki? Człowiek jest prymitywny, tylko otoczył się sztuczną rzeczywistością.
Poza tym im przykrości są większe tym przyjemniej jest potem.

W każdym razie taki pomysł na wakacje to z pewnością rodzaj pasji, nawiedzenia, uprawianego z samozaparciem, ale dającego radość.
    To jest afirmacja samego siebie, wielki egotyzm, śpiew duszy, życie w kreatywności i ciekawość: - co jest za tą kolejną górą?

Na zdjęciach: prognoza pogody wypisana na niebie ponad masywem Chryszczatej. Przez dwa następne dni lało.





niedziela, 18 października 2015

Zielona noc


Nadciąga noc druga, ostatnia, pożegnalna. 
Oraz w związku z tym zielona. 
Mam czas, to sobie myślę o różnych takich.... O kobitkach na przykład. 
O miłych kobitkach ma się rozumieć.
Niemiłych kobitek nie lubię bowiem...
Rozmarzam się: - kiedy jesteś przykładowo z taką miłą kobitką, to ….. 
no, bardzo miło wtedy jest!
       Rozmawiam w myślach ze sobą, bo z kim mam rozmawiać? Z Aniołem bieszczadzkim nie pogadasz za dużo, bieszczadzki Anioł posuwa tylko krótkie teksty i to z rzadka, zresztą dopiero co nadawał.
A więc można pogadać ze sobą.....
Tak, nie ma zbiegów okoliczności, nie ma przypadków. Trzeba zauważać znaki.
 
Płyną obok siebie kaczka z kaczorem.
Kwa - kwa, zakwakała kaczka.
Co za przypadek, to chyba znak! - Odezwał się kaczor – to samo chciałem zakwakać! Ty chyba czytasz w moich myślach!

Wyobraźnia działa: - i już widzę, jakie psikusy robią sobie dzieci na koloniach w noc zieloną... Smarują się nawzajem pastą do zębów. Czuję się dzieckiem i mam pastę..... Ale po co tak?
    To może rower?
Śpiącemu wkłada się papierki między palce w bosych stopach i zapala. Ogień parzy delikwenta i ten tak śmiesznie wierzga, jakby pedałował na rowerze.
    Sobie tak zrobić? Poparzyć się? Przecież sam tu jestem. Nie, nie. To bardzo głupi kawał będzie. Co innego, gdy ktoś komuś tak zrobi, ooo! Nie pochwalam, ale wtedy może być śmiesznie. Zwłaszcza, kiedy „rower” zastosowany jest wobec kogoś, kogo nie lubimy.
    


Płonie ognisko, od czasu do czasu sypiąc iskrami. Księżyc świeci. W tej scenerii nie jest to zwykłe ognisko, przy zwykłej siedzibie ludzkiej, jest to ognisko z bajki. Drewna mam dosyć, zostało jeszcze z ubiegłego roku, spalam je całe, bawiąc się robieniem zdjęć ognia, w tym coraz bardziej wzniosłym nastroju.
  




Uzmysławiam sobie, o co dokładnie chodzi z tym uwrażliwianiem się w biwakowej samotności.
Poza elementem niebezpieczeństwa dochodzą tu do pacjenta bodźce, które są odmienne od codziennych. One tworzą nowe połączenia neuronowe w mózgu, mózg się odnawia, młodnieje jakby. Do tego dokłada się element szamanizmu – poszukiwanie ekstazy. Bowiem pragnienie doświadczenia sacrum, kontaktu z czymś spoza, z Wyższym, jest uniwersalnym pragnieniem ludzkim. I niekiedy, niektórym wybrańcom to doświadczenie się udaje.....

Mija godzina za godziną, wreszcie kończy się dzień pierwszy na 686. Ależ on wydaje się rozciągnięty! Powód? Moc wrażeń tak działa. Płonie ognisko.....
    

Można patrzeć w ogień i nie myśleć o niczym, zatracić się w tym patrzeniu.
   





Jest już północ, gdy przychodzi myśl (od Anioła z pewnością).
- Zabrano dziecku zabawkę? Poszukaj drugiej!
I Anioł po tym kolejnym w dniu dzisiejszym, a lakonicznym tekście zamilkł na dobre.
      Przejmuję więc pałeczkę i dalej już samodzielnie prowadzę lekcję osobistą: - Oczywiście! Przecież to my sami nadajemy ciężar gatunkowy zdarzeniom. Przyroda bieszczadzka zasłoni rany. A ja namieszkałem się przecież na tej górze w ubiegłym roku do oporu, na ten rok nie miałem konkretnych planów biwakowych. Miała być wędrówka, to będzie. Należy poddawać się biegowi spraw, płynąć z nurtem rzeki życia....
Bowiem Anioł lepiej wie, co jest dla mnie dobre.
                Do przodu chłopie!
I tym optymistycznym akcentem zakończyłem sprawę, wsuwając się do namiotu.
A w namiocie zobaczyłem niecodzienne światło, przywitały mnie niezwykłe odblaski! Poczułem się na tej poranionej górze tak niezwykle przytulnie, ciepło mi się zrobiło w sercu. Poczułem.... że góra mnie żegna. 
Co za widok! Całkiem magiczny widok! Trzeba koniecznie zrobić zdjęcia.
   




Aniołku! Dziękuję! Duchu góry! Dziękuję! Ach!