Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chaos. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chaos. Pokaż wszystkie posty

piątek, 31 marca 2023

Przed Stworzeniem

Temat akurat na wpis przedświąteczny.

Na początku było olbrzymie kosmiczne jajo. Wewnątrz niego był Chaos, a w Chaosie unosił się P’an ku, boski embrion.

Mit o P’an ku -  Chiny III wiek

Na początku nie było Nic. I rzekł Bóg: - Niech stanie się światłość! I stała się światłość. Dalej nie było Nic, ale było to o wiele lepiej widać.

Autor nieznany

Prawa natury leżały ukryte w mroku, aż rzekł Bóg: - Niech będzie Newton! I wtedy wszystko stanęło w jasności.

Aleksander Pope

Jeśli Bóg stworzył świat, gdzie był przed Stworzeniem?

Mahapurana, Indie IX wiek

 

Jest jedno takie niewygodne pytanie uwierające twórców wszystkich religii: - czy Bóg miał matkę?

To pytanie zadał fizyk kwantowy Michio Kaku. Zadał pytanie, ale i spróbował na nie odpowiedzieć według zasady, że przecież każdy może być teologiem.

Kiedy mówi się dzieciom, że Bóg stworzył Niebo i Ziemię, one niewinnie pytają, czy Bóg miał matkę. Matka (bowiem) musi być. Ojciec dla boskiego poczęcia już niekoniecznie, ale matka jak najbardziej.

To pozornie proste i naiwne pytanie wprawiało ojców kościoła w niezłe zakłopotanie, połączone niejednokrotnie z drgawkami. Do pomocy wołali wtedy najlepszych teologów, jednak pytanie nie odpuszcza i prześladuje od wieków twórców ideologii, stając się jednym z głównych tematów drażliwych dyskusji z oponentami.

     Nic dziwnego – wszystkie wielkie religie wytworzyły mitologiczny obraz  boskiego aktu Stworzenia, ale żadna z nich nie rozwiązuje w sposób zadowalający paradoksów logicznych, pojawiających się w pytaniach, które zadają dzieci.

Ortodoksi chcieliby zamknąć usta oponentom krzycząc: - To są sprawy święte i takich pytań zadawać nie wolno! Azaliż zapominają oni, że mamy wolność wypowiedzi.

      Czy Bóg mógł stworzyć świat w siedem dni? Nie wiem. Być może mógł, bo był bogiem. Ale też mógł zgodnie z teorią superstrun stworzyć świat w dni dziesięć. Albo w dni 26.

A co zdarzyło się przed tym pierwszym dniem? Skąd wzięła się ta pierwsza myśl u Boga (zawsze jest pierwsza myśl), że trzeba Coś stworzyć? Stworzyć ma się rozumieć według Boskiego Planu.


Przecież mogło Jemu (temu Bogu) być dobrze z tym co było, bo nie było Nic i nie miał ci On żadnych w związku z tym problemów: - nikt nie żebrał o więcej, nikogo nie zdradzała żona, nie było żadnej wojny. W związku z tym Bóg miał spokojną
głowę. Więc po co mu to było?

Tudzież znowu - czy Bóg miał matkę?

Jeśliby przyznać, że Bóg miał matkę, to naturalnym staje się następne pytanie, czy ona również miała matkę i tak dalej aż do nieskończoności.

Azaliż gdyby się przydarzyło, że Bóg matki nie miał, wtedy taka odpowiedź wzbudzi jeszcze więcej pytań. Niewygodnych pytań.

To skąd wziął się Bóg?

Z siebie samego?

A może istniał zawsze, czyli był i jest (jeśli oczywiście w ogóle jest) poza czasem?

Teraz popatrzmy na inną tak samo drażliwą kwestię związaną z matką: -  w ciągu stuleci wszyscy wielcy uznani przez kościół malarze, tworząc swoje dzieła, musieli zmierzyć się z delikatnym, ale i ważkim problemem teologicznym, któremu na imię pępek.

Czy przedstawiając Boga lub Adama i Ewę mają malować pępek. Należy tu wspomnieć, że artyści uznani przez kościół malowali Ewę, osobę podległą Adamowi, czyli gorszego sortu, bo narodzoną z jego żebra - jak wymyślili usłużni teolodzy męscy. Natomiast artyści nie uznawani przez kościół malowali Lilith – jednocześnie stworzoną z Adamem osobę płci żeńskiej.





Więc nie bardzo było wiadomo, czy malować Bogu, Adamowi i Ewie pępek.

Skoro (bowiem) pępek jest śladem po pępowinie, to ani Bogu, ani Adamowi i Ewie nie należy pępka malować.

Michał Anioł stanął na wysokości zadania i na sklepieniu Kaplicy Sykstyńskiej namalował fresk przedstawiający stworzenie świata, tudzież wygnanie Adama i Ewy z raju. Kościół pilnował, aby odpowiedź na zasygnalizowany wyżej problem pępka wybrzmiał nie tylko w tak zwanym domu bożym, ale i w każdym większym muzeum: - Bóg, Adam i Ewa nie mają pępków, ponieważ byli pierwsi.

 

P.S. To ostatni wpis przed świętami, Czytelnikom życzę zdrowo spędzonego czasu, czyli w miarę niewiele siedzenia przy stole, za to dużo ruchu w plenerze.


Warszawska palma



Bulwary nad Wisłą, w tle Stadion Narodowy


środa, 8 marca 2023

Oficjalna astronomia o innych cywilizacjach

 


Równanie Drake'a.

Szacunki określające liczbę planet w naszej Galaktyce, na których mogły rozwinąć się inne cywilizacje, opierają się na prostym równaniu stworzonym przez astronoma Drake’a.

Z równania wynika, że dwieście tysięcy gwiazd ma planety zamieszkane przez istoty rozumne, a średnia odległość od takiej cywilizacji może wynosić zaledwie 15 lat świetlnych.

 Astronom Wetherill z Carnegie Institution of Washington, przeprowadził ciekawe symulacje komputerowe obrazujące ewolucję młodego Układu Słonecznego.

Symulacja rozpoczyna się od olbrzymiego dysku pyłu i gazu, wirującego wokół Słońca. Z pyłu zaczęły się krystalizować niewielkie skaliste obiekty, stanowiące jądrowy zaczyn dla powstania planet o rozmiarach zbliżonych do Ziemi.

Takie planety tworzyły się spontanicznie w odległości 80 - 130% wartości dzisiejszej odległości Ziemi od Słońca, a najczęściej w odległości 100%. Czyli możemy przyjąć, że odległość 1,47 miliarda km. jest nieprzypadkową stałą kosmiczną, zasygnalizowaną przez twórców Wielkiej Piramidy. (wysokość 147 metrów)

Jednocześnie okazało się, że Wetherill odkrył znaczenie planet o rozmiarach Jowisza, powstałych daleko od Słońca. Otóż planety olbrzymy są niezbędne, aby wyrzucić poza granice Układu Słonecznego roje komet i pyłu, które inaczej bombardowałyby nieustannie mniejsze planety, niszcząc na nich każdą, rozwijającą się dopiero formę życia.

Dziś wiedząc o tym, możemy podejrzewać, że uznawanie przez starożytnych planety Jowisz za boga (rzymskie „na Jowisza!”) miało głębsze znaczenie. Jowisz jest 345 razy większy od Ziemi i dzięki temu swoją ogromną grawitacją oczyszcza przestrzeń z komet, które bez obecności „planetarnego boga” uderzałyby w Ziemię prawie tysiąc razy częściej, doprowadzając do zniszczenia życia co około sto tysięcy lat.

Jako że oficjalna astronomia przemilcza kilka spraw dotyczących zarejestrowanych Sygnałów od Innych, a nawet Kontaktu, udajemy, że na razie jesteśmy sami. A to z kolei według teorii prawdopodobieństwa i równania Drake’a stanowiłoby kuriozum. Atoli takie kuriozum jest nie tylko potrzebne, ale i niezbędne ortodoksom religijnym dla potwierdzenia ich chorego mniemania o człowieku jako Koronie Stworzenia. I to jest sedno sprawy - chodzi o utrzymanie ludzi w wierze (w ryzach).

   Równanie Drake’a jest uniwersalne i przewiduje istnienie inteligentnych form życia, które wymarły miliony lat przed nami, albo pojawią się miliony lat po nas.

Ponieważ koszula ciału najbliższa, trzymajmy się przykładu Układu Słonecznego, który ma około 4,5  miliarda lat. Życie na Ziemi rozpoczęło się jakieś 4 miliardy lat temu, ale dopiero w ciągu ostatniego miliona lat powstała inteligentna forma życia, która zaledwie w ostatnich kilku dziesięcioleciach zbudowała stacje radiowe i tv emitujące w kosmos sygnały elektromagnetyczne.

Milion lat wobec miliardów lat to mgnienie oka. Całkiem logiczne jest więc założenie, że tysiące zaawansowanych cywilizacji pojawiło i zniknęło, zanim nasi przodkowie opuścili leśne knieje.

    Albo upłyną eony lat, nasza cywilizacja przestanie już istnieć i dopiero wtedy pojawią Kosmiczni Bracia poszukujący Kontaktu. Poza tym nasze instrumenty badawcze są jeszcze zbyt mało czułe, lub, co bardziej prawdopodobne, nie szukamy w takich zakresach fal, w jakich powinniśmy.

Jednak to tylko rozważania akademickie dla maluczkich, bo Kontakt jest i to nie jeden i to od wielu lat. Na przykład Kontakt wymuszający przerwę w eksploracji Księżyca na lat 50.

Jest Kontakt, ale i są zagrożenia, które niesie nierozważnie podana informacja, oraz zbyt wczesny, niestopniowany szok: - możliwy upadek rządów, wszystkich religii, chaos, zamieszki, ogólną rewolucję. A i bez tego świat zmienia się dostatecznie szybko, dosłownie na naszych oczach.

Jeszcze inna teoria utrzymuje, że Galaktyka jest opanowana przez zaawansowane cywilizacje, które osiągnęły stopień rozwoju umożliwiający kamuflaż. Postawiły (bowiem) diagnozę, że człowiek jest groźnym szkodnikiem-drapieżcą i nie zaszkodzi ukryć się przed jego instrumentami badawczymi i sondami.


Dla tych cywilizacji nie znaczymy dosłownie nic, ponieważ wyprzedzają nas o miliony lat. Tu przypomnę porównanie, które kiedyś poczyniłem: - nad polem, na którym stoi kopiec mrówek, przelatuje F-16. Owszem, mrówki są pewnym rodzajem cywilizacji stosunkowo wysoko zorganizowanej, ale o czym ma z nimi rozmawiać pilot samolotu lecącego szybciej od dźwięku? I jak ma wyglądać sam kontakt?

     A poza tym, co można byłoby zaproponować mrówkom? Może pomoc w osiągnięciu niebywałego dobrobytu pod hasłem „wszystkiego więcej” i owoców zaawansowanej technologii w postaci bomby atomowej?

     Fizyk kwantowy Michio Kaku, zapytał Wetherilla, czy uważa, że wkrótce nawiążemy oficjalny kontakt z jakąś pozaziemską cywilizacją. Odpowiedź zaskoczyła pytającego, ponieważ brzmiała: - „Mam nadzieję, że nie”.

Potrzebujemy spojrzeć z dystansu. Tu powtórzę ulubione powiedzenie fizyka Nassima Harameina: - „Żeby zobaczyć wzory na perskim dywanie, nie można tkwić w nim nosem”.

        Po przemyśleniu historii Wielkiej Brytanii, odradzanie rzucania się w objęcia innej cywilizacji, ma całkiem uzasadnione powody. Od cywilizacji indyjskiej, czy afrykańskiej, podbitych przez  brytyjską armię i marynarkę wojenną, cywilizacja brytyjska była tylko o kilkaset lat bardziej zaawansowana.

   Wyciągajmy lekcje z ziemskiej historii: - spotkanie dwóch cywilizacji o różnym stopniu rozwoju zawsze miało katastrofalne skutki dla słabszej z nich. Cywilizacja Azteków doszła do świetności w ciągu tysiącleci. W pewnych dziedzinach jej nauka, sztuka i technika mogła konkurować z osiągnięciami Europy Zachodniej, a nawet ją przewyższać. Jednak nie znała prochu strzelniczego i nie miała okrętów wojennych. Aztekowie znajdowali się pod tym względem kilkaset lat za Hiszpanami.

    I nagle na ziemi Inków - Azteków ląduje niewielka grupa obdartych konkwistadorów i historia zaawansowanej cywilizacji kończy się tragedią w roku 1521. Populacja Azteków sięgająca wielu milionów, zostaje podbita i zapędzona do pracy w kopalniach. Ich skarbce ograbiono, nastąpiła szybka eksterminacja narodu, a historia wielkiej azteckiej kultury została skrupulatnie wymazana przez bandę chrześcijańskich misjonarzy pod wodzą biskupa Diego de Landy.

Kiedy zastanawiamy się nad tym, jak zareagowalibyśmy na widok gości z kosmosu, otrzeźwiające mogą okazać się wrażenia Azteków opisujące „gości” z Hiszpanii:

- „Chwytali złoto, jak gdyby byli małpami, ich twarze promieniały. Najwyraźniej ich pragnienie złota było niezaspokojone, łaknęli go, pragnęli go. Chcieli wypchać się nim, jakby byli wygłodzonymi świniami patrzącymi na żer. Chodzili więc i przeszukiwali wszystko wyjmując złote łańcuchy. Potem przyglądali się im uważnie, oczy ich płonęły. Napychali złotem kieszenie, pazuchy, a nawet cholewy butów, mamrocząc coś do siebie bez sensu”.

Niespodziewane spotkania cywilizacji w skali kosmicznej mogą mieć zdecydowanie bardziej dramatyczny przebieg. Ponieważ jednak rozważamy astronomiczne skale czasu, prawdopodobnie cywilizacja, która wyprzedza nas o milion lat w ogóle się nami nie zainteresuje, czyli nas oleje i kontakt zakończy się jak w opisanym już przypadku przelotu F-16 ponad mrowiskiem. Gorszy scenariusz zaistnieje w przypadku, gdy nasza planeta będzie zawierała coś przydatnego dla tych istot.

Z powyższych rozważań wynika, że entuzjastyczne nastawienie do ewentualnego spotkania z inteligentnymi przybyszami z kosmosu wygląda co najmniej nierozważnie.

Rozpatrzmy jeszcze sprawę z punktu widzenia zwierzęcego: - na Ziemi mamy dwa typy zwierząt – drapieżniki, oraz ich ofiary.

Drapieżniki - wilki, tygrysy – mają oczy z przodu głowy, za pomocą których widzą ofiarę stereoskopowo.

Ich ofiary – króliki, jelenie – mają oczy po obu stronach głowy, aby wypatrywać drapieżników, a jednocześnie obserwować przestrzeń także w innych kierunkach.

Drapieżniki są przeważnie inteligentniejsze od swoich ofiar – koty są inteligentniejsze od myszy, a lisy i wilki od królików.

Ludzie mają oczy z przodu głowy –  wiemy więc na co w pierwszej kolejności zwrócić uwagę przy hipotetycznym Spotkaniu.


niedziela, 29 marca 2020

Jak to z dżumą było


Wszystko już było - rzekł Ben Akiba.                                                                      
A co rzekł był polski klasyk? (Nazwisko w etykietach).

„Udałem się też do Waszyngtonu, żeby obejrzeć inauguracje drugiej tury prezydentury Busha. Jak wiadomo 90% mieszkańców stolicy głosowało na Johna Kerry’ego, więc pomyślałem, że może być ciekawie.
Rzeczywiście, wielu właścicieli restauracji z porażającą bezinteresownością wywiesiło na drzwiach swoich lokali tabliczki „Blue Zone”, co należało rozumieć: - „Tylko dla demokratów”.

A na ulicach wielotysięczne tłumy w teksańskich kapeluszach świętujące zwycięstwo Busha, przerzucały się obelgami z tłumem zwolenników pokonanego senatora. Tymczasem przebieg uroczystości obserwował z dachów przez optyczne celowniki długi szereg strzelców wyborowych.
Po powrocie na Manhattan pomyślałem, że jak na razie to wystarczy i po powrocie do domu z ulgą pogrążyłem się w renesansie. Tyle, że z renesansem też był kłopot.

Mianowicie warto przypomnieć, że kiedy nareszcie świat po grozie średniowiecza zaczynał powolutku łapać oddech, aby się ludziom nie poprzewracało w głowach, po ziemi ciągle jeszcze snuła się narodzona w wiekach średnich dżuma. A dżuma mało że wybiła dziesiątki milionów ludzi, to przy okazji potrząsnęła stosunkami społecznymi, które i wcześniej były napięte, i to bardzo.

Ale skoro już zeszło na dżumę, to z jej przebiegiem wiąże się pewna ciekawostka, na którą zresztą zwróciło uwagę kilku historyków.
Otóż w związku z błyskawicznym rozprzestrzenianiem się zarazy, arystokracja, jak to arystokracja, w panice pouciekała z miast, zapanował chaos, a władza leżała na ulicach razem z trupami i czekała, aż ją ktoś podniesie. Czekała zresztą niedługo.
No bo wtedy właśnie narodziła się zupełnie nowa elita społeczna, mianowicie kopacze grobów. A jak się narodziła, to wzięła sprawy w swoje ręce. Oczywiście kopacze grobów byli już wcześniej widoczni, ale tylko o tyle, o ile.                                                                                                   

Po pierwsze, nie było na ich pracę szczególnego  zapotrzebowania. Po drugie, spędzali oni większość czasu w więzieniach, odsiadując kary za morderstwa oraz rabunki. Natomiast w warunkach dżumy zapotrzebowanie na kopaczy gwałtownie wzrosło, bo ktoś te groby kopać musiał, a że nikt się do tego nie palił, więc więzienia otworzono i kopacze przystąpili do pracy.
Do ich zadań należało, rzecz prosta, w pierwszej kolejności zbieranie piętrzących się na ulicach stosów trupów, palenie ich, albo zakopywanie. Natomiast w drugiej kolejności do obowiązków kopaczy należało odwiedzanie mieszkań i sprawdzanie, czy aby zaraza się nie rozprzestrzenia.

Otóż kopacze stosunkowo szybko doszli do wniosku, że ta druga kolejność to jest jednak pierwsza. Ogromną większością głosów uchwalili, że zajmowanie się chorymi, albo nieżywymi leżącymi na ulicach to czynność monotonna i na dodatek niebezpieczna. I zaczęli zajmować się zdrowymi.
A ponieważ zawodowi lekarze albo uciekli, albo nie żyli, a jeżeli nawet jeszcze żyli to odmawiali składania wizyt domowych, więc siłą rzeczy trud badania mieszkańców oraz stawiania diagnoz musieli wziąć na siebie kopacze.

A taka diagnoza była o tyle istotna, że od niej i tylko od niej zależało, czy badana osoba otrzyma świadectwo zdrowia i pozostanie w domu, czy wprost przeciwnie, jako stanowiąca zagrożenie epidemiczne zostanie przetransportowana do wydzielonej i zamkniętej części miasta nazywanej Wymieralnią, żeby tam sobie w towarzystwie zadżumionych powolutku wracała do zdrowia.

Otóż bardzo szybko okazało się, że większość badanych, zwłaszcza tych całkiem zdrowych, jednak wolała zostać w domu. W związku z czym, oczekując na wizytę kopaczy grobów, przyszli pacjenci gromadzili dowody zdrowia w postaci rozmaitej. A znów kopacze grobów nie byli żadnymi fanatykami, rozpatrywali każdy przypadek indywidualnie.  
I jeżeli ktoś zdiagnozowany na pierwszy rzut oka jako śmiertelnie chory, potrafił przedstawić przekonujące dowody zdrowia, mieli odwagę przyznać się do błędu i zostawić go w domu.
Niestety, mimo wielu wysiłków kopaczom nie udało się całkiem wyeliminować możliwości zakażenia, w związku z czym większość z nich, owszem, mogła nacieszyć się zdobytym majątkiem i prestiżem społecznym, ale tylko przez parę dni. Za to nieliczni, którzy epidemię przeżyli, zaczęli zaraz potem kupować ogromne majątki, a także pałace. Kilku kopaczy wystąpiło nawet o przyznanie im arystokratycznych tytułów. I podobno je otrzymało.

Po wszystkim okazało się, że najgorzej na epidemii wychodzili Żydzi, ponieważ w ich przypadku kopacze wykazywali małą elastyczność, uznając ich, bez względu na ilość i jakość dowodów zdrowia, nie tylko za chorych, ale nawet za sprawców epidemii. Szczególną podejrzliwość kopaczy budził fakt, że Żydzi wymigiwali się od najnaturalniejszych czynności, takich jak na przykład picie wody z zatrutych trupami studni, tylko upierali się przy czerpaniu jej ze źródeł, które z natury bywają zwykle czyste”.

środa, 6 listopada 2019

Prawdziwa Symetria Świata


Informuję, że nie uczestniczę w dyskusjach grupowych na facebooku.
Natomiast odpowiadam na merytoryczne maile <kontakt do autora>.

Kilkakrotnie pisałem, że różne dziedziny nauki, w tym fizyka kwantowa, wkraczają na tereny mistycyzmu i teologii, usiłując zbliżyć się do sacrum: - Chwili Stworzenia. 
       Znamy dobrze przekazy starożytnych mistyków, utrzymujących, że świat to Maya - złudzenie. W rzeczywistości bowiem wszystko wygląda zupełnie inaczej niż nam się wydaje. (Oraz wszystko jest energią)
Tu przytoczę maleńki fragment z Ksiąg Jakubowych - Olgi Tokarczuk.

Mówi narrator, Żyd, uczony Kabalista: - "Są sprawy zewnętrzne i wewnętrzne. Zewnętrzne to pozór i my żyjemy w nim, jak we śnie. Bo prawda jest inna i jeśli kto nie jest przygotowany, żeby ją poznać, może mu się wydać przerażająca i będzie przeklinał dzień, kiedy się jej dowiedział".

I oto fizycy odkryli winnego: - cząstkę odpowiedzialną za cały ten sen i kamuflaż, polegający na niemożliwości poznania Prawdziwej Symetrii Świata. 
To niewyobrażalnie maleńkie Coś nosi nazwę Bozonu Higgsa - tudzież Boskiej Cząstki.
Funkcja sprawcza Bozonu polega na nadawaniu cząstkom masy i przez to ukrywaniu rzeczywistości - Prawdziwej Symetrii Świata.


L.Lederman w książce „Na tropach Boskiej Cząstki” formułuje analogię zdarzeń budowy biblijnej Wieży Babel i współczesnego akceleratora, we frapującej postaci „Zupełnie Nowego Testamentu”.

„Cały Wszechświat miał wiele rodzajów mowy, czyli różne słowa. A gdy wędrowali ze Wschodu, napotkali równinę w okolicach Waxahachie i tam zamieszkali.


       I mówili jeden do drugiego:
- Chodźcie, zbudujemy sobie wielki akcelerator, w którym zdarzenia mogą sięgać daleko w przeszłość, aż do początku Chaosu.
       I mieli nadprzewodzące magnesy do zakrzywiania i protony do rozbijania.
A Pani zstąpiła z nieba, by zobaczyć akcelerator, który zbudowali ludzie.

I rzekła: - oto ludzie rozplątują to, com zaplątała.
I Pani westchnęła i rzekła: - Zejdźmy więc i dajmy im Boską Cząstkę, aby mogli zobaczyć, jak piękny jest Wszechświat, który uczyniłam”.
(Porównaj Rdz11,1).


środa, 14 stycznia 2015

Astronom Robert Temple i wróżby


W tych naszych gigantycznych czasach, jak napisał Stachura, w czasach naszych nowoczesnych technologii, obserwujemy nawrót zainteresowań parapsychologią, astrologią i wróżbiarstwem. W naszej świadomości w dalszym ciągu funkcjonują przesądy i zwyczaje, nakazy i zakazy związane z zapewnieniem sobie przychylności losu i uniknięciem pecha. Posługujemy się nowoczesnymi technologiami, ale dalej zagadkę stanowi nasza psychika, zagadką jesteśmy sami dla siebie.
      No i to odwieczne pragnienie marzeń, fantazji, które w nas tkwi.
Można nie dawać wiary horoskopom astrologicznym, czy numerologicznym, nie wierzyć że myśl ma siłę stwórczą, śmiać się z wierzeń naszych przodków.
         Wielu ludziom wydaje się, że są bardzo mądrzy i „zjedli wszystkie rozumy”. Są najmądrzejsi z całej wsi. Tak właśnie rządzi ego. Ogon merda psem.
            Niech się dzieje według wiary twojej.

Na przestrzeni wieków zmieniły się tylko zewnętrzne formy wróżenia i rekwizyty, ale zasadnicze pytania, na które ludzie szukają odpowiedzi, wciąż pozostają takie same, gdyż nie zmieniły się ludzkie pragnienia.
Nadal najbardziej interesuje nas miłość, praca, zdrowie i pieniądze.
       Zanim przejdę do I Cingu, którego zaliczam do Przyjaciół mających pomóc człowiekowi w sławnym Poznaj Siebie ( Do tych Przyjaciół zaliczam także numerologię, astrologię, kalendarz Majów, tarota, itd) przedstawię okrojoną listę różnych sposobów wróżenia, które pokazują odwieczne wysiłki ludzkości na drodze poszukiwania prawdy o nas samych i próbują uchylić rąbek tajemnicy przyszłości.
Wielu ludzi sądzi, że to tylko zabawa. A takie przysłowie:
       Każdy jest kowalem swego losu.
Czy ono jest bez sensu?
Czy działa Los Zapisany w Gwiazdach, czy nasza Wolna Wola? A może jedno i drugie? A może nic nie działa, jest tylko Chaos?

Utarło się pogardliwe spojrzenie na wróżbiarstwo, ujęte w słowach: - przecież to bzdura, to jest wróżenie z fusów!

Wróżenie z fusów ma bardzo długą tradycję, prawie tak samo długą, jak wróżenie z wnętrzności zwierząt.
Lubię astronomię, mam właśnie w ręku książkę o wróżeniu z wnętrzności zwierząt, napisaną przez wybitnego.... 
       (Wybitny – niby znaczy mądry. A nie tak jest. Taki człowiek jest Kimś tylko w oczach osób, które wyznają te same zasady. A więc Wybitnym jest ktoś, kto wylatuje ponad poziom jemu podobnych, czyli danego zbiorowiska. A jeśli jest on wybitny wśród śpiących?. Wybitny - to przymiotnik dla osób, które zwracają uwagę na kogoś większego od siebie, i dopiero wtedy mogą „łyknąć” dany temat. Kto powie ci, że jesteś mądra? Tylko głupszy od ciebie to zauważy. Kto powie ci, że jesteś piękna? Tak powie ten, który albo chce coś ugrać - wiadomo co, albo jest brzydszy i dlatego zauważył twoje piękno)

Wracamy do astronoma angielskiego Roberta Temple. Astronom ten należy do Królewskiego Towarzystwa Astronomicznego w Wielkiej Brytanii. Czyli według miary zwykłego Kowalskiego jest już z tego powodu wybitny. Więc astronom Temple jest autorem bestselleru Tajemnica Syriusza, książki o Dogonach i o Planetarnym systemie Syriusza.

Natomiast nie każdy potrafi wróżyć z fusów. Powiedziałbym nawet, że tylko bardzo nieliczni to potrafili i potrafią
Moja babcia wróżyła przykładowo z węgli pozostałych po rozgarnięciu ogniska. Byłem wtedy dzieckiem, odbierałem to jako czary.
Wróżbiarstwo „zeszło na psy” z pomocą oszustów, którzy obsiedli tę dziedzinę. Głównie oszustów cygańskich, którzy okradali ludzi wykorzystując „wróżenie”.
       Ten wstęp zakończę znanym słowami: proste ma być!
     I jednocześnie skuteczne ma być!
Jeśli coś jest proste (na przykład uzyskanie rady od I Cingu) i sprawdza się, czyli jest skuteczne, to dlaczego tego się nie trzymać?

Wróżenie z kostek do gry

Takie wróżenie sięga korzeniami pradziejów cywilizacji. Najpierw kości służyły wróżbom, dopiero znacznie później zaczęto używać ich do gier i hazardu.
Przy wróżeniu z kostek zalecano, aby nie wróżyć w poniedziałki i środy, a także w dni pochmurne, nie rozmawiać podczas rzutów, bo wróżba może być niedokładna.

Wróżba z kostek domina.
To bardzo prosta wróżba, niezwykle podobna do układów świec japońskich na rynkach finansowych i ich nazw.
Nagrobek Doji, wisielec, trzy czarne wdowy itp.

Wróżba z pieprzyków.
Już w starożytności wierzono, że pieprzyki dodają kobiecie uroku, zapewniają powodzenie i pomagają zdobyć wysoką pozycję społeczną lub majątkową.
Wróżba z pestek czereśni (dla panien)
Wróżba z fusów herbacianych.

To dalej bardzo popularny sposób przepowiadania przyszłości w krajach Dalekiego Wschodu. Jest ustalona ścisła procedura: - jaka filiżanka, jakie listki, w jaki sposób.
Wróżba jest podobna w sposobie odczytu do wróżby andrzejkowej z lanego wosku, tylko tutaj jest dodana ogromna lista rzeczy, które „zobaczyliśmy”, oraz ich tłumaczeń.
Numerologia.
Charakterystyka urodzeniowa na dzień miesiąca.
Jaką liczbą jesteś z daty urodzenia.
Co mówi Twoje imię.
Co mówi twoje imię (imiona) i nazwisko.
Znaczenie osobistego kodu liczbowego.
Wróżenie z kart do gry.
Znaczenie kart i sposób rozkładania.

Pasjanse.
To rodzaj wróżby, która odpowiada na pytanie „tak” lub „nie”.

Tarot – dusza wszechświata.
Historia tarota jest stara jak świat, a niektórzy mówią, że jeszcze starsza. Być może w tarocie zawarta jest część wiedzy tajemnej z Atlantydy. Być może tarot był narzędziem
komunikacji „wielkich duchem” w legendarnym Efezie, kiedy po upadku wieży Babel miasto stało się duchową stolicą globu. Jedno jest pewne: pochodzenie tarota ginie w mrokach dziejów.
Do tarota mam sentyment z powodów osobistych. W pewnym okresie życia tarot bardzo mnie wspierał.
Miałem swoje karty, przeszedłem kontemplację Wielkich Arkanów. To rodzaj medytacji, albo zatrzymywania myśli, na pograniczu wyjścia poza ciało. Karty tarota darzę wielkim szacunkiem. Jest wiele wersji tych kart.
Niektóre wersje są symbolicznie przepiękne.
Na przykład karty według Aleistera Crowleya, członka Zakonu Złotego Brzasku.
Karty w transie malowała Frieda Harris. Hipnotyzował Aleister.
W ten sposób powstała talia „Thota”. W tej talii jest zawarta głębia okultystyczna.
Do wyróżniających się kart zaliczam także tarota Osho. To bardzo duchowa talia o przemawiających barwach.

Wróżby zwierzęce.
Na przykład pies wyjący z opuszczoną głową.
To zapowiedź zbliżającej się śmierci kogoś z domowników lub sąsiedztwa.
Według starych wierzeń, śmierć przychodzi po człowieka przez trzy kolejne noce z rzędu, pies ją widzi i dlatego wyje.
Pies (inne zwierzęta także), widzi aurę człowieka, i odczytuje informacje z tęczowych barw aury.
Ślubne wróżby i przesądy
Spadające gwiazdy, czyli meteoryty.
Kichnięcie. Przykładowo kichnięcie w poniedziałek rano i na czczo oznacza, że wszystkie najważniejsze sprawy w całym tygodniu ułożą się pomyślnie.

Włożenie koszuli na lewą stronę.
To znak niepomyślny w całej Europie. Biblia tu się zasłużyła, bo podobno wynika z niej, że lewa strona jest „szatańska”.
          
             Czarny kot na drodze.
Egipcjanie czcili koty, głównie czarne jako święte. Temu, kto zabił kota, groziła kara śmierci. Wszystkie ludy dawne, którym kościół przylepił etykietę „Poganie”, otaczały koty czcią.
Wielu bogów naszych praojców nosiło oblicze kota. A to się nie podobało czarnym ludziom kościoła chrześcijańskiego. Ponieważ kościół nie mógł wytępić wierzeń ojców, postanowił nadać im nowe znaczenie.
        Rozpętano propagandową wieloletnią krucjatę przeciwko kotom, wmawiając ludziom, że kot to diabeł.
        Zaczęto palić koty na stosach i zakopywać żywcem. Za kotami ujmowały się niektóre odważne kobiety, więc kościół chrześcijański dołożył do kotów te  odważniejsze kobiety i nazwał je czarownicami. W ten sposób przygotowywał się do „Ostatecznego rozwiązania sprawy kobiecych buntowniczek”.
        Tak powstał symbol średniowiecza: czarownica z czarnym kotem.

Kościół piekł więc dwie pieczenie na jednym ogniu.
       Zapłonęły stosy.
Kobiety ginęły masowo na stosach razem ze swoimi czarnymi pupilami. Dodatkowo stosowano wymyślne tortury wobec kobiet.
(Zobacz wpis o narzędziach tortur inkwizycji hiszpańskiej, Muzeum Inkwizycji).
Dopiero od XIX wieku kot powrócił do łask i stał się symbolem pieszczocha. Dlatego zakochani mówią często do siebie: - kotku.

         Rozbite lustro.
Geneza tego przesądu jest prosta. Kiedyś nie było luster. Ludzie przeglądali się w tafli wody. Wierzono, że w odbitym wizerunku zamieszkuje dusza, która w czasie przeglądania się opuszcza ciało człowieka. Gdy odbicie zmąci wiatr, oznacza to, że powstaje również zamęt w duszy.
Gdy na początku naszej ery Fenicjanie wynaleźli szklane lustro. Kosztowało ono wówczas fortunę i łatwo ulegało stłuczeniu. Nic dziwnego, że właścicielka tak cennego przedmiotu długi czas była nieszczęśliwa, bo nie od razu było ją stać na kupno nowego zwierciadła. No i nie mogła się przeglądać.... A to jest bardzo ważne dla kobiety, widzę to po mojej 93 letniej cioci, która przegląda się w lustrze kilkadziesiąt razy dziennie.

- Co może w życiu zrobić ładna dziewczyna – powiedział Michał Kątny – jeżeli połowę życia traci na chwytanie lub, czasami, rzadziej, na odparowywanie męskich spojrzeń. A trzecią część tego życia spędza przed lustrem, czy nawet, powiedziałbym, w lustrze. No, poza tym, trzeba niestety spać, więc to byłoby to czwarte, brakujące ćwierć życia.
 
Spotkanie kominiarza.
Spotkanie zakonnicy.
              Odpukać w niemalowane..
Niemalowane drewno u Słowian jednoznacznie kojarzyło się z grobową deską. Dawniej osobę zmarłą kładziono na zwykłą szeroką deskę, na której odbywało się mycie i ubieranie, a dopiero potem składano do trumny. Nawet w ludowej piosence są słowa: - „Umarł Maciek, umarł i leży na desce...”
Deska grobowa była najczęściej z klonu, gdyż klon miał moc odpędzania złych duchów, i niemalowana. Stukano w nią dla odpędzenia sił nieczystych. Ten zwyczaj pochodzi z czasów przedchrześcijańskich. Kiedy nasi przodkowie mówili o swoich sukcesach, to jednocześnie pukali w ściany domów. Zagłuszali w ten sposób swoje słowa, by nie usłyszały ich bożki, zazdrosne o ludzkie powodzenie.

Prezenty.
Nie należy wręczać rzeczy ostrych....

Znaki anielskie.
Tęcze, monety, pióra, synchroniczność, liczby.....

Wróżba sylwestrowo-noworoczna.
Kto pierwszy po północy wejdzie do domu....

Pieniądze.
Aby nie zabrakło pieniędzy, najlepiej brać je lewą ręką, a oddawać prawą....
Chuchanie na pieniądze.
Tchnienie, kierowane w stronę przedmiotu symbolizuje akt stwórczy.

Trzynastka.
Andrzejkowe wróżby miłosne.
Wróżby katarzynkowe (24 listopada).
Wróżenie z butów. (kto się pierwszy ożeni).
Wybieranie owoców.(zawiązane oczy, wybieramy jeden z trzech owoców leżących przed nami – rokowania co do przyszłego związku damsko-męskiego).
Wróżenie z igliwia. (Kiedy zamążpójście).
Wróżenie z kleksów. (dość szerokie spektrum)
Wiśniowa wróżba. (Ożenek).
Płonące lalki. (rokowania miłosne)
Obieranie jabłek. ( Imię wybrańca)
Słuchanie odgłosów.
Te wszystkie wróżby powyżej należą do wieczoru andrzejkowego.

Dzwonienie w uchu.
Gdy swędzi dłoń, oko, lub nos.
Wróżby na drodze.
Świece.
Wróżenie z obłoków.
Wracanie się.
Wróżby ze sztućców.
Iskry.
Paznokcie.
Torebki damskie.
Rozsypana sól.
Oplucie się.
Czterolistna koniczyna.
Przejście pod drabiną.
Wrzucanie monet do wody.
Ochrona przed urokiem.
Podkowa.
Witanie przez próg.
Sobótkowe wróżby.
         Noc Kupały.
 Chrześcijaństwo początkowo zwalczało to święto. Bez skutku. Ukradziono więc to święto, przykrywając je imieniem świętego chrześcijańskiego.