Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Galileusz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Galileusz. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 listopada 2022

Kodeks 1181

 

Tajne archiwa Watykanu – czyli kamyczek do ogródka pod tytułem: „Wielce chwalebna historia walki kościoła o krzewienie wiedzy wśród wiernych”.

Książka Jacoba Bronowskiego. Tu ponownie nasuwa się (na luziczku)  pytanie: - Czy książki są dla idiotów?

Galileusz był wynalazcą i twórcą nowożytnej metody naukowej. Kiedy w roku 1608 jacyś „poszukujący nowości” szlifierze szkła we Flandrii wynaleźli prymitywną lunetę (pierwszą w czasach nowożytnych), Galileuszem zawładnęła myśl, żeby tę lunetę udoskonalić. Sprawę przemyślał w ciągu jednej nocy i niezwłocznie sporządził dobry przyrząd o sile powiększającej 1:3, a więc nieco tylko większej niż lornetka teatralna. Nie dało mu to satysfakcji, więc niezwłocznie poprawił tę siłę do 1:10, a to był już prawdziwy teleskop. Dzięki niemu można było ze szczytu weneckiej wieży, skąd horyzont sięgał na 35 km. nie tylko dostrzec okręt, ale i rozpoznać go na dwie godziny wcześniej, niż pozwoli na to gołe oko. Dla weneckich maklerów w Rialto był to więc wynalazek wart grosza.

      Następnie Galileusz powiększył siłę teleskopu do 1:30, skierował go w niebo dla przeprowadzenia eksperymentu, po czym opublikował wyniki. Stało się to w 1610 roku, w Wenecji, w której opublikował swe wspaniałe dzieło „Zwiastun Gwiezdny”.

Facet zafascynowany swoim wynalazkiem odkrył cztery satelity Jowisza i rozpadliny, tudzież kratery na powierzchni Księżyca.

Ambasador brytyjski donosił z Włoch do Londynu:

„Profesor matematyki w Padwie wynalazł przyrząd, który znacznie przybliża widoki. Z jego pomocą odkrył cztery księżyce Jowisza, ponadto wiele innych nieznanych gwiazd. Odkrył również, że Księżyc nie jest kulisty i jego powierzchnia nie tylko nie jest gładka, ale ma mnóstwo wypukłości. Autor kusi fortunę. Albo zdobędzie majątek i ogromną sławę, albo  zostanie bez reszty ośmieszony. Następnym statkiem Wasza Lordowska Mość otrzyma  ode mnie jeden z przyrządów optycznych udoskonalonych przez tego człowieka”.

           Nowina była sensacyjna i obiegała świat. Przyniosła Galileuszowi wielkie uznanie. Atoli nie wszędzie przyjęto ją życzliwie. Na przykład Watykan poczuł zagrożenie dla wyznawanej doktryny, ustanawiającej raz na zawsze jak sprawy mają wyglądać. Dopiero co z wielkim trudem zamieciono pod dywan rewolucje Kopernika, a tu nie dość, że reformacja protestancka odnosi sukcesy, to teraz jakiś następny śmiałek twierdzi, że ta rewolucja była słuszna. W 1618 roku rozpoczęła się w Europie wojna trzydziestoletnia, jako reakcja czarnych przeciwko Lutrowi.

W 1622 roku Rzym powołał instytucję do spraw Propagandy Wiary. I odtąd towarzyszy nam propaganda demagogów rządzących najczęściej wspólnie z klerem, serwowana ciemnej części każdego narodu.

Katolicy walczyli z protestantami, a obie strony korzystały z nośnego do dziś hasła: - „Kto nie z nami, ten przeciwko nam”.

KK od zawsze zwalczał zdecydowanie nowe prądy podważające jego „nieomylność” i prowadził, jak byśmy to dziś ujęli, typową politykę tyranii państwa policyjnego – nie wahał się posłać na stos astronoma Giordana Bruna. A nawiasem mówiąc, co skwapliwie przypominam, czarni dziś, gdy chwieje się ich świat, z nostalgią wspominają czasy płonących stosów.

     Galileusz, jak wynika z dokumentów, był człowiekiem ogromnej naiwności, albo sukcesy zaćmiły mu umysł, ponieważ myślał, że wybroni argumentami swój punkt widzenia.

     W roku 1633 zaczął się proces sądowy Galileusza. Jak każdy proces polityczny, także i ten miał długą i ukrytą prehistorię.

Pierwsze haki zbierane przez Watykan noszą datę roku 1611. Wiemy to dziś z dokumentów, znajdujących się w tajnych archiwach Watykanu, do których wgląd uzyskał autor książki.

      Dokumenty leżą na końcu długich podziemnych korytarzy, w kasie pancernej, obok innych najbardziej doniosłych według Watykanu, dokumentów historycznych, ukrytych przed opinią publiczną. Jest to tylko fragment całości, bo możemy podejrzewać, że jakaś ich niemała cześć została zniszczona.

    Teczka ma tytuł: - Kodeks 1181 – postępowanie przeciwko Galileo Galilei.

Jak pisałem pierwsze donosy są z roku 1611. Wysyłane były z Florencji i Rzymu i adresowane do „świętego oficjum inkwizycji” i nosiły tytuły „tajna informacja”. A tak zupełnie na marginesie: - ciekawe ilu pedofilów zasiadało w owym szacownym gremium?

W 1615 roku do Galileusza dotarły sygnały o śledztwie przeciwko niemu, więc zaniepokojony udał się z własnej woli do Watykanu, gdzie jak mu się wydawało miał przyjaciół w gronie kardynałów. Dlatego próbował przedstawiać racjonalne argumenty i prosić aby nie zakazywano głoszenia systemu Kopernikańskiego.

      Było już jednak za późno, w lutym 1616 r, sformułowano oficjalne postanowienie włączone do projektu Kodeksu. Oto jego treść:

Ponieważ Ziemia jest pępkiem świata, a Słońce krąży wokół niej ogłasza się niniejszym:

         Twierdzenia mające być zakazane.

Nie wolno głosić, że Słońce przebywa nieruchomo w centrum świata.

Zakazuje się twierdzić, że Ziemia nie jest środkiem niebios i nie jest nieruchoma, lecz obraca się ruchem podwójnym.

 

Galileusz rozmawiał z kilkoma hierarchami watykańskimi, ale nic nie wskórał, a w końcu ostatni z nich wręczył mu pismo, że od tej chwili nie wolno mu bronić Kopernikańskiego porządku świata. I to miało rzekomo zakończyć sprawę.

Niestety nie była to prawda – Galileusz zastosował się do pouczenia, a pomimo tego następny dokument z tego samego roku zarządza śledztwo kościelne wobec niego, które musi zakończyć się procesem. Stało się to dopiero za siedemnaście lat, czarni byli konsekwentni.

W roku 1623 papieżem zostaje kardynał Barberini, przyjaciel Galileusza. Przybiera imię Urbana VIII. Facet był intelektualistą, pisywał poezje, wśród nich znalazł się nawet sonet wyrażający uznanie dla astronomicznych dzieł Galileusza. Ale to było zanim został papieżem. Po wyborze wyszło szydło z worka: stał się ekstrawaganckim rozrzutnym despotą, nie liczył się z opinią innych. Niepohamowany w swych pomysłach – kazał zabijać ptaki w watykańskich ogrodach, ponieważ ich śpiew papieżowi przeszkadzał.

Galileusz sądził, że papież mu sprzyja i wydał we Florencji książkę „Dialog o dwóch najważniejszych układach świata”. Urban VIII się wściekł.

W piśmie papieskim z tego samego miesiąca, w którym ukazała się książka, czytamy:

Zobowiązuję Inkwizytora we Florencji by w imieniu Świętego Oficjum poinformował Galileusza, iż ma się stawić jak najspieszniej przed komisarzem generalnym Świętego Oficjum w Rzymie.

       Czyli niedawny przyjaciel oddał Galileusza w ręce Inkwizycji, której wyroki były nieodwracalne.

Święta Rzymska i Powszechna Inkwizycja procedowała przeciwko podejrzanym o nieprawomyślność w klasztorze dominikanów Santa Maria Sopra Minerva. Reguły postępowania były jasne i ścisłe - to marzenie każdego tyrana: - więzień nie otrzymuje na piśmie ani zarzutów, ani dowodów oskarżenia, nie ma też prawa do obrońcy. I pozamiatane.

Jednocześnie wydano rozkaz: - wstrzymać druk książki, wykupić wszystkie dotychczas sprzedane egzemplarze.

       W procesie Galileusza uczestniczyło dziesięciu sędziów, sami dominikanie.

Sala, w której był sądzony Galileusz jest dziś częścią urzędu pocztowego w Rzymie. Tu obwiniony został doprowadzony 12 kwietnia 1633 roku i usadzony za stołem, aby odpowiadał na pytania Inkwizytora.

Te pytania – czy też rozmowa, to sprawa niezwykle ciekawa. Pytania zadawano po łacinie, w trzeciej osobie. (Przypadkowa zbieżność z bolszewickim Wy?). W Inkwizycji niektórym  sławnym podsądnym fundowano atmosferę „intelektualną”.

- Jak przybył do Rzymu?

- Czy to jego książka?

- Jak doszedł do jej napisania?

- Co zawiera?

Galileusz się bronił.

- Czy był w Rzymie w 1616 roku i w jakim celu?

- Galileusz: - Byłem, ponieważ słyszałem o wątpliwościach wypowiadanych  o poglądach Kopernika i chciałem się dowiedzieć jakie poglądy słusznym jest utrzymywać.

- Inkwizytor: - Niech powie, co wówczas postanowiono i o czym go powiadomiono.

- Galileusz: w lutym 1616 roku obecny papież powiedział mi, że utrzymywanie poglądów Kopernika jako sprawdzonych faktów jest sprzeczne z Pismem. Jednak mogą być traktowane jako hipotezy, na potwierdzenie tego mam dokument z podpisem obecnego papieża.

- Inkwizytor: - A jeśli stwierdzimy, że w obecności świadków dana mu była instrukcja, że nie wolno mu utrzymywać, czy bronić rzeczonych poglądów w jakikolwiek bądź sposób, to niech teraz powie czy sobie to przypomina?

- Galileusz: Instrukcja nie zabraniała mi rozpatrywania sprawy.

- Inkwizytor: Czy otrzymał zezwolenie na napisanie książki?

- Nie zabiegałem o pozwolenie, uważam bowiem, że pozostałem posłuszny zaleceniom

- Inkwizytor: a kiedy on zabiegał o pozwolenie druku książki, czy ujawnił cenzorom zalecenie Świętej Kongregacji o którym mówimy?

- Galileusz: Zabiegając o zezwolenie publikacji nie powiedziałem nic, ponieważ w tej książce nie broniłem rzeczonej opinii.

      Na koniec Galileusz podpisał dokument powiadający, że było mu zakazane bronienie teorii Kopernika, czego przestrzegał. A był to zakaz obowiązujący w tych czasach każdego katolika. Inkwizycja twierdziła natomiast, że istniał dokument zakazujący Galileuszowi zajmowania się tematem „w jakikolwiek bądź sposób”.

       Inkwizycja nie była obowiązana przedstawić tego dokumentu – leży on dalej w teczce dotyczącej procesu i jest niewątpliwie fałszerstwem. Nie jest podpisany przez nikogo, nie poświadczony przez notariusza, także nie ma tu podpisu Galileusza poświadczającego odbiór.

    Czy w obliczu dokumentów, których nie uznałby żaden sąd, Inkwizycja musiała uciekać się do stosowania kruczków prawnych? Tak, musiała. Do tego celu była stworzona i nie miała nic innego do roboty. Książka została wydana i teraz należało zastosować jakieś zdecydowane działanie wskazujące, że zasługuje ona na potępienie (pozostawała na indeksie przez dwieście lat) z „powodu jakichś oszukańczych praktyk Galileusza”.

       I właśnie dlatego unikano w procesie wszelkich kwestii merytorycznych dotyczących treści książki, czy poglądów Kopernika. Ograniczano się tylko do żonglowania formułami i dokumentami. Miało zostać okazane, że Galileusz świadomie wprowadził w błąd cenzorów i postępował nie tylko zuchwale, ale i nieuczciwie.

Sąd już się ponownie nie zbierał.

Jeszcze tylko dwukrotnie doprowadzono Galileusza przed Inkwizycję, pozwalając mu świadczyć na własną rzecz. Wyrok zapadł na posiedzeniu kongregacji świętego oficjum pod przewodnictwem papieża, które to ciało orzekło co ma być bezwarunkowo uczynione.

      Nieprawowierny uczony miał zostać upokorzony, a władza miała uchodzić za wielkoduszną zarówno w swych intencjach, jak i czynach.

Galileusz miał się wyrzec swoich poglądów. Miano mu pokazać narzędzia tortur, tak, jakby szykowano się do ich zastosowania.

Co znaczyła taka groźba dla człowieka, który był lekarzem?

Dla efektu przedstawiono Galileuszowi świadectwo kogoś, kto przeszedł niedawno łamanie kołem. To Anglik Wiliam Lithgow, torturowany w 1620 roku przez hiszpańską Inkwizycję:

        „ Przywleczono mnie do koła, następnie wciągnięto na nie. Nogi przewleczono między deskami i ściągnięto mocno w kostkach struną. Gdy uruchomiono dźwignię, siła nacisku moich kolan na deski rozerwała mięśnie moich ud, a stawy kolanowe uległy zmiażdżeniu. Oczy zaczęły wychodzić mi na wierzch, z ust pociekła piana, a zęby szczękały jak werbel. Wargi drżały, straszliwie jęczałem, a krew trysnęła z rozerwanych mięśni rąk i nóg. Gdy zaprzestano najstraszliwszych mąk, złożono mnie na podłodze i uporczywie zaklinano: „Wyznaj, wyznaj!”.

    Galileusza nie torturowano, nie było potrzeby. Dwukrotnie tylko mu zagrożono torturami, no i podsunięto wspomniany wyżej opis łamania, co w zupełności spełniło zadanie. Celem procesu było bowiem pokazanie ludziom obdarzonym wyobraźnią, że nie są wolni od uczucia prymitywnego, zwierzęcego strachu.

       W końcu Galileusz napisał poniższy elaborat:

Ja, Galileo Galilei, syn Vincezo Galilei, Florentyńczyk lat siedemdziesiąt, postawiony osobiście w stan oskarżenia przed trybunałem, klęcząc przed wami, dostojni, czcigodni i świątobliwi kardynałowie, inkwizytorzy powszechni przeciwko wszelakiej heretyckiej deprawacji w całej wspólnocie chrześcijańskiej, mając przed oczami Pismo Święte, przysięgam, że zawsze wierzyłem, obecnie wierzę i z Boską pomocą wierzyć będę we wszystko, co głosi Święty Apostolski Kościół Rzymski.

Przyznaję, że wbrew zakazowi napisałem książkę w której Słońce jest nieruchome i jest środkiem świata, a Ziemia nie jest środkiem i się obraca. Nie zważałem na to, iż rzeczona doktryna jest sprzeczna z Pismem Świętym. Napisałem i wydrukowałem książkę w której omawiam potępioną doktrynę, przytaczając wielce przekonywające argumenty na jej rzecz, nie przedstawiając żadnego rozstrzygnięcia. I z tej właśnie racji Święte Oficjum uznało mnie za wielce podejrzanego o herezję, to znaczy o to, że utrzymywałem, jakoby Słońce było środkiem świata i było nieruchome, a Ziemia nie była środkiem i się obracała.

     Toteż pragnąc wymazać z myśli waszych Eminencji oraz wszystkich wiernych chrześcijan to mocne podejrzenie, zasadnie przeciwko mnie podniesione, ze szczerego serca i z nieugiętą wiarą odrzekam się, potępiam i wyklinam wzmiankowane wyżej błędy i herezje, a także wszelkie inne, jakiekolwiek by były,  o ile przeciwne są rzeczonemu Świętemu Kościołowi i przysięgam nigdy w przyszłości nie mówić czy twierdzić, w mowie lub na piśmie, niczego, co mogłoby skierować na mnie podobne podejrzenia.

A jeśli poznam jakiegokolwiek heretyka, powiadomię o podejrzanym to Święte Oficjum. Dalej przysięgam i obiecuję spełniać i przestrzegać w całości wszystkie pokuty, jakie Święte Oficjum nałożyło, lub nałoży na mnie.

      W przypadku zaś gdybym złamał – czego Bóg nie dopuści – jakiekolwiek z tych przyrzeczeń, zaprzeczeń i przysiąg, poddam się sam wszystkim karom przewidzianym i narzuconym na takich odstępców przez święte kanony oraz inne konstytucje, tak powszechne, jak i szczegółowe. Tak mi dopomóż Bóg i to Pismo Święte, które trzymam w ręku.

      Ja, rzeczony Galileo Galilei, wyrzekłem się, przysiągłem i obiecałem zobowiązując się jak wyżej. A dla poświadczenia prawdy powyższego, podpisałem własnoręcznie niniejszy dokument mego wyrzeczenia się i powtórzyłem je słowo po słowie tu w Rzymie, w klasztorze Minerva, dwudziestego drugiego dnia 1633 roku.

 

                                       Ja , Galileusz wyrzekłem się jak wyżej

                                             I podpisałem własnoręcznie.

 

Profilaktyki nigdy nie za dużo, dlatego na resztę życia Galileusza zamknięto w ścisłym areszcie domowym. W rezultacie odpowiednio nagłośnionego procesu, katoliccy uczeni we wszystkich krajach zamilkli. Najwybitniejszy współczesny Galileusza – Kartezjusz, przestał drukować we Francji i wyjechał do Szwecji. Galileusz oślepł ze zgryzoty (to wersja oficjalna, bo jak wiemy kościołowi mocno zależało, aby Galileusz już nic więcej nie napisał) i zmarł w swym domu w 1642 roku.

25 grudnia tegoż roku, który to dzień aż do roku 328 był czczony jako narodziny boga Mitry, przyszedł na świat Izaak Newton.

 

PS. Ponad wpisem widnieje Swadziebnik - stylizowane logo religii Słowian, symbol wierzeń naszych Ojców i Dziadów. 

Jakieś inne zdjęcia dotyczące wpisu? Na przykład chrześcijańskie wynalazki wspomagające dzieło Świętej Inkwizycji? Będą takie, a jakże by nie. Zamieszczę je w kolejnym wpisie traktującym o miłościwie nam panującym kościółku, na tych fotkach pojawi się „Wystawa narzędzi tortur hiszpańskiej inkwizycji”, która to wystawa, swego czasu gościła w Warszawie, w domu towarowym Braci Jabłkowskich. 

Wszyscy mamy wyobraźnię, niech więc dziś, zamiast zdjęć, puśćmy wodze wyobraźni i przeczytajmy jeszcze raz zeznanie Anglika łamanego kołem.


piątek, 19 października 2018

Ziemia Nieznana

Do mrówki się udaj, leniwcze, patrz na jej drogi – bądź mądry: - Patrz na jej hierarchię, na jej plan, w lecie gromadzi żywność, zbiera swój pokarm we żniwa (Prz.6,6-8) – Mądrość Króla Salomona.

Model hierarchiczny skłania się do tego, co męskie.
Jest więc agresywny, dominujący, opiera się na uprzywilejowaniu, na wyjątkowości wiedzy.
       Jednostki przebiegłe, które nigdy nie dorównają wiedzą innym, poprzez indywidualne parcie do władzy, manipulując ludźmi, zdobywają dostęp do informacji. A to już im pozwala stać się wyjątkowymi, opanowały bowiem biegle żonglerkę podłymi praktykami i to na każdym polu.
        Roi się więc w takim modelu od konfliktów, podziałów i intryg pomiędzy jednostkami, którzy starają się wdrapać na szczyt piramidy.
Nie jest łatwo wczołgać się na taki szczyt, chociażby z dwóch powodów:
                                                                                                                                   - Po pierwsze primo:
Trzeba mieć miękki kręgosłup moralny i to dopiero pozwala wić się jak wąż.
- Po drugie primo: - Na szczycie środowisko jest wyjątkowo śliskie – wręcz ocieka wazeliną.

Dobrze wiemy, że systemy zwane piramidami finansowymi są z definicji skorumpowane i w końcu zawodzą, gdyż ryzyko i nagroda w porównaniu z ilością pracy i poświęcenia nigdy nie są proporcjonalne.
              Oparte są one na uprzywilejowaniu, a nie na równości i współpracy. Ludzie ze szczytu zarabiają pieniądze i niewiele robią, a ci u podstawy piramidy wykonują całą pracę i zarabiają bardzo mało.
Jest to model sieciowy, gdzie dobro ogółu rozumiane jest domyślnie jako dobro nielicznych jednostek.

Inaczej jest w modelu żeńskim.
Model męski zdaje sobie z tego sprawę i dlatego ukuł opinię, że w modelu żeńskim panują prawa dżungli, podając jako przykład przyrodę.

Zapytajmy: - czy mówimy o prawach dżungli w wykonaniu zwierząt, czy ludzi? 

Przecież każdy, kto potrafi korzystać z własnego rozumu, wie, że zwierzęta rzadko zabijają dla samego zabijania.
Nie ma tu także manipulacji, wykorzystywania innych, czy ostatecznej eliminacji gatunków niższych, nawet stanowiących konkurencję, tylko dlatego, żeby samemu wjechać windą do nieba i znaleźć się na samej górze łańcucha pokarmowego czyimś kosztem.
         Nie mówiąc już o nieuprawnionym sprawowaniu władzy.
Tu przywódcy stada mają dane przez naturę autentyczne przymioty.
Wydaje się, że przyroda działa na podstawie dokładnie odwrotnej zasady niż człowiek. Dlatego pisałem, że z punktu widzenia Matki Ziemi ludzkość jest usadowionym na niej złośliwym wirusem.

Człowiek i przyroda jawią się (bowiem) jako oponenci walczący na śmierć i życie.
W tym pojedynku człowiek niszczy Naturę i tę żywą istotę, Ziemię, zwaną Gaja.
Robi to dla zysku, a także ze zwykłej głupoty. Nie dba o konsekwencje swoich działań, ani o trujące produkty uboczne wrzucane bezkarnie w ekosystemy.
        Taki jest efekt pogoni za bogactwem i forsowaniem chęci panowania nad innymi.
Do tego dochodzi ciągła dezinformacja, na przykład ukrywanie szkód czynionych przez startujące rakiety kosmiczne, które wbrew temu, co nam się wmawia, są głównym powodem dziur ozonowych.
     Niestety przestrzeń kosmiczna jest już towarem podlegającym opodatkowaniu.
Trwa nieustająca walka o wciąż malejące zasoby naturalne, nie tylko paliwa kopalne, ale i zdrową, niemutowaną żywność, czystą wodę i powietrze.

                      Komnata w której gubi się echo.

Przestrzeń kosmiczna jest tajemnicza i mroźna, a choć wydaje się pustką o nieskończonej ciszy (dźwięki w próżni nie rozchodzą się) - jednocześnie alegorycznie nie jest komnatą w której gubi się echo.
         Być może kosmos jest przeogromną siecią korytarzy łączących nieskończoną liczbę światów.
Przez te korytarze przetacza się promienna energia, a my nie możemy tego zobaczyć, bo jesteśmy ograniczeni przez wąski zakres zmysłów.
       Na przykład wzrok pozwala nam dostrzegać światło, czyli promieniowanie elektromagnetyczne o długości fali od 380 nm do około 780 nm. Ten zakres mieści się pomiędzy niewidoczną podczerwienią a niewidocznym ultrafioletem.
       Żyjemy w świecie, który mierzy swój puls krótkimi, hałaśliwymi etapami. Choć w myślach, ambicjach lub porywach optymizmu możemy marzyć o zapisaniu się w annałach historii, to nic nie uwolni nas z żelaznego uścisku Przeznaczenia.

Trendy przychodzą i odchodzą.
Mody trwają krótko.
Tego, co widzimy dzisiaj, jutro może już nie być.
Sława jest ulotna.
Bogactwo stopnieje przez rozrzutność.
Wspomnienia bledną,
Kolejne rekordy zostają pobite,
Piękno znika.
Bańki mydlane pękają.
Po wzlotach następują upadki.
Czas niszczy materię fizyczną.

Nasze ciało nawet przez sekundę nie jest takie samo.
Liczby.....
W ciągu jednej minuty w ludzkim organizmie umiera 300 milionów komórek......
Z drugiej strony codziennie rodzi się 300 miliardów nowych komórek.

Co jest dla mnie zadziwiające, jako pasjonata liczb? 
Ano fakt, że każda ludzka komórka ma 92 wewnętrzne zegary biologiczne – po jednym na każdym końcu każdego z 46 jej chromosomów.
A w Apokryfach Starego Testamentu Bóg rzecze: „Zapisałem dla was 92 księgi”.
   
Ach te Apokryfy..... 
Zwłaszcza moja ulubiona część, o której już pisałem: - "Księga Astronomiczna, czyli o obrotach świateł niebieskich".
Przypominam, że treść Apokryfów dotyczy czasów biblijnych. Musiały minąć wieki zanim urodził się Galileusz i Kopernik.
    Zwoje biblijne zwane Apokryfami nigdy nie weszły do kanonu, ponieważ uznano, że jesteśmy za głupi, żeby pojąć ich treść, albo za mądrzy, a z tego mogą dla rządzących wyniknąć tylko kłopoty w sterowaniu trzodą.
Początkowo przechowywano zwoje w Bibliotece Aleksandryjskiej, korzystała z nich astronomka Hepatia, ukamienowana przez chrześcijan, w końcu ukryto je w podziemiach Watykanu. 
Wszak najlepiej rządzi się ciemnymi ludźmi.

     
Przedmowa do Apokryfów: - „Jest to część literatury światowej, która do niedawna była w polskim piśmiennictwie Terra Ignota – Ziemią Nieznaną”.

wtorek, 9 lutego 2016

Przesunięcie ku czerwieni

W latach 60. XX wieku astronom Halton Arp odkrył, że galaktyki rozwijają się w „grupy rodzinne”. W niektórych przypadkach był w stanie prześledzić ich genealogię aż do czwartego pokolenia.
         O takim odkryciu marzy każdy astronom.
To odkrycie zapowiada poszerzenie naszej wiedzy o wszechświecie w podobnym stopniu, a jakim odkrycia Galileusza przyczyniły się do poznania Układu Słonecznego.
     

Jednak społeczność astronomów okazała się pełna ignorancji.
Arpa potraktowano podobnie, jak kiedyś Galileusza. Z tą drobną różnicą, że Galileusza odsądzał od czci kościół, który był (i jest) zawsze za ciemnotą, ze względów politycznych.
     Natomiast Haltona Arpa wyśmiała ortodoksyjna część kolegów po fachu.
Po ukazaniu się książki Arpa – „Kwazary, przesunięcie ku czerwieni” pozycja astronoma spadła z pierwszej dwudziestki do poniżej pierwszej dwusetki.
    Halton Arp nie przejął się tym i dalej głosił, że przesunięcie galaktyk ku czerwieni, nie zawsze jest spowodowane rozszerzaniem się wszechświata.
W końcu w połowie lat 80. pozbawiono go dostępu do teleskopów w Pasadenie.

Czemu sławny astronom bronił swego odkrycia tak bardzo, że poświęcił dla niego karierę?
Bo Arp należy do tych ludzi, dla których pasja i dążenie do prawdy jest ważniejsze niż reputacja.
     Albo inaczej: - opinia innych nie jest dla niego najważniejsza.
Ma odwagę powiedzieć: - „ Jeśli nie mam racji, to nie ma sprawy. Ale gdy mam rację, jest to bardzo ważne, bo podważa główny nurt astronomii”.

Kosmologia współczesna ma w podstawie jedno zdarzenie. Kilkanaście miliardów lat temu wybuchła rodzicielka wszystkich czarnych dziur, w wyniku czego powstał wszechświat.
      Wszystko, co zdarzyło się potem, to efekty uboczne, wstrząsy wtórne i odpryski.
Wszechświat otrzymał jeden początkowy, ogromny impuls energii i od tego czasu jest w stanie stopniowej likwidacji.
      Nie można jednak tego zaobserwować przez teleskop i jest to tylko teoria.
W istocie Wielki Wybuch jest częścią łańcucha teorii. Każda następna jest powiązana z poprzednią w łańcuchu.
Koncepcja Wielkiego Wybuchu powstała, aby wyjaśnić, dlaczego wszechświat zaczął się rozszerzać, a galaktyki oddalają się od siebie.

I tu właśnie Halton Arp odkrył poważną lukę w jednym z narzędzi kosmologii: - przesunięciu ku czerwieni.
Przesunięcie ku czerwieni jest to efekt Dopplera przyjmujący, że jest to spowodowane ucieczką źródła światła od obserwatora.
Chodzi o przesunięcie w kierunku czerwonego krańca widma.
     Im słabiej świeci galaktyka ( czyli przypuszczalnie dalej się znajduje) tym szybciej się oddala.
Ostatecznie cały łańcuch teorii jest oparty na założeniu, że przesunięcie ku czerwieni jest miarą prędkości i niczego więcej.

Odkrycie Arpa polega na wykazaniu, że przesunięcie ku czerwieni jest w dużym stopniu spowodowane właściwościami samych galaktyk lub kwazarów. Czyli nie zależy wyłącznie od prędkości.

Przyjęcie przez astronomów przesunięcia ku czerwieni jako miary prędkości, było bardzo wygodne. Duże przesunięcie oznaczało, że źródło jest daleko, a małe, że blisko.
     Astronomia chwyciła się tej zależności, bo większość galaktyk znajduje się zbyt daleko, aby odległość do nich wyznaczać innymi metodami.
Chwyciła się tej zależności, ignorując czynniki wewnętrzne.

Oto łańcuch zależności na którym zbudowana jest dwudziestowieczna kosmologia. Jeśli którekolwiek ogniwo tego łańcucha pęknie....... Niezliczone tysiące prac naukowych, podręczników, doktoratów straciłoby sens.
Jest to ogromne zagrożenie dla skostniałej nauki.

        Halton Arp znalazł takie słabe ogniwo.

środa, 18 lutego 2015

Autogram Stworzenia

Liczby.
Towarzyszą człowiekowi od zarania dziejów. 
„Naukowiec – mądrala„  pomyśli w tym miejscu: - przecież kiedyś ludzie nie znali liczb.                I w tym momencie taki naukowiec – mądrala zaliczył się do zwykłych Kowalskich.
           - Po pierwsze primo – kalendarz hinduski Manatuara ma trzysta tysięcy lat, a kalendarz Inków opiera się na tablicach gwiezdnych opisujących zdarzenia astronomiczne sprzed czterystu milionów lat.
           - Po drugie primo – jeśli wyznajesz hasło: „myślę, więc jestem” jesteś w ślepym zaułku, który zafundował tobie Kartezjusz. Jesteś naprawdę dopiero wtedy, gdy nie myślisz ( Osho, Einstein)
    • Po trzecie primo – jeśli musisz mieć zawsze rację, twoje musi być na wierzchu – masz tłuste ego, a sam śpisz.

To co doskonałe nie mogło mieć początku
– Fryderyk Nietzsche.

Te słowa Nietzschego dotyczą także świata liczb. Również Kepler, Goethe i Mozart badali związki i proporcje, pomiędzy liczbą i dźwiękiem.
W liczbach zawarta jest także droga przemiany człowieka od gąsienicy do motyla, a więc to, o czym mówił Osho.
Codziennie liczymy, lecz liczba nie jest tylko czystą informacją o ilości, ale także określa gatunek. Przez to każda liczba jest sednem i ma swój własny charakter.
A poprzez gatunek liczby mogą opowiadać zdarzenia, sygnalizować przyszłość każdemu, kto słucha.

        Przykładowo jestem uczulony na liczby, poprzez nie zdarza mi się wgląd w przyszłość, poprzez liczby mam kontakt ze "sferą ducha".
Są także liczby czysto anielskie dla wszystkich i zaliczają się one do znaków anielskich, takich jak znajdowane „przypadkowo” monety, pióra, oglądane tęcze......
       Oto taka niecodzienna tęcza z Wyspy Sobieszewskiej.
Widziałem, jak się rodziła w tym nieziemskim świetle, zapisywałem jej niesamowite budowanie się na kolejnych zdjęciach. Trwałem w zachwycie! Potem odczytałem czas od pierwszego zdjęcia do ostatniego: - 55 minut!
   



Liczby niosą ze sobą materię i ducha, widzialne i niewidzialne, pokazują dwa oblicza.
Jedno oblicze jest połową i drugie połową. Odbierz liczbie ilość. Odbierz liczbie połowę......

Odbierz jakiejś rzeczy, przedmiotowi
przypisaną mu liczbę
a wtedy ona zniknie
Arystoteles

I tu jesteśmy na etapie półobudzenia, albo połowy sukcesu...

Umarł stary król, zostawił schedę młodemu. Młodego króla interesowały kobiety, wino i śpiew. Chciał się tego trzymać, więc zebrał Radę Mędrców, aby dowiedzieć się co robić, żeby w państwie był spokój, a on nie musiałby zaprzątać sobie głowy rządzeniem.
Mędrcy rzekli: Potrzebne są igrzyska i chleb.
         Lecz żeby było jeszcze lepiej, to do tego chleba przydałoby się masło.
Na podwórcu pałacowym leży gówno wielbłądów. Rozkaż panie nadwornemu astrologowi-alchemikowi zamienić to gówno w masło. I wtedy będzie dobrze.....Będziesz królu zadowolony.
Młody król tak zrobił. Wezwał alchemika-astrologa, wyjaśnił w czym rzecz i dodał do tego klauzulę wykonalności; - Masz na wykonanie zadania 365 dni i ani dnia dłużej. Jeśli nie wykonasz, twoja głowa spadnie!
       Zasmucił się alchemik, ale cóż robić, pan każe, sługa musi.
Wziął więc kubełek, nazbierał pełen, wrócił na wieżę, zaczął podgrzewać, zapach niemiły, otworzył okna.......
Mija dzień za dniem. Kompletny brak sukcesu. Głowa w niebezpieczeństwie. Boże ratuj!
Nadszedł 365 dzień, alchemik ma nogi miękkie ze strachu, wloką go przed oblicze króla.
No i co? - Pyta król.
Alchemik: - Panie mój, pół sukcesu! Rozsmarowuje się pięknie, tylko jeszcze śmierdzi!

Nie ma połowy sukcesu, ani połowy obudzenia.
Nie możesz odebrać jakiejś rzeczy, przedmiotowi jego połowy bo go unicestwisz.
Czytelniku, jeśli czujesz bluesa, znaczy to, że jesteś na Drodze, a droga to Tao. Już nie zejdziesz z tej drogi. Kwestia tylko w tym, jak długo będziesz na tej drodze zanim dotrzesz.

Jak długo będziesz na drodze .....
Znowu osobisty przykład, to mi wolno: - Jestem na Drodze. I to jest miłe. Nie spieszy mi się, skoro to jest miłe. Ale być może, za zakrętem będzie jeszcze milej. Być może będzie. Ufam. A ponieważ ufam - Aniele prowadź!
Numerologia pokazuje jakie powinno być nasze otoczenie – zwierzęta, kolory, muzyka, aby życie przebiegało w harmonii.


W szkole występuje jedynie matematyczna nauka o liczbach – arytmetyka.

Pani daje Jasiowi zadanie:
  • Jasiu wymień pięć zwierząt mieszkających w Afryce.
  • Na to Jaś: - Trzy małpy i dwa słonie.

Jedynie arytmetyka przeżyła złość „oczyszczenia” chrześcijańskich ludzi kościoła. Kościół nie znosi konkurencji mogącej rozjaśnić ludziom w głowach.
Jaka energia tkwi w kolorach? Bo energia czarnego niesie smutek.
Kapłan ma być pośrednikiem między nami a Bogiem, nie wolno zwracać się do Boga bezpośrednio, bo w takim przypadku kapłan stałby się zbędny.....
Przy konfesjonale klęczy młodzieniec:
  • Proszę księdza, współżyłem cieleśnie z kobietą bez ślubu.
  • Ile razy? - pyta ksiądz.
  • Ja tu przyszedłem się wyspowiadać, a nie chwalić!
Objaśnianie liczb czarni porównują więc z czarami, szarlatanerią. Nie wolno objaśniać liczb, to jest zakazane. I już tylko z tego powodu lubię liczby.

Zamiast rozprawiać o czarnym, lepiej otoczmy się światłem! Białym światłem. Białe światło zwiera w sobie wszystkie kolory. Jest takie ćwiczenie, które nazywa się PRYSZNIC ŚWIATŁA.
Kopernikowa pisała swoje dzieło skrycie, Galileusz miał zakaz publikacji oraz dożywotni areszt domowy, Descartes ukrywał się po wsiach....
Na świątyni w Delphi jest napisane: Poznaj samego siebie.

Zebrane w numerologicznej praktyce doświadczenia przypominają poruszane przez wiatr liście: ten ruch można skrupulatnie obserwować i opisywać, podczas gdy sam wiatr pozostaje nieuchwytny. A przecież jest on rzeczywisty.
Ten, kto szuka prawdy o swoim życiu i sobie, powinien udać się w stronę liczb i zobaczyć zaskakujący rezultat tego działania.

Nasłuchujcie samych siebie i spójrzcie
w nieskończoność przestrzeni i czasu.
Stamtąd usłyszycie śpiew gwiazd,
mowę liczb i harmonię sfer.
Thot-Hermes

Doprowadzenie wiedzy o liczbach do doskonałości przypisuje się Pitagorasowi. I od razu pierwsza liczba: Pitagoras urodził się około 570 roku p.n.e., a więc niemal w roku narodzin Buddy.
Nie ma przypadków.
Popatrzmy jeszcze raz na rysunek, który kiedyś tam nazwałem orłem i dopiszmy Pitagorasa obok Buddy.
    


Pitagoras w młodości studiował matematyczne nauki w Egipcie. Potem w Kroton założył Szkołę Mistyczną.
      Poznał, że wszystkie prawidłowości kosmosu mają na ziemi swoje odpowiedniki i można przedstawić je jako drgania. Człowiek jest nieodłączną częścią tych drgań, ma je zawarte w swoim rytmie życia i można wyrazić je w liczbach. Te drgania, rezonanse działają nie tylko na materialną, ale także duchową płaszczyznę.
      Liczby i astronomiczne proporcje były ściśle związane z rozwojem osobistym w klasycznej starożytności, a także są związane z tym rozwojem również dziś w takich krajach jak Chiny i Indie. Liczby wywoływały fascynację we wszystkich kulturach, gdyż człowiek chciał pojąć rytm swojego życia i jego związek z kosmosem i mikrokosmosem. One także fascynowały w loteriach i grach hazardowych. Ludzie przeczuwali, że liczby chcą im opowiedzieć historię, trzeba ich tylko wysłuchać. Liczenie i opowiadanie są ze sobą powiązane.
      Powiem więcej: - liczby są wdzięczne za to, że się nimi zajmujemy.
      Powiem jeszcze więcej: wszystko, czym się zajmujemy, czego słuchamy, staje się wdzięczne za to.
W tym „wszystko” mieści się także człowiek.
Czyli, jak powiedział Darek Karaluch: - Każdy potrzebuje odrobinę miłości.

Pitagoras mówił do uczniów: - Nie zbaczajcie z drogi, wydarza się wiele wspaniałości, trzymajcie się liczb, szukajcie wytrwale, one zapewnią wam drogę, w liczbach odnajdziecie klucz do kosmosu.

Ja bym dodał: w liczbach odnajdziesz także klucz do siebie.

Liczby, liczby.....

Nauczycielka pyta: - kochane dzieci, ile mucha ma nóg?
Wstaje Jasio:
      • A pani to nie ma większych zmartwień?


Numerologia jest narzędziem uniwersalnym, które daje dokładne liczbowe wyjaśnienia do głębszego zrozumienia człowieka. Wyjaśnia cechy charakteru i życiową drogę, jej cele. Numerologia jest narzędziem, które zajmuje się rozwiązywaniem trudnych kwestii związanych z ciałem i duszą, przez to może dopomóc w podniesieniu jakości życia.
Pomaga obliczyć właściwy moment do działań.
 
Na ścieżkach życia spotykamy siebie w tysiącach przebrań.
C.G.Jung

Dzięki liczbom możemy poznać własne ukryte siły, skłonności, wyzwania, a więc to co służy do poznania siebie. Możemy rozwinąć swój potencjał, poznać działające w nas cykle czasowe. Rozpoznać potencjał drzemiący w nowo narodzonym dziecku.
Dzięki liczbom możemy z ofiary losu stać się graczem we własnym życiu, tworzyć nową rzeczywistość i wygrywać.

Nie dostaniesz się na drugi brzeg, jeśli nie opuścisz starego.
Życie jest wspaniałe, pod warunkiem, że jest to własne życie.

I jeszcze jedno: nie przyszliśmy na ten świat przypadkowo. Nie ma przypadków. Dusza wybrała odpowiedni moment i miejsce narodzin, oraz szuka swego potencjału.

Z numerologii dowiemy się jakie mamy zadania w kolejnych latach, a także znajdziemy swój osobisty kod liczbowy oraz dwoje wewnętrznych dzieci! Te zranione wewnętrzne dzieci należy odnaleźć, porozmawiać z nimi i czule wprowadzić do życia, aby było ono uzdrowione. A jak się rozmawia i trafia do dzieci? Za pomocą prostych słów i obrazków. Za pomocą symboli.
O co tu chodzi?
      Mózg ma dwie półkule, lewa jest logiczna, prawa intuicyjna. Te obie półkule powinny działać razem i tak się dzieje w stanie relaksu. Wtedy stanowią one całość, stają się nierozerwalnym pomostem, wchodzą w synchronizację, łączą analityczne myślenie i intuicję. Wtedy osiągamy nasz twórczy potencjał, dzięki któremu możemy kreatywnie postępować.
Stajemy się dzieckiem, a dziecko rozgląda się ciągle za zabawą.
Oto niezapomniana rozmowa z lata z małym Marcelkiem z Ciężkowic:
Marcelek tak niedawno zaczął mówić, a już jest z nim wspaniała, pełna komunikacja. Podbiega i:
    • Wujek, mam super pomysł!
    • Jaki?
    • Będziemy się chlapać błotem.

Chwila mija, ponieważ ten pomysł jest zaskakująco prosty, zaskoczył mnie i szukam argumentu na „nie”.

    • Nie będziemy, bo ….. nie ma błota.
    • To zrobimy!

Przypominam słowa Jezusa: - Stańcie się dziećmi, a otworzy się przed wami królestwo niebieskie.

Numerologia mocno akcentuje potrzebę bycia w świadomości, potrzebę przebywania w Tu i Teraz.
Liczby rozwijają kreatywność. Pokazują na przykład jak eksperymentować z kolorami i muzyką.

Powtórzę: Nie ma przypadków.

Wszystko ma swój czas i wszystkie zamiary pod niebem mają swoją godzinę.
Kaznodzieja Salome 3.I

Naukowcy wszech czasów – Izaak Newton, Wilhelm Leibnitz, Albert Einstein – twierdzili, że w porządku świata liczb ( od jednego do 9 + 0) można odnaleźć Autogram Stworzenia.

I na koniec o sobie:
To działa. Kawał życia już za mną. Mój portret numerologiczny sprzed kilku lat, zrobiony przez przyjaciela jest trafny co najmniej w 95 procentach, jeśli chodzi o przeszłość. A zawartość sygnalizowana jako przyszłość spełnia się na bieżąco zaskakująco celnie.