Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tęcza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tęcza. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 listopada 2024

Jego Osobistość Imbir

 


Jako że kocham spokój i piękno dzikich Bieszczadów, a do tej krainy należą także niepospolite jednostki spośród braci mniejszych, dziś wspomnienie Imbira z Małej Rawki - kota, który umarł 12 marca 2024.

Umarł, czyli jak niektórzy piszą - „odszedł”.

"Odejść za tęczowy most" to metaforyczne określenie śmierci zwierzęcia, szczególnie domowego pupila. Pochodzi ono z poematu napisanego w latach 80. XX wieku, który opisuje "Tęczowy Most" jako miejsce, do którego zwierzęta trafiają po swojej śmierci. Według tego utworu, jest to piękne i spokojne miejsce, gdzie zwierzęta są zdrowe, szczęśliwe i pełne energii, biegają po zielonych łąkach, aż do momentu, gdy spotkają się tam ponownie ze swoimi właścicielami. To urocze i pocieszające wyobrażenie ma na celu złagodzenie bólu po stracie ukochanego zwierzaka, dając nadzieję na ponowne spotkanie.

Z okazji wątku tęczowego: - Wyspa Sobieszewska, tęcza wysoka – ona tworzy się, gdy słońce jest tuż nad horyzontem, potem tęcza poniżej obserwatora – taką uchwyciłem z połoniny, gdy słońce było w zenicie, na końcu Warszawa.







czwartek, 21 stycznia 2021

Tęczowy most


Most siedmiobarwny na niebie.
Łuk zbliżający światy do siebie.
Dotykając ziemi krańcami,
olśniewa swymi kolorami.



Kropelki wody w powietrzu,
pojawiające się po deszczu.
Urzekające zjawisko natury,
bramą do nieba przez chmury.

wynajmę serce gorące
cena niezbyt wysoka 





niedziela, 22 listopada 2020

Tęcza nad Żebrakiem

Świt w tak przecudnie widokowym, a jednocześnie odludnym zakątku nie ma sobie równych. I już tylko z tego powodu człowiek jest zadowolony.


Wstawał dzień „fotograficzny” z ciekawym światłem. Po kolorach świtu najpierw nieco zszarzało.


Potem czerwone jeszcze słońce wydobyło barwę z pni sosen.


Radość walnęła mi do uszu. Ach! Ach! Jest ślicznie i egzotycznie! Biegnę w odwiedziny do arniki.


Mija godzina, krzątam się niespiesznie, a wokół mnie kolejna niedziela, tak samo, jak było wczoraj i tak, jak będzie jutro. Same niedziele w tej sławnej bieszczadzkiej krainie nic nierobienia.


To można tak żyć? A chcesz tak żyć? Oczywiście, że można. Pod dwoma prostymi warunkami.

- Po pierwsze primo: trzeba podziękować przymusowi pracy, a mieć stabilność finansową, co najczęściej przydarza się dopiero na emeryturze. Czyli trzeba się szanować, aby w zdrowiu i sprawności do owej emerytury dotrwać.

- Po drugie primo: Psychika. Trzeba chcieć i umieć cieszyć się życiem - cieszyć z małych rzeczy, właściwie z byle czego. Cieszyć się to mało - trzeba umieć wpadać w zachwyt. Aby tak mieć, potrzebne jest odpowiednie nastawienie: - luzik - wu wei - humor, być może nawet postawa lekkoducha. Tylko się nie napinać, nie próbować wymuszenia, bo wtedy dupa blada. To nie napinanie można z kolei osiągnąć po zrozumieniu, że największym wrogiem wolności człowieczej są narzucone wierzenia. 

Dopóki nie wyfruniesz ze swego gniazda, nie będziesz wiedział co to znaczy latać …….

Więc jestem ci ja w wyżej opisanym stanie luzikowym. Czego oczekuję? Bo ten stan luzikowy - Stan Łaski pozwala kreować rzeczywistość, o czym przecież dobrze wiem. Tylko nie wolno się napinać, wymuszać, bo wtedy dupa blada.

Aniołku - niczego konkretnego nie oczekuję, niech się dzieje wola nieba, jestem zadowolony, fotografuję, może jakieś zdjęcie ekstra?


Zaczęło się chmurzyć – jest bardzo miło, ale może padać, dlatego teraz muszę zejść po wodę. Schodzę, nabieram wody, wchodzę. Sceneria niezwykła, słońce nisko bo jeszcze wczesny poranek, chmury dają zmieniające się tło. Fotografuję to i tamto.



                          Tęcza - znak anielski.

Spoza szczytu Chryszczatej wychynęła deszczowa chmura. Chmura pędzi popychana silnym wiatrem, ja idę w ciszy bezwietrznej – szczyt osłania to miejsce i nie dopuszcza najmniejszego powiewu. Chmura ma niezwykły wygląd – jest ciemna i właśnie popuściła siku - wlecze cienką, białą miotełkę deszczu – trzeba zrobić zdjęcie! Na pierwszym zdjęciu nic ciekawego nie widać, to sobie darujemy. Przyroda wstrzymała oddech – zapanowała idealna cisza, światło dalej dziwnieje, a chmura pędzi i jest akurat nad przełęczą Żebrak, kiedy słońce wydobywa z niej tęczę! No tak! Mam swoje zdjęcie ekstra! Bo dotychczas nie miałem tęczy nad Żebrakiem. A tęcza jest nawet podwójna.






Wokół piękno niewysłowione! Błyski słońca lśnią w milionach drobniutkich kropelek, które wirując, na moment otoczyły fotografa. Prysznic drobinek szybko przesuwa się w stronę Cisnej. Ile trwał spektakl? Mgnienie - odczytuję czas ze zdjęć – trzy minuty. Ach! Ach! Dziękuję Aniołku! To się nazywa być w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie.

 

                         Tao Kubusia Puchatka.

Bez słuchania Kubusia Puchatka, który woła do nas głosem dziecka, nigdy nie odnajdziemy drogi przez Las Życia.

 

Aby poznać Drogę, iść tą Drogą mogę.

Także czynić Drogę,

Tak, jak czynić mogę Rzeczy, które robię.

Wszystko jest tuż obok, starczy sięgnąć ręką.

Ale, gdy się starasz, bardzo chcesz zobaczyć,

Konfuzja cię zmyli, wszystko możesz stracić.

Jak ja jestem sobą, tak ty jesteś tobą.

 

Kiedy zaczniesz robić Rzeczy, które możesz zrobić, znajdziesz wówczas Drogę, a Droga podąży za tobą.

 

 

 

piątek, 13 września 2019

Kręgi zbożowe obok Stonehenge

W tytule bloga na pierwszym miejscu mamy słowo astronomia.
Z astronomią z kolei wiążą się sprawy tajemnicze, niezgłębione jak kosmos, atoli jednocześnie ściśle matematyczne.
Kręgi zbożowe zainteresowały wielu astronomów, z powodu pozaziemskiego pochodzenia piktogramów, oraz przekazu, który niosą.
            I tak rozwinęła się dziedzina odkodowywania wiadomości.
Jak się okazuje wiadomości astronomicznych.
Ponieważ na wszystkim można zarobić, rozwinęła się także turystyka crop circles – mamy biura podróży, które nas obwiozą po aktualnych miejscach kręgowych.





Drugim słowem z tytułu bloga zajmę się za czas jakiś, zamieszczając merytoryczny wpis na temat.

Nie przyspieszysz bowiem, ani nie opóźnisz …..

Wracając do kręgów: - niosą w sobie artystyczne piękno, przemawiają do mnie klimatem ezoterycznym. Interesuję się na przykład wiedzą z Księgi Zohar, więc byłem mocno zaskoczony, kiedy pojawił się krąg Drzewo Życia - odniosłem wrażenie, że ktoś do mnie puka.
(Drzewo Życia, sefira - dziesięć emanacji  boskiego światła).


Naoczni świadkowie opowiadają, że agroformacje kręgów zbożowych pojawiają się bezszmerowo i powstają w ciągu sekund.



Inni świadkowie słyszą dźwięk. Dźwięk zapisuje się także na nagraniach.
Ludzie są bardzo ułomnymi odbiornikami, jeśli chodzi o dźwięk.
Odbieramy tylko skromną część całego zakresu. Tak samo jest ze światłem – odbieramy wąski zakres, mędzy innymi nie rejestrujemy ultrafioletu i podczerwieni.
          Prosty przykład dźwiękowy?
Gwizdek na psa – nic nie słychać….bo dźwięk jest w takiej częstotliwości, że pies słyszy – my nie. Pies jest więc nie tylko w słuchu lepszy od nas, ale także we wzroku.
Nie widzimy aury drugiego człowieka, a pies widzi. W tej aurze jest kolor strachu. Jeśli jest – nie ma zmiłuj się, agresywny pies bez kagańca i smyczy ugryzie ciebie.
     Przecież wszystko bierze się z głowy – z budowanych scenariuszy.
Ale jest też w naszej ludzkiej aurze - tęczy, którą niesiemy ze sobą przez życie – jest cofanie. Dodajemy do niej barwy, lub odejmujemy barwy. Bo tak się też zdarza. To jest cofanie.
     Niektórzy mówią: - jak mogłem tego nie widzieć? Chyba diabeł przykrył rzecz ogonem! A diabła nie ma. To my sami chwilami nie chcemy niektórych spraw widzieć. I wtedy zwalamy na diabła. Wszystko dzieje się bowiem na nasze życzenie.
Pisałem wielokrotnie: mamy moc sprawczą, to my sami kreujemy rzeczywistość.
       Kiedy jesteś zakochany….. 
Wtedy w twojej aurze zabraknie żółtego – a to barwa rozumu. Nie chcesz widzieć „niektórych” cech osobowości w partnerce - partnerze.
Owszem, zobaczysz je, lecz za jakiś czas. Ta brakująca żółta barwa twojej tęczy wróci na swoje miejsce, lecz bywa, że mleko się już rozlało......

Kręgi zbożowe - agroglify powstają także w miejscach wyjątkowych. Na przykład obok Stonehenge.
Oto zdjęcia z różnych lat z tego szczególnego miejsca. Piktogram z pierwszego zdjęcia ma nazwę płatek śniegu. Na ostatnim - Kontakt.





sobota, 27 października 2018

Tęcze bieszczadzkie

Zauroczenie wielobarwnym łukiem na niebie.

W „Traktacie o malarstwie” Leonardo da Vinci pisał: - „Jeśli nie wiesz, co kryje się w stwierdzeniu, że bliskość jednego koloru przydaje piękna drugiemu, w sąsiedztwie którego kończy się jego domena, zaobserwuj tęczę powstającą z promieni słonecznych, z jej barwami stworzonymi przez padający deszcz, gdy każda opadająca ku ziemi kropla mieni się wszystkimi kolorami tęczowego łuku”.
Tęcza zawsze ujmowała nas swoim urokiem, jej czarowi ulegali wszyscy, zarówno poeci, jak i uczeni.

„Już nie otaczamy tęczy taką czcią, jak ludzie pierwotni, ponieważ wiemy, jak powstaje. Jednak poprzez to nasze wścibstwo wiele utraciliśmy” - pisał Mark Twain.

I cóż z tego, że wiemy jak tęcza powstaje?
W dalszym ciągu zaliczamy ją do znaków anielskich.....

Bieszczady, Wola Michowa.





środa, 25 października 2017

Tęcza nad Maniowem

Lipiec 2017. Ostatni dzień w Woli Michowej - jutro wyruszam w kierunku Soliny. Cały dzień pada.
         Za chwilę zajdzie słońce, a przydałyby się zdjęcia eleganckiej tęczy – pomyślałem. 
Jest pełne zachmurzenie i już się właściwie zmierzcha, kiedy na kilkanaście minut, tuż przed zachodem, pokazuje się słońce.
       Deszcz dalej pada, słońce świeci, jest niesamowite, przyciemnione światło.
Będzie tęcza! I to ogromna! Bo wielka tęcza jest przy niskim słońcu – rano lub wieczorem. Do tego mam ciemne tło, zupełnie jak przy wieczornej tęczy z Wyspy Sobieszewskiej.
          Chwytam aparat i wypadam z Kołyby.
Jest! Jest tęcza! Podwójna! Nad Maniowem stoi ten anielski znak!
Teraz pasują tylko słowa psalmisty:

Łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną a Ziemią (Rdz.9,13)


piątek, 28 kwietnia 2017

Znowu być dzieckiem bez symulacji komputerowej

Zatoka Gdańska.
Obudzony impulsem, nad morzem znalazłem się już przed świtem.
Pochodziłem i stwierdziłem, że to był falstart. Wracałem.
Byłem już w lesie i wtedy.... Anioł mnie klepnął!
No może musnął tylko, ale odruchowo się obejrzałem.
A tu za mną wyrosła tęcza nad tęcze! Olbrzymia, bo słońce nisko!
No to biegiem z powrotem!



Na pierwszym zdjęciu (aparat), kiedy wbiegam na plażę, piasek plaży ma niespotykany kolor. To rzadkość, aby świt był tak samo krwisty jak zachód.

Upływa pół minuty i kolor staje się o kilka tonów bledszy.
Trzecie zdjęcie – Xperia gubi kolor z urzędu, no i telefon nie ma szerokiego obiektywu. 

W każdym razie jestem zadowolony to mało! Jestem w zachwycie! Podskakuję! Znowu przeżywam ten moment – to się nazywa pasja. Dla takich chwil warto żyć!
Liczą się tylko chwile?
Być może, być może.....
      Lecz może jednak warto narodzić się na nowo?
Znowu być dzieckiem i biegać po plaży za kolorowymi kamykami? Czyli zrozumieć, że najważniejsza jest umiejętność znajdowania radości we wszystkim?
Plus tolerancja dla inności – niech każdy wierzy w co chce.


Kiedy tylko padają słowa „fizyka kwantowa” – mnie przypomina się seria porywających wykładów Nassima Harameina na youtoube. Pisałem o jego odkryciach i odczycie który nazwano ''Lotem na latającym dywanie z krainy tysiąca i jednej nocy''.
To właśnie Nassim Haramein pierwszy połączył religię, filozofię, i fizykę kwantową w całość.
A teraz wypis z książki Marcusa Chowna:
 – „Nieskończone Życie Nieboszczyka”.

„ To za pomocą nauki o kwantach opisujemy małe obiekty, takie jak atomy, za jej pomocą dostaliśmy laser, reaktory jądrowe i iPody.
To mechanika kwantowa wyjaśniła, dlaczego świeci Słońce, a grunt pod naszymi nogami jest twardy.
       Mamy także ogólną teorię Einsteina – opisującą duże obiekty, takie jak wszechświat, i przewidującą istnienie czarnych dziur oraz sugerującą, że czas miał początek.
Nie wiemy co prawda jak połączyć ze sobą teorię małych rzeczy z teorią dużych – teoretycy wciąż poszukują kwantowej teorii grawitacji, jednak powinno do nas dotrzeć, że życie we współczesnej epoce to naprawdę wielki przywilej.
        Potrafimy na przykład sięgnąć wzrokiem aż po horyzont światła – granicę obserwowalnej przestrzeni.
Potrafimy także policzyć elementy składowe kosmosu, czyli owe kilkaset miliardów galaktyk, powstałych w tytanicznej eksplozji zwanej Wielkim Wybuchem.
Jednak przyznać trzeba, ze nadal nie wiemy, co spowodowało Wielki Wybuch.

Fizyka kwantowa podsuwa nam takie niezwykłe hipotezy:

- Powodem Wielkiego Wybuchu było zderzenie światów równoległych.
- Jedna zdumiewająca liczba zawiera odpowiedzi na wszystkie pytania, które kiedykolwiek moglibyśmy zadać.                                                                               - Gwiazdy stanowią artefakty pozaziemskiej inteligencji.                                          - Cztery linijki programu komputerowego wystarczą, aby wygenerować mnie, ciebie i cały świat, który widzimy wokół siebie
- Gdy czas dobiegnie końca, wszyscy będziemy mogli zostać przywróceni do życia w symulacji komputerowej.

Ostatnia z wymienionych hipotez podsunęła mi pomysł tytułu tej książki. Bowiem jest możliwe, że w chwili śmierci, każdy z nas zostaje przemieszczony na koniec czasu wszechświata, gdzie budzi się w ostatecznej cyfrowej rzeczywistości, a przed jego oczami przesuwa się subiektywna, nieskończona wieczność i po skończonej, krótkiej ziemskiej egzystencji trwa Nieskończone życie Nieboszczyka.
       Najbardziej ezoteryczna kwestia, którą poruszam w tej książce:                        - Czy jedna liczba zawiera w sobie cały sekret wszechświata?  - okazuje się mieć znaczenie dla pochodzenia ludzkiej wyobraźni, twórczości i ogólnie dla funkcjonowania mózgu.
Na tym ostatecznie polega natura nauki, która z jednej strony działa na krańcach ludzkiego poznania, lecz z drugiej strony dociera do głębi zagadnień, które interesują nas wszystkich;
- skąd pochodzimy
- dokąd zmierzamy                                                                                                    - co my, u diabła, tu robimy?”