Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nieznane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nieznane. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 marca 2021

Odruch zwierzęcy

 


2013 rok. Biwak blisko Chryszczatej. Mija pierwszy tydzień pomieszkiwania w całkowitej inności prawdziwego odludzia. Rzecz dzieje się stopniowo, bo na początku nie byłem na odludzie gotowy, dlatego miesiąc biwakowałem na terenie Krysi Rados w Łupkowie. Biwakowałem, a odludzie wabiło.

Więc jestem ci ja na tym odludziu wreszcie i o poranku schodzę po wodę do potoku. Dzień zapowiada się piękny, mgły już się podniosły, ale trawy jak zwykle ociekają - spływają rosą. 



Zdobywałem dopiero doświadczenia biwakowe, dlatego już w połowie zejścia miałem przemoczone buty. Zaniedługo atoli zmieniłem system – po wodę schodziłem nieco później, kiedy słońce już rosę wysuszyło. A potem to ta rosa przestała mnie obchodzić, bo przy namiocie chodziłem tylko na bosaka i skóra na stopach szybko stwardniała - mogłem schodzić boso.


Więc schodzę ci ja zadowolony wielce, od nieba uderzył właśnie pierwszy ostry krzyk orlika, z dołu słychać już śpiew ptaków, oddycham pełną piersią, nie myślę o niczym specjalnym. Akurat doszedłem do miejsca na zboczu, z którego już widać w dole drogę leśną Bystre – Żebrak. Nagle oko rejestruje na drodze ruch – idzie pojedynczy człowiek. A ja jednocześnie czuję niepokój i natychmiast kucam skrywając się w zielsku. Skryłem się i myślę o tym, co zrobiłem. Oto odkryłem, że jestem zwierzęciem! Jestem zwierzęciem, ponieważ widząc człowieka poczułem się jak zwierzę, dla którego człowiek jest zagrożeniem i właśnie wykonałem klasyczny odruch zwierzęcy – kryj się! Przeczekałem kilka minut aż piechur z plecakiem przejdzie i zszedłem tam, gdzie miałem zejść. Nie miałem bowiem ochoty na rozmowę, a sam widok piechura oceniłem jako dyskomfort. Z jednej strony dyskomfort, a z drugiej satysfakcja, bo ja go widziałem, a on mnie nie zobaczył. Czyli wykonałem prawidłowy ruch czujnego zwierzęcia.                                                                                                                     

A to ci dopiero! Odezwało się we mnie zwierzę! No tak: - kto z kim przestaje takim się staje. Co dzień widzę tu orły, sarny, kozły, jelenie, lisy, wieczorem słyszę puchacza i tak mi w tej samotności dobrze, że nie wiadomo kiedy zapomniałem o istnieniu ludzi. Do świata ludzi, do Baligrodu schodziłem raz w tygodniu po jedzenie. Kupowałem i zaraz wracałem. A idąc powtarzałem sobie: - idę i czuję, że jestem. Albo inaczej: - idę, więc jestem!






Uczucia nie kłamią, a ten pierwszy osobisty odruch zwierzęcy który zarejestrujesz, jest niepowtarzalny, odświeżający, resetujący, uzdrawiający, daje dreszczyk Nieznanego. Co ciekawe każdy może tak mieć, trzeba tylko się odczłowieczyć - pospać tydzień pod dachem nieba, posłuchać nocnego wycia watahy i masz to uczucie jak w banku.

I takiego cennego uczucia życzę Czytelnikom, zwłaszcza dziś, gdy władze usiłują nas zamknąć w indywidualnych klatkach mieszkalnych.

sobota, 14 listopada 2020

Podwójny cud

Lubię pisać, to jeden z moich żywiołów. A czas mamy ku temu sprzyjający - wokół nas Nieznane. W takich chwilach ludzie łakną Słowa Wspierającego, bo nikt nie wie, co przyniesie jutro. Rzeczywiście tak się na Ziemi porobiło,  że pewna jest tylko niepewność.

Więc Słowo wspierające.

                                    Podwójny cud.

Pierwszy wydarzył się, gdy pacjent usłyszał od lekarza, że ma dni policzone. Znaczy umrze wkrótce, a dokładnie to za trzy miesiące. I stał się cud pierwszy: - po trzech miesiącach umarł lekarz, a pacjent żyje dalej.

Drugi cud możemy zobaczyć w filmie Woody’ego Allena – „Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o seksie, ale baliście się zapytać”.


U lekarza seksuologa pojawia się ormiański pasterz. Chciałby się wyleczyć z miłości do owieczki, z którą współżyje. Ponieważ lekarz chciałby postawić trafną diagnozę, prosi pasterza (ormiańskiego, azaliż rzecz może się przytrafić pasterzowi-pasterzu? z każdej nacji) żeby ten przyprowadził owcę ową. Pasterz przyprowadził owieczkę i wydarzył się cud drugi: - owieczka zamrugała oczami, i …… lekarz także się w niej zakochał!

Jaki morał wynika z tego posta? Ano że humor, czyli luzik, to jest właściwie wszystko, co dziś mamy. Oczywiście jeśli to mamy.

sobota, 11 kwietnia 2020

Wesołych Świąt

Ileż to schematów postępowania nam towarzyszy. To jest ta Wyjeżdżona Koleina Życia, o której często wspominam. 
Zmienić się samemu nie jest łatwo, atoli nagle pojawił się czas zupełnie inny niż dotychczas i próbuje coś pokazać. Próbuje pokazać nam nas samych. Pokazać co było dobre, a co nie. Co ulotne, a czego się warto trzymać, bo jest godne i sprawiedliwe. 
Czas przewartościowań powinien wstrząsnąć człowiekiem dostatecznie mocno i podsunąć zdrową myśl, że mniej może oznaczać więcej.
W takiej myśli zawiera się ratunek dla jednostki, jej zdrowie psychiczne. Społeczeństwo składa się z jednostek. O tym, że wszystko bierze się z myśli, znowu przypomnę jutro, we wpisie "Siła myśli - przykład wojenny".  

I zobacz Czytelniku: - zwykle po życzeniach świątecznych następowała przerwa w kontaktach, pisaniu. Czyli schemat, koleina życia. 
Co kiedyś mnie pomogło zerwać z życiową koleiną?
Słowa Barbary de Angelis: - Skocz w Nieznane! Nie masz skrzydeł? One wyrosną ci już w locie!

Osobista hierarchia wartości.

Na początku postawmy pytanie: - czy kiedykolwiek, lub dziś, poza eremitami z Himalajów byli ludzie, którzy nigdy nie sprzeniewierzyli się osobiście wyznawanej hierarchii wartości?


I zawsze potrafili sprostać wszystkim swym obowiązkom?
Sprostać swemu idealnemu modelowi życia religijnego, lub świeckiego?
Sprostać, to znaczy dopasować do niego wszystkie swoje uczynki i myśli?
      Przecież wcześniej czy później każdy znajduje się w sytuacji, kiedy musi wybierać mniejsze zło. Lub tak działać, żeby możliwie mniej krzywdzić. Także siebie mniej krzywdzić. 
      
Wydarza się więc wiele mniejszych lub większych odstępstw od osobistego ideału. Część osób będzie udawać, że nic się nie stało. Czyli kłamstwo.
Część się rozgrzeszy argumentem, że to był wyjątek.
Bo wyjątek potwierdza regułę, jak powiedział kiedyś ktoś.
Otóż nie.
Wyjątek regułę kompromituje.
Czyli następuje moralne bankructwo, a my tak czy tak pogrążamy się w kłamstwie.

Jednak dziś ludzie są przygotowani na podobne alternatywy dzięki otaczającym nas codziennym przykładom hipokryzji i nauce o nieopłacalności pewnych postaw.
    (Tu przypominam przyczynę upadku państwa Atlantydów – wejście w kłamstwo).
W każdym razie sprawny umysłowo współczesny człowiek wie, że jest jakiś Wielki Brat, który za niego myśli, jednocześnie stopniowo pozbawiając swobód. Jesteśmy osaczani gąszczem stanowionych praw i szpiegowani w sposób coraz bardziej bezczelny.

Jaka przyszłość nas czeka? Dokąd zmierza cywilizacja?
Ano najpierw mamy się pozbyć tradycyjnego pieniądza na rzecz karty płatniczej. Z okazji wirusa sprawa jakby przyspiesza.
Kiedy tak się stanie:                                                                                                              - twoja płatność namierzona miejscowo uzupełni wskazania inwigilacji telefonicznej. Urośnie także baza danych do skanowania twarzy. Służby gwałtownie powiększają również bazę danych o nazwie: -"Co na niego mamy?" 
 - gdy władze uznają, że stałeś się dla nich zagrożeniem zablokują ci kartę.
Na początek nie kupisz jedzenia. Będziesz musiał iść do nich, wyjaśniać, kajać się i prosić, coś podpisywać.
Gdybyś ominął te rafy, w każdej chwili będą mogli zaliczyć cię do terrorystów i wsadzić do więzienia, lub zabić. 
Służby doskonalą swe działania, ponieważ zdarzało w Polsce, że tak zwani terroryści najpierw lądowali w Klewkach, tam Amerykanie ich torturowali, polscy komuniści brali kasę, sprawa się rypła, Leppera trzeba było zabić z powodu chlapania ozorem, a w końcu Polska płaciła odszkodowanie za tortury.

Polityczni psychopaci tradycyjnie dzielą ludzi na lepszych i gorszych. 
Wróg musi być.
Ja mam od razu skojarzenie z selekcją w Auschwitz: zdatni do pracy na lewo - niezdatni na prawo i do gazu. 

Komuniści nie tak dawno jeszcze sterowali ludźmi za pomocą reglamentacji wszystkiego. Kto chciał życia nieco lepszego od przeciętnej zapisywał się do Jedynie Słusznej Partii. Tylko przebojowe jednostki wybijały się ponad przeciętność bez wiszenia u klamki, w oczekiwaniu na jakiś spadnięty ochłap ze stołu jaśnie państwa komunistów.
Państwo komuniści zaczynali według nauk klasyka: - jeśli coś działa - popsuć.
Terrorem doprowadzić ludzi do nędzy. Naszczuć jednych na drugich. Kiedy wylezą niskie instynkty, będzie jeszcze łatwiej rządzić. 
Potem reglamentacja - przydzielać po uważaniu.
Stąd powiedzenie: - wpuść komunistę na pustynię, a piachu zabraknie. 
A przecież oni wzorem wszystkich nieudaczników (nieudacznik dobrze wie, że o wiele łatwiej coś popsuć niż zbudować) musieli zaczynać od terroru i psucia, bo gdyby wszystko działało sprawnie - nie byliby potrzebni. 

                        Wielki Brat czuwa. I to nie jeden.


A jeśli Wielki Brat zatrudnił w tajnych laboratoriach
grupę genetyków i nanotechników, pracujących nad serum, które po 
wstrzyknięciu potrafi usunąć niepotrzebne już odruchy buntu i nadziei, wartościowania i krytycyzmu?

Przecież ludzie z takimi cechami są niebezpieczni dla systemu.
Nie dają sobą sterować.
Kiedyś nie pozwalał sobą sterować buntownik o imieniu Jezus, a że nie było nanotechniki, zastosowano proste fizyczne rozwiązanie i Instytucja mogła rządzić bezkarnie dalej (wpis Wynalazca), aż się wynaturzyła do imentu.

Atoli nic nie trwa wiecznie, wszystko mija.
Jak mówi Pismo kiedyś dawno temu bogowie stworzyli człowieka jako niewolnika. 
W jednym z bogów po pewnym czasie obudziło się sumienie (W doktrynie chrześcijan to Archanioł Lucyfer) i on wziął i wszczepił człowiekowi cóś. 
Jedni mówią że owe cóś to była wolna wola, a inni nazywają to umiejętnością korzystania z własnego rozumu. 
Dziś zdążamy jakby do zamknięcia koła; - znowu potrzebni są niewolnicy, którzy zasuwają za miskę ryżu.

                     Nowi Ludzie

I zaprawdę powiadam wam: - będą się rodzić Nowi Ludzie.
Gatunek spreparowanych stworzeń, z informacjami  zawartymi w kodach, a przez to z przewidywalnymi reakcjami.
Będą to bardzo funkcjonalne istoty, wyzwolone z konfliktów, egzystujące w sztucznej „przyrodzie”, ponieważ notoryczne niszczenie środowiska naturalnego do tego w końcu doprowadzi.
     Dzisiejszy zwykły człowiek niby przeczuwa te niebezpieczeństwa, ale jednocześnie łyka papkę destrukcji:
- Łyka ocean przemocy w stu kanałach telewizji.
- Patrzy jak zabijają i mówi: - ten przegrał. A ten co wygrał nie jest przecież mordercą broń boże!
- Zło to inni – oto moja moralność.
- Jestem Mądry, oraz Lepszy. Tudzież przygotowany do życia w bieżących realiach.
- Jestem Ostrożnym Lepszym, umiejętnie rozgrywającym swoją życiową partię.
- Wiem dostatecznie dużo i precz z Gorszymi!
A co będzie, kiedy władzę (chwilowo oczywiście) przejmą Gorsi?

Wtedy zwykły człowiek uruchomi wpisaną w geny hipokryzję. Przecież zawsze można mówić jedno a robić drugie.

Niemiłe te myśli? 

Przecież musi być wdech i wydech, noc i dzień. Nie można mieć tylko radosnych myśli, gdyż to by świadczyło o wariactwie takiego osobnika. Spójrzmy na siebie oczami innych.



piątek, 15 marca 2019

Hamulce w człowieku


Takie hamulce są efektem strachu przed Nieznanym. 
Trzymasz się przeszłości i boisz się iść w Nieznane. 
Trzymasz się znanego, tego, co oswojone. 
Może być to bolesne, ale przynajmniej to znasz. Łączy was specyficzny rodzaj symbiozy.
         Będziesz zaskoczony, ale widziałem to u tysięcy ludzi: trzymają się kurczowo swojego smutku z bardzo prostego powodu.
Ze smutkiem łączy ich pewien rodzaj braterstwa. Żyli w takim związku dostatecznie długo, aby wpaść w objęcia przyzwyczajenia.
     Oni boją się zmiany.
Przerwanie symbiozy ze smutkiem byłoby prawie jak rozwód.
Taka sama sytuacja jest bowiem z małżeństwem i rozwodem. Mężczyzna często myśli o rozwodzie, kobieta również - ale obydwoje dają sobie jakoś radę, żyją ze sobą z tej prostej przyczyny, że oboje boją się Nieznanego.
       Ten mężczyzna jest zły, to prawda, ale jak byłoby z innym? 
Może się okazać jeszcze gorszy. 
Już się przyzwyczaiłaś do niegodziwości tego mężczyzny, być może do braku miłości, i jesteś w stanie to tolerować. Robisz tak od dawna, uodporniłaś się. 
Nie wiesz, jak byłoby z nowym facetem. 
Musiałabyś zaczynać od samego początku.
Więc ludzie trzymają się tego, co znają.

                                                                                      Osho 

W poszukiwaniach objawów wiosny dotarliśmy dziś do podmokłych łąk Kampinoskiego Parku Narodowego, gdzie rośnie kosaciec żółty.






piątek, 16 grudnia 2016

Prawdziwy świat i dwie jaskółki

Dwie jaskółki i prawdziwy świat?
Jak to?
Nie ma przecież prawdziwego świata!
 



Zamknięcie sezonu fontann. Warszawa jesień 2016.
      
Zgadza się. Prawdziwy, obiektywny świat nie istnieje.
Każdy widzi inaczej
Każdy ma swój świat, swoją subiektywną rzeczywistość.
Tak samo jest z prawdą: - każdy ma swoją.
Co z tego wynika?
Każdy sam tworzy swoje życie.

Wszystko kręci się (bowiem) wokół zdania: - „Niech się dzieje według wiary twojej”.
Czy się z tym zgadzam, czy nie zgadzam, tę moją rzeczywistość stwarzam myślami, które wydają się moimi, ale najczęściej takie nie są.....
       Kiedy już do mnie dotrze, że tworzę to, w co wierzę, pojmuję, że mogę w każdej chwili tę rzeczywistość zmienić.
       Jednak jest to igranie z ogniem!

Teraz wyjaśnienie dla tych, którzy mają chęć wejść w taką wewnętrzną zmianę:
- Po pierwsze primo:
Nie jest to działanie na ciało z zewnątrz, na przykład narkotykami, ani jakimikolwiek używkami. One tylko zamulają, dając chwilowego, obłudnego powera! A potem podwójnego kaca, cielesnego i moralnego ....

To ja sam, z własnej nieprzymuszonej, szczerej woli, decyduję się zmienić moje widzenie świata.

- Po drugie primo: rzecz polega na próbie pobudzenia jednego procenta mózgu, z tych 90% które śpi.

- Po trzecie primo: Tylko trochę odwagi potrzeba .....

Kiedy tak pomyślę - hop!
I nic się nie dzieje..... 
Nie dzieje się nic, ale tylko wtedy, gdy mój strach był większy od odwagi.
Kiedy byłem-byłam wobec siebie nieszczery- nieszczera.

No to jeszcze raz!
Puść hamulce! Nikt nie patrzy!
Nieprawda - Bóg zawsze patrzy! 
I ty wierzysz w te słowa serwowane przez kapłanów?
To na nich także patrzy?
I oni nie płoną w ogniu piekielnym za swoje grzechy? 
Jakoś nie płoną... Bo to po śmierci dopiero nastąpi.....
A skąd wiesz, co będzie po śmierci? Może jest tylko Niebo? A piekło jedynie tu, na ziemi. I tworzą je sami ludzie, także kapłani. 
Czy stamtąd ktoś wrócił i opowiedział o tym?

A kapłani mówią jeszcze, że .... 

Czytelniku, jeśli masz podobne dylematy, próżne twoje wysiłki.

Jeśli natomiast jesteś już nieco dalej, skacz! 

I już jesteś po drugiej stronie tęczy, oto wykonałeś skok kwantowy!
  - Po tej zmianie, już nic nie będzie takie samo, jak przedtem.
  - Nie odczujesz tego od razu. Zmiana się jednak dokonała, lecz jest subtelna.
  - Teraz tylko obserwuj.....                                                                                         
Jeśli jesteś graczem giełdowym, być może sam zobaczyłeś już małą czerwoną jaskółkę w wykresie Wigu 20....

Być może od jakiegoś czasu widzisz także drugą, większą zieloną jaskółkę.

Co oznaczają te jaskółki? Czy to tylko zabawa? 
Dla mnie to prawdziwa zabawa! Więcej! To jest pasja!
        A życie bez pasji przecież do dupy jest.....
Zwykle takie jaskółkowe "cóś" na wykresie, pozwala nieco zarobić w realu! Do tego wcześniej podałem datę zwrotu 17 grudnia. 
Pamiętamy wskazania orłów?


Z okazji Brexitu zadołowaliśmy na Wig 20 i pokazał się koniec fali 5.

Szukamy piątek....
Po piątce zawsze jest odbicie.
Co widać czytelnie na Germany 30 CFD - FDax.

Na Wall Street jesteśmy dalej w szczytowaniu.
 
Po skoku kwantowym (o ile się uda) obserwuj znaki, stojące na poboczu drogi życia.
Twojego życia! Masz (bowiem) swoje, prywatne znaki. Nie patrz na moje.

Gdy skok się uda, chwilowo w sposób naturalny stracisz swoje złudne poczucie bezpieczeństwa.
Początkowo możesz się nawet całkiem zagubić, bo znika to, co znałeś. 
     
 Wstępujesz w Nieznane.

Gdzieś w czaszce kolebie się wtedy zdanie: - Żeby się odnaleźć, najpierw (najsampierw) trzeba się zagubić.
        I dalej boisz się, a to jest naturalne.
Natychmiast, jak stado much, opadają nas wątpliwości – w taki właśnie sposób broni się ego – umysł, który dotąd nami kierował. To nie my się boimy, to boi się nasze ego, bo właśnie traci nad nami władzę!

Czy coś sugeruję? Absolutnie nic!
Każdy decyduje sam za siebie. Ja mogę jedynie mówić ( i pisać ) o sobie.

Minęło sześć lat od kiedy odzyskałem wolność. Potem w tej wolności przez rok szukałem swojego zagubionego życia. 
Znalazłem je wreszcie i dopiero wtedy poczułem ulgę i spokój. 
    
Poczułem (a uczucia nie kłamią) że mam oczy pełne nieba, a w tak przełomowych momentach przypływają do człowieka kolejne pasje. 
To tylko sześć lat, albo aż sześć lat.
      Jeśli przyjmiemy, że życie to jakość, a więc suma wrażeń, przez te sześć lat było ich tyle, że starczyłoby na wypełnienie niejednego przeciętnego życia.

Powiększył się Tobołek Cennych Chwil.
Przyciskam ten Tobołek do serca, pilnuję, aby go nie zgubić i by nikt go nie ukradł.

Niby zadowolenie, radość, mam na własne życzenie, jednak zawsze pamiętam o wdzięczności dla Losu (Anioła?)
Więc dziękuję!
Ach!

I to byłoby na tyle przed weekendem, w próbie łączenia materii z duchowością.
Jeszcze szczypta humoru.


Raz ministrant pewien w mieście Łomży
Na procesję nie zakładał komży.
Spytany o powody,
Rzekł: "Z powodu pogody,
Bo gdy tylko komżę wkładam, to mży!"

PS. Bardzo uprzejmie proszę, nie zadawajcie mi pytań w rodzaju: Panie Zbyszku, to co teraz robić?
Na takie pytanie mam (bez urazy) jedną odpowiedź:
- zdjąć majtki do kolan i tak chodzić!

Rynek ma zawsze rację,
Rynek uczy pokory.
Rynek pokazuje, co będzie - tylko wykażmy odrobinę cierpliwości.
 

piątek, 12 lutego 2016

Joanna d'Arc

Joanna d"Arc: - czytaj hipokryzja kościoła.

         Objawienia
W sytuacjach krańcowych czasami przytrafia się objawienie.... 

Objawienia były i są zdarzeniami faktycznymi, ale nie dotyczą wyłącznie chrześcijaństwa.
Objawienia zdarzały „od zawsze” w historii dawnych kultur, i we wszystkich religiach.
A tych religii było multum.
       Chrześcijaństwo jest jedną z wielu religii.....

Objawienia zdarzają się we wszystkich narodach - nacjach.
Ponieważ jeszcze niedawno nie bardzo było wiadomo (nie było google) gdzie się z tymi objawieniami udać, jak zwykle w takim momencie, gdy ludzie byli zagubieni, zjawiał się uzurpator ze swoją czarną miarką – zjawiała się Największa Korporacja.
        Ludzie pogubieni spowiadali się kapłanom ze swoich wejść w Nieznane.
      Wejście w Nieznane jest najwyższą Świętością.
      Coś tak intymnego nie zdarza się na co dzień.

I teraz naprzeciwko tej Świętości staje ktoś, kto być może jest pedofilem i zagubionemu człowiekowi ma tłumaczyć, jak on ma żyć?

A sam czy umie żyć?

Nie ma przecież dzieci, ani rodziny. Bo nie powinien ich mieć z powodu celibatu!

Skąd ma wiedzę co mówić innym?

Wstawiałem teksty o objawieniach, ten temat mnie nurtuje, oto dalszy ciąg.
           Joanna d'Arc. 
Czyli same gołe fakty.

Nie mniej aktywna politycznie była wiejska dziewczyna Joanna, która wśród jasnowidzących stała się gwiazdą o światowym rozgłosie.
Urodziła się w roku bitwy pod Grunwaldem. Znana jest jako Joanna d'Arc, albo dziewica Orleańska.
      Wkroczyła do wielkiej polityki europejskiej z mandatu udzielonego jej przez objawienie. W XV wieku to było możliwe, dziś by nie przeszło.
Joanna d'Arc pierwsze objawienia miała w trzynastym roku życia – usłyszała wtedy głos.
(Dziś taki głos to małe piwo przed śniadaniem, dziewczynki w tym wieku wywołują większe cuda, to się nazywa poltergeist: przesuwają się sprzęty, fruwają garnki i talerze)
Zeznania walecznej dziewicy znajdują się w „Rękopisach Biblioteki Królewskiej”:
    • Kiedy miałam trzynaście lat, w ogrodzie mego ojca w Dom'remy usłyszałam głos. To był głos Anioła, a dokładnie to świętego Michała.
Powtarzające się objawienia spowodowały, że Joanna została opanowania mistyczną wiarą w swoje posłannictwo i zaczęła tak działać, jakby gnały ją furie.
Dotarła do infantylnego Delfina i molestowała go tak długo, aż mianował ją „szefem wojny”.

Na czele 4 tysięcy wojowników zmusiła Anglików do wycofania się. To zwycięstwo przyniosło decydujący zwrot w wojnie stuletniej.
Niestety cel polityczny Joanny: - zjednoczenie Francji Orleanu i Burgundii, a następnie uderzenie na Anglię, nie został osiągnięty. Burgundowie pojmali Joannę pod Compiegne i za dużą sumę ( święci mają swoją cenę!) sprzedali ją Anglikom.
      Anglicy uznali Joannę za czarownicę i umieścili ją w żelaznej klatce.
21 lutego 1431 roku zaczął się proces czarownic. Przewodniczył biskup z Beauvais. Z protokołów wynika, że centralnym tematem procesu były objawienia i głosy słyszane przez Joannę.

28 marca zagrożono Joannie torturami i wyrokiem za kacerstwo i wtedy zaparła się swoich objawień. Czarni najpewniej obiecali Joannie łaskę, ale nie mieli przecież zamiaru dotrzymywać słowa.
      30 maja 1431 roku podpalono stos.
Joanna umarła w płomieniach z okrzykiem: - Jezusie! Jezusie!
 
W dwadzieścia lat później sługa sądowy podał do protokołu, że serce Joanny mimo całkowitego zniszczenia ciała, pozostało nienaruszone.
W 1956 roku kościół dostrzegł korzyść ze sprowadzenia na swoje łono świętej i bohaterki narodowej w jednej osobie.
Odwołał więc wyrok.
Takie to proste: - zabić, a potem przeprosić.
U komunistów to się nazywało rehabilitacja pośmiertna.

Joanna została zaliczona w poczet błogosławionych, a w 1920 roku kanonizowana.
       Oficjalny tekst kościoła: - „Każdego 30 dnia miesiąca maja, jako w rocznicę skonu owej błogosławionej córki Boga, winno być odprawione w każdym kościele katolickim specjalne nabożeństwo ku uczczeniu jej pamięci”......
      Tak oto kościół sam siebie koryguje. 
Jeśli święci stają się skutecznym politycznym narzędziem władzy i można osiągnąć dzięki identyfikowaniu się z nimi jakąś korzyść, należy ich przytulić.