Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lekarz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lekarz. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 marca 2021

Teleporada

Potencjalny pacjent covidowy dzwoni do lekarza.                                                   

- Panie doktorze, chyba złapałem covida.                                                                        

- A jakie ma pan objawy?.                                                                               

Dzwoniący opowiada o kaszlu, gorączce, bólu głowy.                      

- Proszę pana, to wszystko za mało żeby stwierdzić covida. Przykładowo dziś ból głowy jest powszechny, ja też go mam - odpowiada lekarz.  I rozmowa zakończona.

 Następnego dnia klient czuje się znacznie gorzej, dlatego rozeźlony wielce dzwoni ponownie do lekarza.                                                                                              

- Panie doktorze, do moich wczorajszych objawów doszły dziś cztery nowe rodzaje bólu, czy teraz postawi pan diagnozę?                                                           

- Aż cztery nowe rodzaje? A to ciekawe! To pan faktycznie może mieć covida! A jakie to bóle?                                                                                                                           

 - Ból w klatce piersiowej, ból na klatce schodowej, redból i pitból.




sobota, 14 listopada 2020

Podwójny cud

Lubię pisać, to jeden z moich żywiołów. A czas mamy ku temu sprzyjający - wokół nas Nieznane. W takich chwilach ludzie łakną Słowa Wspierającego, bo nikt nie wie, co przyniesie jutro. Rzeczywiście tak się na Ziemi porobiło,  że pewna jest tylko niepewność.

Więc Słowo wspierające.

                                    Podwójny cud.

Pierwszy wydarzył się, gdy pacjent usłyszał od lekarza, że ma dni policzone. Znaczy umrze wkrótce, a dokładnie to za trzy miesiące. I stał się cud pierwszy: - po trzech miesiącach umarł lekarz, a pacjent żyje dalej.

Drugi cud możemy zobaczyć w filmie Woody’ego Allena – „Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o seksie, ale baliście się zapytać”.


U lekarza seksuologa pojawia się ormiański pasterz. Chciałby się wyleczyć z miłości do owieczki, z którą współżyje. Ponieważ lekarz chciałby postawić trafną diagnozę, prosi pasterza (ormiańskiego, azaliż rzecz może się przytrafić pasterzowi-pasterzu? z każdej nacji) żeby ten przyprowadził owcę ową. Pasterz przyprowadził owieczkę i wydarzył się cud drugi: - owieczka zamrugała oczami, i …… lekarz także się w niej zakochał!

Jaki morał wynika z tego posta? Ano że humor, czyli luzik, to jest właściwie wszystko, co dziś mamy. Oczywiście jeśli to mamy.

piątek, 27 stycznia 2017

Małe miasteczko

Życie w małym miasteczku jest specyficzne. Wielkie miasto, to co innego. Mam tu na myśli anonimowość. Przykładowo budynek w Warszawie, w którym mieszkam aktualnie: - Osiedle "Za Żelazną Bramą", domy po 16 pięter, na każdym piętrze 27 mieszkań, w jednym budynku zgrupowanych tysiąc osób. Tak zwany mrowiskowiec.
    Tłum ludzi i wielka anonimowość. Z paroma sąsiadami - dzień dobry i tyle. Wielu znajomych mam za to  poza stolicą, w końcu jestem przecież podróżnikiem. 
Zmienił się sposób kontaktowania z ludźmi - dzięki komputerowi i blogowi mam dziennie 10 - 15 maili wymagających chociaż kilku zdań od serca. 
To zajmuje dość czasu i dlatego jestem nieczynny na portalach społecznościowych.
     Już nie ciągnę do góry za uszy życiowych ofiar losu, staram się za to we wpisach inspirować, skłaniać ludzi, żeby sobie sami pomagali, żeby w siebie wierzyli.  I to głównie przez to ludzie piszą do mnie, żeby się po prostu zwierzyć. Niektórzy proszą o radę, często są w na życiowym zakręcie: rozwód, zmiana pracy. Stałem się jakby lekarzem duszy, chyba dlatego że żyję w zgodzie ze swoją duszą. Pisanie na blogu daje mi wiele radości, mogę się wypisać do woli, czasami zamieszczam urywki z pasjonujących książek. I codziennie, dopóki nie zrobi się cieplej i znowu nie wyjadę, odpisuję na maile. 
    Dziś przerywnik: Proza życia pod tytułem: - Wyjechać z tego małego miasteczka i zacząć wszystko od nowa.
Pisze lekarz:

Wyjechałem, bo miałem już dość łysiejących mężczyzn, dla których z tego powodu świat się zawalał.
Miałem także dość zidiociałych staruszków, hipochondryków i innych mend.
      A to wszystko dlatego, że w tym małym miasteczku w którym mieszkałem, wszyscy wszystko wiedzą. Leczyłem sumiennie, nie brałem wygórowanych stawek, dlatego zauważyłem, ze coraz częściej przychodzą do mnie ludzie, nie będący w stanie zapłacić całego honorarium.
      Zrozumiałem wtedy, że mój los jest w tym miasteczku przesądzony. Bo wiadomo jak kończy lekarz, o którym wszyscy wiedza, że leczy tanio.
Modni lekarze dobrze wiedzą, gdzie tkwi potęga medycyny: w niezrozumiałości, magii i zdzierstwie. Pieniądze bowiem według nich biorą się z leczenia, a nie z wyleczenia.

A już najgorsze co mnie spotykało, to kobiety po czterdziestce, które przychodziły i przynudzały. Nie mogłem u nich znaleźć żadnej choroby, poza niestabilnością mózgu.
Orzekałem wtedy: - histeria. 
Medycyna nie zna na to praktycznego ratunku.
Albo: - Proszę pomodlić się do Boga o ostatniego kochanka. 
Ja tu nic nie poradzę.