piątek, 22 kwietnia 2016

Droga Anthonego de Mello


Czyli bunt oświeconego.

Największa Korporacja zwraca baczną uwagę na jednostki nieprzeciętne, działające w jej szeregach, promując takie jednostki dopóki jest z tego korzyść.
Tak też było z ojcem Anthonym de Mello, hinduskim jezuitą (1931 – 1987).
      Gdy Hindus dmuchał w kościelną trąbkę, wszystko działało bez zakłóceń: - Anthony zdobywał miliony wiernych a Największa Korporacja z tego korzystała.
Wydarzyła się w końcu rzecz typowa dla badaczy umiejących myśleć, wkraczających na teren, z którego trudno się potem wycofać.
Bywa wtedy bowiem, że uwiedzeni oczywistymi zaletami konkurencji, przez nadmiar obiektywizmu dokonują odkryć nie zawsze miłych dla zleceniodawcy.
I do tego mają odwagę o tych odkryciach głośno mówić.
      Tak właśnie stało się z Anthonym de Mello.
W pewnym momencie Największa Korporacja uznała go za wroga, próbując się od niego odciąć.
Oto Kongregacja Doktryny Wiary, w osobie kardynała Josepha Ratzingera, podówczas jej prefekta, ogłasza upomnienie:

Hinduski jezuita, ojciec Anthony de Mello jest szeroko znany z powodu swych licznych publikacji, które uzyskały szerokie upowszechnienie w wielu krajach, jakkolwiek nie zawsze są to teksty przez niego autoryzowane.....
    W swoich wczesnych pracach o. de Mello, jakkolwiek objawiał oczywisty wpływ nurtów duchowych buddyzmu i taoizmu, jednak utrzymywał się jeszcze w obrębie chrześcijańskiej duchowości. W dziełach tych omawiał rozmaite rodzaje modlitwy: błagalnej, o wstawiennictwo i pochwalnej, a także kontemplację życia Chrystusa, itd.”

Do tego miejsca wszystko jest w porządku. 
Jednak po komplementach i należnym uznaniu zasług zawodowych, następuje, całkowicie w stylu Procter&Gamble, tzw. część niszcząca, najeżona zarzutami i upomnieniami wobec funkcjonariusza Korporacji, który choć w dobrej wierze, zgrzeszył jednak nadmiernym entuzjazmem dla jakości i performance produktów konkurencji.
        O co tu chodzi?
Już w niektórych partiach swych pierwszych dzieł, a coraz bardziej w kolejnych publikacjach, jezuita odchodzi od podstawowych treści wiary chrześcijańskiej. Objawienie, jakie dokonało się w Chrystusie, zastępuje on domysłem Boga bez postaci, ani obrazu, wywodząc wreszcie Boga jako czystą próżnię.
      Twierdzi, że aby dojrzeć Boga wystarczy po prostu spojrzeć w świat.
Nie można o Bogu mówić, że jedynym Jego poznaniem jest nie-poznanie. Już samo stawianie kwestii Jego istnienia jest nonsensem.
Ten radykalny apofatyzm prowadzi także do negowania faktu, iż Biblia zawiera ważne twierdzenia o Bogu.
Słowa Pisma Świętego są jedynie wskazówkami, które miałyby służyć do osiągania ciszy.
    W innych miejscach ocena świętych ksiąg wszelkich religii, łącznie z Biblią, jest w ocenie ojca de Mello jeszcze surowsza:
One stoją na przeszkodzie temu, by ludzie kierowali się zdrowym rozsądkiem, skłaniają ku ciasnocie i okrucieństwu. Religie, włączając w to chrześcijańską, są jedną z głównych przeszkód na drodze ku prawdzie.

Odkrycie ojca de Mello w gruncie rzeczy nie było wielkim odkryciem. Przejście od rynku zamkniętego do globalnego, naraża na szereg szokujących odkryć, takich na przykład, jak widok masy produktów podobnych do naszego i co najmniej równie dobrych. W takiej sytuacji komunikowanie się badacza z górnymi piętrami władzy własnego przedsiębiorstwa staje się sprawą niezmiernie delikatną, gdyż zasiadający tam panowie mają dość dogmatyczne podejście do rynku, całkowicie odporne na wszelkie myśli o otwarciu się na wolną konkurencję.

De Mello docenia Jezusa deklarując się jego uczniem. Ale traktuje Go jako jednego z nauczycieli. Jedyna dzieląca Go od pozostałych różnica to ta, że Jezus jest „bystry” i całkowicie wolny, a inni nie.
De Mello nie ma Go za Syna Bożego, a jedynie za kogoś, kto naucza, że wszyscy ludzie są dziećmi Boga. Także tezy o ostatecznym przeznaczeniu człowieka budzą konsternację. W pewnej chwili jest mowa o „rozpuszczeniu się” w bezosobowym Bogu, niczym sól w wodzie....
       Stosownie do powyższego, można domniemywać, idąc tropem logiki autora, że jakiekolwiek wyznanie wiary zarówno w Boga, jak i w Kościół może tylko uniemożliwić osobiste dostąpienie do prawdy.
Kościół, czyniąc sobie bożka ze słowa Bożego w Piśmie Świętym, w istocie wygnał Boga ze świątyni. Dlatego utracił powagę nauczania w imieniu Chrystusa.

Tego już było zdecydowanie za dużo, jak dla marki tak bardzo przeświadczonej o swojej unikalności. Oto zatem obrona marki, i jej wyłącznego wizerunku:

Dla zabezpieczenia dobra wiernych, Kongregacja uznaje za konieczne oświadczyć:

Wyżej opisane stanowisko (ojca de Mello) jest nie do pogodzenia z wiarą katolicką i może przynieść wielkie szkody”.

Najwyższy Kapłan Jan Paweł II w toku Audiencji udzielonej Prefektowi, zatwierdził niniejszą Notyfikację postanowioną na Sesji zwyczajnej tej Kongregacji i zarządził jej opublikowanie.

                                                            Rzym, z siedziby Kongregacji do spraw
                                                                                                     Doktryny Wiary
                                                         24 czerwca 1998 roku w święto Narodzin
                                                         Świętego Jana Chrzciciela.

Dokument byłej Inkwizycji „ratuje” jednak pierwsze prace de Mello, ale te jedynie, które wydrukowano na zasadach wyłączności we Włoszech, staraniem hiperkatolickiego wydawnictwa Edizioni Paoline. Po prostu już było za późno, by przyznać, że ich opublikowanie było błędem, a w gruncie rzeczy, nadarzała się okazja zrobienia interesu na tej zadymie i dalszej ich sprzedaży.

                                                                                          Bruno Ballardini
                                Książka „Jezus – jak Kościół wymyślił marketing”

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza