Pokazywanie postów oznaczonych etykietą motyl. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą motyl. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 października 2025

Monarch

 



To jest nazwa motyla. Pięknego motyla. Monarch żyje w Kanadzie i wędruje co roku do Meksyku – do rosnącej tam jodły.

   Do dzisiejszego wpisu zainspirowała mnie tablica Motylowe Łąki w Kampinoskim Parku Narodowym, wejście od parkingu Truskaw.


Monarch żywi się sokiem trojeści – dziko rosnącej rośliny, której sok jest trucizną. Monarchowi to nie przeszkadza, a nawet pomaga, bo dzięki piciu soku trojeści sam staje się trujący. 

Natura stworzyła taki specyficzny mechanizm obronny. 


Motyl w czasie wędrówki jest więc niedotykalny. Jeżeli młody, niedoświadczony ptak połknie monarcha, od razu dostaje torsji, a często kończy żywot. Jeśli natomiast przeżyje, staje się osobnikiem doświadczonym i od tej pory omija monarchy szerokim łukiem. Są dwa gatunki monarchów – niebieskie i żółte. 


Cechuje je przyjemny dla oka, charakterystyczny wzór, który nazywam „witrażowym”. Jak pisałem, każdego roku miliony monarchów lecą z Kanady do Meksyku. Ponieważ jednak motyl ów żyje tylko miesiąc ( mniej więcej tyle co pszczoła), na miejsce dolatuje dopiero któreś tam pokolenie – piąte, szóste.

      Owady stanowią 80 % wszystkich gatunków zwierząt, tj. blisko pół miliona odmian.







poniedziałek, 21 listopada 2022

Kraina Nicnierobienia

Zwykle wraz z wiekiem odzywa się potrzeba odwiedzenia miejsc rodzinnych i pewnie dlatego czuję się Bieszczadach u siebie. Nie zapomnę wzruszenia (uczucia nie kłamią), kiedy po wielu życiowych zakrętach przyjechałem po raz pierwszy na tę Skrzywdzoną Ziemię i poczułem się znowu dzieckiem. Czy też dotarło do mnie, że noszę w sobie to sławne „wewnętrzne dziecko”, całkiem dotąd zaniedbywane, a teraz chciałbym mu to wynagrodzić.

Wtapiam się w bieszczadzką przyrodę, a wiatr w szerokiej przestrzeni odbieram jako powiew wolności. Cała przeszłość zostaje za górami - urodziłem się po raz drugi?


Nie tęsknię za obłudą tak zwanej cywilizacji, w zupełności wystarcza mi możliwość zaspokojenia najprostszych, podstawowych potrzeb. I nie nudzę się ze sobą, bo siebie akceptuję. Poza tym nie jestem sam - pamiętajmy, że nad każdym z nas czuwa Duch Opiekuńczy.

Wolność. Odkryłem, że znów mogę beztrosko biegać za motylem.


Bo kiedy jest wyjątkowo miło, tudzież bardzo przyjemnie? Ano wtedy, gdy wybierasz luzik. Wtedy otóż, kiedy robisz cokolwiek, ale bez jakiegoś planu, programu. No i bez przymusu i pośpiechu, czyli niespiesznie. Możesz coś robić, choć nie musisz, a jednak to robisz z powodu przyjacielskiego nastawienia do świata. Albo nie robisz nic, jesteś przecież w Krainie Nicnierobienia i dlatego łatwo wpadasz w objęcia Błogosławionej Lubości. Po kokardkę przepełnia cię niewypowiedziane zadowolenie i błoga przychylność dla egzystencji. Znaczy luzik ciebie dopadł i to jest właśnie stan najcenniejszy.

Albowiem gdy osiągnąłeś już ten stan, a wypada akurat potrzeba wykonania czegoś, co niekoniecznie lubisz, to jednocześnie możesz przecież żeglować myślami po wielokrotnie przywoływanych Zielonych Łąkach. I dzięki temu mykowi utrzymujesz stan najcenniejszy.


Oczywiście możesz starać się robić tylko to, co lubisz, atoli jest to już jakiś wysiłek, przymus, czyli azaliż gubisz luzik, zapominając, że powinna być odmiana: góra – dół, słodkie – gorzkie. Niemożliwe jest bowiem wędrowanie tylko na lewej nodze, albo trwanie we wdechu. Wydech musi być.

Nie doceni ciepła ten, kto choć raz porządnie nie przemarzł.

Co ciekawe, ten Twój radosny nastrój mocno irytuje otaczających ciebie ludzi. Przeciętni Kowalscy nie trawią Twego zadowolenia. Uważają, że jeśli nie narzekasz, nie jojczysz, to jest z Tobą coś nie tak, bowiem normą w świecie ludzi są trzy rzeczy: - tkwienie w nieszczęśliwości, zachowania stadne, oraz podobieństwo do maszyn. 


Zabawnie jest nieraz zakpić sobie z przeciętnego Kowalskiego, tylko dla własnej satysfakcji, lub w nadziei, że ów aluzję zrozumie. Każdy przecież na swój sposób poszukuje prawdy. Przypomnę, że w Bieszczadach przylgnęła do mnie także ksywka jajcarz. 

Każdy poszukuje swojej prawdy, więc zadaje pytania. Sobie, innym i wszystko jest okej dopóki nie daj boże niewinne pytania nie przejdą we wścibstwo. Wtedy należy przycisnąć hamulec. Tu przypomnę rozmowę z gościem, który przyczepił się, kiedy akurat przechodziłem przez Roztoki w drodze na Fereczatą. To maleńka osada jak widać, zero ludzi. Ten gościu niósł reklamówkę, więc nie był turystą. Dogonił mnie, idziemy razem.  


  - Dzień dobry – dzień dobry. Standardowa ciekawość rozpiera gościa:

- A pan dokąd? – wyjaśniam dokąd.                                                                                     

- Pan na krótko w Bieszczady przyjechał? – Na długo. Ogólnie w podróżach jestem przez wiele miesięcy w roku.

- To pan chyba nie pracuje? – Pracować przestałem już wiele lat temu.

- To pan musi mieć dużo pieniędzy, podróże kosztują!

- Zgadza się. Podróże kosztują, ale mam dość pieniędzy.

Facet przygląda mi się z ukosa, chwila milczenia, wreszcie odważa się zadać to nurtujące go pytanie:

- A skąd ma pan te pieniądze, jeśli oczywiście można wiedzieć?

- Można. Pieniądze biorę z szafy.                                                                              

- Jak to z szafy?

- No z szafy. Kiedy potrzebuję kasy, podchodzę do szafy, otwieram ją i wyjmuję tyle, ile mi potrzeba.

Gościu przetrawia informację. Ma wątpliwości, więc pada kolejne pytanie:

- A skąd biorą się pieniądze u pana w szafie?

- Moja żona tam je wkłada.

Teraz czekam na ostatnie klasyczne pytanie, jako że tę anegdotę stosowałem już multum razy i ona zawsze działa. Rozmówca już nie odpuszcza, ponieważ wydaje mu się, że za chwilę zagadka się wyjaśni.

- A pana żona to skąd bierze te pieniądze?

- Ja jej daję!

I to nie był jeszcze koniec rozmowy, dalszy ciąg już kiedyś opisałem. 

Fereczata.


Krystaliczne powietrze o poranku, niosące nieco później zapach łąki, ziemi lub lasu. Samotność i cisza. Idę. Lub tylko jestem. Być może tak wygląda droga do nieba, oczywiście jeśli ktoś w nie wierzy. 


niedziela, 5 kwietnia 2020

List do Ciebie


    
     


        Chciałem list pisać do Ciebie
        Na listku róży,
        Lecz listek mógłby zaginąć
        W chaosie burzy;

        Chciałem na skrzydłach motyla
        Złoconym wzorem
        Pisać do Ciebie, lecz motyl
        Ginie wieczorem.

        Chciałem list oddać zdrojowi
        W górach szumnemu,
        Ale zdrój mógłby list odnieść
        Komu innemu;

        Więc chciałem list rzucić z gwiazdą
        W dół spadającą,
        Lecz duszę by Twą paliła
        I tak gorącą!

        Chciałem znów list mój zaczepić
        O błysk na niebie,
        Ale się bałem, by piorun
        Nie zabił Ciebie!

        I tak nie zjawia się poseł
        Dosyć bezpieczny,
        A list mój leży do Ciebie
        Taki serdeczny.

środa, 26 lutego 2020

Przywrócić sobie dzieciństwo


                Niektóre problemy, takie jak zazdrość, chęć posiadania, zachłanność, są wynikiem braku zakorzenienia we własnym ciele. Dlatego ciągle się boisz. 
Strach ten powoduje w tobie narastanie chęci posia­dania. 
Z jego powodu nie możesz nikomu zaufać, dlatego pojawia się zazdrość. 
Więcej: -  nie możesz zaufać samemu sobie, bo jak masz zaufać, jeśli brakuje ci połączenia ze swoim ciałem?
Prawda przychodzi dopiero wtedy, kiedy najpierw umocnisz się w swoim ciele. 
                                                                            


                   A kiedy tak się stanie, wtedy cokolwiek się wydarzy, wiesz, że po tym wstaniesz i będziesz umiał się z tym zmierzyć. Nie będziesz już przywie­rał na siłę do innych; staniesz się samowystarczalny.

          Dlatego podstawową sprawą jest to, byś zaczął coraz moc­niej zakorzeniać się w swoim ciele. Zwracaj na nie uwagę, ciesz się jego aktywnością, biegaj o poranku, ciesząc się ciałem, i czuj przepływającą energię. 
Idziesz popływać - ciesz się ciałem, rze­ką i dotykiem wody. Biegaj, tańcz i podskakuj w 
słońcu, pozwól, aby ciało znów promieniowało radością.

           
            To musi być zrobione najpierw, wraz z tak dużą ilością głę­bokich oddechów jak tylko możliwe. Gdy już dostaniesz się do swojego ciała, gdy znów odżyjesz wraz z nim, dziewięć proble­mów z dziesięciu zniknie samo.
             
Jeden z trików społeczeństwa polega właśnie na tym, żeby oddzielić ludzi od siebie 
samych. Społeczeństwo odcięło twój kontakt z ciałem po to, abyś poczuł się jak jakiś upiór w puszce. W takim stanie łatwiej tobą sterować.
Je­steś w ciele, ale przecież tak naprawdę to w nim nie jesteś - po prostu błąkasz się. Bierzesz przyjaciela za rękę, ale nie masz ża­dnych odczuć, żadnej poezji, żadnej radości. 
Zupełnie jakby spotkały się dwie dło­nie manekinów. 
Jesz, ale tak właściwie napychasz się; straciłeś smak. 
Patrzysz, ale nie widzisz prawdziwego natężenia barw ży­cia; kolory są przytłumione, 
szarawe, zakurzone. 
Słuchasz mu­zyki, ale właściwie słyszysz tylko kolejne dźwięki, a muzykę prze­gapiasz.

         
Spróbuj przez kilka miesięcy zachwycać się wszystkim, co ma związek z ciałem: bieganiem, uprawianiem joggingu, zabawą, skakaniem, tańcem, śpiewem, krzyczeniem w górach. 

Przywróć sobie dzieciństwo!
Poczujesz się jak nowonarodzony.
Poznasz, co czuje gąsienica, kiedy stanie się motylem.
                                                                                                                                                                 Osho