Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pokora. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pokora. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 stycznia 2025

Błękitna Kropka

Bieszczady. Samotny biwak na odludziu. Noc - tkwisz w czerni, która wydaje się wręcz materialna. Ale za to całe niebo wysypane srebrnym piaskiem gwiazd! Dociera do ciebie ogrom kosmosu i czujesz, że twoje problemy znikają.

Cisza dzwoni w uszach, także nikt nie zakłóca prawidłowości prądów powietrznych, które ciebie otaczają. Możesz patrzeć do woli na lampiony gwiazd, rozwieszone jakoś dziwnie nisko nad głową. Bez trudu lokalizujesz siedem gwiazd Wielkiego Wozu i Gwiazdę Polarną.

Powiedzieć, że są to klimaty magiczne, to jakby nic nie powiedzieć. Posłuchajmy Carla Sagana:


Nasz Układ Słoneczny. W nim Ziemia jest trzecią planetą od strony Słońca. W tej perspektywie Ziemia wygląda jak bladoniebieska kropka i obserwowana z tak daleka mogłaby wydawać się niezbyt interesująca dla hipotetycznego przybysza z gwiazd.

A przecież na tej niebieskawej kropce jest nasz dom, siedlisko radości i cierpień, tysięcy religii, ideologii i doktryn gospodarczych. Żyli tu, lub żyją i święci i grzesznicy, bohaterowie i tchórze, twórcy i niszczyciele cywilizacji, królowie i wieśniacy, moraliści i skorumpowani politycy.

    W skali kosmosu Ziemia nie stanowi nawet jednego piksela, a pomyślmy o rzekach krwi przelanej przez tych wszystkich generałów i tyranów, którzy w chwili triumfu stawali się panami jakiegoś fragmentu tej kropki. Pomyślmy o niekończącym się paśmie okrucieństw wywołanych nienawiścią.

     Nasza pyszałkowatość, podsycana przez wiarę iż jesteśmy „koroną stworzenia”, okazuje się złudzeniem z perspektywy kosmosu. Ziemia jest bowiem jedynie samotną plamką w bezmiarze kosmicznych ciemności.

Ta jej znikomość w obliczu bezkresnej przestrzeni nie pozostawia żadnej nadziei, że nadejdzie skądś pomoc, by obronić nas przed nami samymi.



(Prezentacja ma ponad dziesięć lat, stąd 6 miliardów).

Ziemia jest jedynym znanym dotąd światem, na którym narodziło się życie. Nie ma żadnego miejsca, do którego w najbliższej przyszłości nasz gatunek mógłby wyemigrować. Odwiedzić – owszem, zamieszkać – na razie nie.

Czy nam się podoba, czy nie, niszczona systematycznie Ziemia pozostanie nadal naszym siedliskiem.


Mówi się, że astronomia uczy pokory i kształtuje charakter. Chyba nie można dobitniej pokazać bezsensu ludzkiej zarozumiałości, niż poprzez widok naszej błękitnej drobinki z kosmicznej perspektywy.

W moim przekonaniu obraz ten może pobudzić nasze poczucie odpowiedzialności i sprawić, że będziemy się traktowali z większą życzliwością, oraz zadbamy o naszą błękitną kropkę – jedyny dom, jaki mamy.

                                                             Carl Sagan – Błękitna Kropka

piątek, 8 kwietnia 2022

Pokora i odrobina buntu

Człowieku! 

Pokora przypomina kwiat róży, ale ty masz być sobą, a nie dupą wołową! 

Sprzeciwiaj się, buntuj - to także jest piękna modlitwa! Nie bój się słów, wyrażaj siebie, nie bój się okazywania uczuć i emocji i nie nadstawiaj drugiego policzka, bo cham z takiego gestu tylko się uśmieje. Przecież ten drugi policzek bardzo dawno temu wymyśliła Największa Korporacja, aby ludzi przerobić na posłuszne stado baranów dla wygody pana.


Comiesięczny "dzień świra" w Warszawie.

Od czasu po grzybach 2021, codziennie chodzę rano dobrą godzinkę z kijkami po Ogrodzie Saskim i cyzeluję opinię, gdzie ma być pokora, a gdzie sprzeciw. Niby już przywykłem do utrudnień w dziesiąty dzień miesiąca, gdy „mały geniusz”, razem z przybocznym mafijnym towarzystwem, wybranym jak już wiemy w sposób nieuczciwy, przybywa odprawiać swoje kłamliwe gusła pod smoleńskim grzdylem. Tego dnia od rana zjawia się mnóstwo policji i radiowozów, niemal za każdym drzewem stoi tajniak. A samego grzdyla to już tak pilnują, iż rzecz pasuje jak ulał do filmu "Dzień świra".


Zmieniam wtedy trasę na obrzeża i olewam (pokornie) całą tę propagandową szopkę, przeznaczoną dla pisiorskiego narodu (stare musi odejść chociażby z przyczyn naturalnych).





Azaliż wszystko do czasu, bowiem przychodzi moment, gdy prostacka propaganda w wykonaniu hien cmentarnych takiego pokornego człowieka w końcu wkurwi. Wtedy ów zapragnie wyrazić siebie i sięgnie po satyrę obrazkową, w myśl zasady, że jeden obrazek jest wart więcej niż tysiąc słów.


Pokora przypomina kwiat róży

 


Opowiadanie o bałwochwalczym królu, oraz pokrewne przypowieści są symboliczne i należą do filozofii sufich. Mówią one, że gdy jesteś fałszywy, zostaniesz zniszczony – ścięty. Zabije cię twoja nieprawda.

    Wolność jest dla tych, którzy są wolni od ego. Nie ma innej wolności. Wolność oznacza wolność od ego. I decyduje o tym jedno: - jeśli bronisz ego – przegapisz Boga.

Natomiast, gdy jesteś gotów porzucić ego – odnajdziesz go.

     W tym porzucaniu zawiera się odnajdywanie.

Wydaje ci się, że jesteś oddzielony od Boga, a to tylko iluzja, autohipnoza. To myślenie do ciebie przylgnęło. To jest właśnie ego. Ono zasłania tobie prawdziwy świat. To ego zasłania ci prawdę. Gdy to do ciebie dotrze – że jesteś jednością – obudzi się w tobie ufność!


 Nie chroń siebie. Nie popychaj rzeki. Płyń z prądem egzystencji. Za życia bądź żywy. Umierając – umieraj. Budząc się – budź się. A gdy jesteś głodny – jedz. Nie oddzielaj się od życia, które ciebie otacza. Nie przegapiaj chwili. Trwaj w wiecznym Tu i Teraz.

Zawsze działaj autentycznie i szczerze – wtedy między Bogiem a tobą nie będzie bariery.

      Bądź zawsze sobą. Właśnie to nazywam modlitwą.


 Największą przeszkodą między tobą a prawdą, jest ego.

Ego żywi się wiedzą, „religijnością” i powszechnym poważaniem, czyli reputacją, sławą, władzą. Pamiętaj o tym i nie dokarmiaj ego.

    Bądź bardziej pokorny, zauważ swoje błędy, pomyłki. To zauważenie da ci pokorę.

W pokorze, modlitwa sama przychodzi. Dzięki pokorze, pojawia się wielka odwaga!

            Pokora jest silna – ego jest bardzo słabe!.

Ego to wysiłek słabej osoby, próba ochrony. Ego jest pancerzem. Taki człowiek osłania pancerzem swoją słabość. I taki człowiek wie, że jest bardzo słaby.

Największe ego, mają słabi ludzie. Takie rozdmuchane ego jest im potrzebne, aby jakoś egzystować. Oni lubią pouczać i chcą zawsze mieć rację. I bez przerwy oceniają wszystko wokół według swoich chorych zasad. Są zawsze skorzy do kłótni.

       Kto naprawdę czuje się silny nie potrzebuje ego, umie żyć bez niego. Potrafi żyć bez poczucia bezpieczeństwa, w narażeniu na atak.

    Uczony był słaby, tak samo, jak Sayed. Prostytutka była silna, miała siłę kwiatu róży – bezbronnego, miękkiego, delikatnego, a jednak silnego. Widziałeś, jak o poranku kwiat róży bawi się z wiatrem i romansuje ze słońcem? Wysoko podnosi głowę, delikatną, a jednocześnie silną. Lao Tzu nazywa to siłą wody.


 Ego ma siłę skały. Jest twarde. Pokora ma siłę wody. Stań się delikatny, jak woda, a w końcu wygrasz. Twardość przynosi klęskę. Opór wobec życia wcześniej, czy później zniszczy cię. Twoja twardość, twoje własne ego staje się trucizną.

    Spójrz na wodospad spadający ze skały. Skała w końcu zniknie, stanie się piaskiem, a woda, miękka, delikatna będzie istnieć. Twardość skał powoduje ich znikanie.

    Ego przypomina skałę. Pokora przypomina kwiat róży.

 

     - Rzeczy wyglądają nieco inaczej, niż nam się wydaje.

     - Ego wygląda na silne – a jest słabe.

     - Pokora wygląda na słabą, a taka nie jest. Nie daj się zwieść pozorom.

 

                                                                         Osho

Zdjęcia: Zamek Warszawski



 

 

piątek, 10 grudnia 2021

Banan na drodze

 




To już był czas „po grzybach”. Idę ci ja sobie przez jesienny las. Idę godzinę, dwie, trzy. Doszedłem, gdzie chciałem dojść, zawracam. 


Naraz ogarnia mnie silne ssanie głodowe, aż mi się w głowie zakręciło. Śniadanie skromne było o piątej, dwanaście kilometrów za mną, zjadłbym jakiś drobiazg. W domu będę najwcześniej za trzy godziny, nie wziąłem ze sobą nic, nawet wody, bo przecież upały dawno się skończyły. Ach! Jak ja tu i teraz bym coś chapnął! Najlepiej „cóś”  słodkiego – rozmarzyłem się. Mógłby to być na przykład wafelek w czekoladzie albo dowolne inne słodkie „cóś”.

W brzuchu ssie, westchnąłem sobie ponownie „ach” i idę dalej.

Pomyślałem - odpuściłem. Czyli zgodnie z przepisem: - pomyśl i zapomnij. (Jak wiemy Góra tylko czeka na taki prawidłowy pomyślunek). Więc autentycznie zapomniałem. 

Mija może 5 minut gdy widzę, że na drodze coś leży. Podchodzę - to banan! Podnoszę - zdrowy. Ktoś powie: - No wypadł jakiemuś rowerzyście na podskokach korzeniowych.

Zgoda, wypadł. Ale to tłumaczenie profana, który wszystko musi wyjaśniać racjonalnie. Pismo natomiast mówi: - „Nie tłumacz dróg Pana, bo i tak ich nie poznasz”.

Stoję więc sobie z tym znalezionym bananem w ręku i odbieram subtelnie dowcipny przekaz od Anioła: - „Chciałeś ”cóś” słodkiego? To proszę bardzo, już masz. Banan jest słodki”. 

Chociaż podobne zdarzenia przytrafiały mi się wielokrotnie, stoję przez moment w pełnym zaskoczeniu. Wzbiera we mnie pomieszanie lekkie - przecież tak niedawno pisałem na blogu, że tylko głupki jedzą banany. Oto mam anielski sprawdzian. Oczami duszy widzę wzbierający uśmiech u Anioła, który jednocześnie śle myśl: - „I co teraz zrobisz? Chcesz jedz, nie chcesz nie jedz”. Teraz ja się uśmiechnąłem w realu i bez zbędnej chwili wahania zjadłem tego wyjątkowo smacznego anielskiego banana, nie zapominając o słowie dziękuję.


- Bo po pierwsze primo pokora musi być!

- Po drugie primo: - Dają? Bierz! Ponieważ odmowa mogłaby obrazić darczyńcę.

- Po trzecie primo: - zdania nie zmienia tylko martwy lub głupi.

A znaki nigdy nie wyprzedzają, one przychodzą po pierwszej myśli, co najczęściej niewyciszonemu człowiekowi umyka.

 

PS. Obiecałem napisać o poczuciu humoru mego (twego też) Anioła, dlatego ten wpis.

piątek, 22 października 2021

Gdzie był winowajca

Poniżej Czytelnicy zobaczą grzyba – winowajcę. Ja go nazywam ceglastoporym goryczakiem. Kilka takich okazów znalezionych ponad Wolą Michową przeznaczyłem do suszenia, a to wystarczyło, aby uzyskane z tego 5 dkg suszu zamieniło 15 kg całości w towar do wyrzucenia. Tyle pracy! 

Dusza grzybiarza bolała razem z ciałem. Pokazywałem zdjęcia jak piętnastokilogramowa sterta  się pali, był wpis Grzybowy stop loss. Jednak wydarzenie jest wiekopomne, dlatego następuje powtórzenie. Podpałka z siana, nałożony stopniowo ładunek, odszedłem bo w dołku ściskało, godzinę się tliło, wróciłem podgarnąć niespalone i na koniec, już przed zmierzchem uwieczniłem popioły. Mocno przykra sprawa.








Morał? Zawsze można popełnić błąd, na błędach powinniśmy się uczyć i podobnych już nie popełniać. Rzecz dotyczy każdej dziedziny życia, które jak wiemy jest tajemnicą.

 

Sznurami suszu obdzieliłem znajomych i okazało się, że bigos jest gorzki. Bo ten gorzkoborowik - borowik ceglastopory goryczak, nie jest trujący, za to każde jedzenie zepsuje silną goryczą. Niby łatwo go rozpoznać tylko po spodzie kapelusza - młody jest pod spodem cytrynowy, starszy żółty, natomiast klasyczny jadalny borowik ceglastopory z Beskidu ma spód barwy ceglastej.




No i można na próbę nadgryźć podejrzanego, przekonać się jaki jest gorzki, a potem pluć dobrych kilka minut. Łatwo rozpoznać, kiedy się o tym grzybie już wie. Mnie się wydawało, że jak znam goryczaki z Mazowsza, Pomorza i Warmii, a grzyby zbieram 40 lat, to mam wiedzę wystarczającą. Czułem się najmądrzejszy z całej wsi, bo do tego zapytałem o grzyby bieszczadzkie Andrzeja Abrama, a on mnie uspokoił mówiąc, że tu trujących nie ma, na przykład nikt nie słyszał w okolicy o szatanie, ale ten jest akurat charakterystyczny i jego wizerunek znam. I Andrzej miał rację, ponieważ szatana nie spotkałem, muchomora sromotnikowego nie zbieram, a goryczak rzeczywiście trujący nie jest. Mogłem grzyba ugryźć na próbę, czego nie zrobiłem. Także pamiętam swoją myśl, gdy trzymałem pierwszego goryczaka w dłoni: - O! Jaki ładny! I żółty pod spodem, a nie ceglasty! To musi być żółta odmiana ceglastego. A moja wiedza grzybowa mówi mi, że każdy rurkowiec żółty pod spodem jest jadalny i to nawet jeszcze bardziej.

Po spaleniu zbiorów, już zimą, przejrzałem zdjęcia i znalazłem dwa zamieszczone powyżej wizerunki winowajców. Bo pamiętam, że w kolejnych grzybobraniach doszło jeszcze kilka sztuk goryczaków, a te pokrojone na cząstki i wysuszone stały się nierozpoznawalne. Poza tym całe towarzystwo uległo wymieszaniu w dwóch poszewkach na poduszki. I co z tego, że te żółte goryczaki stanowiły drobny ułamek jednego procenta całości, jeśli były jak łyżka dziegciu w beczce miodu. Katastrofa (zmarnowany bigos, albo zupa). Światło alarmowe zaświeciło mi się jeszcze w Bieszczadach, gdy przytrafiła mi się gorzkość w osobiście pichconej dla wielu, super zupie grzybowej, którą trzeba było niestety wylać. Wiedziałem, że jest coś nie tak, ale ponieważ zupa była ze świeżego zbioru, przypuszczałem, że trafił się (przypadkiem?) jakiś jeden goryczak młody, a więc trudny do rozpoznania. Zbieraliśmy bowiem w kilka osób i to nie mnie broń boże goryczak się trafił, no bo jakże tak?

Azaliż w każdej sprawie należy odnaleźć plusy dodatnie. I tak się dzieje w omawianym zdarzeniu:

Nabrałem pokory w kolejnej dziedzinie, tym razem w grzybowej. Lecz przydarzyło się, że roku owego, przez kilka tygodni, na poddaszu chałupy wisiały poduchy elegancko, tudzież pracowicie nabite suszem grzybowym z najprawdziwszych prawdziwków. Tych prawdziwków było (prawie) sto procent w stu procentach. I niezapomniana rozkosz spływała na osoby, które na piętro wchodziły, ogarniał je atoli (bowiem) węchowy zachwyt, ponieważ już od podłogi pachniało w pomieszczeniu wręcz ugrzybiająco! 


 W tekście padło słowo winowajca. Więc mój ulubiony wierszyk (bieszczadzki) zawierający słowo owe:

Ktoś zapytał: - gdzie winowajca?! 

Między nami! - wyjaśniły jajca.





poniedziałek, 30 września 2019

Posłuchaj

Nauczmy się słuchać. 
Tej umiejętności nauczyłem się dość późno. 

Jeśli ktoś nie słucha, a tylko mówi …. wtedy jest w szponach ego. Pokonaliśmy ograniczenia, wydaje się, że jesteśmy prawem sami dla siebie, ego wbija nas w dumę i każe nam myśleć, że jesteśmy bardzo ważni.

Kompozytor z przerośniętym ego znalazł cierpliwego słuchacza i od godziny opowiada o sobie, o swym życiu, o pisaniu utworów, dyrygowaniu itd. Wreszcie się zorientował, że nieco przesadził i mówi do gościa:
- Ależ ja pana zanudzam. Porozmawiajmy teraz o panu.
Czy podobał się panu mój najnowszy utwór?

Istnieje typ zaburzenia psychicznego zwany depresją maniakalną, w najcięższych przypadkach ludziom wydaje się, że potrafią fruwać jak ptaki. To ego przejęło kontrolę nad ich umysłem i zasłoniło rzeczywistość.
     A prawda jest taka, że po pierwsze primo nie musimy mieć dużego znaczenia. 
Po drugie primo jesteśmy tak ważni, jak powinniśmy być. 
Po trzecie primo nasze znaczenie bierze się z obecności w każdym z nas iskry bożej. 
Gdy te trzy zagadnienia do nas dotrą, do kompletu potrzebne jest tylko czwarte: - odrobina pokory.