Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hermes. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hermes. Pokaż wszystkie posty

piątek, 4 kwietnia 2025

Złoto króla Midasa

 


Pewnego razu król Midas poprosił Hermesa o złototwórczą moc. Pragnął, aby wszystko to, czego się dotknie, przemieniało się w złoto. Nie dopowiedział azaliż, że ma to być rozumiane jako alchemiczna formuła świętości.

   I działo się:

- Midas ujął chleb, a chleb zamienił się w złoto.

- Chciał się napić wody – woda także stała się złotem.

Król cierpiał, dokuczało mu pragnienie, tudzież głód, a zamiast pełni, zaczął doznawać pustki, lęku, upokorzenia. A są to stany nieciekawe, właściwe zarówno dla nędzarzy, jak i głupców.

 

Od tego miejsca na plan pierwszy wybijają się morały: - oto Midas przekonał się, że wszedł w stan degeneracji, ponieważ chciał „uświęcić” chleb i wodę. A stan złota w odniesieniu do tych rzeczy jest przecież profanacją. Samo poszukiwanie skarbu, jak i jego zdobycie jest zdrowe, atoli pod warunkiem, iż nie staje się totalne i bezmierne, czyli gdy nie tracimy trzeźwości i we właściwym momencie potrafimy wypuścić skarb z rąk. Natomiast przyspawanie się do skarbu zawsze jest przekleństwem. Wszak rodzimy się goli i tacy umieramy – nie da się niczego materialnego zabrać na drugą stronę Tęczowego Mostu. Czyli ukazuje się znana klasyczna trumna, która nie ma kieszeni.

    

W przypadku Midasa chleb i woda są taką samą alegorią, jak w Ewangelii osioł wyciągany ze studni pomimo szabasu, a w legendzie o św. Wojciechu to wdowi grosz, który przegina szalę z górą srebra. Próba uświęcenia rzeczy już świętych objawia aspekt rakotwórczy, albowiem cały świat jest już święty, przez sam fakt, że jest.

     Zdrowe podejście do ogólnie zwanych dóbr materialnych powinno polegać na świadomości istnienia „wyłącznika”. Zarobiłem – czas na korzystanie z tego. Niestety wiele osób nie potrafi, albo nie chce w sobie tego wyłącznika znaleźć.

    W innej wersji tej baśni Midas oprócz złota kocha także córeczkę. I dzieje się, że w chwili, kiedy przytula ową, ona także przemienia się w złoty posążek.

W końcu Midas wychudzony jak szkielet i umierający z pragnienia dotyka sam siebie i staje się złotym posągiem.

Ktokolwiek znajdzie ten posąg i dotknie złotego Midasa, sam przemieni się w bryłę złota.

     A więc także ciało jest jak woda i chleb. Ciało bowiem nie chce wiecznotrwałości.

Mędrcy mówią, że każdy niechciany ciąg zdarzeń można odwrócić z pomocą prawidłowej modlitwy, czy tylko precyzyjnego sformułowania myśli.

  Natomiast o niechcianej wiecznotrwałości ciała traktuje także inna, tym razem odwrócona opowieść: – oto artysta o imieniu Pigmalion wyrzeźbił w marmurze kobietę. Była tak piękna, że zakochał się w niej całą duszą i ubłagał bogów, aby ją ożywili. I stało się – rzeźba ożyła – stała się śmiertelną kobietą o imieniu Galatea. Byli bardzo szczęśliwi oboje.

Czy Hermes zadrwił z chciwca Midasa? Niekoniecznie. To sam Midas sprowadził na siebie przekleństwo z powodu jednego primo:

- Wysłał niedokładną myśl.

Po czasie jednak zrozumiał swój błąd, dlatego poprosił powtórnie, a Hermes miłosierny dał mu możliwość uwolnienia się od złototwórczej mocy: - i wtedy mógł zmyć z siebie tę negatywną moc poprzez zaczerpnięcie wody ze strumienia.

   Jednak nie było to wszak łatwe – nie mógł nawet jedną kroplą zamoczyć otrzymanego dzbana. Midas biegł uszczęśliwiony po wodę, dopóki nie stanął nad krawędzią urwiska – w dole huczy i pieni się potok.  Midas opuszcza się po skale, czepia się korzeni, ślizga po błocie, wreszcie staje na oślizgłym głazie. Nie wolno mu upaść, ani upuścić dzbana.

Delikwent wytrzymał próbę, poddał się samodyscyplinie, ponieważ uwierzył w tajemniczą nadrzędną odwracalność procesów rządzących światem, podobną do wdechu i wydechu. Zmył w końcu z siebie tę fatalną moc pragnienia bogactwa bez granic. Hermes bowiem nie wymierzył mu kary, On jedynie ściśle spełnił pragnienie.

     Pierwsze życzenie Midasa ingerowało w prawa bytu, drugie przywracało harmonię. Bogowie spełniają życzenia, aby z nas drwić – to aforyzm oddający lenistwo w przyglądaniu się treści życzenia. To my sami drwimy z jakiejś części naszego ja – z części, która nie chce przyjąć stanu złota, rozumiejąc, że to dobre nie jest. Nie lubimy fatygować się poznawaniem głębszych krain duszy, wolimy szukać winnego poza sobą i przypisywać winę Hermesowi, choć w rzeczywistości to tylko nasz osobisty problem, a nie jakiegoś bóstwa.

czwartek, 5 grudnia 2024

Trzy siekiery

Moje ulubione buty, które służyły wiernie. Lubiłem je, ponieważ były niezwykle wygodne – szło się w nich jak bamboszach. Zdjęcie z bieżącego roku, gdy kończyłem lipcowe bieszczadzkie włóczęgi. Podeszwy niby zdarte do imentu, ale dopóki buty trzymały się na stopach oceniałem, że zachowały jeszcze część wartości użytkowej.



Któryś ze spotkanych na szlaku piechurów powiedział, że „góry najlepiej poznaje się nogami”. Ja bym dodał: „i butami, bo wygodne buty wspierają”. Kiedyś pisałem, że chodziłem w srebrnych butach. Odkleiły się w nich podeszwy, a że nie miałem kleju, użyłem taśmy, by odzyskały wartość użytkową. Naprawa okazała się nad wyraz skuteczna.


 Jedna z opowieści Ezopa z wątkiem wartości użytkowej: 


                                                              Trzy siekiery



Był sobie biedny drwal. Pewnego razu, gdy rąbał twardy pień, uderzył tak niefortunnie, że siekiera odbiła i wpadła do bagna.

Chlup i po sprawie. Drwal gorzko zapłakał, bo nie miał innego narzędzia pracy, a bez pracy groził mu głód.

Płacz usłyszał Hermes, stanął przed drwalem, wysłuchał go, po czym w odruchu litości zanurkował w bagnie, by po chwili wynurzyć się ze szczerozłotą siekierą.

- To nie ta – powiedział drwal.

Hermes drugi raz się zanurzył, po czym przyniósł siekierę tym razem ze srebra.

- To nie ta – znowu rzekł drwal.

Wtedy po raz trzeci Hermes się zanurzył i podał mu już jego własną, zwykłą siekierę, którą rozpromieniony drwal przytulił do serca.

Tę uczciwość Hermes nagrodził, dając drwalowi także pozostałe dwie siekiery.

Kiedy wieść o zdarzeniu się rozniosła, jeden z sąsiadów, znany z chciwości, poszedł w to samo miejsce. Prędko cisnął swoją siekierę do bagna i nuż zawodzić wniebogłosy.

I stało się podobnie: - jemu Hermes także podał siekierę szczerozłotą. Chłop się wychylił chcąc ułapić siekierę, a wtedy Hermes zniknął. Człowiek stracił równowagę i wpadł do bagna. Zaczął się topić. Już żegnał się z życiem, ale litość Hermesa zwyciężyła - rzucił mu gałąź. Wylazł chłop z wielkim trudem z bagna i pognał do domu z pustymi rękami, ciesząc się, że żyje. 

środa, 2 października 2024

Swoja Własna Osobistość

Wakacyjna higiena psychiczna

Polega ona między innymi na zamykaniu pozycji na czas wakacji. Dozwolone jest jedynie sprawdzanie, czy działają nasze przewidywania co do kierunku wykresu.

Rynki finansowe są dla mnie, a nie ja dla nich - za tę mądrość dziękuję Duchowi Giełdy.

Jak wiemy, większość ludzi niespecjalnie lubi korzystać z własnego rozumu – myślenie ich nuży, dlatego szukają łatwizny, czyli kogoś, kto myślałby za nich i kogo można byłoby obarczyć winą za błędną inwestycję. Do każdego zainteresowanego rynkami finansowymi prędzej czy później, ta naga prawda dotrze.

Czyli po pierwsze primo należy się uczyć, po czym samodzielnie stosować zdobytą wiedzę, ufając tylko sobie.

Po drugie primo wiedza musi kosztować. Nie ma nic za darmo, wiedza darmowa jest lekceważona, tak pokazuje czysta psychologia. Kosztem może być osobisty wysiłek (literatura) plus odpowiednia ilość czasu poświęcona na praktykę, gdy uczymy się na osobistych sukcesach i porażkach. Rzecz bowiem musi potrwać.

Jest także droga na skróty - trzeba znaleźć kogoś, kto już doszedł tam, gdzie my chcemy zawędrować i zapytać go, czy i na jakich warunkach zechce podzielić się doświadczeniem.

Inne drogi na skróty, prędzej czy później zawiodą boleśnie. Na rodzimym rynku liczba pi owszem działa, atoli nie zawsze. Rysunek pokazałem jedynie w celu zainspirowania Poszukiwaczy.

Na blogu znajdują się wpisy o wiele cenniejsze, na przykład z 2012 roku - „Natura Bramy”. Z wielką satysfakcją obserwuję ilość odsłon tego konkretnego posta. ( Suma wejść na stronę „Astronomia finansowa” na dzień 1 października 2024– 1.473.333)

Po trzecie primo wreszcie: - credo dla Poszukiwaczy –

Kiedy schodzimy z drogi, jedynie burzymy iluzję. Ku swemu zdumieniu odnajdujemy się na innej , nieznanej jeszcze drodze i odkrywamy, że po prostu bezdroży nie ma!

Nie ma bezdroży, ponieważ świat jest uładzony, on nie jest absurdalny. (Jeśli natomiast chcesz wierzyć w Chaos – niech się dzieje według wiary twojej).

Otóż każda podróż dokonuje się w świętej przestrzeni Hermesa. Każda droga to jego świątynia. Nawet błąkając się, uczestniczymy w misterium – podążamy ścieżką wydeptaną przez pokolenia czcicieli. Ta ścieżka to wydłużone sanktuarium, taki wielki most, który spina końce świata.

Rzecz wzniosła powyższa pogrubiona nie pochodzi ode mnie niestety, ale od Henryka Wańka i jego „Hermesa w Górach Śląskich”.  

W ostatnim wpisie przed wakacjami pokazałem datę zwrotu (30 kwietnia) wynikającą tylko z fibonka fali wzrostowej 575 dni. Data pokazała dwie sesje spadkowe. Azaliż omawiana fala była poprzednią na Wigu 20, bo ostatnia, istotniejsza, spadkowa, miała długość 366 dni.

366 x 1,618 = 592.

Jesteśmy już po tym „wydarzeniu” – fala określiła się ostatecznie na 585 dni.

Imaginowałem sobie potencjalny układ fal - być może 30 kwietnia będzie pierwszy szczyt B, potem trochę spadnie, następnie wzrośnie nie za bardzo do kolejnego, drugiego B, żeby w sumie dość płasko dojechać do końcówki maja. Próbowałem nawet rzecz opisać w falach do pierwszego B.

Czemu ostatecznie spodziewałem się jazdy do końcówki maja? Ano dwa fibonki pokazały właśnie tę odległość. Jak się okazało niektórzy inwestorzy dopisywali do tego co piszę „swoją prawdę” i w efekcie poczuli się zawiedzeni.

A przecież jeden wspomniany powyżej fibonek jak na talerzu wskazywał na 592 dni, drugi opisany poniżej trafiał atoli w środek tarczy:

Od dołka Covidu 16 marca 2020 do dołka 13 X 2022 jest prawie 943 dni (rok astronomiczny ma 365,25 dnia).

943 x 0,62 = 585


 Minęło kilka miesięcy, teraz każdy widzi tę datę, tudzież wie, skąd się wzięła.

Prognozowanie można oprzeć na konkretach – patrz wyżej, albo na „wydaje mi się”. Tu dobrym przykładem jest książę Aristonidis (XVI wiek), któremu wydawało się, że jest jasnowidzem. Otóż ogłosił on rzecz niebywałą: „Dwa narody będą ze sobą walczyć, ale tylko jeden zwycięży”.

- Co azaliż będzie dalej z rynkami finansowymi?

Dobrze będzie. Jedne rynki wzrosną, inne spadną.

- Kiedy wypada kolejna istotna data zwrotu dla Wigu 20? 

Zachęcam, aby na to pytanie każdy spróbował odpowiedzieć sam. Kiedyś przecież trzeba zrobić pierwszy krok w tej Wielkiej Podróży dla najważniejszej osoby - Swojej Własnej Osobistości.

 

 

     

                               

wtorek, 7 maja 2013

Tylko legendy? 9



S    Astrologia.
S    Sumerowie i Babilończycy wierzyli, że wolę bogów w odniesieniu do człowieka i jego
      spraw, można poznać, obserwując ruchy gwiazd i planet, oraz, że baczni obserwatorzy mogą na podstawie tych ruchów i różnych aspektów ciał niebieskich wyciągnąć wnioski dotyczące przyszłych szczęśliwych i nieszczęśliwych wydarzeń.
Dlatego prowadzili obserwacje i zapisywali ich wyniki na tabliczkach. Interpretowali je z magicznego, a nie astronomicznego punktu widzenia. Obserwacje, komentarze do nich i ich interpretacje stały się podstawą astrologii używanej przez ostatnich 5000 lat.
      Według starożytnych tradycji przekazywanych przez greckich autorów, Babilończycy prowadzili takie obserwacje przez setki tysięcy lat. Obserwacje  nieba prowadzono na setki tysięcy lat, przed pojawieniem się cywilizacji Sumeru i Egiptu!
Okazuje się, że sumeryjska i egipska wiedza astrologiczna była spuścizną – i to zdegenerowaną spuścizną, kultury znacznie starszej i znacznie bardziej zaawansowanej.
Należy zadać sobie proste pytanie: - dlaczego astrologia odgrywała tak ogromną rolę we wszystkich kulturach starożytności – sumeryjskiej, egipskiej, wedyjskiej i hinduskiej, u Majów, Azteków i Inków?
Tradycyjni badacze od dziesięcioleci wyjaśniają to tak; - starożytni potrzebowali wiedzieć, kiedy siać i zbierać plony, czuli lęk i podziw wobec mocy, które ich żywiły i ubierały, a niekiedy również niszczyły. Wszystko to zawarli w wiedzy astrologicznej, jaką znamy dzisiaj. Być może najdoskonalszy przykład takiego toku rozumowania jest w klasycznym dziele: „Młyn Hamleta” - de Santillany i von Dechend.
     Czyli mamy tu powtórzenie starego paradygmatu głoszącego, iż starożytni byli prymitywni i zabobonni. Przedstawiciele tradycyjnej nauki uważają, że nie ma potrzeby zastanawiać się, czy ta wiedza jest pozostałością dużo starszej nauki, nie rozumianej przez ich spadkobierców. Zatem nie można wierzyć także zapewnieniom samych starożytnych, że byli spadkobiercami znacznie wyżej rozwiniętej kultury.      
      Lecz mamy tu także niezmiernie intrygującą informację – Babiloński zodiak został „ustawiony przez Marduka” po pokonaniu Tiamat i że jego znaki były „inne od starych, które zarzucił”.
Autorzy przedstawiają nawet poprzedni zodiak używany przez Tiamat, Kingu i ich sojuszników przed wojną, która doprowadziła do ich zagłady!
    Innymi słowy: - oprócz tego, co wiemy z Enuma Elisz – że po wojnie i eksplozji planety Tiamat, Marduk „wymierzył strukturę Głębi”, został również wprowadzony nowy zodiak, i to właśnie on jest „nowym pomiarem struktury Głębi”.
A więc na Tablicach Przeznaczenia były zapisane informacje astronomiczno-astrologiczne.
     Starożytna wiedza astrologiczna to wyższa szkoła jazdy. Nic dziwnego że była to „nauka królów” – przeznaczona dla wybrańców, dobrze wykształconych ludzi wyższych sfer średniowiecza. Minęły wieki i astrologia  – obniżyła poziom, zawędrowała do gazet adresowanych do larw-wielbłądów, zaistniały „horoskopy” rozdawane za darmo w supermarketach. Z tego powodu większość ludzi, a większość jest wielbłądami, uważa, że astrologia dotyczy wyłącznie wpływu gwiazd i planet na życie ludzkie. Starożytni wiedzieli jednak znacznie więcej. Mamy na przykład wywodzący się z tradycji „setek tysięcy lat obserwacji nieba”....
 Element kojarzenia krystalicznych kamieni z planetami.
Saturn jest kojarzony z kamieniami czarnymi: Onyksem, dżetem, obsydianem, diamentem i czarnym koralem .
Jowisz ma związek z kamieniami niebieskimi – ametystem, turkusem, szafirem, jaspisem, błękitnym diamentem….itd
Nauka o kamieniach i ich związkach z planetami, jest więc częścią „nauki bogów”.
Wracamy tu znowu do wojny pomiędzy Ninurtą a Anzu i bardzo drobiazgowej inwentaryzacji „kamieni” Anzu po zwycięstwie. Niektóre kamienie zostały przeznaczone „na złomowanie” – do zniszczenia, niektóre do innych zastosowań, niektóre ukryto w świątyniach, gdzie mogły być wykorzystywane rytualnie ( Alatuir zawędrował do słowiańskiej świątyni na Łysą Górę)
       Przypomnijmy sobie też skojarzenie „Kamienia Wygnania” – klejnotu z korony archanioła Lucyfera, który utracił on w momencie upadku.
    De Santillana i von Dechend wspominają o bardzo dziwnym fakcie związanym z wojną pomiędzy Mardukiem a Tiamat: - dwie spośród gwiazd konstelacji Skorpiona służyły mu jako broń.
   Według Zecharii Sitchina-  Anzu, jako „ ten, który wie” , a to oznacza kogoś biegłego w jakiejś dziedzinie wiedzy, a więc Anzu –„Ten, który zna niebo” – zerwał komunikację między bogami na Ziemi i w innych częściach wszechświata.  
Sitchin twierdzi, że kradzież Tablic przerwała komunikację między „portem kosmicznym”, z którego pojazdy regularnie kursowały między Ziemią, a „Ojczystą planetą” bogów – Nibiru.  Kradzież Tablic zerwała komunikację między Ziemią, a „gdzie indziej”.
     W każdym razie, Tablice Przeznaczenia wyglądają na zbiór informacji, obejmujących geometrię nieba, właściwości ciał niebieskich, ich wzajemne wpływy.
    W tym kontekście wszystko zaczyna się kojarzyć z tablicami innego blisko-wschodniego boga mądrości Thota. I nie chodzi tu tylko o podobieństwo Księgi Thota do Tablic Przeznaczenia, ale także o podobieństwo Thota do Ninurty.
     Egipski Thot, czyli  grecki Hermes Trismegistos, to jedna i ta sama osoba. Autor słów: -„Co na górze – to na dole”. Ta postać miała pierwszoplanowe znaczenie dla masonów, ponieważ Thot był autorem masońskich rytuałów inicjacyjnych, opisał je bowiem w misteriach. Masoni, jak pisałem, to „wtajemniczeni” – wysoka szkoła jazdy, oświeceni, wiedzący, iluminaci – czy to się komuś podoba czy nie. Bo jeśli się komuś nie podoba – niewiele wie.
     W tradycji masońskiej dodatkowo podkreślona jest identyfikacja Thota z Hiramem Abifem, postacią ogromnie ważną w rytuałach śmierci i zmartwychwstania pierwszych trzech masońskich stopni wtajemniczenia. Tradycja przypisuje tę identyfikację tak zwanej Szmaragdowej Tablicy Thota.
     Według niektórych relacji „wtajemniczeni” zabrali z Biblioteki Aleksandryjskiej, zanim spłonęła podpalona przez chrześcijan, 42 tomy jego dzieł i dla bezpieczeństwa ukryli je na pustyni. Co stało się dalej z tymi dziełami? Są dwie wersje: jedna mówi, że znalazły się one w końcu w piwnicach Watykanu, druga, że są w posiadaniu angielskich lóż masońskich.
     Tradycja masońska głosi, że jeszcze kiedy Thot – Hermes chodził po ziemi z ludźmi, powierzył swym następcom Księgę.  Dzieło to opisywało procesy, dzięki którym miała się dokonać regeneracja ludzkości, a także stanowiło klucz do jego wcześniejszych dzieł.
     Księga ta stanowiła najprawdopodobniej łącznik między kosmosem a człowiekiem, na co wskazywało prawo analogii:
      I odnośnik do lotów Apollo: - Joseph P. Farrell pisze w swej książce, że skoki astronautów na Księżycu miały cel zarówno naukowy, jak i rytualny. (Skakali niżej, niż by wynikało to z siły przyciągania Księżyca, bo tylko na 46 centymetrów, a powinni skakać na jeden metr osiemdziesiąt)
Wielu spośród astronautów biorących udział w projekcie Apollo było masonami. Zabierali ze sobą masońskie stroje na wyprawy księżycowe, aby odprawiać masońskie rytuały na powierzchni Księżyca. Oczywiście nigdy nie było to pokazane publicznie. Ponadto, jak zwraca uwagę Richard C. Hoagland (Znany z propagowania koncepcji „twarzy na Marsie”) wiele wypraw kosmicznych NASA odbywało się w terminach uzasadnionych astrologicznie.
     Tak więc, dziwne jest nie tylko zachowanie Księżyca, ale także zachowanie astronautów na Księżycu

czwartek, 5 stycznia 2012

REZONANS SCHUMANA - 13


NUBIRU ma cykl 3600..... A ile jest sekund w godzinie? Myślisz, że to przypadek? Nie ma przypadków..........PAPIRUS z biblioteki Aleksandryjskiej 360 Podaje opis egipskiej gry planszowej na 30 polach. Poszczególne pola odpowiadają dniom miesiąca ksieżycowego. Suma numerów pól od 15 do 30 to 360. Do roku Ziemi brakuje 5 dni. Plutarch powiada , że Thot grał z Księżycem w grę planszową, za każdym razem wygrywając 1/72 czasu jego świecenia. Księżyc został ograny. Thot wygrał te dodatkowe 5 dni. Dzięki temu, Bogini Nut urodziła 5 bogów : OZYRYSA HORUSA SETA IZYDĘ NEFTYDĘ 360 x 360 = 129.600 ---- To zapis Sumerów sprzed 7.000 lat THOT TO HERMES -- WYZNACZAJĄCY CZAS. 60 minut x 24 = 1440. 144 x 10 = 1440. 144 : 2 = 72 60 to jedna z podstawowych liczb Sumerów. 144 znamy z ciągu Fibonacciego, opisałem ją w rozdziale : GEMATRIA. ZNACZENIE CIĄGU FIBONACCIEGO DOSTRZEGŁ ELLIOTT I NAPISAŁ PRZED 1929 ROKIEM : z moich doświadczeń wynika, że 144 jest najwyższą liczbą posiadającą praktyczne znaczenie . W pełnym cyklu rynku akcji liczba fal najniższego stopnia wynosi 144.


piątek, 10 czerwca 2011

Poznaj siebie

Ukryć prawdziwego Boga O kontaktach z kosmosem wiedziały wszystkie religie. Lecz gdyby kosmiczne pojazdy pozbawić boskiego nimbu, to i zwykły Ziemianin mógłby nimi zaglądać w boskie przestrzenie. Co oznaczałoby, że równy może być Bogu, wiedzę zaś Jego pożyteczniej wykorzystać. Nie do poniżania drugiego, lecz do budowania wspólnoty z nim. Jeden dobrze słyszy, drugi łatwiej spostrzega, trzeci szybko wnioski wyciąga. Gdy takich trzech zgodnie swoje talenty zjednoczy, każdy bogatszy o cudze umiejętności się staje. Człowiek wcale nie musi się spalać w samotnym wyścigu po sukces. Zabrać ludziom energię, którą powinni zostawiać sobie. Każdą zgodę między ludżmi popsuć. Zajęci kłótniami Ziemianie, mają wtedy mniej czasu, by w niebo spoglądać. Z czasem jedynymi kontaktami Ziemian z kosmosem stały się modły i cierpienia dedykowane Wszechmogącemu w niebie. Wszechmogący. To po co Mu ludzkie udręki? Żeby człowiek nie mógł się wyrwać z mocy kapłanów, wmawia się jemu, że ma trwać w udręczeniu i lęku. Bo inaczej może odzyskać wzrok i słuch. Może wtedy dostrzec, jak siebie poświeca innym, którzy go bez skrupułów pożerają. Może wypatrzeć, że to on sobą tworzy moc boską. „ To co na górze, to na dole „ - nie dało się tego ukryć , co powiedział Hermes Trismegistos, czyli Thot. Ziemia nie jest samotna. Odgrodzenie człowieka zakłamaną wiarą od Wszechświata utrudnia rozpoznanie jego mechanizmów. Pozwala wmawiać człowiekowi nierzeczywistość, negować fakty. Kto na tym korzysta? Istnieją setki dokumentów w archiwach państwowych, kościelnych, wojskowych, które dowodzą fizycznych spotkań Ziemian z przybyszami pozaziemskimi. W czasie tych odwiedzin zawierano umowy z Przybyszami. Umowy te, na ogół, nie były czyste w intencjach. Pozwalały na manipulacje genetyczne w ciele Ziemian, badania przeciwne życiu człowieka, ale za to wspomagały przemysł zbrojeniowy. { Współpraca Ameryki z szarakami. V – 7 Hitlera. Strefa 51 } Człowiek, zaprogramowany do życia w stadzie i zbiorowych reakcji, lęka się myśleć inaczej niż nakazuje autorytet. Kody wiary w ludzkiej psychice na ogół działają tak, że człowiek woli nie wiedzieć, nie widzieć, nie słyszeć i żyć w ciemnocie. Hierarchie kościelne boją się, że człowiek dostrzeże kiedyś, że sam buduje swój los. < Sam > , nie oznacza samotności, lecz samodzielność we wspólnym działaniu z drugim. Ale jak tu mówić o Zgodzie, skoro wierzących nauczyło się walki lub cierpienia. Po 2000 lat chrześcijaństwa, ludzie nie umieją się porozumieć ze sobą w najprostszych sprawach. Zabijanie i prace nad unicestwianiem – to się liczy najbardziej. Człowiek nauczył się zabijać nie tylko bronią, trucizną, ale też słowem i myślą. Dlatego należy słuchać tych, którzy w szukaniu Prawdy poszli dalej. Rewolucjonistów myślowych. I zadawać sobie pytanie : a może OSHO ma rację? Czy ostały się jeszcze jakieś autorytety? Dalaj Lama może? Co pisze Dalaj Lama? – „Osho jest oświeconym mistrzem, który pomaga ludzkości przebrnąć przez trudny okres rozwoju świadomości”.