Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sted. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sted. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 kwietnia 2017

Reguła 110


Skoro nie da się matematycznie opisać zjawisk złożonych, to czy jest jakiś inny sposób, aby to zrobić?
Nad takim właśnie zagadnieniem zaczął pracować Wolfram, bo było dla niego jasne że wszechświat przestrzega jakieś reguły.
Przecież w przyrodzie są struktury, regularności i cykle, a więc wszechświat nie może być i nie jest siedliskiem przypadkowości i chaosu.

Dla Wolframa było więc jasne, że musi być coś bardziej ogólnego od czystej matematyki, za pomocą czego można będzie opisać złożoność, czyli wszystko.
Musi coś być i wiedział, że prędzej czy później on to coś znajdzie.
Wiedział, wierzył, uporczywie szukał i znalazł, bo musiał znaleźć!

Tą jedyną rzeczą która spełniała wszystkie warunki był program komputerowy.

          Wielka tajemnica natury

Wolfram próbował teraz odkryć, jaki rodzaj nauki można zbudować, wychodząc od najbardziej ogólnych reguł ujętych w programach komputerowych,
       Najprostszy program, od którego Stephen zaczął swój fantastyczny kwantowy rajd, nazywa się automatem komórkowym.
W streszczeniu taki program rozrasta się w działaniu i zachowuje jak wąż, który zjada własny ogon. Takie działanie nosi nazwę rekursji.
Okazuje się, że w przypadku jednowymiarowego, dwukolorowego automatu komórkowego z regułą zależną od sąsiednich komórek, istnieje 256 możliwych programów.
       Bardzo szybko okazało się, że niektóre reguły i niektóre dane początkowe nie prowadzą do niczego interesującego.
W miarę powstawania kolejnych linii komórek, początkowy układ zanikał. Natomiast w niektórych przypadkach pewien konkretny układ zaczynał powtarzać się w nieskończoność.
Od czasu do czasu zdarzało się jednak coś znacznie bardziej interesującego.

W pierwszej połowie lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku zaczęła się era tanich komputerów osobistych, więc Wolfram mógł generować swoje automaty komórkowe na ekranie komputera, a nie na kartce papieru.
       Tak, tak – do tej pory robił to ręcznie na kartce papieru!
(Tu wtrącenie od autora bloga: - przypomina mi się, jak przez dziesięć lat poszukiwałem działających Liczb Planetarnych za pomocą ołówka, kartki papieru i kalkulatora – sprawdzając żmudnie kolejne wyliczone Liczby metodą prób i błędów na wykresie świecowym dziennym Wig 20, a także Dow Jones).
Obserwowanie linii komórek maszerujących miarowo w górę ekranu, jest jak oglądanie ciekawego filmu. (Podobnie mamy my, inwestorzy daytraderzy obserwując powstawanie świeczek na wykresie świecowym wybranego rynku, w małym interwale)
      Od czasu do czasu układy czarnych komórek tworzą na ekranie obiekty, które pozostają trwałe, mimo, że są nieustannie przetwarzane, niszczone, a potem regenerowane przez działający w komputerze program.
       Stephen godzinami bawił się swoimi automatami komórkowymi, zafascynowany wędrującymi po ekranie kształtami. Pewnego dnia zauważył coś naprawdę wyjątkowego.
„Odkryłem układ, który się nigdy nie powtarzał”.

W biologii, gdzie czynnikiem sprawczym jest ślepy dobór naturalny, złożoność organizmów stanowi rezultat skomplikowanej serii procesów fundowanych przez miss Ewolucję w ciągu miliardów lat.
       W otaczającym nas świecie, proste przyczyny prowadzą do powstania prostych zjawisk, a złożone przyczyny do powstawania zjawisk lub rzeczy skomplikowanych.
Nasz bohater odkrył wyjątek od tej reguły: - złożone zjawisko, które miało prostą przyczynę.

Czytelnicy pamiętają myśl Edwarda Stachury: „Wyjątek nie potwierdza reguły – on ją kompromituje”.

Dla Wolframa był to moment, który zmienił jego życie.

Wpatrując się w ekran komputera na którym bez końca ewoluował „obiekt”, zadawał sobie pytanie:
„ - Czy to tu kryje się pochodzenie złożoności wszechświata ?
Kiedy powstaje róża, galaktyka, albo ludzki umysł, czy natura po prostu stosuje i wciąż powtarza te same proste reguły?
Czy to jest ta wielka tajemnica?”.

Od tej chwili pochodzenie złożoności stało się dla Wolframa obsesją.
W momencie, gdy doznał swego objawienia, pracował w California Institute of Technology w Pasadenie. W połowie lat osiemdziesiątych przeniósł się do Princetown, do placówki naukowej, która była dawniej Instytutem Einsteina.
       W końcu założył własną firmę – Ośrodek Badań Układów Złożonych i zaczął wydawać pierwsze naukowe czasopismo o złożoności.
Stworzył nowy język komputerowy- Mathematica, którym posługiwał się w badaniach.
       Otworzył drugą własną firmę – Wolfram Research. Zatrudniał w niej matematyków i przedstawicieli innych dziedzin nauki, aby wspólnie rozwijać oprogramowanie.
Język programowania okazał się nie tylko narzędziem, ale także inspiracją. Mathematica była zbudowana z prostych modułów, lecz potrafiła wykonywać niezwykle złożone zadania.
      „Wbiła mi ponownie do głowy, że proste programy mogą mieć niezwykle złożone rezultaty” - mówi Wolfram.
W tym czasie pojawiły się dwie wiadomości, początkowo wydawało się, że jedna jest dobra, a druga niedobra.
Ta niedobra była taka, że nie było zbyt wielu chętnych do współpracy przy badaniach nad złożonością, a Stephen do tej pory opierał się na sponsorach – potrzebował pieniędzy.
Dobrą wiadomością stał się stan konta Wolframa – okazało się, że niemal z dnia na dzień został multimilionerem.
Mathematica zdobyła bowiem miliony użytkowników na całym świecie.
       Wolfram nie musiał już szukać sponsorów do finansowania swoich badań. Miał wystarczające środki na działanie samodzielne, a pieniędzy wciąż przybywało.
Tak więc potencjalnie niedobra wiadomość stała się wiadomością bez znaczenia.

Teraz odkrywca postawił przed sobą zadanie iście gargantuiczne i dlatego na dziesięć lat zamilkł. W tym czasie nie opublikował ani jednego artykułu naukowego, skoncentrował się na badaniach złożoności i zniknął z naukowej sceny.
   
Mijał miesiąc za miesiącem, a rok za rokiem, kiedy świat kręcił się swoim własnym rytmem, a Wolfram swoim, kładąc pracowicie podwaliny nowej nauki.
Mówi matematyk Gregory Chaitin z ośrodka IBM: - „Wolfram starał się zbadać komputerowo wszystkie możliwe światy, a przynajmniej te, które wynikają z prostych reguł”.
W rezultacie powstała cała skarbnica interesujących, małych programów komputerowych.
       Wśród wielu odkryć Stephena, na szczególną uwagę zasługuje reguła 110 automatu komórkowego.
Automat komórkowy z regułą 110 stanowi „uniwersalną maszynę Turinga” - mimo że jest zdumiewająco prosty, może symulować dowolny, nowoczesny komputer i zrealizować dowolne obliczenia, do których zdolny jest jakikolwiek komputer.
        Właściwości reguły 110 są niezwykle sugestywne.
Skoro tak prosty, jednowymiarowy automat, jest zdolny do wygenerowania nieskończonej złożoności, to dowodzi, że natura ma do dyspozycji niezmiernie potężne narzędzie.
I Wolfram jest przekonany, że natura – (czytaj; miss Ewolucja) korzysta z tego narzędzia.
        „Sadzę że układy fizyczne, poddane rekursywnie prostym regułom – gdy wyniki są wielokrotnie podawane na wejście – mogły stworzyć wszystko, od czubka naszego nosa, po najdalsze gromady galaktyk”.
Czy zatem wszechświat jest gigantycznym automatem komórkowym – trójwymiarową wersją jednowymiarowych gier, którymi Wolfram bawił się na ekranie swojego komputera?
Okazuje się, że on sam jest odmiennego zdania.
„Sądzę, ze prawda jest znacznie dziwniejsza i jeszcze bardziej interesująca”.

środa, 9 grudnia 2015

Się szło powolutku skrajem drogi

Dochodzę do sklepu przy szosie.
Dzień dobry.
Pani sklepowa przygląda się uważnie, jak zdejmuję plecak. Jest wcześnie, w sklepie jestem jedynym klientem.
Spanie w namiocie było? - zapytała pani sklepowa.
Tak. Nie zmarzł pan? W nocy było tylko plus dwa......
Nie, spałem wysoko ponad Smerekiem, chyba tam było cieplej, albo już się zahartowałem, bo zimna nie czułem.
Pewnie do kobitki pan się tulił.
Ani, ani! Byłem w swoich własnych ramionach. Jakoś kobitka się nie trafia....
Bo pewnie pan za słabo szuka! - roześmiała się. Spojrzałem badawczo na panią sklepową i wydało mi się że widzę przysłowiowe kurwiki w jej oczach....

Być może, być może. Chyba pani ma rację! - powiedziałem nieco wymijająco i poprosiłem o sławną bułkę z czekoladą i piwo.

Kiedy zaczynałem swą dwudziestoletnią przygodę z rzemiosłem i uczyłem się robić długopisy (wtryskarka), mój mistrz pan Piątek z warszawskiej Pragi, powtarzał: - Panie Zbyszek, gdy nie wiesz pan co powiedzieć, pierdolnij pan wymijająco. To okazała się bardzo mądrą zasadą i tej zasady się trzymam. Tę zasadę z czasem nieco rozszerzyłem na: - gdy nie mam nic do powiedzenia, milczę.

Na ławce przed sklepem zjadam bułkę + piwo, potem poprawiam jeszcze jedną bułką.
Do Wetliny jest tylko kilka kilometrów, właściwie rzut beretem.

Mają ludzie poczucie humoru?

Idzie się.
Stachura używał słowa „iście”. To piękne polskie słowo. Przypomina się także historyczne zdanie Steda:

„Się szło powolutku skrajem drogi straszliwie i cudownie samotnym”.

Och! Jak te słowa w tym moim tu i teraz pasują!
Bardzo ochoczo się idzie, jest niewielki ruch samochodów o tej tak wczesnej godzinie.


Robię zdjęcie góry po wschodniej stronie szosy. Ta góra nazywa się Smerek. Miejscowość Smerek i góra Smerek. Stąd zaczynają się połoniny. Albo tu się kończą. Zależy, z której strony idziemy.

Idę, jestem zadowolony i znowu myślę. (Bo mam czas).

Myślę o tych myślach Steda, że: - „Gdy się idzie i myśli, bardzo niegłupie zdania układają się nierzadko, ale tylko wtedy, gdy mamy coś do przemyślenia. Możemy także te myśli wypowiadać na głos, ale nie po to aby cokolwiek zajazgotać z gadatliwości czy z panicznego lęku przed ciszą.
     Słyszeliśmy takich, widzieliśmy takich.
Co to na przykład wstają rano i zamiast pozdrowić nowy dzień i przepięknie zadziwić się nad tym cudem, że przebudzili się z otchłani, że otworzyły im się oczy, zadziwić się znowu przepięknie nad tym cudem, że jest na swoim miejscu ta cieniuteńka powłoczka lądów i mórz, a nad nią ta arcydelikatna powiewająca batystowa mereżkowa ażurowa apaszka powietrza i to prawie nic, rozwieszone gdzieś, Bóg wie gdzie, pomiędzy wulkanami miliardów Słońc a niezmierzonymi lodowatymi oceanami eteru – siegają ręką do gałki radia, co obok legowiska, i przekręcają, ale nie po to, żeby się zadziwić nad tym przecież też cudem, że przekręca się gałkę jakiegoś małego cichego pudełka i oto rozbrzmiewa orkiestra, i to orkiestra oddalona niekiedy o ładne tysiące kilometrów od danego miejsca.
       A więc przekręca się gałkę nie po to, żeby słuchać grania tej orkiestry, tylko po to, żeby coś brzęczało i żeby to brzęczenie coś zagłuszało, bo boją się ciszy i boją się siebie.
     Boją się w tej ciszy usłyszeć w sobie jakiś szum i rozróżnić w tym szumie coś jakby nikłe dalekie echo wołania mlecznego brata.
A my, mój drogi z Mlecznej Drogi bracie, nie zagłuszaliśmy się wzajemnie nigdy, wprost przeciwnie, zawsze ciągnęło nas do tej części niewyróżnionego miejsca, skąd mamy najbliżej do siebie, to znaczy najmniej daleko i skąd możemy nasze do siebie wołanie w szumie niegłuchym rozróżnić”.

Oooo! Moja chata!

I tak rozmyślając, nie wiadomo kiedy doszedłem do Wetliny.

Tu coś mnie tknęło, że sklep w Wołosatem może być zamknięty i wykonałem podstawowe zakupy: - chleb, masło, cebule, czosnek, ser biały, herbatniki, papryka, czekolada.
Kaszę, płatki owsiane jeszcze mam. Nie kupuję nic mięsnego. Wegetarianin znaczy. Te zakupy ewentualnie uzupełnię w Wołosatem.
Razem 25,90 zł.
Niedrogo kosztuję, a to jest dobre z przyczyn finansowych.

sobota, 21 listopada 2015

Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu

Astronomię finansową oparłem na założeniu, że to grawitacja planet Układu Słonecznego, wpływa na decyzje inwestorów i powoduje cykliczne zmiany cen na rynkach finansowych.
Na podobną myśl, dotyczącą cykliczności cen zboża wpadli już Sumerowie.
Takie było założenie na początku moich poszukiwań.
Z czasem dodałem do tego precesję Ziemi.

Najbliższe Ziemi ciało niebieskie, Księżyc, ma dowiedzione działanie na pływy morskie (minimum do maximum to 28 metrów) na cykl miesiączkowy kobiet itd.
Człowiek składa się w większości z wody, a więc działanie Księżyca jest zrozumiałe. Zwłaszcza, gdy ktoś ma wodę w mózgu. Natomiast działanie innych planet?
       Są bardzo odległe od Ziemi, lecz także olbrzymie. Taki Jowisz na przykład. Jest 345 razy większy od Ziemi. Słońce jest jeszcze większe. Starożytni uznawali zarówno Słońce jak i Jowisza za Bogów.
Jeszcze w czasie letnich wakacji pomyślałem kilkakrotnie, że mam znowu ochotę przemówić fizycznie do grupy ludzi i poopowiadać o działaniu planet na giełdzie.
     Lubię samotność, ale lubię także mówić. Treściwie, ciekawie i nie za długo.
Odtłumienie, o którym tyle piszę, jest bardzo ważne. Tak to czuję. Ale przecież ja tej zasady nie wymyśliłem. I nie wymyślił jej Osho, ani Eckhart Tolle. Wcześniej był zawsze ktoś.

Trzeba żebyś się odpodobnił od tłumu. Najlepiej przestawać ze sobą samym. Zamykaj się w sobie szczególnie wtedy, gdy jesteś zmuszony przebywać w tłumie. Odrzuć opinię ludzką, ona jest zawsze chwiejna i podzielona na dwie strony.

Lucjusz Seneka

Facet żył dwa tysiące lat temu, a jest mi tak bliski. Odtłumić się to jest podstawa, fundament zdrowia psychicznego. Można to także nazwać dystansem.

Odtłumienie jest ważne, ale nie można w nim trwać bez przerwy. Tak, jak nie można trwać we wdechu, potrzebny jest także wydech, bo inaczej umrzesz.

            Luz.

Pomyśl o czymś, gdy jesteś wyluzowany (żeby zadziałało trzeba wejść w prawidłowe wibracje mózgowe) a to, o czym myślisz wydarzy się w twoim życiu zaniedługo.
W życiu nie ma przypadków. Przypadki są tylko w gramatyce.
Gdy Los nie chce się pod czymś podpisać, podsuwa przypadek.

Przeznaczenie nami włada i już w momencie urodzenia każdemu przydzielona jest jego porcja czasu. Przyczyny wzajemnie się zazębiają i nic wbrew naszemu mniemaniu nie zdarza się przypadkowo – Lucjusz Seneka.

A wyjątek nie potwierdza reguły. On ją kompromituje. - Sted.
Wszystko bierze się z myśli, oraz wiary twojej.

I oto wydarza się synchroniczność, która została wywołana przez wcześniejsze myśli, gdy byłeś „na luziczku”.
Wiele lat temu zacząłem używać tego zwrotu, gdy opowiadałem o podejmowaniu decyzji inwestycyjnych. Najpierw było to intuicyjne, dopiero po jakimś czasie zrozumiałem jak ważny jest ten nastrój, ten stan umysłu.

Gdy jesteś spięty, możesz sobie darować daytrading – nie czujesz rynku. Najlepiej sobie odpuść, odpocznij, idź na spacer.

Moi znajomi myśleli, że się wygłupiam. Owszem, bardzo lubię anegdoty, lubię żartować. Humor, stan zadowolenia jest bowiem oznaką zdrowia. Tak, jak powaga jest oznaką choroby.

Powaga jest także tarczą miernoty. (Rafał Olbiński)

Ten stan „na luziczku” odpowiada chrześcijańskiemu stanowi łaski.
Jesteś gotowy na przyjęcie daru. 
Dziękujesz za niego, chociaż go jeszcze nie dostałeś, ale ufasz tak bardzo, że właściwie ten dar, którego nie masz, jest już twój.
I w takiej właśnie chwili ten dar zaczyna podróż do ciebie.

Nie da się takim działaniem manipulować, bo nie oszukasz samego siebie. A tym bardziej Wszechświata. Więcej na ten temat czytelnicy znajdą w „Rozmowach z Bogiem”, o których pisałem wielokrotnie.

Wakacyjne myśli na luziczku, przybrały materialną postać. W nadchodzącym tygodniu, poprowadzę w Warszawie wykład o działaniu grawitacji planet na inwestorów, a poprzez nich na rynki finansowe. Oto urywek z prezentacji:

Precesja Ziemi.
O precesji Ziemi pisałem w książce Marka Marcinowskiego – „Sukces na giełdzie”.

26 tys. lat, to bardzo długi okres w porównaniu z długością ludzkiego życia.
Trzeba znaleźć krótszy okres, według zasady fizyki kwantowej, która mówi o fraktalach i holografii.
Małe zawiera w sobie kod największego.

                                  25920 lat.

Odrzucamy miano. Nikną tysiące lat, pozostaje liczba 25920.
Liczba 25920 jest podstawą do poszukiwań.

Zaczynamy szukać. Najpierw zajmujemy się czasem. A tak na marginesie, kto stworzył podział dnia na 24 godziny? Kiedy powstały pierwsze zegary?
Pytanie: 25920 godzin, ile to dni?
25920 godzin : 24 = 1080 dni

Oto miejsce na wykresie Wigu – 20, gdzie widać tę liczbę. (Stary rysunek, powinno być 1083 dni)

Połowa 1080 to 540.

Mądrość pokoleń - 540 w mitologii nordyckiej.
Podczas Zmierzchu Bogów z 540 bram Walhalii „wyjdą wojownicy”.

Masa Ziemi to 540 i 25 zer.

Gdzie jeszcze jest liczba 25920?
25920 minut, to 432 godziny.

25920 sekund, to 7,2 godziny.

7,2 cm to podstawowa długość fali energetycznej we wszechświecie.

Mężczyzna w Polsce żyje przeciętnie 25920 dni. (Większość inwestorów to mężczyźni)
25920 : 365,25 = 71, 96 lat.......

(…..)

Życie, a wiec oddychanie i bicie serca.
Większość dorosłej populacji oddycha 18 razy na minutę (SMA 18)
18 x 60 = 1080 oddechów w godzinę.
1080 x 24 = 25920 oddechów na dobę.
Przeciętna wartość pulsu to 72 na minutę.
72 x 60 = 4320 w godzinę
4320 x 24 = 25920 x 4 uderzeń na dobę.
Oraz przeciętna długość życia 25920 dni
Widzimy więc, że w każdego mieszkańca Ziemi wpisana jest liczba 25920. A to wskazuje, że jesteśmy dziećmi Układu Słonecznego.
(….)

.
25920 2592 259,2

Kalendarz Majów i starożytnych Egipcjan ma 260 dni.
Jeden kamień z Wielkiej Piramidy waży 2,6 tony.

W starych tekstach napisano: -„Gdy Bóg nie chce się pod czymś podpisać, podsuwa przypadek”

Gdy pomnożymy rok Ziemi x 0.618 otrzymujemy rok Wenus
365 x 0.618 = 226
Tu znowu koło się zamyka, bo faktycznie rok Wenus wynosi 225 dni, a to daje:
225 dni x 24 H = 5400 H.

Wszystko łączy się ze wszystkim, jest porządek kosmiczny, Porządek Wszechrzeczy – czyli Tao. Tylko pozostaje odkryć lub zrozumieć ten porządek.
            Wracamy do liczby 432.
Kiedy rodzi się dziecko, niezależnie od jego płci, pierwszy krzyk ma częstotliwość 432 HZ.

Wszystkie utwory mistrzów muzyki klasycznej (Mozart, Bach...) są stworzone w tej częstotliwości!
Zostało to zmienione w 1939 przez nazistow, a zaklepane przez Amerykanów w 1956 na 440 HZ.
Okazuje się, że 432 HZ stymulują półkulę odpowiedzalaną za uczucia, wyciszają.
Natomiast 440 HZ stymulują drugą półkulę, pobudzają emocje, powodują dekoncentrację, co było bardziej na rękę nazistom, bo umożliwiło sterowanie tłumem i pomogło przekształcić Niemcy w jeden wielki obóz wojskowy.

Rotacja Ziemi daje dźwięk G w stroju A 432 Hz

432 jest również połączona z innymi astronomicznymi wielkościami:
- rok Jowisza 4333 dni. (Jowisz był kiedyś Bogiem)
- średnica słońca 864000 mil
- średnica Księżyca 2160 mil
- precesja ziemi 432x60
- wszystkie indyjskie epoki czasu razem (Jugi) to 4,32 mln lat
- obecna mroczna epoka Kali Juga 432000 lat
- 432 posągi Buddy na Mont Meru w Indiach
- Tiger Woods używał piłeczki golfowej o 432 dołkach jako najlepiej pokonującej opór powietrza. - itd.....

(.....)



Tyle urywków.

Nie ma w tych zamieszczonych dziś urywkach rzeczy najistotniejszych, tak zwanego złotego kluczyka. Bo jak to? Dawać złoty kluczyk za chuj pański?

Każdą z opisywanych liczb można znaleźć na wykresie, ale są to tylko porozsypywane puzzle. Tych puzzli jest więcej, one są niezwykłe, zaciekawiają, nie są przypadkowe, ale są jednocześnie jak króliki wyciągane z kapelusza. Bawią się z Poszukiwaczem w chowanego. Te puzzle są również tylko (albo aż) Drogą czyli Tao.
       To od tego zaczynałem.
Jeśli kogoś zaciekawiłem, to bardzo dobrze. Życie powinno być ciekawe.
 
        Więcej: - życie powinno być Pasją!

Gdzieś doszedłem. Na pewno do przystanku pod tytułem Wolność. I przyczyniła się do tego zabawa z puzzlami.

Do sklepu z puzzlami wchodzi klient.
- Poproszę pudełko puzzli.
Sprzedawca podaje.
- Ależ nie! Te są za proste. Poproszę trudniejsze.
Sprzedawca przynosi trudniejsze.
- Te są także za proste – mówi kupujący. Jakieś najbardziej profesjonalne poproszę.
Sprzedawca długo szuka, wreszcie przynosi najbardziej skomplikowane jakie ma na składzie.
- Eeee....Nie.... one są także za łatwe do ułożenia.
Sprzedawca nie wytrzymuje i mówi spokojnie: - panie, za rogiem jest sklep spożywczy. Niech pan tam idzie, niech pan kupi kilo bułki tartej i ułoży sobie z niej rogala!

Dzięki blogowi dokładam jak umiem swoją cegiełkę do zmian w świecie. Próbuję łączyć materię z duchem. Forsuję z humorem obie dziedziny, po to, by czytelnicy również nauczyli się żyć w radości.
Poznaj siebie, naucz się żyć w zgodzie ze sobą, a wszystko przyjdzie do ciebie samo i bez wysiłku.
Pieniądze także.
                 I wszystkie drogi prowadzą do Rzymu.
Więc na koniec tego sobotniego wpisu, jeszcze raz Lucjusz Seneka, ten niezwykle bogaty facet. To za jego pieniądze Neron odbudował Rzym po pożarze. Historycy mieli za złe Senece, że zgromadził majątek wart trzysta milionów sestercji. Miał dar, to zgromadził. 
Chorzy zawsze zazdroszczą zdrowemu zdrowia.
Pieniądze nie są ani dobre, ani złe. One po prostu są. Tak jak woda, która ugasi pragnienie, ale też można się w niej utopić.
Ze wszystkiego trzeba umieć korzystać.

Pieniądze są pożyteczne, chociażby z przyczyn finansowych – Woody Allen.
Seneka zgromadził ogromny majątek, ale też coś zrozumiał. Zrozumiał, że trumna nie ma kieszeni.

Nie ma różnicy, czy położysz chorego na drewnianym, czy na złotym łożu – choroba będzie razem z nim.
Tak samo bez znaczenia jest, czy chora dusza przebywa wśród bogactw, czy też w ubóstwie. Choroba wszędzie się za nią powlecze.
Nie potępiam posiadania majątku, lecz chcę sprawić, byś posiadał go bez trwogi.
Osiągniesz to jednym sposobem: - przekonaj sam siebie, że nawet bez majątku będziesz mógł żyć szczęśliwie.

piątek, 8 maja 2015

Buty Ikara


Synchroniczność, czyli nie ma przypadków: - dopiero był wpis o butach, a w ręku trzymam książkę Edwarda Stachury - Buty Ikara. Dzienniki.
     Stachura podzielił kiedyś ludzi na dwie grupy: na tych, którzy są wytworem świata w którym żyją, i tych którzy są wytworem samych siebie, którzy choć świata nie zmienili, nie dali się zmienić światu. Oni chodzą po świecie, a nie świat po nich.
„Nie mówię o deptaniu, mówię o lekkim, powłóczystym chodzeniu w butach zdartych, o cieniutkich zelówkach”.

Do mnie ta refleksja trafia nie tylko wymiarem filozoficznym - Chodzić tak lekko i powłóczyście w butach zdartych, o cieniutkiej podeszwie może tylko ten, kto tak schodził swoje buty do cna, że pod stopami czuje każdy ostrzejszy kamyk, idzie jeszcze w butach, a już niemal boso. Rejestruje dwa światy: to co wokół; - to oczami, oraz to co na Matce Ziemi: - to stopami.

Wiele lat temu, jeszcze za życia Steda, do Polski przyjechał Artur Harris. Bioterapeuta o światowej sławie. Przyjmował tłumy u Bonifratrów w Warszawie. Przybywały przez kolejne dni tysiące ludzi do Harrisa, przybywali ludzie chodzący i nie chodzący, przywożeni przez rodziny. Atmosfera wśród tłumu była wzniosła i niepowtarzalna, ludzie się modlili, było Uroczyście. Chociaż czuło się całe morze cierpienia, jednocześnie nad tłumem krążył Anioł Nadziei. Harris na pewno budził w ludziach ich własnego wewnętrznego lekarza. Bo przecież całą tajemnicą jest tylko uwierzyć.
Kolega Steda, który pomagał w organizacji tego ludzkiego potopu, poprosił go o napisanie krótkich tekstów dla duchowego wsparcia tysięcy oczekujących na kilkusekundowy dotyk uzdrowiciela.
Sted napisał i osobiście rozwieszał kartki z poniższymi tekstami:

„ Jesteś prawym człowiekiem? Bądź pozdrowiony i patrz. Się tu pisze palcem po niebie jedno, drugie, trzecie zdanie. Starczy. Ty, uważnie idąc za tymi słowami w głąb siebie, odnajdziesz siebie. A wraz z sobą żywą nieśmiertelność.”

„We wgłębieni dłoni twojej, w tej dolince, wtulony jest cały bezgraniczny świat. Ale ty o tym nie wiesz – dlatego udajesz mocarza. I że udajesz mocarza – dlatego jesteś najmarniejszą łupinką na oceanie miotanym straszliwym i niekończącym się cyklonem.
Nie udawaj, bądź sobą, bądź tym, kim jesteś: puchem jesteś. Bądź puchem, a skrzydła ci wyrosną większe od niebiańskich”.