Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Salvador Dali. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Salvador Dali. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 listopada 2022

Georg Riemann

Ciąg dalszy opowieści o Pięknych Umysłach, bez których nie byłoby fizyki kwantowej.

Nowa geometria narodziła się 10 czerwca 1854 roku, to wtedy podczas słynnego wykładu habilitacyjnego na Uniwersytecie w Getyndze, Georg Riemann przedstawił teorię wyższych wymiarów. Ten wykład był jak odsłonięcie kotar i otwarcie okien w ciemnym i niewietrzonym pokoju, gdy na zewnątrz świeci wiosenne słońce. Riemann objawił światu oszałamiające własności  wielowymiarowej przestrzeni.

        Jego wyjątkowo elegancki esej O Nowych Hipotezach, obalił filary klasycznej geometrii, a opierały się one atakom sceptyków przez całe dwa tysiące lat. Rozpadła się stara geometria Euklidesa, w której wszystkie figury są dwu – lub trójwymiarowe. Na jej miejsce triumfalnie wkroczyła geometria riemannowska. W ciągu trzech dziesięcioleci, tajemniczy czwarty wymiar wywierał wpływ na  sztukę, filozofię i literaturę w Europie. 

Po sześćdziesięciu latach od słynnego wykładu RiemannaAlbert Einstein użył czterowymiarowej geometrii riemannowskiej do wyjaśnienia jak powstał Wszechświat i jak przebiegała jego ewolucja. 

Po stu latach od wykładu w Getyndze powstało sławne dzieło Salvadora Dali - Corpus Hipercubus. Olejny obraz przedstawiający Chrystusa na siatce hipersześcianu - na czterowymiarowym krzyżu.





Wreszcie po 130. latach od odkrycia Riemanna, naukowcy zabrali się za tworzenie Teorii Wszystkiego – rozpoczęły się próby połączenia wszystkich  praw fizycznych Wszechświata przy użyciu  dziesięciowymiarowej geometrii. Sednem pracy Riemanna było odkrycie, że prawa fizyki stają się prostsze w przestrzeni wielowymiarowej.

Wszystko co dobre jest proste.

Fizyk kwantowy, a jednocześnie popularyzator wiedzy Michio Kaku nazywa Riemanna geniuszem wśród ubóstwa.

          Otóż Riemann był niemal patologicznie nieśmiały i cierpiał na powtarzające się załamania nerwowe. Z przykładu Alana Turinga wiemy już, że matematyczni geniusze mocno odstawali ze zdrowiem (krótkie życie) od przeciętnej statystycznej, a swoimi zwyczajami od tak zwanych norm społecznych. To odstawanie od norm społecznych jest właściwie ich przywilejem, czy też znacznikiem, ponieważ logika, tudzież poziom wibracji Pięknych Umysłów ma się nijak do rozumowanie tłumu.

       Riemann chorował na gruźlicę, częstą przypadłość uczonych, borykających się z biedą. Jego osobowość i temperament w żaden sposób nie współgrały z tą zapierającą dech śmiałością, rozmachem i wielką pewnością siebie, typową dla jego prac.

Urodził się w Hanowerze, jako drugie z sześciorga dzieci ubogiego luterańskiego pastora. Większość z braci i sióstr Riemanna zmarło wcześnie z niedożywienia. Z tego samego powodu, gdy był jeszcze mały, zmarła jego matka.

      Już w bardzo młodym wieku Riemann wykazywał swoje słynne cechy: - fantastyczną umiejętność liczenia, oraz łagodność i ogromny strach przed wypowiadaniem się w szerszym gronie. Ten wyjątkowo nieśmiały chłopiec był obiektem okrutnych żartów w szkole. Szkolni koledzy mocno mu dokuczali. Dlatego skrył się całkowicie w świecie matematyki (vide Alan Turing).

      Pragnąc zadowolić ojca, rozpoczął studia teologiczne.

Tylko rozpoczął, bo wyobraźmy sobie małomównego młodzieńca, któremu panika przed publicznym występem całkowicie mąci rozum, gdy wygłasza ogniste, pełne pasji kazania, walcząc zaciekle z grzechem i diabłem. Żmudnie studiował biblię, ale myśli uciekały mu co chwila do matematyki. W końcu wpadł na pomysł, aby przeprowadzić matematyczny dowód poprawności Księgi Rodzaju. I ten dowód przeprowadził!

Patrzył na otrzymany matematyczny wynik i był mocno zmieszany. A nawet nie tylko zmieszany, ale i wstrząśnięty! Zamiast poprawności wyniku, wyszła bowiem kicha, oceniając rzecz dyplomatycznie! Dzięki matematyce Riemann szybko się zorientował, że:

- Po pierwsze primo coś jest nie halo z Księgą Rodzaju.

- Po drugie primo mocno przewyższa wiedzą swoich nauczycieli.

       Przełom, a właściwie oświecenie nastąpiło, gdy dyrektor szkoły podsunął mu książkę Teoria Liczb - Legendre'a. A jest to wielkie, liczące 859 stron arcydzieło, najbardziej na świecie zaawansowany traktat o liczbach. Riemann pochłonął książkę w sześć dni!

     Kiedy dyrektor szkoły zapytał go, jak dużo już przeczytał, młody pasjonat odpowiedział: - Przeczytałem i opanowałem ją całą. To wspaniała książka!

Dyrektor nie dowierzał. Sam czytał książkę od dwóch lat, co szło mu ciężko, dlatego dopiero po kilku następnych miesiącach potrafił zadać Riemannowi kilka skomplikowanych pytań z teorii liczb, na które uzyskał natychmiastową, bezbłędną odpowiedź.

     Przekonany już do talentu młodzieńca, zawiadomił o sprawie jego ojca. Wspólnie uradzili, że trzeba dziewiętnastolatka wysłać na renomowany Uniwersytet w Getyndze. To tam Riemann poznał Carla Gaussa – księcia matematyków, jednego z największych matematyków swoich czasów. Tak więc Riemann znalazł się tam, gdzie powinien był się znaleźć, jednak jego życie polegało na ciągłej serii zahamowań i problemów, przezwyciężanych z najwyższym trudem, kosztem coraz bardziej wątłego zdrowia.                  

Wyglądało to tak, jakby Los celowo rzucał pod nogi Georga kolejne kłody, by sprawdzić, czy on wytrzyma. Po każdym triumfie następowała tragedia i klęska. W końcu wydawało się, że sprawy uległy wygładzeniu - Riemann zaczął regularne indywidualne studia po kierunkiem Gaussa. Tu jednak znowu odezwał się przekorny Los, tym razem chodziło o rewolucję, która wybuchła w Niemczech.

Robotnicy żyjący w nieludzkich warunkach powstali przeciwko rządowi i chwycili za broń w wielu niemieckich miastach. Demonstracje i zamieszki stały się inspiracją dla innego Niemca, Karola Marksa i wywarły głęboki wpływ na ruchy rewolucyjne w całej Europie w ciągu następnego cyklu 52. lat.

CDN

środa, 4 lipca 2012

Zadbaj o skrzydła.....

Rozluźnij się... Puść wszystko... Po prostu bądź świadkiem. Powoli, powoli twoje ciało zacznie ogarniać głęboki spokój, twój umysł będzie jak odległe echo, z którym nie masz nic wspólnego. Cisza pogłębia się, zaczynasz się rozpuszczać. Znika twoje oddzielenie od nich. Audytorium Buddy staje się oceanem czystej świadomości, bez jednej choćby falki.
Jesteś całą egzystencją, nie jej częścią. Każdy jest całością. Bycie jednym z całością jest dla mnie jedyną drogą do świętości. Zbierz razem wszystko to, czego doświadczasz. Musisz to zabrać z sobą. Musisz również przekonać buddę, aby poszedł razem z tobą. On jest twoją naturą, ponieważ nie ma powodu, dla którego nie miałby wziąć udziału w twoich codziennych aktywnościach, twoich gestach, twoich milczeniach serca, twojej miłości.
Dzień, w którym ty znikniesz, a pozostanie tylko budda, będzie najbardziej błogosławionym dniem twojego życia.

W tej chwili jesteś najbardziej błogosławionym człowiekiem na ziemi. Cały świat goni za przyziemnymi rzeczami, za bardzo zwykłymi, lichymi, zewnętrznymi artykułami: pieniędzmi, władzą, prestiżem. Kiedy umrzesz, wszystkie one zostaną porzucone. Tylko bycie świadkiem pozostanie z tobą.
Tak jak skrzydła... twoja świadomość odleci w ciemność. Staniesz się łabędziem, zdążającym do swego domu, znikającym na błękitnym niebie, w ostatecznym kosmosie. Staniesz się jednością z kosmosem, nie będziesz częścią, lecz całością.


/Fragmenty książki Osho Rajneesha, CHRISTIANITY. THE DEADLIEST POISON & ZEN. THE ANTIDOTE TO ALL POISONS, wydanej przez Rebel Publishing House w 1989/

czwartek, 8 grudnia 2011

RIGWEDA - najstarsza księga świata


Uczony Lokmanya Tilak przeprowdził dowód dotyczący wieku Rigwedy, najstarszej księgi świata. Jego rozumowania nikt do tej pory nie zdołał obalić, chociaż od tego czasu minęło sto lat. Według zachodnich uczonych Rigweda ma pięć tysięcy lat. Powstał pewien problem: według chrześcijan Bóg stworzył świat cztery tysiące cztery lata przed urodzeniem Jezusa, więc razem jest to szęść tysięcy lat. W tych sześciu tysiącach lat uczeni muszą zmieścić wszystko, dalej nie mogą iść, bo oznaczałoby to wystąpienie przeciw Biblii i chrześcijaństwu, a to zbyt ryzykowne. Lokmanya Tilak dowiódł, ze w Rigwedzie pojawia się opis pewnego układu gwiazd, co do którego astronomowie są absolutnie pewni, że zdarzył się dziewięćdziesiąt tysięcy lat temu. Gdyby ludzie go nie zaobserwowali, nie mogliby go opisać. Lokmanya Tilak dowiódł, że Rigweda niekoniecznie musi być starsza, ale z pewnością ma dziewięćdziesiąt tysięcy lat. Rigweda wspomina z wielkim szacunkiem o Adinacie, założycielu jainizmu. Znaczy to, że jeśli hinduizm ma dziewięćdziesiąt tysięcy lat, to jainizm musi być starszy, bo nikt nie wyraża się z takim szacunkiem o współczesnych, szczególnie o takich, którzy mają odmienne zdanie. Adinatha nie zgadzał się z żadnymi założeniami hinduizmu, oznacza to napewno, że nie był mu współczesny. Może gdy napisano Rigwedę, on nie żył już od tysiąca lat? Ludzie mają pewną tendencję, by wyrażać się z szacunkiem o nieżyjących osobach, a im dłużej one nie żyją, tym większym szacunkiem się je darzy. Dam ci zatem radę: jeśli chcesz szacunku, umrzyj, wtedy wszyscy będą cię poważać. Zauważyłeś? O nieboszczyku mówi się albo dobrze, albo wcale. Zwykły manieryzm. ........W pewnym małym miasteczku umarł starszy mężczyzna. Jest taka tradycja, że zanim się złoży kogoś do grobu, należy powiedzieć o nim coś dobrego. Wszyscy obecni popatrzyli na siebie, ale ponieważ zmarły był strasznym draniem, nikt nie wiedział, co mówić. Dał się we znaki wszystkim mieszkańcom miasteczka. Tak im dokuczył, że w głębi duszy wszyscy byli szczęśliwi, że już nie żyje, i myśleli sobie po cichu: „ teraz wreszcie trochę odpoczniemy”. Nikt więc nie chciał nic mówić, bo nie było co. Każdy bał się odezwać, bo wybuchłby śmiech, gdyby obecni usłyszeli jedno dobre słowo pod adresem zmarłego. W końcu jeden z mężczyzn wstał i powiedział: „ W porównaniu ze swoimi czterema braćmi zmarły był aniołem. Jego bracia żyją i myślę, że nie powinniście o tym zapominać”. To, że Rigweda z szacunkiem wspomina o Adinacie, może oznaczać tylko jedno: Adinatha od dawna już nie żył. Bardzo trudno mówić dobrze o współczesnych, bo to rani nasze ego, szczególnie o tych, którzy mają inne zdanie. Co więcej, ich argumentacja może tak przewyższać twoją, że nie jesteś w stanie im odpowiedzieć. Wtedy szacunek przychodzi z wielkim trudem.....o wiele łatwiej jest ich potępiać.- Osho

poniedziałek, 5 grudnia 2011

CESARZ


Życie daje ci tak wiele, że możesz zostać cesarzem. Niepotrzebne ci do tego cesarstwo, wystarczy żyć pełnią życia. W przeciwnym razie nawet cesarz będzie żebrakiem. Jeśli nie nauczył się żyć, jest podobny do ciebie: tak samo pusty w środku jak ty. Ty stale prosisz o więcej i on prosi o więcej. Przypomina się suficka anegdota... – Pewnego razu cesarz wybrał się rano na samotny spacer do ogrodu. Spotkał tam żebraka, który czekał na niego, wiedząc, że cesarz będzie bez straży. Bo kto pozwoliłby żebrakowi spotkać się z cesarzem? Ten spytał żebraka: - Czego chcesz ode mnie? Żebrak na to: - oto moja żebracza miska. Chcę, żebyś ją napełnił. Wszystko jedno czym, nieważne, czy to będzie złoto, srebro, zwykłe kamienie, czy piach. Masz ją napełnić po brzegi. Jeśli się na to zgadzasz, spróbuj. Jeśli nie, odejdę. Cesarz poczuł się urażony. – Myślisz, że nie potrafię napełnić twojej miski? – mruknął. I natychmiast wezwał ministra i polecił mu: - Napełnij tę miskę diamentami. Odezwał się żebrak: - Powtarzam, między nami żebrakami, jeszcze jest czas, mogę odejść. – Jak to między nami żebrakami? – zdenerwował się cesarz. – Za chwilę zrozumiesz – odpowiedział żebrak – poczekaj, aż nadejdzie twój minister. Nadszedł minister z wiadrem diamentów i zaczął je wsypywać do miski żebraka. Minister i cesarz nie wierzyli własnym oczom! Diamenty wpadały do środka i znikały. Miska pozostała pusta, tak jak na początku. Cesarz był bardzo dumnym człowiekiem. Powiedział: - Nie poddam się, nawet gdyby trzeba było wsypać do twojej miski cały mój skarbiec. Wygrywałem wojny z innymi cesarzami, więc nie pozwolę na to, żeby byle żebrak mnie pokonał. W dodatku taki, który mówi do mnie: -„między nami żebrakami”. Wzeszło słońce, a stolicę obiegła plotka, że cesarz ma kłopoty. Cały jego skarbiec zniknął w żebraczej misce. Zebrały się tłumy, ludzie nie mogli zrozumieć, co się dzieje. Pod wieczór, gdy już skarbiec był pusty, załamany cesarz powiedział: - Miałeś rację, teraz jestem takim samym żebrakiem jak ty. – Właśnie dlatego mówiłem, że sam to zrozumiesz – odpowiedział żebrak. – Oszukałeś mnie – powiedział ceszarz. – To nie jest żebracza miska, a ty pewnie jesteś czarownikiem. – Nie jestem czarownikiem, jestem zwyczajnym żebrakiem – odpowiedział tamten. – Ale ta miska nie jest zwykłą miską.....To jest ludzka czaszka. Znalazłem ją na cmentarzu. Jestem tak biedny, że nie miałem za co kupić miski na bazarze. Uznałem, że ludzka czaszka się nada. Ta miska z ludzkiej czaszki nigdy nie jest zadowolona, zawsze chce czegoś więcej. Nie jest to wielka tajemnica. Twoja czaszka zachowuje się tak samo. To samo robi każda ludzka głowa: chce więcej. Ciągle chcesz więcej i dlatego nie zauważasz tego, co już masz. -Osho

poniedziałek, 21 listopada 2011

TU i TERAZ


Dość cierpienia, szukam radości, równowagi. Oświecenie to koniec cierpienia. To wyrwanie się z kołowrotu nieustannego myślenia. ---------Nie jestem swoim umysłem – wyłączam umysł, wchodzę w siebie, obserwuję myśliciela. Poświęcam pełną uwagę drobnym czynnościom. Klucz do wyzwolenia tkwi w bieżącej chwili. Zgadzam się na wszystko, co niesie ze sobą teraźniejsza chwila, tak, jakbym sam ją stworzył. Działam z nią w zgodzie. Sprzymierzam się z nią. ------Gdy to sobie powiesz, twoje życie ulegnie cudownej przemianie. Obserwuj, nie osądzaj, nie analizuj. Uświadom sobie obecność myśli i obserwatora. Spróbuj zawęzić swoje życie do obecnej chwili. ------Nigdy już nie zadam sobie bólu. Mam dość cierpienia.------- Skup się tylko na działaniu. Owoc sam się pojawi. Skup się tylko na teraźniejszości, to wymaga pełnej zgody na to, co jest. Gdy to zrobisz, ulotni się niedola i mozół, a życie popłynie radośnie. Osiągniesz spokój. Przeszłość zostawisz za sobą, a przyszłość nie będzie ci już potrzebna do zbawienia. Nie ma wtedy potrzeby stawania się kimś innym, niż jesteś. Nie przejmuj się owocami swoich działań, skup się tylko na działaniu – to potężna praktyka duchowa ( karma yogi ). Nie ma znaczenia, czy będzie porażka, czy sukces. Tam – w świecie na poziomie sytuacji życiowej możesz nawet zdobyć majątek, posiąść wiedzę, ale w głębszym wymiarze Istnienia już teraz jesteś cały. Zachowasz dążenie do celu, ale już bez złudnych nadziei, że coś, lub ktoś zbawi cię w przyszłości. Gdy sobie uświadomisz, że już teraz jesteś pełny, podniesiesz wibracje swojego ciała, bo uwolniłeś się od czasu psychicznego. Wyzwalasz się z czasu, przestaje ci być potrzebna przeszłość, jako budulec tożsamości, i przyszłość, jako narzędzie spełnienia. Jesteś pełen. Gdy to zrozumiesz, gdy siebie zaakceptujesz..... wtedy możesz sam do siebie powiedzieć: -Kocham cię, takiego, jaki jesteś – .....Jest to najgłębsza przemiana świadomości, jaka może być. Właśnie poznałeś Chwałę Życia. Gdy trwasz w tym stanie Istnienia, jak może ci się nie powieść? Przecież już ci się powiodło.... Eckhart Tolle.

piątek, 18 listopada 2011

OTWARTA DROGA DO SPADKÓW NA WIGU 20


Dyscyplina. – Stawiam tę cechę chrakteru na pierwszym miejscu. Często nie wiem, jak ułoży się wykres. Wtedy nie ma mnie na rynku. Również często się mylę. Wtedy sprawę załatwia stop. Przerabiałem wielokrotnie na sobie, jak to działało, gdy chciałem mieć za wszelką cenę rację. Czekałem na czytelny sygnał otwarcia pozycji, otwierałem, i ustawiałem stopa ( na jakiś poziom -maksymalnie 15 punktów-CFD Poland 20 ). Rynek jednak zaczynał iść w stronę przeciwną. A ja chciałem mieć rację. Przesuwałem więc stopa, lub zabierałem go całkiem. Rezultat wiadomy. Wielka strata. Potrafiłem powiększać kapitał przez pół roku, aby jednym popełnionym błędem cofnąć się do punktu wyjścia. Bardzo często działo się to wtedy gdy grały we mnie emocje życiowe, gdy nie miałem dobrego nastroju, gdy byłem w presji, spięty. Jednak głównie to był brak dyscypliny i lekkomyślność. W swojej dawnej historii inwestora popełniłem wszystkie możliwe błędy, jakie inwestor może popełnić, wszystkie, które są opisane w literaturze. A jako wynalazca, dodałem do tego kilka własnych pomysłów, nie opisanych nigdzie. Napisałem o tym otwarcie w XIV rozdziale książki Marka Marcinowskiego. Postąpiłem szczerze wobec samego siebie. Jestem z tego dumny. Wiele lat uczyłem się, szukając swojej metody. Ostatnio znowu postąpiłem szczerze, przyznając, że mam wątpliwości, co do jakości dalszych spadków. Według mnie za wolno rozwijały się spadki po 27 X. Ale, biorąc pod uwagę, że dziś wreszcie została otwarta droga do spadków, jestem dobrej myśli. Otwarta droga do spadków, bo puściło wsparcie na Wigu 20 i oczywiście na kontraktach też. Daty zwrotu policzyliśmy z moimi uczniami do połowy przyszłego roku. Ale to wykres tchnie w te Daty życie. Na wątpliwości jest jedna rada: nie otwieram pozycji, dopóki nie mam czytelnych sygnałów. Często nie otwieram pozycji przez dzień, dwa, lub nawet tydzień. Nie zostawiam pozycji otwartych z dnia na dzień, dopóki ruch nie jest rozwinięty. W analizie rynku opieram się na kilku prostych rzeczach, również na Liczbach. Patrzę na Wallstreet i DAXA. Teraz już się nie upieram, że rynek powinien iść tak, czy tak. Straty nauczyły mnie pokory. I każdego nauczą pokory. Czekam na czytelny moment. Otwieram pozycję. Gdy rynek pojedzie w zakładaną stronę, podnoszę stopa na zero i ustawiam poziom realizacji zysku. I wtedy mogę odejść od komputera, a nawet wyjść z domu. To dotyczy Polanda 20, którego czuję i mam do niego sentyment, oraz platformy Cityindex. Nie mam do tej platformy zastrzeżeń. Inwestorzy narzekają, że system się zawiesza, gdy jest gwałtowny ruch. Na to jest rada: wpisany zawsze stop. Osho pisze: -Zarobiłeś na chleb? Odpocznij!. Nasze przysłowie: - Nie bądź chamie chciwy. Szanuj siebie, szanuj swoje pieniądze, ustawiaj stopa, bo ci jaja urwie!. Bo o co chodzi? O to, o czym pisze Osho i Tolle, o Tu i Teraz. O umysł pionowy. O Radość. O zadowolenie z siebie. O równowagę wreszcie. O Uczucia. One mówią prawdę. Nie zamiataj Uczuć pod dywan. Proste ma być, a więc jest.

poniedziałek, 14 listopada 2011

NIE WIERZ W ŻADNEGO GURU


Wszystko płynie. Jest dynamiczne, zmienia się. I POWTARZA. A ty szukaj swojej jedynej, niepowtarzalnej metody inwestowania, nie wierz w żadnego guru. Myśl po prostu, człowieku. Bo gdy nie myślimy sami, to BŁĄD. ------- POMYŚL DOBRZE, POWIEDZ CO POMYŚLAŁEŚ, WYKONAJ CO POWIEDZIAŁEŚ.----------------- MYŚL, SŁOWO, CZYN. Bo wszystko bierze się z Myśli.

czwartek, 6 października 2011

Woody Allen - Maklerzy


Makler to gość, który obraca twoimi pieniędzmi, dopóki nie znikną-zwykł mawiać Woody Allen.       A Winston Churchil (mówiąc o polskich lotnikach z dywizjonu 303) - Nigdy jeszcze tak wielu nie zawdzięczało tak wiele tak niewielu.                              Można to dziś odnieść, do poczynań kilkudziesięciu ludzi, którym powierzono majątek  ponad 130 mld zł (  w lipcu  2007 a dziś ok.  ?? mld)                                                        To "elita" naszego rynku kapitałowego-zarządzający funduszami inwestującymi w akcje. Oni są odpowiedzialni za stan ducha 3 mln Polaków. 
Wdzięczność ich klientów skończyła się  na dobre w styczniu 2008 roku. Teraz, gdy giełda piszczy w morderczym uścisku niedźwiedzia, gdy 18 lutego zaliczyła kolejne dno bessy, wszyscy oni obwiniają zarządzających funduszami o utopienie ich oszczędności. 
Ci z kolei twierdzą, że to globalne załamanie koniunktury, i tu mają rację, oraz nerwowe zachowania klientów funduszy. Sytuacja przymusowa, klienci wycofują pieniądze, my musimy sprzedawać-mówi Maciej Bombol, weteran rynku kapitałowego, licencja nr 3, fundusz TFI Bank Millenium. 
Tu bym się nie zgodził, bo w tym peletonie TFI jest wyjątek. Fundusz zamknięty co prawda, ale mający w akcjach kilka miliardów zł .Skończył wychodzenie z akcji w końcu grudnia 2007 r. Można było inaczej?   Cierpliwość nie jest cechą polskich inwestorów, twierdzą zarządzający. O czym oni mówią? Klient patrzy jak pieniądze topnieją w oczach, uciekło np.50 % kasy i ma być cierpliwy ? Może klienci sprzed kilku lat, wytrzymują jeszcze, ale nie ci, którzy weszli w szczycie hossy, licząc na pokaźne zyski.          

                                                                               Tomasz Adamus-fizyk z wykształcenia,TFI PKO/Credit Suisse (jeden z największych na rynku powierników) rzuca odkrywczą myśl-„motorem hossy był przepływ pieniędzy z banków do funduszy, a teraz jest odwrotnie i to pogłębia bessę”. No popatrzcie państwo jaka głębia myśli, nie wpadlibyśmy na to, gdyby nie pan Adamus.                  
Tu przypomina się tekst: „przyczyną pozaru był ogień”. W 2007 r pan Tomasz należał do gwiazd swej profesji, a prowadzony przez niego fundusz małych i średnich spółek miał najlepszy wynik w tej kategorii (plus 37 %) .Mam wrażenie, że utrzymanie funduszu w środku peletonu jest punktem honoru powierników, a minimalizowanie  strat schodzi na dalszy plan. Koncentrują sie na tym, aby nie odstawać w comiesięcznych rankingach, nie odstawać od benchmarku, jak w slangu finansistów określają indeks WIG 20. Są pod silną presją szefów i  pilnują, aby nie obsunąć się w rankingu. Na rynku nie ma konkurencji. A więc mamy do czynienia, nie tylko u nas, z asekuranctwem i grą do jednej bramki. Proszę zajrzeć do literatury  o zachowaniach stadnych i fobiach. --„Trzeba płynąć z prądem”,-- mówi pan Adamus. Tu koniecznie kawał.
-------------Wieś polska nad rzeką. Pierwsze lata po wojnie. Przyjechali agitatorzy partyjni i namawiają chłopów do założenia kołchozu. Z prądem trzeba płynąć towarzysze, powtarzają co chwila. Chłopom nie za bardzo się to podoba, ale nikt nie ma odwagi się odezwać. Wypychają naprzód starego flisaka, Antka, słynącego z mądrości chłopskiej. Powiedz coś ! I  Antek nawija : <Z prądem to byle gówno popłynie, ale pod prąd to tylko szlachetna ryba.>

--Ubaw na sali. Owszem, jest takie hasło : <bądź przyjacielem trendu, nie graj pod prąd, tego dotyczy moje nauczanie. Jaki był prąd po 29 10 2007 panie Adamus? W dół był, a pan z nim płynął i topił pieniądze. A co ja pokazywałem? --Zarabiaj pieniądze na jeździe w dół.! W końcowej fazie hossy wszyscy powiernicy mieli świadomość, że idzie zmiana trendu. Nie znali co prawda daty 29 10 2007, bo nie byli na moim kursie w Łodzi w hotelu Ambasador, a nie chcieli narazić się na przykrości ze strony szefów. Do końca grali na maksa. Teraz odwrotnie, dominuje skrajna ostrożność. Nietrafione decyzje w czasie bessy są droższe niż w czasie hossy. Paweł Homiński-TFI Noble Bank, twierdzi, że źle obstawiona spółka w bessie może przynieść 80 % strat. Generalnie w tym środowisku nie przyznają się do błędów. To temat TABU.      Stać na to niektórych i tylko w sprzyjającej sytuacji. Np. Fundusz OPERA lipiec 2007,Tomasz Korab.  „Przesadziłem nieco ze spółkami surowcowymi, nie spodziewałem się aż takiego spadku ich notowań, trudnego zresztą do wytłumaczenia w kontekście galopujących cen surowców”. Znamy list znanego speca od zarządzania Macieja Kwiatkowskiego, który w grudniu 2008 wysłał listy do wszystkich klientów TFI OPERA UNIVERSA. --„Jak barany tracimy ciągle i na wszystkim-przepraszam”. Od lipca do 27 10 2008 silna fala spadkowa,wyobrażcie sobie, że macie jeszcze 5 mld w akcjach,     będziecie to wyrzucać gwałtownie? Dopiero rynek się spieprzy! Tylko czekać na hamulec. Drogowskazem Ameryka. Jest półka 71 dni do 6 01 2009. A może to już koniec spadków? Zobaczcie jaki ból głowy mają zarządzający. Kapitał na świecie jest wygłodzony i będzie łapał dołki coraz silniej. Tomasz Korab jeszcze w lipcu 2007 miał dużo pewności siebie mówiąc: „straciłem w ostatnich trzech miesiącach 12 % kapitału, ale w skali roku jestem najlepszy, mając dwa razy mniejsze straty od średniej w peletonie.” Zobaczcie : ciągle ta średnia w peletonie. Zmienia się nastawienie zarządzających, rura mięknie, ale tylko trochę. Maciej Bombol -„Lekarz nie może się za bardzo przejmować chorobą pacjenta „ Jasne, nie powinien w ogóle przejmować się chorobą pacjenta. Pacjent ma dwa wyjścia wtedy, albo wyzdrowieje ,albo umrze. Mam znajomych wśród lekarzy, znam hasło niektórych – pieniądze są z leczenia, a nie z wyleczenia. Zarządzający twierdzą, że powinien cechować ich profesjonalny chłód, dystans do pieniądza. Jak to wygląda w praniu ?  Koniec 2007 roku, idą na imprezę Dzieci Szczęścia. Młodzi, pewni siebie, uśmiechnięci. Na luziczku. Publicznie dowcipkują o swej pracy, w której codziennie obracają dziesiątkami milionów złotych. Kilka milionów w prawo, bczy w lewo? Jaki problem ? przecież to tylko pieniądze! ( czytaj: pieniądze klientów to śmieci, za pomocą tych śmieci można zrobić ruch i wpakować trochę swoich kontraktów) Kochani, zagalopowałem się. A więc wracamy na ziemię. Egzotyczne wycieczki, drogie sportowe samochody, snobizm na całego. No bo 40 tys.miesięcznie, premie i bonusy, roczna ekstrapremia po milionie, prywatne doradzanie_-jest trochę grosza! Teraz jest trochę cienko, ale fala zwolnień im nie grozi, na rynku nie ma nadmiaru zarządzających, a nawet jest brak, bo powstało wiele nowych funduszy.  Zmieniła się proporcja rynku, w lutym 2009 już 46 %  rynku akcji jest w rękach zagranicy, czytaj City-Londyn. No i nie można nie wspomnieć o osobach piszących dla mediów, które twierdzą, że GPW jest jedną z najsłabszych giełd w Europie, a może i na świecie. Bzdury, panowie i panie, nie chce wam się spojrzeć na wykresy, zobaczcie Irlandię, Finlandię, Włochy.Te państwa przerwały dno z 2002 roku. Gdybyśmy byli na podobnym poziomie, byłoby to 900 pkt. Czyli znacznie poniżej chrztu Polski. Dzięki zarządzającym TFI jesteśmy w środku peletonu. Tylko niepostrzeżenie, dzięki kryzysowi, TFI i inwestorzy indywidualni zostali zepchnięci do drugiej ligi, razem mają tylko pół tortu. Teraz karty rozdaje LONDYN . A ja, trąbiłem na całego, ( widocznie za cicho jednak ), że 18 lutego jest DNO, czy nie tak było ? Ameryka spadała do 6 marca, na 10 minut przed końcem spadków w Ameryce wysłałem maila – <Koniec spadków w USA> , czy nie tak było ? Jakim sposobem ? Ano, widocznie 10 lat strat i upór i nieprzespane noce uruchomiły w moim mózgu 1 % komórek z uśpionej części.    ( pisane na wiosnę 2009 roku ) - Zbigniew Stawicki . Salvador Dali – Lawina.                                                                                                             

piątek, 30 września 2011

JANE GOODALL -- Roots and Shoots



Do poprzednich postów: - Spotykam się z Najwyższym w świątyni mego ciała. Czarny pośrednik jest mi do tego niepotrzebny.--------– Rezerwat Indian, Dakota, USA. Społeczność rdzennych mieszkańców Ameryki. Zima. Luźno rozrzucone drewniane parterowe domy. Wraki samochodów, śmieci przed domami. Czuje się atmosferę beznadziei. Czterdziestoletni indianin, który zaprosił tu Jane Goodwall, opowiada: -„mamy do czynienia z problemem alkoholizmu, narkomanii, przemocy i fali samobójstw. W ciągu ostatnich lat, z 65 osób naszej młodzieży, zostało 13. Reszta popełniła samobójstwo. Także mój syn się zabił. Poprosiliśmy tu Ciebie, Jane, żeby podziekować za to, co dla nas zrobiłaś.” –I Indianie opowiadają, jak Jane podpowiedziała im, żeby obsadzili pole kukurydzą, wciągając wszystkich do działania. Zrobili to. Kukurydza pięknie wzeszła. Wszyscy się cieszyli, obserwując jak rosną kolby. Na tydzień przed zbiorami, pole kukurydzy zostało w nocy stratowane. Przez co najmniej kilku ludzi ze społeczności, sądząc po śladach. Dramat. Ludzie płakali. Ale nie poddali się. Stracili tylko rok. Ponowili działanie na wiosnę. Zbiory tym razem udały się znakomicie. To wpłynęło na poprawę nastrojów w rezerwacie i mieszkańcy zaczęli wierzyć, że młodzi przestaną się zabijać.---- – Afryka, obóz dla uchodźców z Konga. Wiele dzieci bez rodziców, co opowiadali, nie chcę nawet powtarzać. Tam Jane stworzyła wylęgarnię kurcząt w inkubatorach. Rozdano momentalnie 3 tysiące kurczaków, bo chodziło o to, że ludzie zabijali małpy żeby jeść ich mięso, a Jane nauczyła ich chodować kurczaki.... Potem Indie, gdzie rozpoczęto program mikrokredytów dla kobiet. Kobiety zniewolone, kobiety jako dodatek do mężczyzn, kobiety - fabryki dzieci, naraz zaczynają dostrzegać nadzieję na zmianę swego losu. Jane przenosi ten program, sprawdzony w Indiach, do innych części świata.....I chyba już tysiące innych programów Roots & Shoots.... Wielka Jane Goodall.

wtorek, 27 września 2011

Materializacja Marzeń i...... Mądrość Życiowa



Co napisał na temat materializacji marzeń, wielki niemiecki filozof – Goethe?: " Zanim się czemuś oddasz, zawsze jest wahanie, szansa, by się wycofać, nieudolność. Wszystkich przejawów inicjatywy dotyczy jedna elementarna prawda, której nieświadomość zabija nieprzebrane idee i niezliczone plany. Że kiedy całkowicie się czemuś poświęcisz, opatrzność również wykona swój ruch. Wszystko się wtedy zdarzy, aby ci pomóc, co inaczej nigdy by się nie zdarzyło. Z decyzji wypływa cały strumień zdarzeń, przynosząc ci najrozmaitsze nieprzewidziane wypadki, spotkania i pomoc materialną, o których nikt nie śniłby, że pojawią się na jego drodze. Cokolwiek możesz zrobić, lub marzysz, że możesz to zrobić, zacznij to. W zdecydowaniu drzemie geniusz, potęga i magia. ".------------------------- Mądrość życiowa . Znany amerykański doradca inwestycyjny siedział na przybrzeżnej skałce w małej meksykańskiej wiosce, gdy do brzegu przybiła skromna łódka z rybakiem. W łódce leżało kilka wielkich tuńczykow. Amerykanin, podziwiając ryby, spytał Meksykanina:
- Jak długo je łowileś?
- Tylko kilka chwil.
- Dlaczego nie łowiłeś dłużej - złapałbyś więcej ryb?
- Te, które mam całkiem wystarczą na potrzeby mojej rodziny.
Amerykanin pytał dalej:
- Na co więc poświęcasz resztę czasu?
- Śpię długo, trochę połowię, pobawię się z dziećmi, spędzę sjestę z moją żoną, wieczorem wyskoczę do wioski, gdzie siorbię wino i gram na gitarze z moimi amigos - pędzę wypełnione zajęciami i szczęśliwe życie.
Amerykanin zaśmiał się ironicznie i rzekł:
- Jestem absolwentem Harvardu i mogę ci pomóc. Powinieneś spędzać więcej czasu na łowieniu, wtedy będziesz mógł kupić większą łódź, dzięki niej będziesz łowił więcej i będziesz mógł kupić kilka łodzi. W końcu dorobisz się całej flotylli. Zamiast sprzedawać ryby za bezcen hurtownikowi, będziesz mógł je dostarczać bezpośrednio do sklepów, potem założysz własną sieć sklepów. Będziesz kontrolował połowy, przetwórstwo i dystrybucję. Będziesz mógł opuścić tę malą wioskę i przeprowadzić się do Mexico City, później Los Angeles, a nawet do Nowego Jorku, skąd będziesz zarządzał swoim wciąż rosnącym biznesem.
Meksykanski rybak przerwał:
- Jak długo to wszystko będzie trwało?
- 15, może 20 lat.
- I co wtedy?
Amerykanin uśmiechnął się i stwierdził:
- Wtedy stanie się to, co najprzyjemniejsze. W odpowiednim momencie będziesz mógł sprzedać swoją firmę na giełdzie i stać się strasznie bogatym, zarobisz wiele milionów.
- Milionów? I co dalej?
- Wtedy będziesz mógł iść na emeryturę, przeprowadzić się do małej wioski na meksykańskim wybrzeżu, spać długo, trochę łowić, bawić się z dziećmi, spędzać sjestę ze swoją żoną, wieczorem wyskoczyć do wioski, gdzie będziesz siorbał wino i grał na gitarze ze swoimi amigos...

Maska i Prawda



Te obie rzeczy są w nas. Maska, to ego. Ego musi dostawać aprobatę, chce panowania, żywi się władzą, jest ukierunkowane na przedmioty, na pieniądze. Albowiem żyje w STRACHU. To jest jego pokarm. Gdy go utraci – usycha. Jeśli jesteś ukierunkowny na rzeczy, władzę, zaszczyty, pieniądze, zawsze będziesz się martwił, że możesz je utracić. Ta myśl powoli ciebie osaczy. Poczujesz się otoczony przez wrogów. Strach o tytuły i przywileje stanie się wszechobecny. Twoja Prawda, czyli twój Duch, jest zupełnie od tego wolna. To stała Moc. Niewrażliwa na krytykę, nie lęka się żadnej trudności, nie czuje się od nikogo gorsza. Jest zarazem pokorna, nad nikogo się nie wywyższa, ponieważ wie, że wszyscy jesteśmy jednością, wszyscy jesteśmy z tego samego Ducha. To ten sam Duch w różnych przebraniach. Gdy ukierunkujesz się na Prawdę, doświadczysz swej prawdziwej istoty, zobaczysz, że z Ducha płynie Moc. Ta Moc ma swoiste cechy. Przyciąga do ciebie osoby, a także rzeczy, których pragniesz. Jak magnes działa na ludzi, sytuacje i okoliczności, tak, aby wspierały twoje pragnienia. Inaczej mówiąc, otrzymujesz wsparcie od sił przyrody, od boskości, płynące z bycia w stanie łaski. Twoja Moc sprawia, że cieszysz się z obcowania z ludżmi, i jakby mimochodem, nic prawie nie robiąc, otrzymujesz to, co chcesz. Franz Kafka powiedział kiedyś: „Nie musisz opuszczać pokoju. Siedż przy stole i słuchaj. Nie musisz nawet słuchać, po prostu czekaj. Nie musisz nawet czekać, naucz się tylko wyciszenia, spokoju i samotności. Świat dobrowolnie ofiaruje tobie, abyś go odsłonił. On nie ma wyboru, potoczy się w ekstazie do twych stóp”

Spotykam Fantastycznych Ludzi



– Wczoraj przykładowo. Wchodzę na dworzec kolejowy w Częstochowie i poznaję faceta, który się nazywa Sławomir Ślązak, jest prezesem 24Fitness Management & Consulting. Tworzy sieć, która ma pomóc Polakom w dbaniu o ten wózek, którym jedziemy przez życie. O którym piszę bez przerwy. W wózek pod tytułem własne ciało. To jest nauczanie ludzi od podstaw: co należy jeść, w jakie materiały się ubierać, jak organizować czas, aby wykorzystywać ciało skutecznie. Jak o nie dbać, a więc higiena w szerokim zakresie, począwszy oczywiście od dbałości o odpowiednią dawkę ruchu fizycznego, w tym wszelkie jogi i tantry, także badania stanu organizmu i rechabilitacja. W tym psychologia, czyli wyciąganie z czarnej dupy! Jednym słowem pełen zakres!. Tu przypomina mi się szkoła Edgara Cayce w Bahama Beach w Stanach, wybudowana zaraz po 1945 roku. To właśnie ten pomysł! Czyli to, o czym piszę od zawsze. Nie wymyślaj prochu! Proch już wymyślono. Przenieś doświadczenia ze świata, na polski grunt. Nie jest to proste, ale nie ma takiej rury, której nie można odetkać. Tym bardziej, gdy jest wiara, ufność, że to co robisz jest słuszne. Że pomagasz ludziom. Jeszcze się w życiu tak nie nagadałem. Sławek ma Powera. Ta energia w nim kipi! Trafiłem na bratnią pokrewną duszę. Tym razem to kobiety w przedziale nie zostały dopuszczone do głosu. Nadawaliśmy jak karabiny maszynowe, mówiąc do siebie jednocześnie, ale słuchając się zarazem. To była komputerowa wymiana plików! I komputery też były przez chwilę w ruchu. Polacy są sprytni. I powinni być sprytni. Nie chcę używać zdania: misja dziejowa, ale mamy taką historię, tyle przeszli nasi ojcowie, że.....przeciętnego Amerykanina powinniśmy sprzedać i kupić ponownie, zanim on się zorientuje, że coś jest grane. Tym razem to ja zostałem podbuzowany. Bo zwykle to ja daję ludziom energię. A tym razem spotkałem kogoś, kto energią poprostu kipi. Jeszcze tylko małe „ale”. Luksusem jest gdy kobieta wspiera mężczyznę w jego działaniach i odwrotnie. A więc na cześć jednej z nich, Pauliny, bizness woman z klasą, która przyjechała odebrać Sławka z dworca, daję następny o obraz. Salvador Dali.