Pytasz: - Dlaczego świat jest tak zepsuty?
Pytanie o przyczynę zepsucia jest istotne, ale nie może się
odnosić do Boga. Bo jest wtedy bezczelnością. Sami stworzyliśmy społeczeństwo –
to my jesteśmy architektami. Ponieważ jego podstawy są złe – musi ono być
zepsute.
Przykładowo,
cała edukacja zorientowana jest na ambicje. Całe społeczeństwo jest ambitne,
nie może więc być zdrowe.
Jeżeli w
każdym człowieku stworzysz ambicje, nikt nie zdoła ich spełnić. Możesz
powiedzieć, że każdy ma prawo zostać prezydentem, ale w danym czasie tylko
jeden człowiek może nim być. Kiedy uczysz ludzi, że każdy może być prezydentem,
powstaje ambicja – skoro każdy może być prezydentem, dlaczego nie ja?
A ponieważ
tylko jeden człowiek może być prezydentem, zaczyna się szalony wyścig. Każdy
sposób zostanie wykorzystany – zostaną użyte nawet nikczemne środki.
Ambicje
niszczą, są źródłem szaleństwa.
Ojciec ci mówi: : -„Zostań
kimś”! – i powstaje gorączka, zaczynasz chorować. Tylko jeden człowiek może
zostać prezydentem, a tysiące ludzi, którym się nie uda, opanuje ta sama
gorączka ambicji. W takich warunkach nie możesz być zdrowy, wpadasz w poczucie
winy, wpadasz w chorobę psychiczną. Stworzono tyle napięcia. To zaraza.
Gdy
widzisz, że ktoś korzysta z zepsucia, wiesz, że jeżeli nie postąpisz podobnie,
zostaniesz z tyłu. I postąpisz tak samo, jak tamten. Teraz na ciebie ktoś
spojrzy i gdy zobaczy, że nie masz skrupułów, to on też je odrzuci. Życie staje
się kwestią przetrwania, nic innego nie jest możliwe. Takie są korzenie
społeczeństwa: zepsucie jest naturalnym efektem uwarunkowania przez edukację.
Dalej
mechanizm społeczny jest taki, że ci, którym się udaje, mogą ukryć swoje
zepsucie.
Zepsucie jest bowiem widziane tylko, gdy komuś się nie
powiedzie. Jeżeli odniesiesz sukces, nikt nie zauważy, że jesteś zepsuty,
sukces kamufluje wszystko. Staniesz się ideałem tego co dobre, czyste,
niewinne.
Oznacza to, że wystarczy odnieść sukces w dowolny sposób, byle tylko ci
się udało.
Wtedy wszystko, co zrobiłeś, będzie dobre.
Tak było w całej
historii dziejów. Człowiek staje się złodziejem tylko wtedy, gdy jest drobnym
złodziejaszkiem. Jeżeli jest wielkim złodziejem, zostaje Aleksandrem Wielkim. –
bohaterem. Im bardziej ci się udaje, tym jesteś większy.
Środki są kwestionowane
tylko wtedy, gdy poniesiesz klęskę – nazwą cię wtedy głupcem.
Podstawowa struktura
zachęcająca do ambicji, to porównywanie.
Ten jest
taki, tamten owaki, bądź od nich lepszy! To jest trucizna ambicji.
A gdy staniesz się odprężony, nigdzie nie zmierzasz , nie
gonisz, jesteś spokojny sam ze sobą – wtedy poznajesz piękno i błogość. Kaktus
jest tak samo piękny jak róża.
Indywidualność
jest piękna, nieporównywalna z niczym.
Wtedy poznasz miłość i zaczniesz prawdziwie kochać. To samo
przyjdzie do ciebie. Zrozumiesz, że wszystko jest jednością i że Bóg istnieje
zarówno w twoim wrogu, jak i przyjacielu.
Ta miłość przychodzi wtedy, gdy maksymalnie ograniczysz
siebie, kiedy nie ma ego. Ego nie ma, ciebie nie ma. Ciebie nie ma, gdy wyzbywasz się ambicji,
Chwila nie-ambitna jest chwilą medytacji. W chwili nie-ambitnej, gdy niczego
nie szukasz, o nic nie prosisz, o nic się nie modlisz, gdy jesteś całkowicie zaspokojony tym, co
masz i czym jesteś, gdy nie porównujesz się z nikim w takiej chwili dotykasz
głębokiego zbiornika boskości.
Wtedy miłość
płynie.. Nie możesz nic zrobić, możesz być tylko miłością. Wtedy miłość nie
jest przeciwna nienawiści.
Rośnie w tobie
zupełnie inna jakość miłości, w absolutnie nowym wymiarze.
Ta miłość jest stanem umysłu. Nie jest związkiem. Nie odnosi
się do nikogo. I nie chodzi o to, że kogoś kochasz – raczej jesteś kochaniem.
Nie ma drugiej osoby, ukochanej, ty kochasz wszystko, co wejdzie z tobą w
kontakt. Jesteś miłością.
Miłość, ten
aromat, trwa także wtedy, gdy jesteś w samotności.
Jesteś jak kwiat na pustej ścieżce. Nikt nie przechodzi, ale
kwiat wciąż rośnie i wydaje aromat. Nikt o tym nie wie, ale zapach wydziela się
stale i nie jest kierowany do nikogo konkretnego. Ten aromat jest bowiem przejawem
najgłębszej natury kwiatu. To sama błogość. I żeby to się działo nie potrzeba
najmniejszego wysiłku. To rozkwit twojego serca. A kiedy miłość nie jest
skierowana do jakiejś konkretnej osoby – staje się modlitwą.
Kiedy miłość
skierowana jest do jakiejś konkretnej osoby - spada i staje się seksem.
Kiedy nie jest kierowana do konkretnej osoby – wznosi się i
staje się modlitwą...........
PS. Gdy Osho nauczał, był w niecodziennych warunkach. Otoczony luksusem, tłumem wielbiących, mógł sobie pozwolić na odrzucenie ambicji. ( Celu życiowego )
Oświecony w młodości ( warto przeczytać jego biografię ) inaczej patrzył na świat niż większość ludzi.
Burzyciel, anarchista, ale też wielki nauczyciel, z ogromną wiedzą i charyzmą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz