wtorek, 25 września 2012

Guru, Drzwi do Pamiętania i wieś Czarne, której nie ma



Guru można dostarczyć na zamówienie, można ich eksportować. I są oni eksportowani. Ale od tych guru można nauczyć się tylko sztuczek. Zrozumienie przychodzi z życia, z przeżywania. Nie można go dać, przekazać.

Nie mogę dać ci mojego zrozumienia. Mogę o nim mówić, ale nie mogę ci go dać. Musisz je znaleźć. Musisz wejść w życie. Musisz błądzić, musisz doznać porażek, musisz doznać wielu frustracji. A do medytacji dojdziesz tylko poprzez niepowodzenia, błędy, frustracje, tylko przez spotkanie z rzeczywistym życiem. Dlatego mówię, że jest to wzrastanie. Coś można zrozumieć, ale zrozumienie przychodzące przez innego człowieka nie może być niczym więcej jak zrozumieniem intelektualnym.  Trzeba od czegoś zacząć.
          Każdy początek jest fałszywy, ale trzeba zacząć. Przez to fałszywe, przez szukanie po omacku, odnajdziesz drzwi. Kto myśli, że zacznie dopiero wtedy, gdy będzie właściwy początek, w ogóle nie zacznie. Nawet fałszywy krok to krok we właściwym kierunku, bo jest on krokiem, początkiem. Zaczynasz iść po omacku w ciemności i – błądząc po omacku -znajdujesz drzwi. (Osho)
      

Czas nagli wędrowcze. O wspomnienia proszę. Przekrocz próg Domu, którego może i nie ma. Czuj się zaproszony.

Koło pieca szukaj. Tam życiodajne źródło jest” 
              – Taki napis znalazłem na drzwiach w środku pola. Te drzwi nie leżały, nikt ich tu nie porzucił, po prostu stały, wystarczyło nacisnąć klamkę, żeby wejść z pola na....pole. Są drzwi, ale nie ma domu. Nie ma nawet po nim wspomnienia, płotu, kamienia, dróżki. Tylko te samotne drzwi, które wyglądają surrealistycznie, tajemniczo, ale i bardzo smutno. Drzwi do pamiętania, choć zostały postawione stosunkowo niedawno. Przypominają o miejscach, w których niegdyś tętniły życiem łemkowskie wsie.
      

Wieś Czarne. W 1936 roku mieszkało tu 300 prawosławnych, 1 katolik obrządku wschodniego, 4 katolików obrządku łacińskiego i jeden Żyd, który prowadził sklep. Podczas II wojny światowej część mieszkańców była na robotach w Niemczech, a potem wyjechała do Ameryki. Zaraz po wojnie część wioski „dobrowolnie” wyjechała na Ukrainę, a w 1947 roku, w ramach akcji „Wisła” pozostałych 11 rodzin wywieziono na Dolny Śląsk, w okolice Legnicy i Ścinawy. Do dziś zostały cmentarze, przydrożne kapliczki i te drzwi. Nic więcej. Ale te drzwi mówią więcej niż sto muzealnych wystaw. Wystarczy odrobina wrażliwości, żeby chciały rozmawiać.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza