niedziela, 9 lutego 2014

Lew Tołstoj - modlitwa trzech



Jeśli młode pokolenia będą zagłębiać się w miłość, wojny znikną. Nie będzie można znaleźć wystarczającej liczby szaleńców, którzy poszliby na wojnę.
Jeśli kochasz, zasmakowałeś czegoś z życia, nie zgodzisz się na zabijanie ludzi. Jeśli nie kochasz, nie zasmakowałeś życia, masz w sobie energię destrukcyjną. Przeciwieństwem miłości jest strach.
       Strach chce zabijać.
       Miłość chce tworzyć - jest to energia twórcza.
Gdy kochasz możesz chcieć śpiewać piosenki, albo malować, albo pisać wiersze, ale nie chwycisz bagnetu, czy bomby atomowej i nie pójdziesz zabijać nieznanych ci ludzi, którzy niczego ci nie zrobili, którzy są dla ciebie tak samo obcy, jak ty dla nich.
      Świat porzuci wojny tylko wtedy, gdy znów pojawi się w nim miłość.
Politycy i duchowni nie chcą, abyś kochał, ani społeczeństwo tego nie chce. Oni chcą tobą manipulować.
Dlatego umiejętnie podrzucają ci strach.
A ty powinieneś kochać bezinteresownie. Gdy kochasz, wydaje ci się, że robisz coś dla tej drugiej osoby, a robisz coś dla siebie.
Gdy kochasz korzyści płyną do ciebie. Kochaj ludzi - dzięki temu poczujesz się spełniony, doznasz błogosławieństwa.
Gdy miłość staje się głębsza - znika strach.
Miłość jest światłem, strach jest ciemnością.
      Zapala się światło - ciemność znika. Ciemności nigdy nie było, był tylko kompletny brak światła.

Gdy tak się stanie, pojawi się etap miłości pod nazwą modlitwa.

Kościoły, religie, sekty, uczą cię, jak się modlić. Ale tak naprawdę utrudniają ci modlitwę, ponieważ modlitwa jest spontaniczna i nie można się jej nauczyć.
     Jeśli w dzieciństwie uczono cię modlitwy, zatrzymano wspaniałe doświadczenie, które mogło ci się przydarzyć.

Lew Tołstoj napisał krótką opowieść:

 - W centralnej Rosji było jezioro, które stało się sławne dzięki trzem świętym. Tym miejscem zainteresowali się ludzie z całego imperium. Tysiące ludzi przyjeżdżało, żeby zobaczyć tych trzech świętych.
     Wysokiej rangi duchowny zaczął się niepokoić: - co się dzieje? Nigdy wcześniej nie słyszał o takich trzech świętych, nie byli oni kanonizowani przez kościół. Kto zrobił z nich świętych? Chrześcijaństwo robi jedną z najgłupszych rzeczy - wydaje certyfikaty na świętość. Tak, jakby można było zrobić z człowieka świętego, przez nadanie mu tytułu!
       Ale ludzie oszaleli na punkcie tych trzech znad jeziora i pojawiało się mnóstwo informacji o zachodzących tam cudach, więc duchowny pojechał skontrolować sytuację na miejscu. Popłynął łodzią na wyspę, na której mieszkali ci trzej biedacy.
     Oni byli po prostu ubogimi, ale bardzo szczęśliwymi ludźmi. Istnieje bowiem tylko jeden rodzaj ubóstwa: - serce, które nie potrafi kochać.
Byli oni więc ubodzy, ale jednocześnie bogaci, bogatszych trudno byłoby znaleźć.
Duchowny zastał ich zadowolonych, siedzących pod drzewem i śmiejących się. Widząc go, ukłonili się, a duchowny zapytał:
     - Co wy tu robicie? Słyszałem plotki, że jesteście wielkimi świętymi. Czy umiecie się modlić?
Widząc tych trzech mężczyzn, duchowny natychmiast wyczuł, że są niewykształceni, troszeczkę głupawi, szczęśliwi, ale nierozumni.
     Spojrzeli po sobie i powiedzieli:
    - Przepraszamy, panie, nie znamy modlitw kościelnych, ponieważ jesteśmy prostakami.
Ale stworzyliśmy swoją własną modlitwę. Jeśli nie urazi cię to, możemy ją wypowiedzieć.
    - Dobrze, posłucham, jak się modlicie - powiedział kapłan.
    - Próbowaliśmy, myśleliśmy, zastanawialiśmy się, ale nie jesteśmy wielkimi myślicielami, jesteśmy głupcami, prostymi ludźmi z wioski. Więc zdecydowaliśmy się na prostą modlitwę

W chrześcijaństwie mówi się, że Bóg jest Trójcą: Bogiem Ojcem, Synem i Duchem Świętym.
A nas jest również trzech.
Więc zdecydowaliśmy się na taką modlitwę:
    - "Ty jesteś Trójcą, nas również jest trzech, zmiłuj się nad nami".

Oto cała nasza modlitwa.

Pop bardzo się rozgniewał, prawie wpadł w furię. Powiedział:
   - Cóż za nonsens! Nigdy nie słyszałem takiej modlitwy. Przestańcie! Nie możecie być świętymi w taki sposób. Jesteście po prostu głupcami!
    Padli mu więc do stóp i błagali:
   - Naucz nas prawdziwej, dobrej modlitwy.
Pop powiedział im modlitwę akceptowaną przez rosyjski kościół prawosławny. Była długa, skomplikowana, wzniosłe, pompatyczne słowa.
Trzej mężczyźni popatrzyli na siebie z trwogą. Brama nieba była dla nich zamknięta. Powiedzieli:
    - Prosimy, powtórz nam jeszcze raz, ponieważ modlitwa jest długa, a my jesteśmy niewykształceni.
Duchowny powtórzył. Oni znów powiedzieli:
    - Jeszcze raz, panie, bo zapomnimy słów i coś pójdzie nie tak.
Kapłan znów powtórzył. Gorąco mu podziękowali, a on poczuł satysfakcję, że wykonał dobry uczynek i nawrócił trzech głupców.

Odpłynął w swojej łodzi. Gdy był już na środku jeziora, nie mógł uwierzyć własnym oczom:
       - Ci trzej, ci głupcy biegli do niego po powierzchni wody!!!
Biegli po wodzie krzycząc:
     - Zaczekaj!....Powtórz modlitwę jeszcze raz....Zapomnieliśmy!

Trudno było w to uwierzyć! Kapłan padł im do stóp i powiedział: - Wybaczcie mi, i módlcie się swoją modlitwą.

Religie, zorganizowane kościoły zniszczyły umiejętność spontanicznej modlitwy. Dostałeś "gotowca".
        Pozwól swojej modlitwie na spontaniczność, bo gdy jesteś przygotowany stajesz się nieautentyczny, nieprawdziwy, nienaturalny.
Nie wprowadzaj atmosfery formalności. Formalna znajomość z kimś w ogóle nie jest znajomością.
       Tylko jedno "ale".
Czy zaobserwowałeś, że jeśli jesteś naprawdę spontaniczny, ludzie uznają cię za szaleńca?
Jeśli podejdziesz do drzewa i zaczniesz z nim rozmawiać, albo będziesz rozmawiać z kwiatem, z różą - ludzie uznają cię za wariata.
Jeśli pójdziesz do kościoła i będziesz mówił do krzyża, lub do obrazu, nikt nie uzna cię za szaleńca, bo inni też tak robią. Gdy rozmawiasz z kamieniem w świątyni wszyscy myślą, że jesteś religijny, ponieważ jest to zaakceptowana forma.
     Mówisz do róży, a ona jest przecież bardziej żywa niż kamienny posąg, bardziej boska niż jakikolwiek wizerunek.
Mówisz do drzewa, a ono jest bardziej zakorzenione w Bogu niż jakikolwiek krzyż, ponieważ krzyż nie ma korzeni, jest martwy. Drzewo żyje, z korzeniami głęboko w ziemi, z gałęziami wysoko przy niebie, złączone z całością, z promieniami słońca, z gwiazdami.
    Rozmawiaj z drzewami! To może być punktem styczności z boskością.
Lecz wtedy ludzie uznają, że jesteś szaleńcem. Spełnianie form jest uznawane za świętość.
Zupełnie odwrotnie, niż nakazywałaby rzeczywistość.
Kiedy idziesz do świątyni i odklepujesz modlitwy, jesteś zwykłym głupcem.
Rozmawiaj sercem przy sercu! Taka modlitwa jest piękna, dzięki niej zaczniesz rozkwitać.

Jeśli zachowujesz się jak gramofon i powtarzasz codziennie to samo, nie jest to wcale modlitwa.
Słyszałem o prawniku, który wszystko sobie kalkulował. Każdej nocy, gdy kładł się do łóżka, patrzył w niebo i mówił: - "To samo, co wczoraj". I zasypiał.
     Tylko raz się pomodlił - pierwszy raz w swoim życiu - a później powtarzał: "To samo". To było całkiem logiczne, po co miał codziennie powtarzać tę samą modlitwę?
Nie ważne, czy powiesz "To samo", czy powtórzysz całą modlitwę. Na jedno wychodzi.

I uwierz mi: - gdy twoja modlitwa będzie szczera, poczujesz, że pojawia się odpowiedź. 
Gdy twoje serce będzie otwarte, zawsze dostaniesz odpowiedź.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz