czwartek, 22 grudnia 2016

Święta

Wieczór i noc ulicach Warszawy. Do Świąt jeszcze trochę, ale ich atmosferę czuje się coraz mocniej. Okolice Ronda ONZ.






Plac Na Rozdrożu.

Ul.Piękna, naprzeciwko ambasady amerykańskiej.

Niedługo północ. Ustają wpisy na kilka najbliższych dni, a ja składam Czytelnikom życzenia zdrowych i spokojnych Świąt.
Zamieszczam także dedykację dla Was.
Jest nią jeden z moich ulubionych wierszy. Ten wiersz jest całkiem „kościółkowy”, a jednocześnie tak wzruszający, że kiedy czytałem go po raz pierwszy, miałem mokre oczy. I pomyśleć, że za ten piękny wiersz, katoliccy ortodoksi zmieszali Jana Sztaudyngera z błotem.
                                 Matka Boska na nartach.
Matka Boska na nartach
Zjechała z gór Beskidu
(A dobrze jeździć umie,
Nie zrobi narciarzom wstydu).
W sukience do samej ziemi
I dwoma świecami w dłoni
Zjechała, jak miesiąc śliczna,
Z wysokich śląskich groni.

(…)
Pytali, kto to jedzie
Z wysokich śląskich groni,
Co zamiast trzymać kijki
Dwie świeczki dzierży w dłoni.


Dwa wilki jak baranki
Biegły przy świętych nartach,
Dla Przenajświętszej Panny
Jako przyboczna warta.


Dwie sarny poklękały
Pod starą, śnieżystą jodłą
I las się oddał cały
Cichym poszumom, modłom.


Tak szybko przejechała,
Tylko mignęła w bieli,
Że już im w dali znikła,
Nim, kto jest, odgadnęli.
Biegli więc za nią spiesznie,
Ale nie dali rady,
Więc tylko poklękali
Całując nartów ślady.


A z łaski przenajświętszej,
Gdzie padły ich całusy,
Tam wiosną rozkwitały
Śnieżyczki i krokusy



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza