piątek, 13 kwietnia 2018

Balnica

Dochodzę do Balnicy w momencie, gdy na stację wjeżdża kolejka. Kilkuset turystów z dziećmi wysiada z wagonów i zaczyna się oblężenie straganów z miejscowymi smakołykami.
Kieruję się do domu Wojtka w celu uzupełnienia płynów




Zdejmuję z ulgą plecak, siadam na schodku, nie zawracam głowy Lunie, która drzemie wśród tego przewalającego się tłumu. Już ją wygłaskałem i to wielokrotnie.
(były wpisy)


Popijam niespiesznie słowackie piwo.
Naraz czuję wilgotny dotyk na uchu: - Luna mnie liznęła. Sama z siebie wstała i liznęła. Co prawda znamy się kilka lat, lecz nie to być może się liczy. Aura się liczy. A zwierzęta aurę człowieka widzą. W każdym razie to liźnięcie było dla mnie szalenie miłe.
Takie dzień dobry – do widzenia (kolego).
No to pogłaskanie.
Półwilczyca ma 12 lat (opisuję 2016 rok) i jak mówi Wojtek, to już psia babcia, za nią wykonanych kilka miotów. Znam jedno z jej niepospolitych dzieci.

Wokół kręci się wielu ludzi a ja zwracam uwagę tylko na moją znajomą.
Czyli przed chwilą nastąpiła witaczka- żegnaczka: - (psia) babcia przywitała się z dziadkiem (człowieczym).

Płyny uzupełnione, dla mnie za duży gwar, za dużo ludzi, pójdę już.
Wojtek Juda w swoim sklepiku oblężony przez kupujących zwija się jak w ukropie.
Zarzucam plecak i przystaję na chwilę rozmowy z obsługą pociągu. Jest Andrzej Abram i pyta dokąd idę.
- Przed siebie oraz w góry Andrzeju idę! Pomieszkać widokowo!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza