piątek, 6 kwietnia 2018

Jajka od Szczęśliwej Kury


Posadziłem dwie sadzonki pomidorków koktajlowych, jedną na górze obok miejsca na ognisko.
 
Ta była usadowiona na kupie żubra dla eksperymentu, a druga klasycznie na kupie krowy i umieszczona niżej, tuż obok chałupy.


Sadziłem i zastanawiałem się, czy doczekam dojrzałych owoców, czy też jakiś stwór mnie ubiegnie.
Owoce na górze dojrzały szybciej, właśnie zdążyłem wykonać jedną sesję zdjęciową ( ten pomidorek zasłużył na osobny wpis ) i miałem następnego dnia posmakować owoców, azaliż sarenka mnie ubiegła......
Przychodzę bowiem skoro świt – a tu nie tylko zero pomidorków, ale i kwiatki objedzone.
Pomyślałem – sarenka! 
Rozglądam się – jest winowajczyni! Stoi sto metrów dalej i patrzy w moją stronę. Wymieniliśmy spojrzenia po czym sarenka odbiegła.
Smacznego!

Żegnam się z okolicą




komponuję różne mniam-mniam. Stosuję prostą zasadę kulinarną w prostym jedzeniu – dbać o kolory, zapachy i miejscowe pochodzenie jedzonka. 






Jajka są miejscowe od Szczęśliwej Kury z gospodarstwa Babci Pierogowej
Szczęśliwa, bo widziałem jak ją kogut dosiadał.
Kurę dosiadał kogut, bo przecież nie babcię. 

Dla babci miałem dowcip: 
- "Babcia kupiła nowego koguta. 
Rozmawia ze sobą grupka kur patrząc, jak dumnie ten kogut chodzi. Jedna kura mówi: - ależ mi się ten kogut podoba! Pójdę do niego! 
Lecz żeby nie pomyślał, że jestem łatwa, najpierw zrobię trzy kółka po podwórku".   





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza