wtorek, 26 stycznia 2016

Świecące bomki


Przyjechaliśmy z Henrykiem do Sanoka Neobusem o północy. Stąd ruszyliśmy w zamarzające właśnie, grudniowe Bieszczady znajomą taksówką....
Jechaliśmy sprawnie, droga była czarna.
      Jechaliśmy sprawnie, jednak podróż gdzieś od Komańczy zrobiła się całkiem nietypowa.
Staram się odpowiednio dobrać słowa: - dwukrotnie groził nam..... wypadek. Możliwość zaistnienia tego niecodziennego zdarzenia, wzbudziła w pasażerach niekłamaną wesołość.
      Gorzej było z kierowcą. Jemu było nie do śmiechu....
Wszystko skończyło się jednak dobrze, dzięki pomysłowi Henryka, żeby taksówkarz nie dojeżdżał do Kiry, gdzie zwykle wysiadaliśmy.
    Wysiedliśmy wcześniej – na skrzyżowaniu.
Rano ślady pokazały, że wykonaliśmy bardzo słuszny ruch......

Przed domem jeszcze tej samej nocy rozwiesiłem świecące bombki.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz