środa, 11 marca 2015

Chmury z Krzemienia

Szykuję zdjęcia do posta „Noc na Krzemieniu”, oglądam ujęcia chmur, patrzę, a tu zza skały wybiega biały piesek. I jak tych obrazków nie pokazać? A więc wykonuję!
  




Tak. Krzemień to była udana sesja zdjęciowa, właściwe miejsce we właściwym czasie. Dostałem tu (od Anioła) różnorodność pogody. Oglądam - nie ma mnie tam, a jestem.......
    




Z chmur wyłania się przedpotopowy jaszczur.
   

Magia fotografii

Słoneczny poranek, nadpłynęło ciepłe powietrze.
    


 Śnieg się dobrze lepi, po południu zaczynam budować bałwana w kształcie Obcego. Albo diabełka, bo Staszek dołożył różki.
     


Jeszcze miał być ogon, zacząłem ulepiać ten ogon, na razie wyszedł zapętlony ogonek.
    


Rano zamierzałem dobudować nogi, UFO miało siedzieć z wyciągniętymi nogami, lecz to już zostało w sferze projektów: - Rano bowiem było już po bałwanie – bałwan odszedł. Odwilż.
Jednak zatrzymałem czas na fotografii. Dołożyłem maleńką świecącą diodkę do tego nocnego bałwana, kilka sekund naświetlania i wyszedł magiczny Obcy pod gwiazdami.
   



Bo zdjęcia to są zatrzymane chwile. Próbuję zatrzymać urodę świata, niby na ułamek sekundy, ale to jest metafizyka. Ruchome obrazy w filmie pozwalają schować się wielu szczegółom. One w ten sposób umykają.
      Patrząc na jakąś znaczącą fotografię, przypominam sobie miejsce, zapach, temperaturę, a nawet uczucia, które towarzyszyły mi w momencie robienia zdjęcia. Jakbym przenosił się „tam”. Jest to zupełnie jak dziura w czasie, jakbym do niej wskoczył i znalazł się właśnie w tym czasie i w tym miejscu. I to chyba mnie tak pociąga, dlatego fotografia jest jedną z moich pasji.
       Czy jestem maniakiem fotografowania wszystkiego?
Absolutnie nie. Plany starannie przesiewam. Taka cecha również przynależy do obserwatora....

wtorek, 10 marca 2015

Niech się dzieje według wiary mojej

Umiejętność cieszenia się życiem, którą tak celnie opisał Anthony de Mello w anegdocie o skąpcu, jest sednem.
Czy usiłuję coś forsować? Przekonywać, namawiać, pouczać? Po co? Niech każdy idzie swoją ścieżką. A nawet nie powinno się tego robić, nikt nie ma do tego prawa, bo wszyscy ludzie są wolni (tylko nie zdają sobie z tego sprawy) a każdy robi ze swoim życiem, co chce.
  


Spotykają się dwa ślimaki. Jeden z nich na plecach nie ma skorupki, a jeszcze wczoraj miał.
- Oj, co ci się stało? Pyta ślimak z muszelką.
Ten bez muszelki zbliża się i mówi koledze na ucho:
  • tylko nie mów nikomu – uciekłem z domu!
W swych niemal codziennych bieszczadzkich wędrówkach dokonuję wielu zaskakujących odkryć. Trafiłem między innymi do chaty, w której mieszka ….... Czerwony Kapturek. To już temat na osobny wpis....
      Natomiast na górze 686, jeszcze w 2013 roku odnalazłem skarb. Tym skarbem okazało się przebywanie w ciszy, w widokowym miejscu, bez gadania, sam na sam ze sobą, w lekkim niebezpieczeństwie. Taki pobyt powoduje, że z łatwością, całkiem swobodnie, na luziczku, mózg wchodzi w stan alfa.
Poczułem się podobnie jakbym się obudził.....
Od rosyjskich przyjaciół usłyszałem zawsze aktualną anegdotę:

Wchodzi pielęgniarka do sali:
- Chory Iwanow, proszę się obudzić..... no proszę wreszcie się obudzić!
Chory się budzi i pyta:
- Co się stało?
- Przyniosłam panu środki nasenne.....
    
Gdy obudziłem się po raz pierwszy na górze 686, poczułem się jakbym,...... płynął na rajskiej pierzynie! Od tego czasu wydaje mi się, że obserwuję film ze sobą w roli głównej. Lecz dość wynurzeń, wpisuję posta i wio gdzieś, bo wiosna wokół.
     
Stan alfa można także osiągać za pomocą kilku innych sposobów, zrób to jak chcesz, a wtedy spotkasz się ze swoim Aniołem.
         
Bo przecież: - Nieznane, Przygoda nie występują na zewnątrz, one są w
nas, w środku.
                  Autor nieznany

Czytelnicy bloga dobrze wiedzą, że nie tylko Nieznane i Przygoda są w środku człowieka, jest tu także Szczęście i Bóg.

Franz Kafka jest wielkim optymistą, uważa bowiem, że najważniejszy jest stan umysłu, że nie trzeba wcale wyjeżdżać:
Nie musisz nigdzie wyjeżdżać. Nie musisz nigdzie iść, więcej - możesz
siedzieć w zamkniętym pokoju, a i tak życie potoczy się do twoich stóp.
Franz Kafka
     
Działanie bieszczadzkich przestrzeni urzekło mnie, poczułem się tu super dobrze.
Obcowanie z naturą wycisza, bo jak cisza może nie wyciszyć? Dobry nastrój zamienia się tu w jeszcze lepszy, więc nad czym się zastanawiać?
Taki biwak to wspaniały i do tego niezwykle tani prezent.
W 2013 roku byłem tu trzy razy po tygodniu. Po tych siedmiu dniach wracałem do ludzi. Po powrocie do Łupkowa, już po kilku godzinach zaczynałem myśleć o powtórce. A po kilku dniach nie mogłem sobie znaleźć miejsca, tak mnie ciągnęło pod Chryszczatą.
 
Byłem w tym miejscu tak szczęśliwy, że ciszę przerywało tylko milczenie.
Zbyszek

Milczenie ( Urszula Danielewicz)

Przeczytałam że milczenie
jest Zamknięciem, Wyłączeniem, Odwrotem, Rezygnacją

Błąd! Ależ skąd!


Milczenie jest wielką oracją!
Jest niemym krzykiem!
Jest wykrzyknikiem!
Na sto sposobów się wypowiadamy
gdy milczeniem sprawę przedstawiamy.
milczymy demonstracyjnie
milczymy jasno
milczymy otwarcie
milczymy porozumiewawczo
milczymy znacząco
milczymy dla porządku
milczymy bo akcentujemy
milczymy bo protestujemy
milczymy bo chcemy
milczymy bo panujemy
milczymy bo żyjemy

Tysiąc znaczeń ma milczenie
  • ta mowa „inaczej”
Dziś gdy leżę w słońcu
wypowiadam się leniwie
radośnie
i oczywiście milcząco.

poniedziałek, 9 marca 2015

Pani jest brzydka

Wstaje kolejny dzień. To będzie leniwy dzień.... wczoraj pochodziłem - dwanaście godzin spaceru.
     
       Dziś odpoczynek. Mijają godziny. Jest bardzo ciepło i parno. Nic nie muszę.... Chyba tylko wysikać się, ale jeszcze nie teraz.....


Podobno poznanie siebie możliwe jest tylko w głębokiej samotności.
Zwykle to, co wiemy o sobie, pochodzi od innych.
Mówią: „Jesteś dobry”, a my myślimy, że jesteśmy dobrzy. Mówią: „Jesteś zły” albo: „Jesteś brzydki”… cokolwiek mówią, gromadzimy to. Staje się to naszą osobowością.
A to jest fałszywe, ponieważ nikt nie może cię poznać - nikt poza tobą nie może wiedzieć, kim jesteś. Ludzie znają tylko pewne aspekty, bardzo powierzchowne aspekty. Znają tylko chwilowe nastroje; nie mogą zagłębić się w twoje wnętrze. Nawet twój kochanek nie może poznać twojego rdzenia. Jesteś tam całkowicie sam i tylko tam dowiesz się, kim naprawdę jesteś.

Tramwaj. Facet nieźle zawiany stoi obok kobiety, która siedzi. Facet ma czkawkę.
Kobieta nie ma się gdzie odsunąć. Wreszcie się odzywa:
    Panie, pan jest pijany, niech pan się odsunie!
    Facet odpowiada: - A pani jest niemiła oraz brzydka!
    Ona: - Mówię żeby pan się odsunął.
    On: - A ja mówię, że pani jest brzydka.

Tramwaj dojeżdża do przystanku, facet odstępuje od kobiety, posuwa się zygzakiem do wyjścia, odwraca się i mówi: ja wytrzeźwieję..... a pani (czknięcie) jest brzydka!

sobota, 7 marca 2015

Daty z abonamentu na Wig 20 i Will Wright

Rynek to psychologia. Zdarza się, że jest to taka psychologia, jak w przypadku Procter&Gamble.  
         Taka psychologia potrafi przełożyć się na cały rynek. Jeden kamyk rozpoczyna lawinę. A może działo się wtedy coś z planetami, które grawitacją zadziałały na inwestorów? Był wpis na blogu....
(Załamanie w Ameryce lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku. Był taki dzień, gdy Futures spadły o ponad 20 %)

Na obrazku jeszcze raz numeracja fal w spadku do 16 stycznia. Szukamy piątek na wykresie.
   


Na drugim obrazku daty z abonamentu na Wig 20.
   


W sumie jestem zadowolony ze wskazań tych dwóch Zapór Gwiezdnych z lutego.
Z wielką przyjemnością, niespiesznie, (chciałem napisać „pracuję”, nie ja się bawię) zajmuję się kilkoma Liczbami Planetarnymi, które kiedyś odrzuciłem. Jak się okazuje, odrzuciłem je zupełnie niesłusznie.
       Zmieniłem także zdanie (zdania nie zmienia tylko martwy i głupi) na temat gier komputerowych, gdy zobaczyłem grę, która wymyślił geniusz Willa Wrighta.
Dzieło pod tytułem Spore, pozwala graczom na tworzenie własnego wszechświata: od pojedynczej komórki aż po galaktykę.
     Odbiorca gry może w zasadzie przeżyć emocje równe Bogu dzierżącemu w dłoniach stery Stworzenia. Są w tej grze elementy biologii, astrofizyki, urbanistyki, mechaniki, a przede wszystkim galaktyczne sagi. Jest tu symulator ogólnych warunków grawitacyjnych, niezbędnych do tworzenia nowych gwiazd i planet, odtwarzania obecności czarnych dziur i pułapek czasoprzestrzennych.
     Wright, na konferencji w 2005r. W San Francisco, powiedział:
Rozmontowaliśmy dziesiątki możliwych światów, aby stworzyć poszczególne poziomy gry, które następują zgodnie z procesem ewolucji. Mikroorganizmy z początku gry, zanurzone w pierwotnej zupie, ewoluują stopniowo w istoty myślące, które podporządkowują sobie najpierw glob, a potem cały układ słoneczny.
     Gra fantastyczna! Porywa bajecznie!
Do tego ta gra jest nie tylko bluźniercza, ale i o zgrozo ma za podstawę ewolucję.
Tęgie głowy doradcze Wrighta doradziły mu wpisanie w logikę Spore propagandy. W finalnej rozgrywce istnieje wyłącznie Bóg katolików. Zatem nie ma niebezpieczeństwa, że gra ta mogłaby szerzyć świadomość laicką, lub co gorsza, agnostyczną.
      Za Wrightem stoi już (bowiem) jego Korporacja. A takie działanie nazywa się strategic planners.
I w ten sposób menedżerowie Korporacji Boga, zajęci walką z upowszechnianiem literatury dzięcęcej o tematyce magicznej, z wydawanymi powieściami ezoterycznymi, zajęci grożeniem kijem na Placu św. Piotra na Harrego Pottera, na Kod Leonardo da Vinci Dana Browna ( Nie czytajcie i nie kupujcie tej powieści – kardynał Tarcisia Bertone, były asystent Ratzingera w eks-Inkwizycji) nie zauważyli innego, znacznie większego zagrożenia, którym jest Spore.
       Książce Dana Browna udało się przeforsować myśl: - Należy przeczytać tę powieść, by zrozumieć manipulacje, jakie Kościół podejmował w swej historii.
Dla Inkwizycji i Marki, jest tu więc konieczność odpowiadania ogniem bezpośrednim.
W tym zamieszaniu zaistniał Will Wright i jego Spore. To jest dopiero mina! Ta gra zaskakująco osłabia stosunek konsumenta do produktu Korporacji Boga.

Procter&Gamble


Albo: - sutra serca.

Kościół ochrania Słowa broniąc je przed dewaluacją. Aby utrzymać absolutne pierwszeństwo, należy zostać depozytariuszem wartości absolutnych. Związana z tym produkcja znaczeń służy stabilizacji produktu na rynku. Kościołowi nigdy nie może się przydarzyć sytuacja, w której znalazła się, wiele lat temu, inna międzynarodowa korporacja o szerokim spektrum, Procter&Gamble.
       Ten amerykański koncern zaczął nagle tracić udziały w rynku na skutek puszczonej w obieg złośliwej pogłoski, jakoby jego logo zawierało szatańskie symbole.
W twarzy starca wpatrzonego w gwiazdy niektórzy dopatrywali się liczby 666.
Krążyła też inna plotka, sugerująca, że dla optymalizacji zysków ta wielka firma miała zawrzeć układ z diabłem, przekazując regularnie 10% swoich wpływów na konto pewnej satanistycznej sekty.
       Pogłoska narodziła się na zachód od Missisipi i szybko dotarła na wschodnie wybrzeże Stanów. W kwietniu 1985 roku, po z górą stu latach od założenia firmy, w obliczu bojkotu pilotowanego przez katolickich fundamentalistów, dotychczasowe logo zostało usunięte ze wszystkich opakowań.
      Jak to możliwe, że zwykła obmowa jest w stanie usunąć grunt spod nóg skonsolidowanej marce?
      To proste: zarówno przekaz ze strony marki, jak i obmowa mieszczą się w szeroko pojętym systemie komunikacji. Zatem dla szerokiej publiczności mogą osiągnąć tę samą wagę. 
       Zdarza się.
W gruncie rzeczy Kościół również komunikuje swoje wartości poprzez słowa. Nawet Słowo stało się słowem. Punkt krytyczny tkwi w sposobie w jaki słowa są zarządzane i dzielone.
W atmosferze ogólnego napięcia na rynkach światowych, spowodowanego przypadkami nietolerancji ze strony konsumentów wiernych innym markom, Benedykt XVI przywrócił centralność Marki, której jest przedstawicielem, głosząc, że jego produkt jest absolutnie najlepszy. Encyklika Deus Caritas Est.

Miłość jest najważniejsza....
Cała encyklika opiera się na ponownym podkreśleniu property Marki i żądaniu uznania jej prymatu. To miłość jest właśnie tym, co ustala wyższość religii katolickiej nad innymi. Ponownie chodzi o słowa. Przedstawiciele Słowa doskonale o tym wiedzą i działają skutecznie. Żadna inna religia nie określiła w sposób równie pełny i doskonały dynamiki „miłości” wiążącej konsumentów ze sobą, a ich wszystkich z Marką.

(Bruno Ballardini – Jezus i biel stanie się jeszcze bielsza).


Słowa w ciągu minionych wieków były przepisywane wielokrotnie......
Rozmawia ze sobą dwóch mnichów, młody ze starszym na temat manuskryptów klasztornych.
  • Mistrzu, wybacz że pytam, ale co by się stało gdyby mnich przepisujący stare teksty pomylił się i jakieś zdanie przepisał błędnie?
  • - To niemożliwe, tu nikt się nie myli.
  • - No, ale gdyby się pomylił?
  • - Mówię ci, że tu nie ma pomyłek, znasz tekst biblii na pamięć? Przyniosę ci jedną z pierwszych kopii i sam się przekonasz, że wszystko się zgadza. Starszy mnich poszedł po te teksty i nie ma go godzinę, dwie, trzy..... W końcu młodszy mnich zniecierpliwił się i poszedł szukać mistrza. Znalazł go w bibliotece, siedzącego nad dwoma tekstami biblii, starym i najnowszym. Mnich płakał.....
  • - Mistrzu, co się stało!?
  • - Znalazłem błąd! W starszym tekście jest napisane: - będziesz żył w celi, bracie.... a w tej nowej, przepisanej sto lat temu: - będziesz żył w celibacie.....

Zbyszkowo - Chryszczata

Trawa pocięta na makaron po kilku dniach wyschła i zmieniła kolor, już można działać. Mam także czas, dużo czasu, dlatego przy pracy mogę również myśleć. Bo gdybym czasu nie miał, tobym tylko pracował.
       A czas jest słuszny, bo poobiedni, zasiadam więc wygodnie i ...... coś mnie uwiera w pupę, coś leży pod śpiworem na którym usiadłem. Sięgam - to szyszka. Wypadła z torby pełnej szyszek, bo torbę trzymam w namiocie, aby mieć zawsze suchą rozpałkę.
I na hasło „uwiera - dokucza” przypomina mi się momentalnie anegdota:

Przychodzi baba do lekarza.
 - Panie doktorze, wyrostek mi dokucza.
- A w mordę gówniarza, to się zaraz odczepi.
   



Motyle siadające na rękach i nogach to zwykła sprawa. Dzieło stopniowo nabiera kształtów. Gotowe! Teraz trzeba korę umocować na zbielałym kiju wyciągniętym z potoku.
    


I tak powstał kolejny mebel - moje gospodarstwo rozwija się. Robię historyczne fotografie. Kolor serwetki na stole wskazuje, że wokół jest lipiec, a kora bukowa ma niepowtarzalnie ciekawe odcienie.
    



W końcu napis ustawiam na wybranym dla niego miejscu: w drzwiach kuchni – tu mam go na oku. Jest bardzo miło oraz niezwykle przyjemnie. Patrzę na to dzieło z miłością i czuję się jak …... w domu.

piątek, 6 marca 2015

Eden

Wstał mglisty dzień. Trawy są już bardzo wysokie, na nich silna rosa. Wczoraj padało. Nie muszę już schodzić codziennie do potoku przez ociekające wodą gąszcze – mam zapas wody w butli pięciolitrowej. 
     
 
Namiot w tych wysokich trawach jest już ledwo widoczny.
    



Koło południa wyszło słońce i postanowiłem zrobić wizytówkę z nazwą miejsca: -  Zbyszkowo Chryszczata. Pociąłem trawę na makaron i na korze bukowej wyłożyłem do wyschnięcia.
    



Trawa się suszy, przy cięciu wyłączam się zupełnie.
(Bo jest taka cisza, że przerywa ją tylko milczenie).

A tu dzień zrobił się cudny, wokół jak w raju, kto by siedział na miejscu? Pochodzę więc po tym Edenie!
        Aniele! Dziękuję....
  


czwartek, 5 marca 2015

Rynek winy


Marketing to wojna totalna. 
Aby odnieść w niej zwycięstwo należy starannie przygotować teren – wywołując na przykład psychiczny dyskomfort w grupie docelowej. Do tego celu nic nie nadaje się lepiej niż poczucie zadłużenia i powiązane z nim poczucie winy. (poczucie winy to słowo magiczne)
       Jest to złośliwy wirus, rozprzestrzeniający się z niesłychaną łatwością. Jednocześnie instytucje publiczne udają, że tego wirusa nie ma, ponieważ ten wirus jest ogromnie przydatny w integracji społeczeństwa i władzy.
      Poczucie winy to bat na gołe plecy maluczkich.
Istnieją całe społeczności i kultury różniące się pochodzeniem i historią – a wszystkie opierają się na poczuciu winy.
           Czy marketing mógł odrzucić narzędzie perswazji o tak potężnym zasięgu?
Jeszcze dziś, na agresywnym rynku proszków do prania, gdzie bój toczą inwazyjne strategie rynkowe, zwyczajem jest zarówno informowanie o cechach produktu, jak i serwowanie tym, którzy jeszcze produktu nie stosują, końskich dawek social ambarrassment, czyli poczucia winy, jakie wynika z domniemania, że w opinii otoczenia są oni brudniejsi i zaniedbani.
Pozornie ten atak ma tylko jeden cel: nawyki higieniczne.
         I pada tu drugie magiczne słowo: - nawyki.
A więc marketing uderza w klienta ulepionego z poczucia winy i nawyków i pod zasłoną walki o czystość wdziera się we wszelkie codzienne nawyki, a zatem całą filozofię życia rodziny, czyli w efekcie buduje światopogląd.
Stawką jest sposób bycia, a nie czystość.

Jeśli twoja biel jest mniej biała niż u innych, to nie jesteś na poziomie, nie sprostałeś wymaganiom opinii innych.
         Tu pada kolejne magiczne słowo: - opinia innych.
Czystość jest kategorią ducha, zatem ktoś, kto niechlujnie się nosi, ma zapewne nieczyste sumienie.

By móc sprowokować tego rodzaju reakcje psychologiczne potrzebna jest skuteczna komunikacja.
I tak się stało: - najwięksi w historii nadawcy nie ograniczyli się do zwiastowania „dobrej nowiny” ludziom rozsądnym, lecz postarali się tak upowszechnić poczucie winy, że objęło ono również niepewnych i maluczkich.
        Ta strategia zadziałała nieomylnie.

Wiadomo, jak budować poczucie winy. Według specjalistów od perswazji, zasada odpłaty jest jedną z najważniejszych. Nie potrzeba Kota i Lisa z Pinokia, by dojrzeć, że rozwój społeczeństwa opiera się na pajęczynie długów.
Ta pajęczyna tworzy sieć współuzależnień wiążących jednostki w zespoły. (dostałeś prezent? Odpłać się)
Przyjęto za oczywiste, że mit Edenu najbardziej się przysłużył do osadzenia motywacji konsumentów w zakupach.
Wszyscy przecież dążymy do lepszego życia i według wierzeń owo życie idealne było już naszym udziałem.
         Podobnie u zarania ery biznesu pierwszy product manager ponadnarodowej Korporacji, Paweł z Tarsu, w dwóch istotnych wypowiedziach sformułował wzorzec mechanizmu perswazyjnego, przejmując za jednym zamachem oskarżycielski potencjał zawarty w owym micie.

Utraciliśmy oto Eden, bo jesteśmy potomkami pierwszego grzesznika, który za to właśnie, że zgrzeszył, wyrzucony został z Raju. A zatem, genetycznie, i my jesteśmy grzesznikami.
W drugim etapie swojej genialnej strategii komunikacyjnej Paweł z Tarsu powiązał nierozerwalnie to wydarzenie z ofiarą Chrystusa, który w ten sposób odkupił grzech pierworodny.

To jest właśnie ten fundamentalny passus wyzwalający w grupie docelowej poczucie winy.

Od tego czasu epizod ów jest cytowany jako wzorcowy przypadek (case history), nadający śmierci adepta rangę „dowodu” dobrej jakości marki i dobrej wiary jego przedstawicieli, oraz w efekcie, sugerujący konieczność rewanżu poprzez bezgraniczną i bezwarunkową wiarę, jak w jakimś okropnym potlaczu.
(Potlacz – zrytualizowana postać wymiany w społeczeństwach prymitywnych, na mocy której obdarowany zobowiązany był do odwzajemnienia się ofiarodawcy jeszcze okazalszym prezentem)
Dla przyciągnięcia i przywiązania klientów nowej marki użyto jako symbolu nie wizerunku uosabiającego rajską szczęśliwość Edenu, lecz narzędzia tortur...... CDN.

Największa światowa Korporacja


Fundamentem każdej korporacji jest marketing. Albo inaczej: - wszystko jest marketingiem. Od rozrywki po informację, od kultury po badania naukowe, nie ma niczego, czego nie dałoby się wymyślić przy stoliku, z użyciem precyzyjnej strategii rynkowej.
Strategie rynkowe wpajane pokoleniom kandydatów na menedżerów, nie są wynalazkiem XX wieku – istnieją od dwóch tysięcy lat.
Najważniejszym narzędziem marketingu jest komunikowanie się z klientem.

Trzymam w ręku książkę, która w fascynujący sposób ukazuje profesjonalizm największych strategów w tej dziedzinie.
W tej książce jest również rozdział o skutecznych metodach zapewnienia sobie wierności klienta oraz o sztuce rozmieszczania punktów sprzedaży. Mamy tu również rozdział o benchmarku – nowoczesnej technice współczesnego marketingu.

Wielkim kapłanom dzisiejszego marketingu umknęła podstawowa kwestia: - że zachowują się jak faryzeusze.

Stosują rygorystyczne reguły, a gdy wpadną na nowe, adaptują je z hipokryzją, udając wiarę, której już nie wyznają. Ich poczynania wynikają z jakiejś cząstkowej wybranej techniki, podczas gdy strategia Kościoła od zawsze wykorzystywała ogół znanych technik – wszystkie jednocześnie i to w skali globalnej.

Teoria marketingu mix – oparta na formule czterech P: - product, price, place, promotion, wokół których odbywa się strategia sprzedaży, jest tu fundamentem.
Guru marketingu marzą o ewolucji naszej merkantylnej cywilizacji od pierwotnej fazy, w której wszystkie towary były dostępne, a nabywanie stanowiło akt spontaniczny, ukierunkowany jedynie na zaspokajanie potrzeb, do etapu, w którym towary są wytwarzane na podstawie agenda setting, a nawet sztucznie wykreowanych potrzeb.
I tu mamy do czynienia z absolutną próżnią etyczną, która pomaga nam zrozumieć powód, dla którego marketing i reklama nieustannie usiłują się wykazać szacunkiem wobec klienta. Powstała więc gromada kodeksów, arbitrów, organizacji ochrony konsumenta, mężów zaufania itp.
W żadnej innej dziedzinie usług dla ludności tego nie ma.

Guru marketingu wymyślają nowe techniki, a one przecież istnieją do dwóch tysięcy lat i są z powodzeniem stosowane przez ich rzeczywistych twórców, posługujących się niemal doskonałym mechanizmem zestrajania produkcji i konsumpcji, a mianowicie etycznym modelem konsumpcji (etycznym choćby dlatego, że działa na zasadzie konsumpcji …..etyki).
Jest to konstrukcja tak ogromna, że z trudem można ogarnąć jej granice. Jest to żywe arcydzieło, które każdego dnia się odnawia i odpowiada na oczekiwania konsumentów, odwołując się do ich dobrej woli.

Bruno Ballardini (ur.1954) – „Jezus i biel stanie się jeszcze bielsza”.
Eseista, teoretyk komunikacji, profesor rzymskiego uniwersytetu, przez wiele lat pracował jako copywriter w dużej agencji reklamowej, kompozytor muzyki elektronicznej. Autor La morte della publicita (1994), Manuale di disinformacione (1995). Mieszka w Rzymie i Tokio. Książka „Jezus....” (2000) ukazała się w Kanadzie,Francji, Ameryce Południowej, Niemczech, Portugalii, Hiszpanii, Chorwacji.

środa, 4 marca 2015

Chatka Puchatka

- Wielu ludzi boi się Pustki, bo kojarzy się ona z samotnością. A samotność jest tak zdrowa! To Krynica w której można odzyskać siebie....Pustka, to nie jest osamotnienie - chorobliwy stan umysłu.
Pustka, albo Samotność, to zdrowy stan umysłu. Tak samo jak Dostatek. 
Dostatek, bogactwo, to stany umysłu a nie liczba zer na koncie, albo stan zewnętrzny.

Wielu osobom wydaje się, że trzeba wszystko wypełnić:
 - terminarze
 -  zbocza gór,
-  puste działki 
- zapisać wolne kartki,
-  ogrodzić swój teren. 
A gdy te wszystkie wolne przestrzenie zostaną wypełnione, to co wtedy? 
Nie będzie nic do zrobienia? A świat codziennie tak pięknie startuje do wyścigu z czasem!
Dlatego większość żyje według hasła: - "Zrób coś - nie ważne co, - idź do kina, pogadaj z kimś, włącz telewizor, aby tylko nie zostać sam na sam ze sobą!"

Jak mówił Osho, to hasło: -"Zrób coś", jest podpowiedzią diabła. Pochodzi od diabła, bo diabeł boi się Pustki.
Więc gdy czai się Pustka - Samotność pod twoimi drzwiami, ty starasz się ją przegonić, ale ona nie odchodzi. Wtedy niektórzy poddają się i w pokorze piją z Krynicy Samotności.
I wtedy następuje Olśnienie: - Po odrzuceniu Świata Wielkiego Napchanego Bigosu odkrywają Pełnię Niczego.

Tak, jak tę Pełnię odkrył Kubuś Puchatek:
- "Powiedziałem do niego: - powinieneś wiedzieć, co się dzieje na świecie, jesteś oderwany od życia.
- Skąd mam to wiedzieć? - Zapytał Kubuś.
- Z radia na przykład - odpowiedziałem.
- Z tej skrzynki? - Kubuś.
- Ja: - tak. Pstryk! ......głos w radiu: - Nad centrum Los Angeles zderzyło się pięć samolotów. Jest trzydzieści tysięcy zabitych.
- Hmm, - powiedział Kubuś, - wolę słuchać śpiewu ptaków.
- Może i masz rację - powiedziałem. Pstryk!"

( Książka: - Tao Kubusia Puchatka - Benjamin Hoff )
     Chatka Puchatka niestety nie jest w lodzie. Widoczność jak widać.
   

Na kolejnym zdjęciu widok z drzwi Chatki, widać literę W-wejście i tę drugą chatkę o 40 m dalej.
   

Połonina przy Chatce. Wieje.
   


Poręcze obrosły malowniczo. Czy tylko dla mnie wiele rzeczy wokół ma w sobie tyle malowniczości?
  


  


A teraz piękna prosta rozmowa, czyli co ostatnio mi się przydarzyło.

Poznaję jakiegoś człowieka. On paple na okrągło. Sieczka. Nie ma nic do powiedzenia. Nie słucham więc, wpadam w obserwację: - leci mucha. Usiadła na stole. Idzie. Przystanęła. Słychać szczekanie psa. To jest właśnie to sławne tu i teraz.....
Siedzę sobie i jest dobrze. Naraz czuję, że ten facet o coś mnie pyta. I odbieram:
-  To ty nie słuchasz wiadomości? I już jest tekst z Kubusia Puchatka
  - Jakich wiadomości?
 - Ze świata. -
 - Nie słucham, bo po co mam słuchać?
- Żeby wiedzieć co się dzieje. (Czyli kto komu głowę urżnął)
 - Po co to? Zapraszasz mnie do swego świata? Czy ja ciebie namawiam abyś żył jak ja? A może chcesz usłyszeć że dałeś się zamknąć w więziennej klatce nawyków i jedynie słusznego życia?
                                I naraz przychodzi spontaniczność!
Przychodzi to mało powiedziane! Jak to miło zachowywać się swobodnie, na luziczku znaczy. (tresura społeczna określa takie zachowania chamstwem):
       Mówię: - Na amerykańskich filmach o Dzikim Zachodzie, gdy dwóch rewolwerowców rozmawia ze sobą w saloonie przy szklance wody ognistej, jeśli jeden z nich chce wywalić prawdę drugiemu, a nie dostać dziurki w czole, mówi najpierw: - „Bez urazy”. A potem może już mówić śmiało.
        A więc: - „Bez urazy”, czy pomyślałeś kiedyś, że jesteś karmiony gównem informacyjnym i pozwalasz na to? A poprzez takie życie stajesz się debilem? I facet się obraził. 
Całkiem. 
Lecz być może, być może..... ziarno tej rozmowy zakiełkuje kiedyś.... 
       Dzięki ostremu językowi mam wyłącznie takich znajomych, z którymi nadaję na jednej fali. Bez urazy, ale prawda oczyszcza przedpole.
Patrzę na mego pieskowego przyjaciela ratlerka Dyzia. On się nie krępuje, jeśli nie lubi jakiegoś psa, czy człowieka, to pokazuje mu zęby. I to jest szczere. Uczmy się od psów?
A wszystko co szczere jest godne i sprawiedliwe i tego trzymać się trzeba.

Lecz autor także do tej szczerości dojrzewał dość długo.

PS. Czytelniku, nie idź moją drogą bo możesz wpaść w tarapaty.