piątek, 13 stycznia 2017

Leszczynowa wędka

Intelekt jest jedynie narzędziem, a inteligencja umiejętnością korzystania z tego narzędzia.
Narzędzie, nie musi być wspaniałe, wręcz przeciwnie, może być całkiem skromne.

Kilka lat temu, nad jednym z jezior mazurskich grupa wędkarzy siedziała na końcu długiego pomostu „mocząc kije” jak się to mówi. Było lato, zbliżało się południe upalnego dnia. Ryba nie brała.

Od wielu lat nie łowię (bo nie muszę), przyszedłem na pomost, aby popatrzeć na wystawę drogiego wędkarskiego sprzętu.
     Teleskopowe wędziska z poliwęglanów, chromowana skomplikowana maszyneria kołowrotków, bajecznie kolorowe spławiki z balsy z antenkami i bąbelkiem na szczycie. Jednym słowem same bajery na pomoście, który zamienił się w „bajerplatz”.
Bo do drogiego sprzętu dołączyły się rozmowy, kto co złowił i w jakim egzotycznym zakątku świata.
Jednym słowem zawodnicy byli z extra klasy a sprzęt z najwyższej półki.

Podnoszący się upał powodował stopniowe zamieranie rozmów, aż zapanowała senna cisza. Ryba konsekwentnie nie brała.

W pewnym momencie dały się słyszeć ciche kroki. Nadchodził boso jakiś widać miejscowy staruszek. Szedł wolno w dziurawych spodniach, przepasanych sznurkiem, w brudnej koszuli, a w ręku trzymał wędkę z leszczynowego patyka.
         Podszedł do wędkarzy, powiedział grzecznie "dzień dobry" i zapytał: - jak tam ryba?

Wędkarze ubawieni patrzyli na niego z wyższością.
- Nam nie bierze, ale może panu będzie brała!
I towarzystwo zarechotało swobodnie.

Starzec znalazł wolne miejsce, sięgnął do kieszeni i rzucił do wody garstkę małych kuleczek wielkości śrutu.
Po czym niespiesznie odwinął kilka metrów żyłki uwiązanej do kija, założył coś na haczyk i zarzucił.
Stał.
Bo nie miał stołeczka.

Towarzystwo siedziało wygodnie rozparte na krzesełkach z oparciem.
- Nogi pana zabolą od tego stania – wysilił się któryś z wędkarzy – profesjonalistów.
Gdy tylko wypowiedział to zdanie, dziadek zaciął.
Leszczynowa wędka wygięła się w pałąk, końcówka zanurzyła się na moment w wodę, potem dziadek opanował rybę i pewną ręką, spokojnie ją podprowadził bliżej pomostu.
  • Czy mógłby mi pan użyczyć podbieraka? - Zwrócił się do wędkarza, który siedział obok. Ten się podniósł i podał dziadkowi sprzęt. Po chwili nastąpiło niezwykle sprawne podgarnięcie i na pomoście wylądowała dorodna płoć.
Dziadek zarzucił ponownie.
Upłynęły może dwie minuty i spławik z gęsiego pióra znowu zanurkował.
Tym razem ryba była większa, lecz także widać było wyraźnie, że dziadek się bawi, przedłużając prowadzenie ryby na pałąku leszczynowej wędki.
Patrzyłem na twarze wędkarzy, a na nich malowało się osłupienie.

Dziadek podebrał drugą, jeszcze bardziej dorodną płoć.
Po chwili już zawijał żyłkę na kiju, kończąc łowienie.

- Dwie ryby mnie wystarczą – rzucił wyjaśniająco - jedna będzie dla mnie, a druga dla mojej starej.

Następnie podszedł z podbierakiem do jego właściciela i powiedział: - Bardzo panu dziękuję, ma pan poręczny podbierak!
Do widzenia!
I usłyszeliśmy oddalające się stąpania bosych stóp po pomoście.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz