piątek, 6 grudnia 2019

Bajka o kaczątku


Asceta sufich, Shams-e Tabrizi, opowiada o samym sobie taką historię:

Od dziecka uważano mnie za nie przystosowanego.
Chyba nikt mnie nie rozumiał.
Mój własny ojciec powiedział mi kiedyś:
— Nie jesteś dostatecznie szalony, by cię zamknąć w domu wariatów, ani też dostatecznie skupiony,
by dać cię do klasztoru.
Nie wiem, co z tobą zrobić.
 
A ja odpowiedziałem:
— Raz włożył ktoś kacze jajko do gniazda kury. Gdy kaczątko przebiło skorupę,
chodziło razem z matką kwoką,
aż kiedyś doszli do stawu.
Kaczątko poszło prosto do wody,
a kura została na brzegu, gdacząc przestraszona.


Tak więc, kochany ojcze, ja wszedłem w ocean
i w nim znalazłem swoje miejsce.
I nie możesz
winić mnie za to,
że ty zostałeś na brzegu.

czwartek, 5 grudnia 2019

Grzybowe Królestwo Krasnoludków


Przypominam jedną z hipotez, która mówi, iż grzyby pochodzą spoza Ziemi.




Inny z mykologów całkiem poważnie dywaguje, że zwyczaje grzybów są tak  specyficzne i tajemnicze, że mogą one pochodzić nie tylko spoza Ziemi, ale 
nawet  z Królestwa Krasnoludków.


Miss Ewolucja w swojej pracy wykorzystywała skwapliwie zdolności grzybów do pomocy roślinom, w wyjściu tych ostatnich z praoceanu na ląd. Tak, tak - nie tylko zwierzęta wyszły z wody.




Było to możliwe dzięki mikoryzie, jednemu z najstarszych procesów symbiotycznych. Rośliny, wychodząc z wodnego środowiska na ląd, potrzebowały jakiegoś organizmu, który pomógłby im przyswajać azot albo minerały – i tę funkcję zaczęły spełniać grzyby.




W pewnym okresie ewolucji rośliny miały tylko kilka centymetrów wysokości, a grzyby po kilka metrów! Ciekawe jak wyglądałoby grzybobranie w takich warunkach: - drzewa wysokości mchu, a grzyby jak przysadziste dęby!

Siekiera, piła, potem z trudem załadować takiego sporego osobnika na przyczepę traktora i do domu! 
A tam czeka nasza kobita i ona to się dopiero ucieszy!
Po milionach lat nastąpiło odwrócenie ról – grzyby zmalały i zeszły do gleby, poukrywały się w ściółce i zaszyły w zakamarki, a rośliny wybujały. 
Czyli nasza znajoma miss Ewolucja, w pewnym momencie zabawiła się w politykę, rozumianą jako eksperymenty na żywych organizmach.


środa, 4 grudnia 2019

Deszczowa kołysanka

Od potoku dobiega świergot ptaków, a świerszcze tak grają, że aż w głowie dzwoni. Śniadanie i radośnie ruszam przed siebie.

Okolica ..... no bieszczadzka! Czas w tej Świątyni biegnie niby niespiesznie, ale biegnie i kiedy wracam, chyli się już kolejny niewysłowiony bieszczadzki dzień, w którym miałem wszystkie rodzaje pogody: - i mgły i wschód kolorowy, czas bezwietrzny i wicher, błękit i burzę.





Przyniosłem wodę (trzy butelki = 4,5 litra) miskę wystawiłem na łapanie deszczu, zapas szyszek i patyczków jako sucha rezerwa umieszczony w namiocie, pojadłem po drodze jagód i malin, a czuje głód wilczy. 






Bo przeszedłem 15 kilometrów, jednym słowem czynny biwakowy dzień za mną. Jeszcze nadlatują pojedyncze gzy, co zapowiada, że znowu będzie padać. Elektryczność w powietrzu czuje się wyraźnie – wystarczy dotknąć włosów na głowie. Jeść! Sprawna ceremonia rozniecenia ognia jedną zapałką i już bulgocze w garnku. Wrzucam co trzeba - będzie konkretna gęsta zupa.



 A sprawa deszczu wyjaśnia się niebawem: - tylko zjadłem, gdy pociemniało i mrucząc zapowiedziała się burza. 
Nadchodzi bardzo miły czas dla najedzonego. Wsuwam się atoli do namiotu, zapisuję te oto słowa i moszczę w śpiworze. Leżę w błogostanie i myślę sobie: - czas na kołysankę deszczową.                   
I jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w tropik uderzają pierwsze krople deszczu. Walnęło jakby od niechcenia kilka piorunów, ospale przetoczyło się echo grzmotów i już tylko jednostajne pukanie kropel deszczu nad głową. 
W Boskim Teatrze Siedem Gwiazdek powolutku kończy się codzienne przedstawienie.
       Ten deszczowy szmer po pierwsze primo jakby opowiadał bajkę, albo nucił kołysankę.                                                                                                               Po drugie primo cudnie usypia.
Wreszcie po trzecie primo: - nadpływają miłe wspomnienia z dzieciństwa....

Oto już chodzę do szkoły, ale są wakacje i przyjechałem na letnisko do domu cioci pod Warszawę. Dom ma oszkloną werandą krytą blaszanym dachem. Czytam książkę, pada deszcz, a krople pukają w blaszany dach jak w bębenek, grając monotonną deszczową kołysankę.

poniedziałek, 2 grudnia 2019

Teresa Neumann

Są sprawy niepojęte, jak mówi pismo święte.                                        

Przypominam sobie, że i mnie było niełatwo uwierzyć tak od razu w bretharianizm. Potrzebowałem czasu, minęło więc kilka miesięcy i dopiero wtedy zagadnienie zaakceptowałem. Nic dziwnego, że osoby, które się nie zetknęły osobiście ze zjawiskiem, są sceptyczne.
Dom na Górze to miejsce w którym poznałem Jana Gabriela, bretharianina, człowieka nietuzinkowego, z darem uzdrawiania, skorego do żartów. Potrafił sypać jak z rękawa zabawnymi wierszykami, a wśród nich trafiały się także limeryki.


Był raz Ignac za stodołą 
Tam zobaczył Mańkę gołą:                                                                        
Pochwalony! I już zmierza w stronę żony.                                                    
Czyś ty Ignac jest szalony?                                                                        Puknij ty się chłopie w czoło!


Kiedyś pomagałem Janowi w budowie chodnika wożąc taczką materiały. Akurat przechodziła leciwa sąsiadka i widząc mnie przy pracy rzuciła: - Szczęść Boże!                                                                                                                

 Te wszystkie - Niech będzie pochwalony, na wieki wieków – nie są z mojej bajki, tudzież nie używam ich. W momencie pozdrowienia, mój luzacki umysł, z powodu słowa Boże, zakwalifikował pozdrowienie do kategorii kościelnych, a że nie chciałem być niegrzeczny, sprawnie poszukałem w głowie dostatecznie świętej maksymy i odpowiedziałem pierwszą, która przyszła na myśl                 – I z duchem twoim. Ta odzywka wydała mi się jednak jakaś niedokończona, więc dodałem jeszcze - Amen.                                                                Wypadło to tak spontanicznie i zabawnie, że sąsiadka już dawno poszła, a my z Janem śmialiśmy się, aż nas brzuchy rozbolały. Śmialiśmy się swobodnie, ponieważ obaj nie darzyliśmy autorytetem kk.                                                                
Na zdjęciu Jan z autorem bloga przy wejściu do rezerwatu Kamienne Miasto.

Przypomnę, że Jan Gabriel nie przyjmował pokarmów 12 lat, jednak nawadnianie było – trzy, cztery szklanki dziennie (herbata, napar ziół, kawa).

W poprzednim wpisie wspomniałem o Niemce - Therese Neumann. Atoli najpierw wiersz.

„A któż to jest ten mały dzidziuś w kaftaniku?
Toż to mały Adolfek, syn państwa Hitlerów!
Może wyrośnie na doktora praw?
Albo będzie tenorem w operze wiedeńskiej?
Czyja to rączka, czyja, uszko, oczko, nosek?
Czyj brzuszek pełen mleka, nie wiadomo jeszcze:
drukarza, konsyliarza, kupca, księdza?”.

Zwrotka z wiersza Pierwsza fotografia Hitlera – Wisława Szymborska

Czemu piszę o Hitlerze? Z prostego powodu: - jego nazwisko jest kojarzone z Teresą z Konnersreuth (ur. w Bawarii 9 kwietnia 1898 w Konnersreuth; zm. 18 września 1962, tamże) niemiecką mistyczką i stygmatyczką.

Tajemnica niejedzenia.

W wieku 27 lat Teresa miała objawienie i od tej pory przez 36 lat nie przyjmowała pokarmów. Po kilku latach niejedzenia, zaprzestała również nawadniania.
Hitler był nieco starszy od Teresy. W 1933 roku, gdy został kanclerzem, zlecił badanie bretharianki, której historię dobrze znał mocno interesując się sprawami mistycznymi i paranormalnymi, a wizjonerka była już sławna, ponieważ nie tylko nie przyjmowała pokarmów od siedmiu lat, ale również miała wizje.                                                                                                         Hitlerowi chodziło o odkrycie tajemnicy niejedzenia i zastosowanie jej w wojsku. (Zamiast zapasów jedzenia i picia żołnierz mógłby dźwigać więcej amunicji, no i odpadłby problem aprowizacji wojska).

Teresa była więc badana i w tym celu przez jakiś czas przetrzymywana na obserwacji. Po tym badaniu na biurku Hitlera znalazł się raport lekarski potwierdzający fakt obywania się Teresy od jedzenia i picia - jedynie codziennie w południe mistyczka przyjmowała eucharystię.                                                                                                                                                          Azaliż w ostatnim akapicie raportu lekarze napisali: - Na pytanie jaki jest mechanizm zjawiska, nauka niemiecka niestety nie potrafi odpowiedzieć. Według dostępnej wiedzy lekarskiej Teresa Neumann powinna umrzeć, lecz z jakiegoś niewyjaśnionego powodu nadal żyje.
                                                                                                                     Niemożność odkrycia tajemnicy niejedzenia spowodowała, że Hitler przestał interesować się sprawą, lecz nie pozwalał bezpośrednio fizycznie nękać mistyczki, która nie podzielała poglądów nazistowskich.                                    

Za czasów III RzeszyTeresa Neuman była tylko ośmieszana i zniesławiana przez władzę. Naziści wiedzieli o jej poglądach i obawiali się jej rosnącej popularności.

Adolf skupił się na relikwiach i polecił zabrać ze skarbca Habsburgów w Wiedniu Włócznię św. Maurycego, która od tej pory znajdowała się w jego gabinecie. Uważał bowiem tak samo jak Napoleon, że Włócznia ma mistyczną moc i wybrańcom daje zwycięstwo.

Dziś Teresa Neumann jest nieboszczką, a więc spełnia podstawową i obowiązkową przesłankę dla zostania świętą. Dlatego pojawił się przy tym nazwisku propagandowy szum kościelny.

piątek, 29 listopada 2019

Bajka o koszuli dla cara



W dawnej Rosji przyszedł taki dzień, gdy car ciężko zachorował. Nieszczęsny człowiek!                                                                              W niczym już nie znajdował upodobania. Życie wydawało mu się puste i daremne. Wszyscy lekarze z całego imperium przewinęli się u wezgłowia jego łoża, lecz żaden z nich nie zdołał uleczyć melancholii cara… Tak było do dnia, w którym pewien wielki mędrzec znalazł w końcu lekarstwo.
- Car może zostać uleczony – stwierdził. – Wystarczy znaleźć człowieka doskonale szczęśliwego, zdjąć z niego koszulę i poprosić cara, aby ją nałożył. Wtedy nasz władca odzyska zdrowie!

Natychmiast rozesłano posłańców po całym imperium w poszukiwaniu człowieka doskonale szczęśliwego. Lecz, niestety, okazało się wkrótce, że znalezienie człowieka zadowolonego ze wszystkiego graniczy z niemożnością. Ten, który był bogaty, był chory. Ten, kto cieszył się dobrym zdrowiem, uskarżał się na swoją biedę albo na żonę czy dzieci. Wszyscy – bez wyjątku – mieli coś do zarzucenia.
A jednak pewnego dnia, przejeżdżając obok nędznej chaty, syn cara usłyszał dochodzący z niej głos i te słowa: „O, jakie szczęście! Dobrze dziś pracowałem! Dobrze zjadłem! Mogę teraz pójść spać. Czegoż więcej żądać od życia?”.
Carewicza ogarnęła wielka radość. Znalazł w końcu to, czego szukał.
Przywołał swą służbę i nakazał, by natychmiast weszli do chaty tego człowieka, kupili lub wykradli jego koszulę i zawieźli ją carowi.
Słudzy pośpiesznie otoczyli chatę, by zdobyć koszulę szczęśliwego człowieka. Ten jednak był biedny do tego stopnia, że na koszulę nie było go stać, w związku z tym po prostu jej nie miał.

czwartek, 28 listopada 2019

Myśli przy układaniu drewna

Ciężkowice. Kierunek - Dom na Górze.


Z rynku w Ciężkowicach do Domu na Górze jest około trzech kilometrów, a więc niewielki spacerek. Tu czekają na mnie proste prace fizyczne, a owe dają zdrowe zmęczenie, sprzyjają także poukładaniu myśli.                                                                                                               
Najpierw tylko wożę drewno i je układam. Lubię układać drewno…. Tylko wożę i układam, a nie myślę, chociaż mam czas. Jest to działanie bardzo relaksujące.                                                                                                       

Trochę to trwa, lecz przecież nie przyspieszysz ani nie opóźnisz, luzik ma być. I przychodzi ta chwila, gdy pojawiają się przejrzyste myśli. 

                                                                                                               


Po wielu latach swobodnych studiów, moje serce jest przy filozofii sufich.   
Jezus nauczał filozofii sufich….. Był wiele lat w Indiach, był oświeconym…..
Jak buddyzm przenieść na Bliski Wschód? Zadanie niełatwe. Trzeba operować alegoriami.                                                                               
Stąd się wzięło „Moje królestwo nie jest z tego świata”. 
                                      

Kapłani najpierw zamordowali Jezusa rękami Rzymu (wpis Wynalazca autorstwa Anthonego de Mello) aby potem wybudować na Nim Instytucję. To jest schemat powtórzony wobec wielu tzw. świętych. Tak niedawno pisałem o Joannie d’Arc. 
Południe - dzwonią kościelne dzwony. Ależ malowniczo dźwięki dzwonów roznoszą się echem po górzystej okolicy. Są rzeczy niepojęte, jak mówi pismo święte …                                                                                                                  Cóż za przypadek, że właśnie tutaj było mi dane poznać Jana Gabriela. Przypomina mi się także przypadek Niemki Teresy Neumann. Trzeba będzie przypomnieć tę niezwykle frapującą i pouczającą historię na blogu.                   Piła nówka - wchodzi w deski jak nóż w masło.

Zasada czarnych jest odwieczna tudzież prosta: - Święty musi być martwy – dopiero wtedy można mu bezpiecznie przypisać każdą wypowiedź. On jako nieboszczyk już nie ma szans na jej sprostowanie…..
Wszechobecna manipulacja, żeby nie powiedzieć fałsz.                                                                     
Sama religia chrześcijańska nie jest ani lepsza, ani gorsza od innych  wyznań. Ona po prostu jest. Natomiast w ręku ludzi podłych każda religia jest bardzo wygodnym narzędziem do sterowania ciemnym ludem.                                 

                                                                                                          

W tych dniach papież przyjechał do Japonii. 
Mógł, to przyjechał. Telewizja pokazała taniec stworzony na powitanie papieża. Elementy, ruchu w tańcu oczywiście japońskie – czyli grzeczne "dzień dobry panu papieżowi".                                                                                                                           
 Na powitanie Franciszka przybyło 35 tysięcy obywateli. Cała mniejszość chrześcijańska w Japonii liczy (bowiem) jeden procent ogółu.          
Jak to? Bilety do nieba obiecują, sprzedają je nawet, a tak mało Japończyków w to wierzy?  Był wpis - " Film Milczenie".
  

Wszyscy urodziliśmy się równi i wolni, a wolność polega między innymi na swobodzie zdobywania wiedzy. Kiedy ktoś zaczyna studiować inne religie i ich historię, nieuchronnie staje się teologiem, a wówczas ta wiedza u zdrowego psychicznie osobnika powoduje bezpowrotne wyparowanie wiary w jakiekolwiek dogmaty. 
         Coraz silniej zaczyna przejawiać się potrzeba samotności. Budzi się asertywność - zdecydowanie odsuwamy od siebie złodziei czasu, przez co otoczenie oczywiście przylepia nam etykietę odludka. O mnie tak mówią niektórzy. A przecież zdrowemu psychicznie osobnikowi opinia innych powinna wisieć. Mnie ona wisi i to bardzo, a więc jestem bardzo zdrowy.

Natomiast mechanizm swobodnego dostępu do wiedzy opisał niezwykle przepięknie Edward Stachura, kiedy w trakcie włóczęgi, gdzieś nad Sanem, spotkał małego chłopca, a ten wypowiedział banalną myśl, że nie lubi chodzić do szkoły. 

Zamyślił się Sted, lecz już po chwili wyjaśniał, bardziej sobie niż chłopcu:

Do szkoły trzeba chodzić, bo szkoły są dobre, chociaż mądre nie są. Szkoły są dobre, bo gdyby człowiek cały ten czas, który musi przesiedzieć w szkole, przeznaczał na zdobywanie prawdziwej wiedzy, to wtedy nie mógłby już mieszkać między ludźmi.
Dlatego szkoły są dobre, chociaż mądre to one nie są. 

Myśląc w sposób wyżej opisany, sprawnie, oraz w pogodnym nastroju - zakończyłem układanie drewna.