Pokazywanie postów oznaczonych etykietą boski teatr siedem gwiazdek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą boski teatr siedem gwiazdek. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 grudnia 2019

Deszczowa kołysanka

Od potoku dobiega świergot ptaków, a świerszcze tak grają, że aż w głowie dzwoni. Śniadanie i radośnie ruszam przed siebie.

Okolica ..... no bieszczadzka! Czas w tej Świątyni biegnie niby niespiesznie, ale biegnie i kiedy wracam, chyli się już kolejny niewysłowiony bieszczadzki dzień, w którym miałem wszystkie rodzaje pogody: - i mgły i wschód kolorowy, czas bezwietrzny i wicher, błękit i burzę.





Przyniosłem wodę (trzy butelki = 4,5 litra) miskę wystawiłem na łapanie deszczu, zapas szyszek i patyczków jako sucha rezerwa umieszczony w namiocie, pojadłem po drodze jagód i malin, a czuje głód wilczy. 






Bo przeszedłem 15 kilometrów, jednym słowem czynny biwakowy dzień za mną. Jeszcze nadlatują pojedyncze gzy, co zapowiada, że znowu będzie padać. Elektryczność w powietrzu czuje się wyraźnie – wystarczy dotknąć włosów na głowie. Jeść! Sprawna ceremonia rozniecenia ognia jedną zapałką i już bulgocze w garnku. Wrzucam co trzeba - będzie konkretna gęsta zupa.



 A sprawa deszczu wyjaśnia się niebawem: - tylko zjadłem, gdy pociemniało i mrucząc zapowiedziała się burza. 
Nadchodzi bardzo miły czas dla najedzonego. Wsuwam się atoli do namiotu, zapisuję te oto słowa i moszczę w śpiworze. Leżę w błogostanie i myślę sobie: - czas na kołysankę deszczową.                   
I jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w tropik uderzają pierwsze krople deszczu. Walnęło jakby od niechcenia kilka piorunów, ospale przetoczyło się echo grzmotów i już tylko jednostajne pukanie kropel deszczu nad głową. 
W Boskim Teatrze Siedem Gwiazdek powolutku kończy się codzienne przedstawienie.
       Ten deszczowy szmer po pierwsze primo jakby opowiadał bajkę, albo nucił kołysankę.                                                                                                               Po drugie primo cudnie usypia.
Wreszcie po trzecie primo: - nadpływają miłe wspomnienia z dzieciństwa....

Oto już chodzę do szkoły, ale są wakacje i przyjechałem na letnisko do domu cioci pod Warszawę. Dom ma oszkloną werandą krytą blaszanym dachem. Czytam książkę, pada deszcz, a krople pukają w blaszany dach jak w bębenek, grając monotonną deszczową kołysankę.

czwartek, 24 października 2019

Coco Chanel


Boski Teatr Siedem Gwiazdek na górze 686.
Te siedem gwiazdek to Wielki Wóz – cztery gwiazdy w wozie, trzy w dyszlu.
Widz tylko jeden, kurtyna w górę!
Kolorowy świt za mną, teraz obserwuję, jak od strony Soliny nad Baligród powoli nadciąga burza.
Odezwał się głód - a więc pora na ceremonię śniadania.


Kroję plasterek masła, kładę na kromce chleba, a kiedy masło przykrywam białym serem, do głowy przychodzi sentencja Noblistki Szymborskiej: -               
             Przykryty tą płytą nagrobną
                  leży Jan Rokita.
            Maria osobno.




Burza nadciągnęła i zatrzymała się. Zrobiło się bardzo ciemno, na Boski Teatr Siedem Gwiazdek spłynęło dziwnie szare światło, przyroda wstrzymała oddech, nawet świerszcze zamarły i naraz jak nie pieprznie!!!!
Piorun uderzył tuż tuż, bo grzmot był niemal jednoczesny z oślepiającym błyskiem!
Aż mi żołądkowa treść podskoczyła! 


Cóż za fantastyczne widowisko serwuje burza przeżywana w bieszczadzkim plenerze!
Odbieram ją jako żywą istotę. Żywą i groźną, o czym przypomina istna kanonada grzmotów wsparta jedynym w swoim rodzaju echem. Po każdym grzmocie echo odbite z tyłu przetacza się w przód, a potem z lewa na prawo.
    Na zieloność spadają miotły deszczu, a przecież w Bieszczadach, także w tym roku deszczu jest dość - łąki są wyjątkowo bujne i pełne wilgoci.


Stoję przy namiocie gotowy do zanurkowania i patrzę, patrzę w radosnym uniesieniu, a rozszerzone nozdrza chłoną silny zapach ozonu.
   Pomimo huku grzmotów, coraz wyraźniej słychać narastający szum - zbliża się ściana deszczu. Jest o sto metrów, o pięćdziesiąt - hop do namiotu, teraz szybko zasunąć suwak i lunęło!
Po gwałtownej, a przez to zwykle krótkiej burzy, następuje klasyka mgieł i kropel.


     
Wiatr zmienił się na zachodni, spycha chmury, co chwila jest inny układ obłoków, a ja tak lubię na nie patrzeć.... Cudnie, cudnie jest!




Kurczę, uczestniczę w jakimś bajkowym, niepowtarzalnym spektaklu?
Czy rzeczywiście jest tu aż tak przepięknie, czy tylko umiem się cieszyć?
Chyba jedno i drugie, a do tego macierzanka po deszczu dokłada swój delikatny zapach.....


Bo przecież wystarczy być ze sobą w zgodzie, czego życzę wszystkim Czytelnikom, gdyż takie nastawienie dodaje skrzydeł, a wtedy z łatwością wpada się w zachwyt.
Niewinny dziecięcy zachwyt.
     Tu pasują jak ulał słowa Coco Chanel: – Być może urodziłeś się bez skrzydeł, lecz one zawsze mogą ci wyrosnąć, tylko im w tym nie przeszkadzaj.