Jest taka obiegowa opinia i to zwykle wygłaszana
przez tych, którzy na związku z drugim korzystają, wysysają go i depczą,
dowartościowując się dzięki niemu.
Tu widzę dwie możliwości:
- po pierwsze primo oboje są zbudowani z tej samej
debilskiej gliny pod nazwą tradycja.
- po drugie primo tym chorym związkiem rządzi
masochizm.
Ci
doświadczeni, którzy dostali w związku, czy w związkach w dupę, przeważnie nie
udzielają pouczeń małżeńskich i siedzą cicho.
Azaliż zdarzają się wyjątki, spotykam bowiem mocno nieliczne stare małżeństwa, które
autentycznie po 50 latach związku kochają się. Jeśli jedno mówi – drugie słucha
i ma przy tym „perły w oczach”, jak to ładnie ujął Stachura.
Temat wyjątków Stachura
wyjaśnił krótko: Wyjątek nie potwierdza
reguły, on ją kompromituje.
Teza: - We
dwójkę łatwiej iść przez życie.
Iść? I czytamy Krzysztofa
Vargę:
- Chyba się czołgać i to przez pustynię swojej ukrywanej samotności. Czołgać się stękając z wysiłku i bylejakości, z nudów i beznadziei. Wokół nie ma już żadnej oazy, a ty czołgaj się człowieku w zawziętym milczeniu, albo wśród wzajemnych pretensji, gniewów i oskarżeń. W takim związku walczysz, dopóki ci się nie znudzi, wtedy zapada decyzja rozwodu, albo zostałeś uzależniony, zniewolony i poddając się dominacji, czy zgadzając się na kompromisy, tracisz stopniowo chęć do życia.
PS. Fakt - jak Czytelnicy wiedzą, wspomniane wyżej czołgania przerobiłem wystarczająco dokładnie. Kiedy postanowiłem "skoczyć nie mając skrzydeł" - one wyrosły mi już w locie, a życie po nowemu okazało się zaskakująco przyjazne.





.jpg)
.jpg)



.jpg)


.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)







.jpg)
.jpg)
.jpg)








