wtorek, 18 kwietnia 2023

Lustro Alicji


Jak wiemy, Wszystko łączy się ze Wszystkim. Stopniowo powinno do nas docierać, że za ten magicznie połączony świat odpowiadają niewidzialne nici fizyki kwantowej.

Od czasów Riemanna matematycy badali własności wielokrotnie połączonych przestrzeni, w których różne obszary przestrzeni i czasu są ze sobą splecione. Fizycy, którzy kiedyś myśleli, ze jest to jedynie ćwiczenie intelektualne, teraz już poważnie badają wielokrotnie połączone światy, jako praktyczny model Wszechświata.

Według Hawkinga razem z naszym Wszechświatem może współistnieć nieskończona liczba Wszechświatów Alternatywnych, połączonych między sobą siecią przeplatających się tuneli czasoprzestrzennych.

      Modele te stanowią naukowy odpowiednik lustra Alicji. Kiedy Biały Królik - Lewisa Carolla wpada przez króliczą norkę do Krainy Czarów, w rzeczywistości wpada do tunelu.


Tunele czasoprzestrzenne stanowią fascynujący przedmiot badań, atoli najbardziej intrygującym pojęciem jakie można wyłowić podczas dyskusji o hiperprzestrzeni, są podróże w czasie. W filmie Powrót do przyszłości, Michael Fox podróżuje wstecz w czasie i spotyka własnych rodziców, gdy byli nastolatkami i się jeszcze nawet nie poznali. Wyłania się problem, kiedy przyszła matka Foxa zamiast w przyszłym ojcu, zakochuje się w Foxie, a ojca odtrąca.

     Powstaje pytanie: - w jaki sposób Fox pojawi się w takim razie na świecie, jeśli jego rodzice nie pobiorą się i nie będą mieć dzieci?

 

         Tunele czasoprzestrzenne.

W roku 1988, Kip Thorne, fizyk z California Institute of Technologie, wraz ze współpracownikami wysunął hipotezę, że podróże w czasie są prawdopodobne i realne. Teza ta została opublikowana w prestiżowym czasopiśmie „Psychical Reviev Letters”.

Był to pierwszy przypadek (w erze nowożytnej, jak pewnie by dodał Oppenheimer) kiedy powszechnie szanowani fizycy w sposób naukowo spójny przedstawili teorię dotyczącą zmiany kierunku upływu czasu, w tym przypadku podróży w przeszłość.

Jak pamiętamy, w filmie Wehikuł Czasu H.G.Wellsa, w kapsule należało obrócić i ustawić tarczę sterowniczą na wybrany rok i dzień, a potem tylko przesunąć dźwignię napędu.                          

      Kip Thorne zasygnalizował od razu, że stworzenie tunelu będzie wymagać wielkich ilości energii, co przekracza obecne możliwości Ziemian. Przewiduje, że upłynie kilkaset lat, zanim ludzkość upora się z tym problemem.    

        Od 1945 roku całkowita suma wiedzy naukowej podwaja się co 20 lat. Postęp ten w bieżącym stuleciu może osiągnąć niewyobrażalny poziom, który pozwoli przewidzieć czas, gdy nie tylko naukowcy zaczną czerpać korzyści z teorii hiperprzestrzeni.

Inną zadziwiającą konsekwencją fizyki tuneli jest możliwość stworzenia w laboratorium własnego wszechświata! I niech teraz ktoś powie, czy polski pisarz Stanisław Lem nie zawarł proroczych myśli w noweli Kobyszcze.

Przejścia między naszym Wszechświatem i innymi wymiarami są ulubionym wątkiem literackim. Autorzy literatury fantastycznej nie potrafią się obyć bez wyższych wymiarów, sięgając do hiperprzestrzeni, w której statki kosmiczne zakrzywiają przestrzeń wokół siebie.

Zainteresowanie wyższymi wymiarami osiągnęło szczyt  między 1870 a 1920 rokiem. Czwarty wymiar Einsteina pojawił się w książkach Oskara Wilde’a, Fiodora Dostojewskiego, Josepha Conrada, czy H.G.Wellsa. Temat fascynował wiele osobistości: - Wiliama Jamesa i Gertrudę Stein. Także inspirował Pabla Picassa, czy Salvadora Dali. Wpłynął na kubizm i ekspresjonizm,

Matematyków również intrygowały nietypowe geometrie poddające w wątpliwość obowiązujący porządek świata. Więc jeszcze raz pojawia się Lewis Caroll, ten niezwykły wykładowca matematyki w Oksfordzie, uszczęśliwiający pokolenia uczniów książkami, w których Alicja przedostaje się na drugą stronę lustra i wchodzi do Krainy Czarów, gdzie magiczne grzyby zmieniają dzieci w olbrzymów, a Szaleni Kapelusznicy obchodzą „Nieurodziny”.


Lustro jest przejściem, łączącym w jakiś niepojęty sposób  świat Alicji z dziwnym krajem, gdzie wszyscy mówią zagadkami, a zdrowy rozsądek okazuje się rozsądkiem chorym.


Niektóre z tych pomysłów Carolla wywodzą się z idei sformułowanych przez wielkiego niemieckiego matematyka Georga Riemanna, który jako pierwszy stworzył matematyczne podstawy geometrii wielowymiarowej przestrzeni. Riemann zmienił kierunek rozwoju matematyki, wykazując, że te dziwnie wyglądające dla laika światy, są całkowicie spójne i podlegają swojej własnej wewnętrznej logice. Te równoległe światy są podobne do stosu kartek papieru. Każda kartka to inny świat, w którym życie toczy się niezależnie od innych. Jednak w pewnych warunkach płaszczyzny kartek mogą się przeciąć tworząc otwór-przejście do innego świata.

      Nic dziwnego, że książki o Alicji zrobiły furorę, ponieważ dzieci są bardziej otwarte na nowe idee w porównaniu z dorosłymi. Bowiem, mówiąc łagodnie, przesądy dorosłych dotyczące przestrzeni i logiki utrwalają się z czasem. A formułując rzecz konkretniej należy stwierdzić, że większość dorosłych zatrzymuje się na pewnym, niezbyt wysokim poziomie rozwoju.


Teoria wyższych wymiarów Riemanna w interpretacji Lewisa Carrolla weszła na stałe do kanonu literatury, dając zaczyn dla kolejnych utworów klasyki – Krainy Oz, czy Nibylandii Piotrusia Pana.

        Teoria Riemanna, choć matematycznie intrygująca, była z powodu niesprawdzalności powoli odrzucana i uznawana za niepoważną, a uczeni zajmujący się zagadnieniem, ryzykowali swoją reputacją. Wszak szeregi Beocjan są liczne w każdym czasie, a do tego zwarte i gotowe do ataku.

Dopiero dziś, z perspektywy nowoczesnej fizyki, wiemy, że hiperprzestrzeń upraszcza prawa przyrody, umożliwiając zjednoczenie wszystkich sił natury. 

poniedziałek, 17 kwietnia 2023

Ekologia


Powsin, Ogród Botaniczny PAN, wystawa o ekologii.

Po każdym zdjęciem wpisałem tekst trudny do odczytania z foto.


 Po trzęsieniu ziemi i wywołanej nim ogromnej fali tsunami (katastrofa Fukushima) w Japonii, niemal rok później do zachodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych przypłynęło 25 milionów ton śmieci.


 Około jednej trzeciej naszych plastikowych śmieci trafia do oceanów. Powstała z nich już wyspa – Wielka Pacyficzna Plama Śmieci – o powierzchni trzykrotnie większej od powierzchni Francji.

Co roku na wysypiska trafia miliard zużytych opon. Pozostawione, rozkładałyby się ponad sto lat. A przecież można je poddać recyklingowi.


 Przemysł modowy odpowiada za 92 miliony to odpadów stałych składowanych co roku na wysypiskach. Tylko przemysł paliwowy truje bardziej niż odzieżowy.


 Aluminiowa puszka rozkłada się od 200 do 400 lat. W Polsce rocznie zużywa się 400 milionów puszek. Na szczęście można je poddać recyklingowi nieskończoną ilość razy.


 To czy wyroby z papieru zlegną na wysypiskach, czy też staną się surowcem wtórnym zależy od tego, czy segregujesz śmieci.


 Jeśli nie uda się ograniczyć emisji gazów cieplarnianych, naszych potomków czeka susza i upał.


Pożary stają się coraz groźniejsze. Z naszej planety znika w ten sposób co roku do 15 milionów hektarów lasów.

       Ponieważ wszystkie przyjmowane treści najpierw staram się przefiltrować z pomocą szarych komórek, dlatego po wyjściu z pięknie utrzymanego Ogrodu Botanicznego usiadłem ci ja na ławce i łuskając pestki słonecznika, rozmyślałem nad tematem szanowania przyrody.


Po chwili nadpłynęła myśl: - Perspektywa! Nie zobaczysz wzorów na perskim dywanie, jeśli tkwisz w nim nosem. Widzisz w lesie jakieś chore drzewa? Żeby powziąć opinię o zdrowiu całego lasu, popatrz na niego w skali makro.

I zaprawdę powiadam Wam – od razu przypomniałem sobie o jednym obrazku nazwanym „Teraz i Dawniej”, czyli o zegarze geologicznym Ziemi. Więc po powrocie do domu wziąłem do ręki książkę Stanisława Lema – Okamgnienie, bo to w niej mam ten zegar – obrazek.

       Jeden obrazek jest więcej wart niż tysiąc słów.


 Jak wynika z dziejów Ziemi, błękitna planeta przeszła epokę bombardowania meteorytami,  epokę wybuchów wulkanów, wielokrotne ocieplenia i oziębienia, tudzież całe cykliczne multum innych kataklizmów. I co ? I nic. Aktualnie na pewno jesteśmy w cyklicznym kataklizmie nadmiaru ludzi. Azaliż przyjdzie walec i wyrówna.

Zagrożenia na pewno są. Część z nich wywołuje największy szkodnik, czyli homo sapiens. Jakąś część wywołuje.

      Pewnikiem jest natomiast to, że część zagrożeń jest sztucznie wyolbrzymiana i narzucana propagandą przez polityków. Zielona transformacja wydaje się logicznością, atoli ma też minusy. Ale może ja się mylę.

      A do zegara geologicznego jedna uwaga: - w nim widać stanowisko oficjalnej nauki, zapewne w 99% prawidłowe, z jednym „ale”: - te kilka sekund istnienia gatunku ludzkiego widzimy tylko jeden raz, a przecież nasz obecny świat nie jest pierwszym światem w tym obrazkowym Teraz.


czwartek, 13 kwietnia 2023

Rezerwat Kalisko

Dziś zabieram Czytelników na majówkę do Kampinosu, do rezerwatu nie tylko irysowego. 

Zaraz po wejściu do lasu przeprawiamy się przez krótki odcinek mokrego, a potem już luzik – droga sucha i prosta. Kilka kilometrów spaceru i wchodzimy do rezerwatu na bagnach. Nawołują żurawie, eldorado dla fotografa.














środa, 12 kwietnia 2023

Astronomia i matematyka Starożytnych

Powierzchnia Ziemi wynosi 508 032 bilionów metrów kwadratowych.

Czy Starożytni mogli znać tę liczbę? Okazuje się, że nie tylko mogli – oni ją znali i stosowali przy wyznaczaniu powierzchni WSZYSTKICH stawianych przez siebie istotnych budowli. W jednym szczególnym miejscu – w Tiahuanaco pokazali to w proporcji jeden do jednego.

Natomiast powierzchnia świątynna w Jeruzalem została wyznaczona w proporcji jeden do dwóch.


 


 Jak te dane z tabelki mają się do oficjalnej nauki, która podaje czas ustalenia jednostki długości jeden metr - Sevres pod Paryżem i tak dalej, na rok 1790?

Nijak.

To się nie trzyma tak zwanej kupy – z załącznika wynika bowiem, że Starożytni nie czekali na Francuzów i wyznaczali powierzchnię w metrach, w bezbłędnej ich liczbie mającej dać do myślenia potomnym na długie tysiąclecia przed „odkryciem” tej jednostki.

 

Owszem, był czas, kiedy po kataklizmie światowym ocalałe społeczności szukały na nowo tego, co już dawno było pomierzone, a opierało się na wymiarach Matki Ziemi. I to z tego błądzenia wzięły się łokcie egipskie i yardy Majów. Aż przyszedł rok 1790 i nastąpiło ujednolicenie miar – powrót do tego, co już stosowano w zamierzchłych czasach. Nie ma przypadków.

         Okazuje się, że nie tylko politycy ściemniają, a społeczeństwa są trzymane w niewiedzy i to na wielu polach. Jak widzimy oficjalna nauka także wciska ludziom niezły kit. Czy to jest zmowa Beocjan? 

Nie wydaje mi się, raczej jest to wygodnictwo i strach. Przecież trzeba byłoby na nowo pisać historię Ziemi, a masa książek, rozpraw naukowych, doktoratów okazała by się bezwartościowa. Mogłyby wyniknąć niepokoje, a nawet rewolucja, a jak wiemy establishment rewolucji nie lubi.

 

     Atoli faktem pozostaje, że czas budowy Tiahuanaco (proszę obejrzeć na youtube pozostałości po tym kompleksie – bloki diorytu obrobione maszynowo) ginie w pomroce dziejów, a szacunki wskazuję jedynie na 20, 30 tysięcy, a może więcej lat p.n.e.

Nasi Starożytni przodkowie znali więc pojęcie metra na długo przed Francuzami, znali wymiary Ziemi, jej obwód, średnicę, a także objętość policzoną na 1088,640 miliardów metrów sześciennych. Znali budowę Układu Słonecznego na tysiąclecia przed Galileuszem, Kopernikiem i katolickimi mrokami średniowiecza.

 

Starożytni znali liczbę Pi i co ciekawe wyznaczali ją ułamkiem 22 do 7, lub 864 do 275, co jest doskonalszym wynikiem, bo skończonym, w odróżnieniu od nas, znających system dziesiętny, w którym jednak liczba Pi jest nieskończona.

Znali również Złotą Liczbę Fi oznaczaną jako 89 do 55, a także ciąg Fibonacciego na całe tysiąclecia przed narodzeniem Fibonacciego. Poniżej przykład z polskiej giełdy, reanimowanej po wojennej przerwie.

       23 czerwca 1992 raczkujący rynek został dotknięty bożym palcem i od dołka w tym dniu rynek zaczął rosnąć i rósł aż do 8 marca 1994 roku. Trwało to 623 dni, czyli 89 tygodni. Potem nastąpił spadek trwający dokładnie 385 dni, czyli 55 tygodni. I mamy liczbę Fi, czyli Złoty Podział. Albo liczbę z pępka: wysokość każdego człowieka do czubka głowy podzielona przez jego indywidualną odległość pępek – głowa daje ten sam sławny wynik 1,618.


 Starożytni znali logarytmy dzięki ułamkowi 87 do 32, co jest równe naszemu współczynnikowi, będącemu podstawą logarytmów naturalnych.

Starożytni Hebrajczycy używali do mierzenia czasu nieprawdopodobnej dla nas jednostki zapisanej w ułamku 10 do 288 sekundy.

         Mieli wiedzę o co najmniej pięćdziesięciu cyklach astronomicznych, w tym o takich, które odnoszą się do Urana, Neptuna i Plutona, a również do podwójnej gwiazdy Syriusza. Nie muszę przypominać, że obiekty te nie są widoczne z Ziemi gołym okiem.

Przy zaokrąglaniu długości cykli do liczb całkowitych posługiwali się wielokrotnością około dwudziestu liczb pierwszych, co umożliwiało wygodne tworzenie kolejnych dokładnych cyklicznych kalendarzy.

Na przykład  kalendarz z ilością dni 5460 obejmował tygodnie, miesiące i lata, oraz cykl Marsa. Podobnie kalendarz o 14 040 dniach był dokładną wielokrotnością 117 – dniowych cykli Merkurego, 585 dniowych Wenus i cyklu Marsa.

Natomiast Wielki Kalendarz obejmował 98 280 dni i uzgadniał oba poprzednio wymienione kalendarze z cyklami Marsa i 819 dniowymi cyklami Jowisza.


Do kalendarzy o cyklach krótkich należy między innymi: - 6802 dni – maksymalne przesunięcie wschodu Księżyca w ciągu 18 –letniego okresu ekliptycznego, 6955 dni – jednocześnie 19 lat słonecznych i księżycowych, 27759 dni obejmujący 76 lat słonecznych lub 940 miesięcy księżycowych.

Co ciekawe właśnie ten cykl został zastosowany do konstrukcji urządzenia z Rhodos, zwanego także Maszyną z Antikythery.

Starożytni znali odległość Ziemi do Księżyca, Ziemi do Słońca, szybkość światła, a ich kalendarze (o Tzolkinie już wiele napisałem) długoterminowe nie mają sobie równych, ponieważ łączą wszystkie cykle naturalne, w tym zlodowaceń i precesji Ziemi.

Przypominam, że kalendarz hinduski Manuatara obejmuje 308 milionów 448 tysięcy lat.

Został on prawdopodobnie stworzony w czasach sprzed pojawienia się planety Wenus w Układzie Słonecznym.

Ziemia była wówczas nieco bardziej oddalona od Słońca, wiemy, że długość roku wynosiła wtedy 367,647 dnia. Oś ziemska nie miała jeszcze nachylenia pod kątem 23,5 stopnia. To nachylenie powstało później od uderzenia bolidu w bliskości Jukatanu.

Jak pisze Maurice Chatelain, gość, o którym garść informacji umieściłem na dole wpisu:

       - „Gdybyśmy się pofatygowali i pomnożyli powierzchnię i objętość Ziemi przez 17, otrzymalibyśmy dokładne wielokrotności czasowe, które obejmuje kalendarz Manuatara. Świadczy to o tym, że ludzie wyliczający w zamierzchłej przeszłości kalendarz, znali bezbłędnie wymiary Ziemi, oraz związki pomiędzy czasem i przestrzenią. Byłoby sprawą zupełnie zdumiewającą, gdyby rzecz przeprowadzili samodzielnie, nie korzystając z pomocy bogów”.

Jak już pisałem, długoterminowy kalendarz Majów, znany jako Tablice Zdarzeń Gwiezdnych, opisuje odcinek czasowy jeszcze dłuższy niż ten z hinduskiej Manuatary, bo obejmujący 403 miliony lat.

 

Te niezwykłe Tablice jakimś niepojętym zrządzeniem Opatrzności uratowały się przed zniszczeniem przez katolickiego biskupa Diego de Landę. Kościół bowiem niszczył pracowicie wiedzę starożytnych i skarby kultury Jukatanu – 99,9 % tego, co dało się spalić poszło z dymem, jako dzieło diabła. Artefakty natomiast przetopiono – dla grabieżców miały jedynie wartość złotego złomu.

   Jeśli chodzi o starą wiedzę, to nie wszystko – w dziedzinie fizyki nuklearnej nasi Starożytni przodkowie znali słynny szereg 2+8+20+50+82+126 = 288

przedstawiający ilość protonów lub neutronów potrzebnych do zapewnienia równowagi jądrowej.

     A także drugi szereg

2+8+18+32+50+72+98 = 280

Przedstawiający ilość elektronów potrzebnych do zapewnienia równowagi atomowej.

     Nasi przodkowie znali wreszcie święte liczby – 2268 (Stała Niniwy), tudzież 2592 i 36 288, używane powszechnie we współczesnej fizyce jądrowej.

 

A po cóż Starożytnym była wiedza z fizyki jądrowej?

 

W 1945 roku, po wybuchu atomowym na poligonie w Alamagordo zapytano Roberta Oppenheimera: - Czy to była pierwsza próba jądrowa?

– W czasach nowożytnych tak – odpowiedział.

 

P.S. Któż tak zgrabnie zebrał te wszystkie niezwykle frapujące informacje, abym przy jedynie minimalnych dopiskach zapodał zagadnienie?

Ano zrobił to Maurice Chatelain, fachowiec z najwyższej półki informatyki i łączności w przestrzeni kosmicznej – specjalizacja radar i kod  binarny, astrofizyk. Przez 20 lat pracował przy amerykańskich programach kosmicznych. Posiadacz kodu dostępu „Top Secret Security Clearance”. Wchodził w skład ekipy NASA, która stworzyła rakietę Apollo, kierownik zespołu.

Gościu napisał kilka książek, które szczególnie nie są dla idiotów.

wtorek, 11 kwietnia 2023

Palindromowo

 


Palindrom liczbowy: -1001. Ta liczba czytana wprzód i wspak jest identyczna. W tym przypadku dodatkowo otwiera się komunikacyjne łącze kodu binarnego.

       Stosuję nieraz taki sposób publikowania postów, gdy czekam aż nadejdzie palindromowa godzina i minuta, czytana wspak i wprzód tak samo.

Źródło było na początku, ale mogło także być na końcu.

 

Podobnie jest z palindromami słownymi, które się czyta tak samo w dwie strony, od początku do końca i odwrotnie.

Tu przytoczę dwa palindromy według Stachury.

 

Kobyła ma mały bok

I co idioci

 

Jak pisał Sted, te polskie palindromy „Nie mają jednak tej nośności, tej lotności, co palindrom Artura Cantu, zwany Tigre berido – Raniony tygrys, który leci gdzieś daleko, bardzo daleko, a wracając niby tą samą trasą staje się bogatszy, bo wydaje się, że niesie jakiś zwiewny przedziwny powiew zaświatów, zwiewny przedziwny posmak niesłychanych poematów.

Palindrom wydaje się kluczem do wielkiej tajemnicy. Tak to wygląda”.

 

Sana tigre vas a correr rocas a ver gitanas

Fotografię banknotu z palindromowym numerem przysłał mój przyjaciel Krzysztof.


Generalnie dbam o to, aby wpisy ukazywały się w wybranych godzinach i minutach synchronicznych, zwanych też anielskimi. Albo trzymam się kabalistycznej liczby 13 oznaczającej miłość, czy też pilnuję, by suma godzin i minut była liczbą 26 – podwójną miłością.

 Azaliż ogólnie diagnozuję już u siebie cenny, tudzież niezwykle miły stan luzika zwanego nastrojem przedwakacyjnym.


piątek, 31 marca 2023

Przed Stworzeniem

Temat akurat na wpis przedświąteczny.

Na początku było olbrzymie kosmiczne jajo. Wewnątrz niego był Chaos, a w Chaosie unosił się P’an ku, boski embrion.

Mit o P’an ku -  Chiny III wiek

Na początku nie było Nic. I rzekł Bóg: - Niech stanie się światłość! I stała się światłość. Dalej nie było Nic, ale było to o wiele lepiej widać.

Autor nieznany

Prawa natury leżały ukryte w mroku, aż rzekł Bóg: - Niech będzie Newton! I wtedy wszystko stanęło w jasności.

Aleksander Pope

Jeśli Bóg stworzył świat, gdzie był przed Stworzeniem?

Mahapurana, Indie IX wiek

 

Jest jedno takie niewygodne pytanie uwierające twórców wszystkich religii: - czy Bóg miał matkę?

To pytanie zadał fizyk kwantowy Michio Kaku. Zadał pytanie, ale i spróbował na nie odpowiedzieć według zasady, że przecież każdy może być teologiem.

Kiedy mówi się dzieciom, że Bóg stworzył Niebo i Ziemię, one niewinnie pytają, czy Bóg miał matkę. Matka (bowiem) musi być. Ojciec dla boskiego poczęcia już niekoniecznie, ale matka jak najbardziej.

To pozornie proste i naiwne pytanie wprawiało ojców kościoła w niezłe zakłopotanie, połączone niejednokrotnie z drgawkami. Do pomocy wołali wtedy najlepszych teologów, jednak pytanie nie odpuszcza i prześladuje od wieków twórców ideologii, stając się jednym z głównych tematów drażliwych dyskusji z oponentami.

     Nic dziwnego – wszystkie wielkie religie wytworzyły mitologiczny obraz  boskiego aktu Stworzenia, ale żadna z nich nie rozwiązuje w sposób zadowalający paradoksów logicznych, pojawiających się w pytaniach, które zadają dzieci.

Ortodoksi chcieliby zamknąć usta oponentom krzycząc: - To są sprawy święte i takich pytań zadawać nie wolno! Azaliż zapominają oni, że mamy wolność wypowiedzi.

      Czy Bóg mógł stworzyć świat w siedem dni? Nie wiem. Być może mógł, bo był bogiem. Ale też mógł zgodnie z teorią superstrun stworzyć świat w dni dziesięć. Albo w dni 26.

A co zdarzyło się przed tym pierwszym dniem? Skąd wzięła się ta pierwsza myśl u Boga (zawsze jest pierwsza myśl), że trzeba Coś stworzyć? Stworzyć ma się rozumieć według Boskiego Planu.


Przecież mogło Jemu (temu Bogu) być dobrze z tym co było, bo nie było Nic i nie miał ci On żadnych w związku z tym problemów: - nikt nie żebrał o więcej, nikogo nie zdradzała żona, nie było żadnej wojny. W związku z tym Bóg miał spokojną
głowę. Więc po co mu to było?

Tudzież znowu - czy Bóg miał matkę?

Jeśliby przyznać, że Bóg miał matkę, to naturalnym staje się następne pytanie, czy ona również miała matkę i tak dalej aż do nieskończoności.

Azaliż gdyby się przydarzyło, że Bóg matki nie miał, wtedy taka odpowiedź wzbudzi jeszcze więcej pytań. Niewygodnych pytań.

To skąd wziął się Bóg?

Z siebie samego?

A może istniał zawsze, czyli był i jest (jeśli oczywiście w ogóle jest) poza czasem?

Teraz popatrzmy na inną tak samo drażliwą kwestię związaną z matką: -  w ciągu stuleci wszyscy wielcy uznani przez kościół malarze, tworząc swoje dzieła, musieli zmierzyć się z delikatnym, ale i ważkim problemem teologicznym, któremu na imię pępek.

Czy przedstawiając Boga lub Adama i Ewę mają malować pępek. Należy tu wspomnieć, że artyści uznani przez kościół malowali Ewę, osobę podległą Adamowi, czyli gorszego sortu, bo narodzoną z jego żebra - jak wymyślili usłużni teolodzy męscy. Natomiast artyści nie uznawani przez kościół malowali Lilith – jednocześnie stworzoną z Adamem osobę płci żeńskiej.





Więc nie bardzo było wiadomo, czy malować Bogu, Adamowi i Ewie pępek.

Skoro (bowiem) pępek jest śladem po pępowinie, to ani Bogu, ani Adamowi i Ewie nie należy pępka malować.

Michał Anioł stanął na wysokości zadania i na sklepieniu Kaplicy Sykstyńskiej namalował fresk przedstawiający stworzenie świata, tudzież wygnanie Adama i Ewy z raju. Kościół pilnował, aby odpowiedź na zasygnalizowany wyżej problem pępka wybrzmiał nie tylko w tak zwanym domu bożym, ale i w każdym większym muzeum: - Bóg, Adam i Ewa nie mają pępków, ponieważ byli pierwsi.

 

P.S. To ostatni wpis przed świętami, Czytelnikom życzę zdrowo spędzonego czasu, czyli w miarę niewiele siedzenia przy stole, za to dużo ruchu w plenerze.


Warszawska palma



Bulwary nad Wisłą, w tle Stadion Narodowy