wtorek, 1 kwietnia 2014

Ciężkowice



Proste ma być.
     - Należy wejść w stan radości.
Ale jak to zrobić? Mam prawo pisać tylko o sobie: - kiedyś, co rano, jako pierwsza pojawiała się myśl, że mam dwie ręce i dwie nogi i żyję.      
     Już tyko z tego powodu mogłem się uśmiechnąć.
I nie było się co dalej zastanawiać, bo czekało na mnie wiele obowiązków. Codzienna gonitwa czekała!
Tak było kiedyś. Dziś mam według zasady: - proste ma być.
Pierwsza myśl co rano jest taka sama jak kiedyś – tu uśmiecham się, a potem zjawia się druga myśl: - nie mam obowiązków, nic nie muszę – i tu uśmiecham się całkiem szeroko.
      



Kiedyś zdarzały się momenty zwątpienia, ale na nie było lekarstwo w postaci haseł:
     - Koń ma wielką głowę, niech on się martwi.
     - Należy się martwić po fakcie, bo bardzo niezdrowo jest w trakcie.
Nie ulega wątpliwości że od zawsze siebie akceptowałem. Ale to za mało. Rozwój jest ważny. Nauka wyciągana z życiowych zdarzeń. Błądzić, uczyć się, ale starać się nie popełniać ciągle tych samych błędów – rozwijać się.
     



Ustalić co jest w życiu ważne, czy rzeczywistość w której jesteśmy, daje nam radość.
     Nie daje? A myśl jest od czego? Myśli dobre, czyli marzenia są bardzo ważne. Dla nich warto żyć. Słyszymy często prawdy:
                         - wszystko z myśli się bierze.
                         - myśl jest energią
                         - wszystko jest energią.
   
Filip


I trójkami jedziemy. Ralph Elliott opisał trzy fale wzrostowe na giełdzie. Biblia mówi: - Bóg Ojciec, Syn Boży, Duch Święty.
Zaratustra powiedział :
        - Pomyśl dobrze
        - Powiedz co pomyślałeś
        - Wykonaj co powiedziałeś.
   
Fifi


Po latach nauki doszła jeszcze jedna mądrość: - Każdy powinien robić to, co lubi, co go cieszy.
 Wtedy zawsze,  ZAWSZE!! pojawią się w końcu wystarczające pieniądze, aby egzystować w radości. Tylko jedna zasada: - nikogo nie krzywdzić, ani siebie nie pozwalać krzywdzić.

Bo można wykonywać pracę nie lubianą, nie chcianą i zarabiać dużo więcej, lecz takie życie i praca jest sprzeniewierzaniem się samemu sobie i nie daje zadowolenia.
         Proste ma być!
Każdy ma kilka talentów – poznaj siebie. To jest właśnie Droga. Trzeba tylko poznać te talenty. Jak to zrobić?
        Mądrość pokoleń! Gematria, numerologia, Kalendarz Majów. Pisałem o tym.
Można też nieco inaczej: - na skróty.
Jeśli coś mnie kręci, coś jest moim hobby, coś mnie interesuje - trzymam się tego i to rozwijam zarobkowo.
     
     


 Nie kopiuję, nie papuguję, staram się być oryginalny, w każdej dziedzinie jest jakaś nisza rynkowa. Niektóre segmenty są mocno obsadzone, trzeba robić rachunek kosztów. Nikt nie jest jednostronny, jest wiele możliwości działania.
Mam cały czas na myśli działalność na własny rachunek. Może to być drugi stopień według Roberta Kiyosaki, firma jednoosobowa, lub trzeci stopień - biznesy z zatrudnianiem ludzi.
Nie mówię o pracy najemnej, to najniższy szczebel, gdzie dajemy się wysysać.
Najwyższy stopień to inwestor. Można inwestować w samego siebie:
     


    
      – wyłuskiwać mądre myśli, stykać się z nietuzinkowymi ludźmi, zadowolonymi z życia, pełnymi pasji, podpatrywać jak oni rozkładają skrzydła do lotu.
     Bo każdy rodzi się z niewidzialnymi skrzydłami, tylko o tym nie wie. Wielu idąc przez życie, styka się z tą prawdą, ale ich umysł zniszczony przez społeczną tresurę, tej prawdy nie przyjmuje. A mądre zdanie mówi:
     - Niech się dzieje według wiary twojej.

Trzeba zaufać. Sobie głównie, albo nawet tylko sobie.
I kiedyś pofrunąć.
A to jest niełatwe.

Dlatego pomagają tu sytuacje krańcowe, które pojawiają się w naszym życiu i zmuszają nas wręcz do skoku w Przepaść, w Nieznane. Lub wydaje się nam, że to Los nas gdzieś wrzuca.
Bywają chwile, gdy skaczemy w to Nieznane, a wtedy skrzydła rosną nam już w locie.
       ( Barbara de Angelis )
    
Ja skoczyłem, a ty czytelniku – czytelniczko tylko czytaj, nie idź moją drogą, szukaj swojej.
To, co jest dobre dla jednego, nie musi być dobre dla drugiego. Każdy idzie swoją drogą.
Nie słuchaj nikogo – tylko siebie.
    



Osho powtarzał bez przerwy: - nie szukaj autorytetu, nie szukaj guru. Jeśli szukasz guru, jesteś głupcem.
Największym guru dla ciebie jesteś ty sam – sama.

I tym optymistycznym akcentem zakończę dzisiejszego posta z przemiłego miejsca pod nazwą Ciężkowice.
     


czwartek, 27 marca 2014

Kaszka manna





        Niedobrze się robi ptaszkom, odbija się myszce
        Mamcia karmi dziecko kaszką łyżeczka po łyżce.
        Karmi, nuci coś radośnie: "Jedz, jedz ty łobuzie..."
        Kaszka dziecku w buzi rośnie i wydyma buzię.

        Ma już kaszki pełen brzuszek i płucka, i nereczki,
        Kaszka sączy mu się z uszek i rozpycha majteczki.
        Słyszy dziecię matki piosenkę i myśli figlarnie:
        "Jak cię dorwę, gdy dorosnę, to też cię nakarmię..."

        Zaśmiało się miłe dziecię na myśl o igraszkach.
        Mamcia na to: "A więc przecie smakuje ci kaszka".
        Dam ci jeszcze, żebyś przytył i miał pulchne policzki!"
        Dziecko żuje myśląc przy tym: "Ach, dajcie mi nożyczki!"

        Wtem huknęło coś jak mina - gówniarz zwymiotował.
        "Porzygała się dziecina - zaczniemy od nowa!"
        Kot z rozpaczy skoczył w wannę a pies się wściekł na dworze.
        Po coś stworzył kaszkę mannę, o sympatyczny Boże?!

Tajemnica



Poznaj siebie.
I nie ma znaczenia, czy wierzysz w Boga. Ważne jest, że Bóg wierzy w ciebie.
         

            Rosemary Altea - medium.
" To, co płynie z odkrycia kim się naprawdę jest, może tylko wzbogacić nasze życie. Natomiast uznanie swego duchowego "ja", przynosi zdumienie, radość i wiedzę, a to z kolei powoduje tak dużą przemianę, że nie sposób już powrócić do swego dawnego życia".
     


Dannion Brinkley - jasnowidz.

Za młodu był postrachem szkoły, potem wstąpił do piechoty morskiej. Był także rządowym zabójcą i…… lubił swoją pracę.
      Kiedyś rozmawiał w swoim biurze przez telefon stacjonarny, gdy trafił go piorun. Upadł i leżał z dymiącą słuchawką w ręku, a nad nim unosił się dym. Jego dziewczyna wezwała pomoc. Niestety umarł - serce stanęło. Wieziono go do kostnicy.
Gdy umierał, dostał przekaz: - "U kresu życia masz tyle miłości i dobrych uczuć, ile dałeś innym. To takie proste".
Ponieważ nie miał na swoim koncie zbyt wiele miłości do innych, poczuł, że wieczność będzie dla niego ponura.
     Zapragnął wszystko zmienić. Ale przecież było już za późno?
Otóż nie było za późno.
     Odzyskał świadomość w 28 minucie po ustaniu akcji serca. Był tak słaby, że zdołał tylko zdmuchnąć z twarzy cienką płachtę przykrywającą twarz.
Powrót do życia był trudny i trwał dwa lata.

Po powrocie do świata nie zmienił się. Dlatego wezwano go na "anielski dywanik" ponownie.
Przeżył drugą śmierć kliniczną, a potem trzecią. I wtedy dopiero się zmienił.
     


           Edgar Cayce – „Cała siła, całe uzdrowienie każdej natury polega na zmianie wibracji od wewnątrz.”

Jeśli siebie akceptujesz, takiego jaki jesteś, wchodzisz w harmonię wibracji z samym sobą. Teraz wystarczy siebie polubić i podnosisz wibracje swojej energii, potem idziesz jeszcze dalej: możesz siebie pokochać. Wtedy wibrujesz energią miłości i na tym poziomie masz moc kreowania rzeczywistości.
      Proste ma być.

Osho - Dokonaj pielgrzymki w głąb siebie, aby odnaleźć w sobie radość, a potem błogosławieństwo. Zastosuj medytację, która jest po prostu byciem zadowolonym ze swojej obecności.   

         
Medytacja jest zachwytem obecnym w tobie!
Ten zachwyt, czyli medytację można porównać tylko z orgazmem. W czasie orgazmu dzieją się dwie rzeczy:
     - Po pierwsze primo: - umysł przestaje gadać. Zaprzestaje na moment ciągłego gadania.
    - Po drugie primo: - zatrzymuje się na mgnienie czas.
Jeden moment radości, którą niesie orgazm, daje odczucie pełni, pozwala sobie wyobrazić, czym jest wieczność.
A więc te dwie rzeczy: zatrzymanie umysłu i czasu, obie naturalne, przynoszą największą przyjemność. I to dzieje się najpierw w zachwycie, a potem stopniowo można się tego nauczyć i wtedy…..

" Nie musisz już zależeć od drugiej osoby, od mężczyzny ani od kobiety. Osiągasz samodzielnie stan wzniosły, czyli medytacji, czyli wewnętrznego orgazmu. To nastąpiła transformacja energii, jesteś teraz w orgazmicznej wewnętrznej radości. I nie ma to nic wspólnego z seksem”.

Czy to do Ciebie dociera?

 Zachwycaj się, zachwycaj....sobą i tym co wokół.
 I już jesteś w medytacji.
A gdy jesteś w medytacji, szybko poznasz siebie.
     


Tylko wtedy, gdy będziesz w stanie zachwycać się tak, jak czyni to dziecko, skontaktujesz się ze swoją prawdziwą istotą, ze swą duszą.
    
 Prawda, że niewiele potrzeba? Prawda, że to proste?
Lecz wielu opiera się na wiedzy, nie na sercu.
      A co to jest wiedza?
Wiedza, czyli nauka jest środkiem do tego, żeby unikać zadziwienia światem. Wiedza próbuje wszystko wyjaśnić, każdą tajemnicę.
I w ten sposób w miarę upływu lat ludzie tracą wrażliwość i zdolność do zadziwienia, stają się coraz bardziej znudzeni. Wydaje im się bowiem, że już wszystko wiedzą.
     Tak naprawdę jednak nie wiedzą niczego, a ich umysły wypełnia zapożyczona wiedza. Nie myślą o tym, że na dnie tej wiedzy znajduje się ciemność i ignorancja.
 --------------------------------
Gdy ktoś jest rozpaczliwie nieszczęśliwy, jego dusza może opuścić ciało, a na to miejsce „wchodzi” obca dusza. Często dzieje się tak z umierającymi.
 A w małżeństwie możemy któregoś dnia stwierdzić, że obok nas jest obca osoba, wtedy jest tylko rozpacz i rozwód jako jedyne rozwiązanie.

Najpiękniejsze, czego możemy doświadczyć, to tajemnica.
   - Albert Einstein


Ciężkowice wzywają

Pierwsza Pielgrzymka do Domu na Górze w roku 2014.
       Wczoraj nie miałem głowy, żeby wyciąć zdjęcie. Dziś poprawka
  Wczoraj byłem gdzieś daleko od Ciężkowic. Albo jeszcze dalej....... A dziś jestem bliżej.
          Katowice. Jak dziwnie brzmi nazwa tego miasta.....
Stalinogród jest na mojej mapie. Nie ma tu Katowic.
        Dziwna mapa. Jutro coś wymodzę, a dziś popatrzmy na tęczę ponad Domem na Górze. Dom mamy za plecami. Przed nami nowa szklarnia.
       Jan zbudował.
Stara szklarnia poległa, żeby dać życie nowej.
Stare ustępuje nowemu. Albo inaczej: - stare musi paść, żeby nowe wezbrało.
         Tylko dlaczego nowe jest takie głupie? Albo jeszcze inaczej: - podpowiadamy staremu,  a stare myśli, że młode jest i wszystkie rozumy zjadło i się obraża, albo ma tylko muchy w nosie....
       Natomiast ta tęcza ponad -  to znak anielski. Każdy to widzi.....

jestem w drodze. W Ciężkowicach będę w sobotę na pewno. Pozdrawiam moich przyjaciół ludzkich.
      Są jeszcze moi bliscy znajomi zwierzęcy - kobyłka pstra, Fifi i koty.

środa, 26 marca 2014

Bogaty Jezus



 Czyli: - Apoloniusz z Tyany

Kościół zbudowano na biednym Jezusie. Biedny Jezus wypowiedział kilkadziesiąt zdań. Mówią, że 28 na pewno.
       - Prawda może obronić się sama.
       - Lecz chodzi o to, aby do prawdy dopiął się ktoś, kto proste wytłumaczy zawile.
Więc poprzez stulecia dopisano do słów Jezusa całe mnóstwo, całe morze słów.
 I w ten sposób ziarno prawdy zostało przysypane tonami ziaren półprawdy, i czarny pośrednik stał się niezbędny.

Apoloniusz nie nadawał się na fundament kościoła.
     - Nie został bowiem zabity.
     - Żył w luksusie ( Jak młody Budda ) Do pewnego momentu żył w luksusie oczywiście.
Apoloniusz żył w dostatku do momentu, kiedy opuścił ojcowski dom i wyrzekł się wszystkich doczesnych bogactw. Udał się wtedy do słynnej świątyni Asklepiosa.

Czyli na każdego przyjdzie pora, jeśli ma przyjść: - nie przyspieszysz, ani nie opóźnisz.

Apoloniusza z Tyany przyrównywano do Jezusa z Nazaretu i było to poniekąd logiczne. Obaj żyli mniej więcej w tym samym czasie i wędrowali po świecie, głosząc przesłanie dobrej woli, dokonując licznych cudów, uzdrawiając chorych i wskrzeszając zmarłych.
     Obaj mieli także urok i charyzmę, pozwalające im porywać za sobą rzesze uczniów, oddanych im nawet po ich zejściu z tego świata. I ani jeden, ani drugi nie zostawił po sobie ciała.

     Jest też, oczywiście wiele różnic.
Główną różnicą jest luksus, który za młodu otaczał Apoloniusza. Jego popularność pozostała niezachwiana do końca jego dni. A żył 90 lat.
      Byli tacy, którzy z niego szydzili, zawsze się tacy znajdą, ale stanowili oni margines. W żadnym razie Apoloniusz nie budził takich kontrowersji, jak Jezus, więc nie został też stracony za swoje nauki - dożył dość sędziwego wieku.
     Apoloniusz był niezwykle przystojny, towarzyski i oczywiście czarujący. Dodatkowo jego ojciec należał do najbogatszych mieszkańców prowincji.
   Jednak Apoloniusz od najmłodszych lat przejmował się losem innych ludzi.
Od dziecka zdawał sobie sprawę ze swoich paranormalnych zdolności.
Pomimo tego, że Los złożył u jego stóp dary bogactwa, kobiet, wina i śpiewu, wybrał mądrość wieszcza i wszystkie relacje o nim są zgodne, że wiódł życie cnotliwe, w trzeźwości i czystości, skupiając swoje zdolności na pomaganiu ludziom.
     Po naukach pobranych w świątyni Asklepiosa, wkrótce porzucił konwenanse swoich czasów: - zrezygnował z jedzenia mięsa, chodził w prostym, skromnym odzieniu i szybko stał się uzdrowicielem, do którego zjeżdżali ludzie z bardzo daleka.
     Potem Apoloniusz złożył 5-cio letni ślub milczenia.
I wyruszył w drogę do Indii, żeby u tamtejszych u mistyków szukać odwiecznej mądrości.
Jednak po drodze zatrzymał się w Dafne, w świątyni Apollona. Tam spotkał pewnego kapłana.
Zrządzeniem Synchroniczności kapłan ów sprawował pieczę nad świątynnym skarbem - cienkimi miedzianymi płytkami, na których wyryte były postacie i symbole. Kapłan ten nie wiedział jaki jest sens tych znaków.
     Apoloniusz natomiast szybko zorientował się co mówi przekaz.
Na miedzianych tabliczkach widniała mapa sporządzona przez Pitagorasa - wcześniejszego słynnego podróżnika do źródeł mistycznej mądrości.
Mapa pokazywała nie tylko miejsce, do którego Apoloniusz powinien się udać w Indiach, ale także kogo tam spotka. Kapłan ze świątyni Apollona był pełen podziwu i został kolejnym dozgonnym wielbicielem młodego jasnowidza.
     W kolejnym etapie podróży Apoloniusz zatrzymał się w Niniwie. Tu zapoznawał się ze starożytnym hinduskim kalendarzem Manuatara, który liczył miliony lat.
( tak ostrożnie napisał Flawiusz Filostratos, a dziś wiemy, że ten Starożytny Kalendarz liczy trzysta osiem milionów lat ).
Dotarłszy do Indii, Apoloniusz odnalazł siedzibę braminów i spędził z mędrcami wiele miesięcy, chłonąc każdą kroplę prastarej mądrości. Tu utwierdził się w swojej drodze duchowej.
     Przepełniony radością, dziękował nauczycielom następująco:

 - " Przybyłem do was pieszo, a wy daliście mi morze, ale też pozwoliliście, bym przechadzał się po niebie, udzielając mi dostępu do waszej filozofii. O tym wszystkim będę pamiętał wśród Greków, towarzysząc wam w myślach, jakbyście byli przy mnie".

I słowa dotrzymał.
Posłuszny swemu powołaniu Apoloniusz dokonywał później czynów naprawdę niezwykłych. Wypędził wiele demonów i wygłosił niezliczone przepowiednie.
    Próbując uzdrowić pewnego ascetę, który utracił swoje moce, odkrył, że człowiek ten był reinkarnacją Palamedesa z Troi.
    Apoloniusz udał się do Troi i dowiedział się, że Palamedes stracił życie na skutek zdradzieckiego listu napisanego przez Odyseusza.
    Ustalił w sposób paranormalny, gdzie stał posąg Palamedesa i nakazał kopać w tym miejscu. Rzeczywiście odkryto posąg, który wydobyto i ustawiono ponownie.
W tej samej chwili asceta odzyskał swoje moce.
     Apoloniusz wskrzesił pewną dziewczynkę, kiedy przechodził obok niego kondukt pogrzebowy. Uchronił też swego przyjaciela i ucznia Mennepusa z Koryntu przed poślubieniem "wampirzycy".
     Podczas uczty weselnej sprawił, że zniknęło całe jadło, napoje i ludzie, co skłoniło spragnioną krwi pannę młodą do przyznania, że jest wampirem.
    Uniknął skazania przez Nerona, sprawiając, że ze zwoju oskarżyciela zniknęły wszystkie litery, pozostał tylko czysty papier.
    Napisał kilka ksiąg, w tym jedną o astrologii.
Narodził się w dziwnych okolicznościach, a jeszcze bardziej dziwnie zakończył życie.
Po prostu zniknął z zamkniętego pomieszczenia – (K-Pax?) - rozpłynął się w powietrzu.

Wszystko to opisał Flawiusz Filostratos na początku III wieku.



wtorek, 25 marca 2014

Migawki z podróży



Na ostatnim zdjęciu powyżej te mury w tle, to była cerkiew wybudowana dwieście lat temu. W 1953 zamieniona na kościół - sanktuarium Matki Bożej Sokalskiej.
Na pierwszym planie Baba, która może mieć dziesięć tysięcy lat, w tle kościół, którego mury mają dwieście lat.
          


Poniższa pałacowa ruina miała być we wczorajszym poście.




     
    Blisko ruiny źródełko.
     
 
Poniżej zgrabny budynek, a za nim mało reprezentacyjna wygódka.

       

     
               
I na koniec Henryk Bieszczadnik przed schroniskiem Koniec Świata.
    





    

poniedziałek, 24 marca 2014

Post roboczy

To był post roboczy, mało co się udało zapodać jak należy

Bar Lewiatan



Migawki z drogi.
Okolice granicy z Ukrainą.
      
Pusto. Pogoda jest. Nie ma tych, którzy tu żyli.
   
Krzyż ze starości zgubił ramię. Dla mnie to koniec świata. Przy tej resztce bramy na dole, leżą kości człowieka. A co? One, te kości. różnią się bardzo od zwierzęcych? Piszczele mają rozpoznawalną długość.

A człowiek to w sumie mięso. Bardzo żylaste i ścięgniste mięso na starość. Jeśli ktoś nie skorzysta z mięsa..... A to korzystanie z mięsa bywało, bywało..... Warunki ekstremalne.

    Dziś ludojady szukają złota, albo jakichś skarbów. I stąd te kości na wierzchu.

Tak, jak w Zubeńsku hieny cmentarne szukają klamer z pasów żołnierzy rosyjskich 1915.

     

Kości na wierzch. Klamra na allegro chodzi po 80 zł. I to Polacy robią. Ci Polacy nazywają się łowcami militariów. Przyjeżdżają w Bieszczady od lat.

   





Przy tej cerkwi poniżej mieszkało przed wojną 422 mieszkańców. W tym: - narodowości ukraińskiej 422. Czy trzeba pisać, że Polaków było tu zero? 
Świadomie mylę cerkwie i miejsca, żeby zapodać Mądrość Ponadczasową:
Giga - moja miłość, czuje się dobrze!
To ty człowieka porównujesz z psem? Nie! ja porównuję i to chwilami tylko, psa-sukę z człowiekiem.        
     
Mogę podać nazwy miejscowości, gdy wrócę z wojaży na początku kwietnia. Ale to będzie wymagało wysiłku. Czy nie lepiej z serca nadawać

W każdym razie na mnie działają najpierw uczucia. Odbieram energię miejsca. Kiedyś było wszędzie kolorowo i radośnie. Dziś króluje tu smutek wszechwładny i starość.
Zrządzeniem Losu zachowały się perełki architektury drewnianej zwieńczone bańkami.

Oraz pustka, smutek i ruiny.
    




 No nie. Dosyć smutków. Jesteśmy gdzieś. Zadupie tak zwane. Jeśli była tam większość 422 na 422 Ukraińców to dla Polaków zadupie jest. Zgoda?
 Jakiś ktoś w miodowej koszuli się wspina po kratach.To wandal chyba?  Panie kierowniku wycieczki. Taki przykład pan daje?
Teraz obrona kierownika: - jego ciągnie do staroci. 
Ja tam się oglądam za siebie: - może jakaś wnuczka w szpilkach na horyzoncie.

To dla serca było. A ciało domaga się swego. Jedzenie w Dołhobyczu.
Bar Lewiatan, obok zachowanego pałacu, i lamusa. 
Żeby nie pomylić. Najpierw lamus, potem kierownik. I drzeworyt z baru.

   


    
   


    


Bardzo sympatyczna jednoosobowa obsługa w Barze. Bo w lamusie nikogo.
       
      Dzwonią do mnie ostatnio z kilku banków - robię jakieś ostatnie ruchy przed wakacjami.
Jak pan nas ocenia? Panie! Inwestuj pan!
Odpowiadam: - od kilku lat inwestuję w siebie. Zaproponujecie lepszą inwestycję?
To chociaż jak pan nas ocenia. Skala od 1 do 5.
Otóż w tej skali bankowej oceniam panią z Baru Lewiatan w Dołhobyczu na 6 !
Szefie - podwyżka dla tej pani, a przynajmniej głębokie spojrzenie w oczy. Bo zobaczcie ten uśmiech pod wąsem u kierownika. 
 ( Baru nie mylić z mikrofalą przy szosie, trzeba wejść w głąb poza magazyny)

Na foto jeden z gości sobotnich. Wydaje się, że jest zadowolony z posiłku. Okazało się potem, że ten facet, to kierownik wycieczki. To już było.

Wieczorem były występy. Na zdjęciu tylko partnerka kierownika. Kierownik skromny, usunął się w cień.
    


A tu jedna fotografia przedmiotów. Mały przeskok w czasie. Luty- marzec. Schronisko Koniec Świata. Stół i jakieś przedmioty przed Zbyszkiem.     
       
Piłem. W doborowym towarzystwie to nie grzech.

W oddali kierownik wycieczki. Taki oddalony kierownik, a jednocześnie obecny.
      To jest mądre, bo w takiej bezpiecznej odległości nikogo nie posądza.
    

I jak tu takiego kierownika nie kochać?

PS. Na kilku zdjęciach Henryk Bieszczadnik.