Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Baba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Baba. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 lutego 2026

Bajka o murarczyku

 


Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, był las. Pod tym lasem stała chatka upleciona z chrustu, a w tej chatce mieszkali dziad i baba.

   Starzy już byli oboje i samotni, bo dzieci ich w świat poszły, a wnuków nie mieli. Przykrzyło im się.

   Poszła raz baba na porębę po jagody. Drepcze, drepcze, schyla się, zbiera, a spieszy się, bo słońce już wysoko, czas wracać i dziadowi strawę gotować.

Nazbierała cały dzbanek jagód i rozgląda się za paprocią, aby jej liściem jagody przykryć. Widzi piękną paproć za białym kamieniem, podchodzi i schyla się, żeby liść zerwać, a tu naraz coś piszczy! Jakby kocię – nie kocię, a może dziecko?

   Zdziwiona odchyla paproć, a tu dziecko!

Leży malutkie w paproci i popłakuje z cicha….

- O rety! Olaboga! Co za znaleźne! Aż się baba za głowę złapała.

Czym prędzej do fartucha mchu mięciutkiego uzgarniała, na tym mchu dzieciątko ułożyła, do chałupki spieszy.

Kuśtyka baba z lasu, a dziad na chruścianej przyzbie siedzi i wyglądając baby fajkę pyka.

Przykuśtykała baba do dziada i powiada:

- Zgadnij dziadu, com znalazła, a nie szukała?

- Pewnie grzyb – zgaduje dziad.

Ale baba kręci głową, że nie.

Patrzy dziad, a w fartuchu coś się rusza.

- Już wiem – woła dziad – znalazłaś małego zajączka!

Baba się tylko uśmiechnęła i pyta:

- A co zrobimy z tym zajączkiem?

Zamyślił się dziad krzynkę, pyknął z fajeczki trzy razy i powiada:

- Będziemy go chować!

Dopiero wtedy baba rozchyliła fartuch i pokazała dzieciątko.

Ucieszył się dziad tak bardzo, że aż fajka mu z ust wypadła.

Bo jak się tu nie cieszyć? Miło zajączka mieć w chacie, ale jeszcze lepiej dzieciatko!

Dobrze było znajduszkowi w chruścianej chatce u dziada i baby, że i u rodziców lepiej być nie może.

Dostał ci on na imię Michałek i rósł na pociechę, aż wyrósł na sporego chłopaka. Dziad i baba kochali go bardzo i on też ich kochał. Dobrze im było trojgu ze sobą.

Kiedy Michałek miał już lat piętnaście, powiedział dziad do baby:

- Ja stary i ty stara, wiekować nie będziemy. Czas, aby Michałek sam nauczył się myśleć o sobie. Niech idzie w świat i rozumu nabierze. Wróci, to powie nam, kim chce zostać – stolarzem, szewcem czy może kowalem. Daj mu chleba na drogę, czystą koszulę na zmianę i niech jutro z rana idzie.

O poranku ukroiła baba kromkę chleba, powidłami z jagód ją posmarowała, czystą koszulę wyjęła ze skrzyni i powiada:

- Czas Michałku, abyś sam o sobie pomyślał. Idź w świat i nabierz rozumu.

Pocałował Michałek babę i dziada w rękę i poszedł.

      Idzie lasem, wyszedł na polanę, tam jagody, więc co i raz schyli się, jagodę zerwie i idzie dalej.

Wtem boleśnie uderzył o coś nogą, aż mu świeczki w oczach stanęły. Patrzy – kamień. Rozzłościł się i powiada:- a bodajeś się w ziemię zapadł, twardy kamieniu!

   Kamień, kiedy to usłyszał, jeno jęknął głucho, ale ani drgnął, bo przecież nie mógł. A chłopak poszedł dalej.

Idzie, idzie, aż wyszedł z lasu na pole. Po tym polu szedł chłop za pługiem i orał. Kiedy zobaczył Michałka, przystanął i dawaj narzekać: - Źle orka idzie przez te kamienie, biedę mam z nimi. Więcej na mej roli kamieni niż ziemi, a wiadomo, że na kamieniu chleb nie urośnie.

    I rozzłoszczony dalejże kamienie przeklinać!

Kamienie tylko jęczały z cicha, ale nie ruszały się z miejsca, bo nie mogły.

   Postał Michałek chwilę wysłuchując urągań oracza, a że nic pomóc mu nie mógł, to poszedł dalej.  

Szedł i szedł, aż zmęczywszy się chciał odpocząć, ale naokół było pustkowie bez ludzkiej siedziby. Rad nie rad, wyciągnął się na ugorze i zasnął.

Po dobrej godzinie obudził się rześki i wypoczęty. Wstał i zobaczył, że pod głową, zamiast poduszki, miał płaski kamień porośnięty miękkim mchem.

   - Hmm! – mruknął – widać nie wszystkie kamienie są złe i niepotrzebne. Oto znalazł się taki, co się na coś poczciwego przydał.

To mówiąc pochylił się i pogłaskał usłużny głaz.

O dziwo niby niemy głaz, a przemówił: - Michałku, Michałku! Mógłbyś ty chłopcze tak zrobić, żeby i ludziom i kamieniom było dobrze!

- A jakim to sposobem mam zrobić? – zapytał chłopak.

Ale głaz milczał, bo i tak już dużo powiedział.

Powędrował Michałek dalej.

Naraz patrzy, a tu idzie po drodze ślimak. Szedł on wolno, pewnie z powodu że niósł na sobie mocno zbudowany domek, przez który deszcz nie przeciecze, ani wiatr nie przewieje.

Pomyślał Michałek: - Ten ślimak jest mądry i szczęśliwy, bo ma zaciszny domek. Gdyby tak ludzie …… i nie dokończył, bo potknął się o kamień leżący na drodze. W pierwszej chwili chciał chwycić ten kamień, fyrgnąć nim gdzie w pokrzywy, ale …. nie zrobił tego, a coś zupełnie przeciwnego: - zamiast złości, przycisnął go do serca i rzekł: - To ja cię przepraszam kamieniu, że niechcący potrąciłem ciebie nogą!

   Ledwie wyrzekł te słowa, a kamień, do serca przyciśnięty, zadźwięczał cichutko:

- Dobry chłopcze, dam ci radę – zostań murarczykiem! My, kamienie służyć ci będziemy i gdy tylko rozkażesz, będziemy wespół budować ludziom solidne i ciepłe domy.

Michałek, słysząc te słowa uradował się wielce i z całego serca ucałował kamień w podzięce za radę.

Tym razem kamień całkiem głośno wydzwonił: - Ty, który kochasz nie tylko ludzi, ale i kamienie, będziesz wielkim murarczykiem!

   Prędko Michałek wracał do domu i podzielił się nowiną z babą i dziadem.

- Jakże ty sobie poradzisz, skoro masz tylko dziesięć palców? - Zapytał dziad.

- Ano kamienie pomoc mi przyrzekły – objaśniał chłopak - jeszcze tylko glinę, piasek i wapno do pomocy wezmę.

  I stało się; - Czary to były czy nie czary, nikt się nigdy nie dowiedział, ale paliła się robota w rękach murarczyka i śliczne murowane domy rosły jak grzyby po deszczu.

  Już bezpańskie kamienie nie leżały po drogach, po rolach, nie gniotły się w ziemi.

Na skinienie Michałka toczyły się wszystkie do kupy, jedne na drugich na zaprawie równiutko się kładły i domami się stawały.

Błogosławili ludzie kamieniom, a one błogosławiły murarczyka.

I stał Michałek na rusztowaniu kolejnego domu, a tak wysoko, że kielnią w rozmachu zawadzał o słońce!


 

 

 

 

 

 

 

 

  

piątek, 16 lutego 2024

O babie, która zawsze się sprzeciwiała



Był wątek japoński, dziś kolej na fiński.

(Do kompletu przydałby się jeszcze wątek chiński i świński).

 

Pewien wieśniak ożenił się kiedyś i szybko odkrył, że żona bez przerwy mu się sprzeciwia: - robi wszystko, czego wieśniak by nie chciał, a nie robi niczego, o co ją prosi.

Zbliżały się święta i chłop, który był z natury łagodny i nienawidził kłótni, chciał chociaż gwiazdkę spędzić w spokoju, jak to na święta przystało. Myślał więc nad sposobem, jak by tu zarządzić, aby było godnie zarówno od strony jadła jak i napitku.

      Wpadł w końcu na pewien pomysł i tak rzecze do żony:

- Nadchodzi Gwiazdka, ale nie piecz placków, bo to dla nas biedaków za drogo.

- A właśnie że napiekę placków i to jeszcze ile!

Mąż dalej udaje: - No skoro placków napieczesz, to wódki sobie na pewno już nie kupimy.

- A właśnie, że kupimy! – burknęła żona.

- To chociaż kawy nie kupuj – mówi chłop.

- A właśnie że kupię!

- Skoro już kupisz wódkę i kawę, to chociaż gości nie zapraszaj.

- A właśnie że zaproszę i to jeszcze ilu!

- Jeśli tak, to nie sadzaj mnie na honorowym miejscu i wódki do ręki nie dawaj.

- A właśnie że dam i jeszcze każę ci pić!

W taki oto sposób udało się wieśniakowi spędzić całkiem miłe święta.

Były nie tylko placki, ale i pierogi, była wódka, a gości zjechało się wielu.

Atoli świąteczna radość się skończyła i zaraz potem żona stała się nie tylko jeszcze bardziej kłótliwa, ale i złośliwa.

W końcu chłop, który nie mógł zaznać nawet chwili spokoju, pomyślał tak: - dość już tego! Muszę się pozbyć tej wrednej baby!

   Nadeszło lato, a z nim pora sianokosów. Poszedł gospodarz na łąkę, przez którą przepływała bystra rzeka, a nad nią przerzucona była drewniana kładka. Naciął ci on siekerecką tę kładkę tak sprytnie, aby utrzymała jego ciężar, a załamała się pod ciężarem grubej żony.




 Po wykonaniu pomysłu w
rócił do domu i mówi:

- Jest pogoda, pójdę na łąkę kosić, a ty siedź w domu!

- A właśnie że pójdę z tobą!

Poszli więc razem. Kiedy dotarli do kładki, wieśniak pierwszy przeszedł ostrożnie kładkę i z drugiego brzegu krzyczy:

- Przechodź ostrożnie jak ja i nie skacz jak będziesz na środku kładki, bo wydaje mi się, że kładka jest już słaba.

- A właśnie że będę skakać! – odrzekła baba, wbiegła na kładkę i podskoczyła.

Wtedy stało się, co miało się stać – kładka przełamała się, baba wpadła do wody i popłynęła wraz z bystrym prądem.

Chłop rzucił się na ratunek wzdłuż brzegu, atoli pod prąd rzeki, żeby to niby nieść pomoc żonie.

      Tę pogoń zauważyli inni kosiarze, którzy akurat pracowali nieopodal i krzyczą:

- Nie w tę stronę biegnij! Twoja żona z prądem płynie!

- Tak wam się tylko wydaje – odpowiedział się wieśniak – moja żona całe życie robiła mi wbrew, to pewnie i teraz płynie odwrotnie.

Słysząc to, kosiarze pokiwali głowami i pomyśleli: - Pewnie to i lepiej będzie dla ciebie chłopie, jeśli swojej baby już nie znajdziesz.

                                                 Bajka fińska

 

wtorek, 25 marca 2014

Migawki z podróży



Na ostatnim zdjęciu powyżej te mury w tle, to była cerkiew wybudowana dwieście lat temu. W 1953 zamieniona na kościół - sanktuarium Matki Bożej Sokalskiej.
Na pierwszym planie Baba, która może mieć dziesięć tysięcy lat, w tle kościół, którego mury mają dwieście lat.
          


Poniższa pałacowa ruina miała być we wczorajszym poście.




     
    Blisko ruiny źródełko.
     
 
Poniżej zgrabny budynek, a za nim mało reprezentacyjna wygódka.

       

     
               
I na koniec Henryk Bieszczadnik przed schroniskiem Koniec Świata.