Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zakerzonie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zakerzonie. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 maja 2020

Łemkowska Sotnia


Stepan Stebelski – Chrin.

"Nazbierać Łemków do sotni to trudna sprawa.
Łemko jest przywiązany do swojej wsi i nieufny. Ale kogo pozna i polubi, za tym pójdzie w ogień!
Najpierw chodziłem po wsiach łemkowskich i przemawiałem do ludzi. Że Łemkowie, to sławne książęce plemię, które wróg chce wyrzucić z ziemi ojczystej, że Łemkowie muszą z bronią w ręku stanąć w swojej obronie.
Wysłuchałem żalów, próśb, skarg, krzywd, życzeń i sprowadziłem wszystko do konieczności stanięcia we własnej obronie.
    Nabór zaczynałem wtedy, gdy miałem wrażenie, że zjednałem sobie ludzi. Zgłasza się wielu ochotników, ale zabroniono mi zabierać najbardziej świadomych, bo tacy zwykle byli zajęci pracą polityczną. Dlatego nic dziwnego, że znalazł się u mnie element w 70 % niepiśmienny.
    Z nowymi rekrutami od razu zaczynam rajdy, podczas których wychowuję ich i szkolę. Chcąc zachęcić Łemków, przeprowadzam kilka akcji, ale takich, które na pewno się powiodą. Żeby ich sobie zjednać, jako pierwsze rzuciłem hasło: - Idziemy bronić waszych wiosek!
        Dopiero po kilku miesiącach zacząłem mówić o obronie Łemkowszczyzny. Potem poszerzyłem front polityczny na całą Ukrainę – stawiając jako główny cel naszej walki – państwowość i zjednoczenie.
    Rozbudziłem w Łemkach dumę, uświadamiając im, że są pierwszą Łemkowską Sotnią i że kontynuują tradycję Republiki Komańczowskiej.
    Tak zacząłem. Ciągną do mnie chłopcy, z bronią i bez niej. Później ją zdobywamy. Ludzie cieszą się, że powstała Łemkowska Sotnia.
    W naszą siłę zaczęli wierzyć już wkrótce, po sukcesach w Zagórzu, Zawadce Morochowskiej, Zahutyniu i Górach Morochowskich. W krótkim czasie miałem już cztery czoty.
     Od rana do południa trwało szkolenie Łemków, po południu odpoczynek, a wieczorem napad na wroga.
W krótkim czasie sotnia nowych robiła więcej niż stare sotnie. Na rajdach moi żołnierze szkolili się, a w bojach hartowali. Wszędzie po wsiach robiliśmy robotę propagandową. Ruch chronił moje wojsko przed blokadą i i pościgiem nieprzyjaciela. Pomagał mi też w uderzaniu na grupy wroga. Już po kilku miesiącach nowo wcieleni, byli u mnie rojowymi.
    Nasze działania na terenach Zakerzonia stały się politycznie niepotrzebne po porozumieniu trzech państw: ZSRR, czerwonej Polski i Czech, w sprawie przymusowego wysiedlenia ukraińskiej ludności z tego terenu. 


Chryszczata w tle od strony wschodniej.

Jakaś niewypowiedziana tęsknota ciągnie mnie w niedaleką, sławetną przeszłość, za moimi drogimi żołnierzami Łemkami. Z dwóch setek zostało ich zaledwie kilkunastu. Czy spotkam się jeszcze z tymi, którzy pozostali wśród żywych?

Wspominam, naszych walk rocznice
A krwawe były sławne dni
Mściciele byli – niby wicher…
Z konia ziskakuju nehajno
I kłyczu: Łemky! Napered!
Jak żywioł idą, mkną zawzięci
Na Lachów śmiało mężni mkną
W koncercie huku przyschły usta
Gniew w oczach naszych pachnie krwią.
„U nastup, chłopci! Na okopy!
Dawaj hranaty! Na Sztyky!

Ech, lubie do ataku iść,
Wyrywać pragne się do boju
W stalowej ławie naprzód iść
To tylko mara…
Deż wy, Łemky
Bojewi łycari moji?

Gdzie jesteście
Waleczni rycerze moi?

Wist. Tetiana napisała taki wiersz:

I moji Łemky ne zabudut
Moi Łemkowie nie zapomną
Ciebie, rycerzu wolny mój,
 Z wdzięczności swojej na to wspomną,
Że mężnie ty stawałeś w bój.
 (szczo ty u bij stawaw jak stij)

(…) Myśli płyną jedna za drugą, przemykają jak gnane w nieznane jesiennym wiatrem listki.
Proszę wist.Tetianę, by powiedziała, o czym myśli.
  - Chciałabym wiedzieć, jak żyje się moim Łemkom na „Ziemiach Odzyskanych”. Czy wrócą jeszcze kiedyś na ziemie swoich pradziadów. Czy może na zawsze pozostaną nad Odrą i Nysą? Boję się, żeby to nasze sławne ukraińskie plemię nie przepadło dla Ukrainy, jeśli koło historii będzie toczyć się tą drogą jeszcze kilkadziesiąt lat.
Polacy są gotowi asymilować rodziny rozrzucone w obcym morzu. Gdy dojdzie do starcia miedzy Polakami i Niemcami, to nasi Łemkowie mogą stać się niewinną ofiarą ich porachunków.
Czasem jestem myślą na pustkowiach Łemkowszczyzny. Stawiam sobie pytanie, kto z powstańców jeszcze się tam trzyma, jak sobie dają rade, jakie mają odczucia?

Na pewno w Stężnicy, Berezie, Woli Matiaszkowej, i Bereżnicy zamieszkał wróg i zamiast języka łemkowskiego słychać mazurskie przekleństwa.
Wyobrażam sobie nasze pogrążone w smutku góry: - Lniana, Popiwnycia, Łopiennik, Magura, Połonina Wetlińska, Połonina Caryńska i nasze Bieszczady, o których nieraz śpiewają:

Oj,czemuż ty sia ne żenysz,
Wysokij Beskyde?
Bo Wetłynska połonina
Za mene ne pide….                                                                      


Chrin zimował w bunkrze od października 1947 do połowy kwietnia 1948.
Tylko raz dziennie wychodził na powietrze na pół godziny. Spanie bez poduszek, kołder, słomy, żeby się wszy nie wdały.

Gdy stracili swą bazę na Chryszczatej, bywało, że walczyli nie jedząc po kilka dni, rekord pobił jeden ze striłców: - nie jadł 9 dni.
(….)    Wistun Siryj siedzi nad alfabetem i uczy się czytać, jego dziewczyna skończyła przecież 8 klas.
ST. Wist.Rybałka martwi się: - z jego wsi ponad 20 chłopców poszło w szeregi UPA, teraz policzył, że został tylko ST.wist. Szwarnyj i on. Zadawał sobie pytanie z kim pójdzie szukać ziomków, gdy Ukraina będzie wolna.

W tym marszu na spotkanie wolności, w ciągłych zaciętych walkach, z Łemkowskiej Sotni, która liczyła 250 osób, zostało tylko kilkanaście.

Zapytał: - druhu dowódco, jak długo będziemy jeszcze  w podziemiu?
- Tak długo, jak na Ukrainie będzie okupant, jak długo w kołchozach będzie słychać płacz głodnych dzieci, jak długo będziemy katowani w więzieniach i jak długo będziemy umierać na Syberii!
Dopóki w naszych lasach i wioskach słychać nieprzyjacielskie karabiny, dopóki są obławy, panuje terror i gwałt, dopóty będziemy walczyć!"

Stepan Stebelski - „W szczęku żelaza”, „Zima w bunkrze” Спогади-хроніка 1947/1948)
Dowódca sotni zwanej "Łemkowską", Udarnyky 5, "95 a" w kureniu Rena.

poniedziałek, 6 stycznia 2020

Zima śnieżna


Nie tak dawno zima śnieżna, czyli prawdziwa, pojawiała się również w europejskich miastach. Być może takie zimy kiedyś wrócą, lecz dziś, w aktualnym cyklu ocieplenia, trzeba do zimy dojechać.
A więc w góry miły bracie! Na przykład w Karpaty Wschodnie – znaczy: - Zakerzonie.
I już jesteśmy w konkretnym miejscu - Bieszczady – Wola Michowa.
Jest białośnieżnie. 
Cisza dzwoni w uszach. Rano zimowe kwiaty na szkle maluje Dziadek Mróz. 


Potem przechodzę obok Nalewkarni. 


A później tylko idzie się, a radość wibruje w uszach! Czy ty też tak masz, że czujesz czasami ciepło radości w uszach? 


 Kieruję się na drugą stronę świata, czyli przez przełęcz Żebrak do wsi Rabe i Huczwice, które jak wiemy są dziś tylko miejscami na mapie.                                  Idzie się lekko, nogi same niosą, bo ciężar mego ciała niewielki, no i nic nie niosę poza duszą radosną.                                                                                                                     Ach! jak cudnie wokół!
Kontrast pomiędzy szarym miastem, a bajkową tutejszą zimą jest krańcowy. Wydaje się, że w środku człowieka coś śpiewa. 
Kto wie, może to śpiewa wewnętrzne dziecko? 
W każdym razie jeśli jest Raj i bywa w nim zima, to tutejszy świat nadaje się akurat na wzór dla Zimowego Raju. 
I natychmiast mam w głowie wierszyk, znany już Czytelnikom bloga: 

Każdy aniołek ma dwa skrzydełka  
I leci na nich prosto do Raju  
Inaczej było w życiu Pawełka  
On miał odloty tylko na haju
       
Schodzę z przełęczy i mijam tereny bliskie memu sercu. Śnieg skrzy się w słońcu. Radość, radość! Olbrzymia beczka miodu!
Jednak w tej beczce miodu znajdzie się także łyżka dziegciu.                   
Pokręcona historia dała nam w spadku to oto fantastyczne i dzikie odludzie. Często podnoszony jest argument, że mieszkał tu lud biedny, a głód był rzeczą zwykłą. Deportacja rzuciła ten naród w świat i ogólnie potomkowie tubylców przeszli na stronę zamożności - widać to na Łemkowskiej Watrze. Atoli miejsce ojców przyciąga: - wyślij górala nad morze i tłumacz mu, jak jest pięknie.                                                                                              
Dla Polaków, zwanych tu Lachami, tubylcy byli chamami. 
Ktoś powie: - To uproszczenie!                                                                                         Może i uproszczenie, lecz dzisiejsza zawiła mowa profesorska, albo mowa pokrętna w wykonaniu tak zwanych polityków, do niczego nie prowadzi. Rzeczy powinny być nazywane po imieniu. 
Na tych terenach Polak to był pan, a Ukrainiec i pokrewne nacje to chamy. 
Zbierała się nienawiść w narodzie...... Potem za sanacji (1938 rok) Polacy zaczęli podpalać cerkwie, natomiast Niemcy gdy przyszli, zapalili zielone światło dla Samostijnej Ukrainy. 
Przecież wolność jest dobrem najwyższym.
Po siedemdziesięciu latach szukam śladów po Wypędzonych z Ojcowizny i znajduję takie miejsca bardzo dobrze widoczne w śniegu. A to rząd krzewów porzeczkowych, a to prostokąt sadu wyznaczony kilkoma starymi jabłoniami, albo tylko sam kształt terenu wskazujący na miejsce po chyży - to tutaj przez kilkaset lat, w skrajnie trudnych warunkach żyli Łemkowie, Bojkowie, Lachy, Żydzi, Ukraińcy, Rusini i Cyganie.






Ale dość tych myśli, widzę ruch pod lasem, chwila teraźniejsza woła o uwagę!


I już fotograf jest zadowolony! A kiedy jesteś zadowolony, wtedy twoja energia wibruje w takt modlitwy dziękczynnej. 
Są przecież rzeczy niepojęte, jak mówi pismo święte.... tylko modlitwa dziękczynna jest czytana przez „Górę”. Jeśli o coś prosisz, potwierdzasz jedynie fakt, że tego nie masz.
Dotarłem kawał za Bystre, kiedy zeszła mgła i przypomniała, że czas najwyższy na powrót. 
Wracam więc. Krótki dzień grudniowy się chyli a jednocześnie mgła gęstnieje. Znowu kontrast: - w słońcu było wesoło a teraz zrobiło się ponuro. Na śniegu tylko moje ślady i wilka - zwiadowcy. 

środa, 20 listopada 2019

Pajęczyny


Bieszczady oczywiście. Czyli Karpaty.
Albo Zakerzonie.
Krople rosy wiszące na nici pajęczej wyglądają jak sznury perełek....


Pajęczyna w kroplach cała....
To cudna kolia na szyi Natury.










piątek, 15 maja 2015

Przystanek Historia.

Arcydzieła literatury polskiej, na temat UPA powstały na zamówienie czerwonej propagandy, dlatego nie dziwią kłamstwa w nich zawarte.
Najgorsze było jednak to, że niektóre pozycje stanowiły obowiązkową lekturę w szkołach polskich, przez kilkadziesiąt lat.

Rozmowa z „Orłanem”- referentem politycznym na Zakerzoński Kraj. Orłan nie dał się złapać UB, przeżył. Jego żona, Mariczka dostała się wraz z dzieckiem w Krakowie w „kocioł”. Brawurowo ucieka. Napisałem posta: Mariczka ucieka.

Orłan mówi:

Nasze bolesne straty trzeba nazwać ofiarą. Nie przegraliśmy, uczciwie szliśmy do walki na swojej ziemi. Nie zabieraliśmy cudzych ziem, proponowaliśmy sojusz antybolszewicki. Wojsko polskie nas nie pokonało. Wyrzucono nas, ale to nie zmieniło ducha, poglądów, pragnienia bycia Ukraińcami i wolnymi ludźmi.
Straciliśmy terytorium, 20.000 km kwadratowych odwiecznie ukraińskich ziem, i doznaliśmy dotkliwych strat w ludziach na tym skrawku Ukrainy w Zakerzoniu, ale trzeba pamiętać, że w Zakerzoniu działaliśmy trzy lata, a na Ukrainie – dwanaście lat. Nie ulegliśmy najbardziej okrutnemu systemowi w historii ludzkości.
Za koniec UPA w Zakerzoniu należy przyjąć przejście żołnierzy „Prirwy” do Bawarii.
Pod względem militarnym i propagandowym zasadzka na Świerczewkiego była dla nas korzystna. Pisała o tym zdarzeniu cała prasa europejska.
Sam Chrin wiedział tylko tyle że drogą będzie jechała delegacja wojskowa złożona z osób wysokiej rangi.

Nasza walka wymierzona była w reżim antypolski w Warszawie i antyukraiński w Kijowie. Mieliśmy jednego wroga – bolszewickie imperium rosyjskie.
Nie mieliśmy szans na walkę frontową z regularną armią. Wchodziła w grę tylko partyzantka.
Były kontakty WP- UPA. Oficerowie polscy przychodzili do lasu i próbowali zneutralizować walki. Ci oficerowie, świadomi i inteligentni, narzekali na obecność w swoich szeregach oficerów sowieckich, którzy sowietyzowali wojsko i nastawiali żołnierzy wrogo do UPA i miejscowej ludności.
Udało nam się osiągnąć porozumienie z podziemiem poakowskim.
Za rozstrzelanie żołnierzy polskich w 1946 roku pod Jasielem, Chrin był później sądzony, ale była to wielka postać. Podczas sądu jedną z propozycji było pozbawienie go dowództwa sotni. Jednak jego legenda zwyciężyła. Żołnierze bardzo go szanowali.

Nieco faktów z roku 1946 i terenu działania sotennego Chrina:

Zagłada placówki WOP w Jasielu.
19 marca 1946 r. 70 żołnierzy, pod dowództwem por.Grasika, dotarło do Jasiela, w celu ewakuacji 30 żołnierzy załogi Jasiela.
Następnego dnia o świcie wyruszyli ze strażnicy. Zostali wtedy zaatakowani przez UPA, w walce stracili ok. 20 żołnierzy, reszta - 90 została wzięta do niewoli. Po całonocnym śledztwie 70 z nich rozstrzelano, a 20 puszczono wolno.
Spośród nich, sześciu żołnierzom wskazano drogę do wsi Niebieszczany, gdzie stacjonował oddział NSZ Żubryda.
(G.Motyka – tak było w Bieszczadach.)

UPA odniosła wielki sukces, likwidując w marcu 1946 roku wszystkie strażnice w Bieszczadach i otwierając tym samym całkowicie granice państwa.
( G.Motyka – tak było w Bieszczadach)
Pokazanego w filmie „Łuny w Bieszczadach” i opisanego w książce Gerharda tańca na polu minowym nigdy nie było w Bieszczadach.!
(G.Motyka – str.317)
W marcu 1946 UPA także prowadziła inne działania: w Zuhatyniu, Kamiennem, Woli Matiaszkowej, Turzańsku. Zginęło w nich kilkudziesięciu żołnierzy polskich, przy jednym zabitym partyzancie.
Rozebrano 60 m torów, ścięto 116 słupów telegraficznych, wysadzono pociąg na linii Mokre-Zagórz, spalono w Bukowsku pocztę i urząd gminny, i 30 marca trzy sotnie - Bira, Myrona i Chrina stoczyły bitwę z dwoma batalionami WP. Oddziały polskie poniosły ciężkie straty i wycofały się.

( Meldunek UB Rzeszów, bo meldunki wojska wątpliwe)

środa, 18 grudnia 2013

Przystanek Historia



Arcydzieła literatury polskiej, na temat UPA powstały na zamówienie NKWD, dlatego nie dziwią kłamstwa w nich zawarte.
Najstraszniejsze było jednak to, że niektóre pozycje stanowiły obowiązkową lekturę w szkołach polskich, przez pół wieku.
     Mówimy o ostatnim Powstaniu Ukraińskim przeciwko Państwu Polskiemu.

Od 1995 roku zaczęły ukazywać się wspomnienia członków podziemia ukraińskiego.
"Wieś nad Sołokiją"- I.Huk, "W domu i na obczyźnie"-W.Sawa.
  "Zakerzonie.Wspomnienia żolnierzy UPA" - I.Huk,
Pięciotomowa seria: "Wiara-Nadzieja-Miłość", z której dwa tomy są poświęcone wyłącznie losom kobiet. Łącznie zawierają 30 opisów przeżyć łączniczek, maszynistek, pracownic powstańczego Ukraińskiego Czerwonego Krzyża.
     Do wyjątkowych postaci należy referentka w kierownictwie nadrejonu "Beskid" Jarosława Fil, członkini kierownictwa nadrejonu "Wierzchowina" na Łemkowszczyźnie zachodniej, Iryna Tymoczko-Kamińska, oraz sanitariuszka i łączniczka kierownictwa Zakerzońskiego Kraju Anna Karwańska-Bajlak.( "Wo imja Twoje", oraz "Ukrajino wyznaj" )
    Druga z tych książek stanowi aktualny i gorący apel do parlamentu ukraińskiego o uznanie UPA za stronę walczącą w II wojnie, reprezentującą interesy narodu i państwowości ukraińskiej.
To bardzo wyrywkowy zarys literatury dotyczącej VI Okręgu Wojennego UPA-Zachód i zarazem Zakerzońskiego Kraju.
        Natomiast najlepszym źródłowym wydawnictwem poświęconym ukraińskiemu ruchowi oporu, jest Litopys UPA.
A najbardziej znanym, barwnym, pełnym napięcia i pasjonujących szczegółów, jest wspomnienie „Tysiąc dróg” – Marii Sawczyn, łączniczki UPA, żony „Orłana”, referenta politycznego Zakerzońskiego Kraju.
Maria Sawczyn - „Mariczka”, w podziemiu działała 9 lat 1944 – 1953. To koszmar, z którego trudno było się wydostać.
„Lata minęły, ale czas nadal nie zatarł w duszy minionych przeżyć. Cienie ich wszystkich, moich poległych przyjaciół z tej burzliwej epoki, chodzą za mną, domagając się ostatniej daniny: abym opowiedziała o ich powstaniu z kolan”.