Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łemkowszczyzna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łemkowszczyzna. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 października 2023

Kierunek wschodni

 


Wchodzę ponad cerkiew św. Mikołaja. Co ciekawe w Woli Michowej stała murowana cerkiew pod tym samym wezwaniem, ale komuniści wysadzili ją w powietrze około roku 1960, w ramach zacierania śladów Łemkowszczyzny.

Osiągam lokalny płaskowyż łąkowy, zwanym Bereżnicą Wyżną. Dmuchnął wiatr i chciałoby się powiedzieć: -„wiatr we włosach”. To byłaby jednak w moim przypadku nieprawda, ponieważ ogoliłem się na łyso dla wygody.


Prawdą jest natomiast, że do tej pory, nie tylko nie spotkałem człowieka na drodze, ale i w zasięgu wzroku taki się nie pojawił.

Jako że początkowo szedłem ze wschodu na zachód, a zaszedłem za daleko, to teraz skręcam na wschód.



Widać już Las Hurtegen, przez który muszę przejść. No nie ma takiej nazwy - to tylko moje osobiste słowotwórstwo dla tego w sezonie mocno kleszczowego lasu. Dwie godziny marszu i będzie Rybne.


Kania czerwcowa i wchodzę na polanę, na której wita mnie niespodzianka.






Nowiutka wiata, jeszcze owinięta folią - znaczy do widzenia panu. Zanurzam się w ciemny las.

środa, 20 maja 2020

Łemkowska Sotnia


Stepan Stebelski – Chrin.

"Nazbierać Łemków do sotni to trudna sprawa.
Łemko jest przywiązany do swojej wsi i nieufny. Ale kogo pozna i polubi, za tym pójdzie w ogień!
Najpierw chodziłem po wsiach łemkowskich i przemawiałem do ludzi. Że Łemkowie, to sławne książęce plemię, które wróg chce wyrzucić z ziemi ojczystej, że Łemkowie muszą z bronią w ręku stanąć w swojej obronie.
Wysłuchałem żalów, próśb, skarg, krzywd, życzeń i sprowadziłem wszystko do konieczności stanięcia we własnej obronie.
    Nabór zaczynałem wtedy, gdy miałem wrażenie, że zjednałem sobie ludzi. Zgłasza się wielu ochotników, ale zabroniono mi zabierać najbardziej świadomych, bo tacy zwykle byli zajęci pracą polityczną. Dlatego nic dziwnego, że znalazł się u mnie element w 70 % niepiśmienny.
    Z nowymi rekrutami od razu zaczynam rajdy, podczas których wychowuję ich i szkolę. Chcąc zachęcić Łemków, przeprowadzam kilka akcji, ale takich, które na pewno się powiodą. Żeby ich sobie zjednać, jako pierwsze rzuciłem hasło: - Idziemy bronić waszych wiosek!
        Dopiero po kilku miesiącach zacząłem mówić o obronie Łemkowszczyzny. Potem poszerzyłem front polityczny na całą Ukrainę – stawiając jako główny cel naszej walki – państwowość i zjednoczenie.
    Rozbudziłem w Łemkach dumę, uświadamiając im, że są pierwszą Łemkowską Sotnią i że kontynuują tradycję Republiki Komańczowskiej.
    Tak zacząłem. Ciągną do mnie chłopcy, z bronią i bez niej. Później ją zdobywamy. Ludzie cieszą się, że powstała Łemkowska Sotnia.
    W naszą siłę zaczęli wierzyć już wkrótce, po sukcesach w Zagórzu, Zawadce Morochowskiej, Zahutyniu i Górach Morochowskich. W krótkim czasie miałem już cztery czoty.
     Od rana do południa trwało szkolenie Łemków, po południu odpoczynek, a wieczorem napad na wroga.
W krótkim czasie sotnia nowych robiła więcej niż stare sotnie. Na rajdach moi żołnierze szkolili się, a w bojach hartowali. Wszędzie po wsiach robiliśmy robotę propagandową. Ruch chronił moje wojsko przed blokadą i i pościgiem nieprzyjaciela. Pomagał mi też w uderzaniu na grupy wroga. Już po kilku miesiącach nowo wcieleni, byli u mnie rojowymi.
    Nasze działania na terenach Zakerzonia stały się politycznie niepotrzebne po porozumieniu trzech państw: ZSRR, czerwonej Polski i Czech, w sprawie przymusowego wysiedlenia ukraińskiej ludności z tego terenu. 


Chryszczata w tle od strony wschodniej.

Jakaś niewypowiedziana tęsknota ciągnie mnie w niedaleką, sławetną przeszłość, za moimi drogimi żołnierzami Łemkami. Z dwóch setek zostało ich zaledwie kilkunastu. Czy spotkam się jeszcze z tymi, którzy pozostali wśród żywych?

Wspominam, naszych walk rocznice
A krwawe były sławne dni
Mściciele byli – niby wicher…
Z konia ziskakuju nehajno
I kłyczu: Łemky! Napered!
Jak żywioł idą, mkną zawzięci
Na Lachów śmiało mężni mkną
W koncercie huku przyschły usta
Gniew w oczach naszych pachnie krwią.
„U nastup, chłopci! Na okopy!
Dawaj hranaty! Na Sztyky!

Ech, lubie do ataku iść,
Wyrywać pragne się do boju
W stalowej ławie naprzód iść
To tylko mara…
Deż wy, Łemky
Bojewi łycari moji?

Gdzie jesteście
Waleczni rycerze moi?

Wist. Tetiana napisała taki wiersz:

I moji Łemky ne zabudut
Moi Łemkowie nie zapomną
Ciebie, rycerzu wolny mój,
 Z wdzięczności swojej na to wspomną,
Że mężnie ty stawałeś w bój.
 (szczo ty u bij stawaw jak stij)

(…) Myśli płyną jedna za drugą, przemykają jak gnane w nieznane jesiennym wiatrem listki.
Proszę wist.Tetianę, by powiedziała, o czym myśli.
  - Chciałabym wiedzieć, jak żyje się moim Łemkom na „Ziemiach Odzyskanych”. Czy wrócą jeszcze kiedyś na ziemie swoich pradziadów. Czy może na zawsze pozostaną nad Odrą i Nysą? Boję się, żeby to nasze sławne ukraińskie plemię nie przepadło dla Ukrainy, jeśli koło historii będzie toczyć się tą drogą jeszcze kilkadziesiąt lat.
Polacy są gotowi asymilować rodziny rozrzucone w obcym morzu. Gdy dojdzie do starcia miedzy Polakami i Niemcami, to nasi Łemkowie mogą stać się niewinną ofiarą ich porachunków.
Czasem jestem myślą na pustkowiach Łemkowszczyzny. Stawiam sobie pytanie, kto z powstańców jeszcze się tam trzyma, jak sobie dają rade, jakie mają odczucia?

Na pewno w Stężnicy, Berezie, Woli Matiaszkowej, i Bereżnicy zamieszkał wróg i zamiast języka łemkowskiego słychać mazurskie przekleństwa.
Wyobrażam sobie nasze pogrążone w smutku góry: - Lniana, Popiwnycia, Łopiennik, Magura, Połonina Wetlińska, Połonina Caryńska i nasze Bieszczady, o których nieraz śpiewają:

Oj,czemuż ty sia ne żenysz,
Wysokij Beskyde?
Bo Wetłynska połonina
Za mene ne pide….                                                                      


Chrin zimował w bunkrze od października 1947 do połowy kwietnia 1948.
Tylko raz dziennie wychodził na powietrze na pół godziny. Spanie bez poduszek, kołder, słomy, żeby się wszy nie wdały.

Gdy stracili swą bazę na Chryszczatej, bywało, że walczyli nie jedząc po kilka dni, rekord pobił jeden ze striłców: - nie jadł 9 dni.
(….)    Wistun Siryj siedzi nad alfabetem i uczy się czytać, jego dziewczyna skończyła przecież 8 klas.
ST. Wist.Rybałka martwi się: - z jego wsi ponad 20 chłopców poszło w szeregi UPA, teraz policzył, że został tylko ST.wist. Szwarnyj i on. Zadawał sobie pytanie z kim pójdzie szukać ziomków, gdy Ukraina będzie wolna.

W tym marszu na spotkanie wolności, w ciągłych zaciętych walkach, z Łemkowskiej Sotni, która liczyła 250 osób, zostało tylko kilkanaście.

Zapytał: - druhu dowódco, jak długo będziemy jeszcze  w podziemiu?
- Tak długo, jak na Ukrainie będzie okupant, jak długo w kołchozach będzie słychać płacz głodnych dzieci, jak długo będziemy katowani w więzieniach i jak długo będziemy umierać na Syberii!
Dopóki w naszych lasach i wioskach słychać nieprzyjacielskie karabiny, dopóki są obławy, panuje terror i gwałt, dopóty będziemy walczyć!"

Stepan Stebelski - „W szczęku żelaza”, „Zima w bunkrze” Спогади-хроніка 1947/1948)
Dowódca sotni zwanej "Łemkowską", Udarnyky 5, "95 a" w kureniu Rena.

piątek, 28 kwietnia 2017

Diable Skały


Okolica wręcz urocza. 
Wiatr ucichł zupełnie, a jeszcze kilkadziesiąt minut wcześniej na cmentarzu nr 118 wiało sakramencko.
Rezerwat znajduje się w powiecie nowosądeckim, na wzniesieniu Bukowiec (530 m)
Skały są podobne do tych ze Skamieniałego Miasta w Ciężkowicach, tylko jest ich znacznie mniej.


Dawna cerkiew greckokatolicka z 1805 roku pw. św. Paraskewy. Przeniesiona w 1948 roku ze wsi Kamianna koło Krynicy.
Przeniesiona i przemieniona w kościół.







Została przeniesiona.... Dlaczego? Bo słowa: - „uchronić przed zniszczeniem” to już słyszałem po wielokroć.
       Nastąpiły wysiedlenia Łemków jako odpowiedzialność zbiorowa za Powstanie Ukraińskie 1945 -1947 przeciwko komunistom, a dokładnie za rajd sotni „Brodycza”, z przełomu 1946/1947 roku. Sotnia dotarła tu ze Smolnika nad Osławą. Ten rajd UPA sięgnął Gorlic, Ropieńki, Uścia Gorlickiego.
Nieudane Powstanie.
Żeby nie sięgać głębiej: - czy Powstanie Warszawskie było udane?

Wspomina Iwan Dmytryk. (W 1947 roku razem ze swym oddziałem, przeszedł z bronią w ręku aż do Bawarii do strefy amerykańskiej):

“Jeszcze w czasie żniw 1946 roku sotenny “Brodycz”wysłał w kierunku Krynicy bojówkę “Szuchaja”, żeby przygotowała teren do przemarszu sotni. Bojówka była już w tamtych stronach w 1945 roku. Wtedy sprawa przedstawiała się źle, bo ludność otumaniona rusofilstwem odnosiła się wrogo do UPA. Po blisko dwóch latach sytuacja się zmieniła. Ludność, chociaż nie masowo, ale jednak pomagała upowcom.

W 1944 roku armia niemiecka zaminowała znaczny obszar od Krakowa po Krosno i Jasło aż po Słowację. 
Ten martwy pas był dla nas niby pryszcz na nosie, i koniecznie należało go usunąć.
     Do przeprowadzenia operacji zgłosił się dowódca bojówki technicznej “Kryłatyj” z kilkoma strzelcami. Czekała ich ciężka i niebezpieczna robota. Pola były zaminowane różnorodnymi minami, połączonymi ze sobą nawzajem. Wybuch jednej miny wywoływał eksplozję kilku następnych. “Kryłatyj” i jego chłopcy pracowali przez kilka miesięcy – od wiosny do lata. Ukończyli pracę pomyślnie, torując nam ścieżkę przez zaminowane pola.
       “Kryłatyj” wrócił w pierwszych dniach września 1946 i zaraz następnego dnia sotnia zaczęła przygotowywać się do wymarszu na zachód. Mieliśmy duże zapasy żywności, bo zamierzaliśmy spędzić zimę w tamtych okolicach. Teraz, kiedy dostaliśmy rozkaz wymarszu, sotenny “Brodycz” pokazał wszystkie nasze kryjówki sotni “Chrina”. (…)

Omijając wsie, maszerowaliśmy w nocy. Pierwszego dnia zatrzymaliśmy się w Polanach Surowicznych, drugiego – w Barwinku. Wsie stały niemal opustoszałe. Trzeciej nocy dotarliśmy do Polan, za którymi zaczynał się już “martwy pas”.
       Tu spotkaliśmy łączników, którzy dobrze znali teren. Zamaskowanymi ścieżkami podeszliśmy do zaminowanego pola. Pluton “Korpa” szedł na przedzie.
     Szliśmy gęsiego, trzymając się rozwiniętego drutu – bardzo powoli i ostrożnie, krok, za krokiem. Byliśmy zmęczeni nie tyle długą drogą, ile stanem napięcia nerwów. Jednak przeszliśmy szczęśliwie. Łącznicy pozacierali wszystkie ślady. Dalej gęstymi lasami skierowaliśmy się na Magurę Świerzowską.
       Przybycie naszej sotni obudziło czujność polskiej milicji. Do Gorlic, Krynicy i Nowego Sącza ściągnięto dużo wojska. Polacy pytali ludzi, ilu nas jest, jak jesteśmy ubrani, uzbrojeni i tak dalej. Najbardziej ich interesowało, skąd się tu wzięliśmy i dokąd idziemy”

Tak się rozpoczynał rajd bieszczadzkiej sotni UPA na zachodniej Łemkowszczyźnie.


A w Kamiannej były dwie świątynie. Druga została zbudowana w 1930 roku i ta została.