Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mewia Łacha. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mewia Łacha. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 marca 2026

Kleszcze 2025

W internecie można znaleźć zarówno treści mądre, jak i głupie. I nie mam tu na myśli propagandy, bo przecież wystarczy być ostrożnym i patrzeć, jakie medium, czy też kto osobiście pisze, albo wypowiada swoje kocopoły.

Jesień - oto czytam o kleszczach, że w tym roku było ich dużo i to małych jak główka od szpilki. Z taką opinią się zgadzam jako praktyk łażący po różnych krzaczorach. Tylko do końca czerwca wyciągnąłem ze swojej osoby 8, w tym jednego nadmorskiego i wszystkie były rzeczywiście zadziwiająco niewielkie. Dalej czytam poradę jak usuwać insekta - mianowicie stoi napisane, że należy owego chwytać za głowę. Za jaką głowę?!

    Przecież każdy wie, że kleszcz wgryza się właśnie głową i jak człowieka zaswędzi, to insekt jest już zanurzony po szyję w naszym ciele i wyciągamy go łapiąc za to, co wystaje, czyli za dupę. Potem powinna być dezynfekcja tym, co jest pod ręką, ostatecznie śliną. Jeśli nie da się oczyścić miejsca do końca i jakiś drobiazg się urywa i pozostaje pod skórą, nie ulegamy panice – skóra sama się oczyści i odrzuci taką resztkę razem ze strupkiem. I święto lasu!


Tablica ostrzegawcza okolice Mewiej Łachy – Wyspa Sobieszewska.


piątek, 5 grudnia 2025

Wisła

 


Wisi mapa na ścianie,

Ciekawa to rzecz niesłychanie,

Po prostu fenomen natury:

Wisła płynie z dołu do góry.

 

Choć nie jestem specjalny orzeł,

Wiem, że tak być nie może.

Bo wszystko, od wody do rosołu,

Płynie zawsze z góry do dołu.

 

Więc palcem po głowie się drapię

I długo przyglądam się mapie.

Przyglądam się mapie i myślę,

Że ciężko jest płynąć tej Wiśle.

 

Aż mnie przechodzą ciarki!

Zwłaszcza że statki i barki

Na swoich falach dźwiga,

A to – dodatkowa fatyga.

 

Coś muszę zrobić w tej sprawie,

Przecież Wisły tak nie zostawię!

Może mi rozum pozwoli

Ulżyć jej w jej ciężkiej doli.

 

Zrób coś, rozumie mój ścisły,

W sprawie pomocy dla Wisły...

Już wiem, co zrobię kochani!

Odwrócę mapę do góry nogami!

 

         Ludwig Jerzy Kern














Zdjęcia: Wisła w Warszawie, okolice Cytadeli. Widać postępującą z dnia na dzień pracę bobrów. Wyspa Sobieszewska – Wisła Przekop, przeprawa promowa, brzegiem na Mewią Łachę, ostatnie - ujście do Zatoki Gdańskiej. 

czwartek, 3 października 2024

Zielone ości bellony

Początek maja, Wyspa Sobieszewska. Pogoda dopisuje, a ponieważ chodzę spać z kurami, dlatego o świcie jestem już nad Zatoką.




Skrajem wody, w samotności, uskuteczniam spacerek szybki przedśniadaniowy – w prawo do Mewiej Łachy i powrót. Drugiego dnia natykam się na rybę, bellonę, którą fala wyrzuciła na brzeg. To są smukłe, zgrabne ryby, w gatunku pomiędzy szczupakiem a węgorzem.


Znaleziony okaz ma użartą głowę, więc jak z automatu pojawiła się myśl, że mogłaby w takim stanie przystać do pisiorów, bowiem w tej sekcie pasjami lubią odmóżdżonych. 

Frajda niecodzienna w każdym razie dla fotografa - oto dawno nie robiłem zdjęć nieboszczykowi jakiemuś. Na razie, dla lepszego foto postanawiam opłukać ciało z piasku - chwyciłem je atoli i zanurzyłem w nadpływającej fali. Ale co to?! 

Ciało zadrżało silnie i to kilkakrotnie. Znaczy świeża ryba, co oceniłem jako były wędkarz, a także kucharz znający zachowanie świeżo zamordowanych karpi. Czemu bellona była bez głowy?

Oto zachlupotała woda niedaleko i zobaczyłem baraszkujące dwie foki, a w oddali jeszcze jedną. W tym roku fok było tu multum, w odróżnieniu od bursztynów.

Bellony mają w maju tarło po przeciwnej stronie Zatoki, w płytkich wodach Władysławowa. W tym czasie lokalni rybacy odławiają bellony masowo, zaciągając sieci po kilka razy dziennie. Nie wiem co robią z taką ilością ryby, bo na przykład na bazarze przy Mostku, bellona kosztowała 25 zł za kilogram i jak mówił sprzedawca: - „bardzo słabo schodziła”.


 
Foki widocznie tak były najedzone, że konsumowały jedynie głowę, jako najcenniejszy według nich kawałek. (Widziałem jak lis podejmuje z wody taką bezgłową  bellonę i zmyka w wydmy).




Postanawiam azaliż te stosunkowo świeże zwłoki skonsumować i w tym celu niosę je do domu.


W domu nastąpiło bebeszenie – wszystkie flaczki i to o dziwo razem z łuskami wtroił mój Kotek Sobieszewski.



 Gotowałem ci ja zupę rybną, a po domu o dziwo roznosił się zapach wywaru warzywnego - opalona cebula, marchewka, pietruszka, przyprawy. Nic z jakiś niemiłych rybich akcentów. Bellona okazała się pysznie kleista, a dodatkową atrakcją były jej zielone ości.


 Landrynkowego Zająca Czytelnicy dobrze znają, natomiast kapelusz słomkowy nadmorski 2024 wystąpi w jednym z następnych wpisów.



wtorek, 26 marca 2019

Po sezonie

Wrzesień – a więc jest po sezonie.
Idę brzegiem Zatoki, od Sobieszewa zbliża się traktor z przyczepą - dwóch robotników opróżnia pojemniki stojące przy wejściach na plażę, ale też idą piechotą za traktorem i zbierają śmieci, które wyrzuca morze.
     Powiedzenie „po sezonie” jest określeniem względnym.
Wczoraj byłem w Sopocie, widzę pewien kontrast.
Tam nad morzem kłębi się tłum, a tu na Wyspie na odcinku od rezerwatu Mewia Łacha aż do Ptasiego Raju (około 8 km) spotkałem jedynie kilkanaście osób.
To właśnie ten kontrast. A przecież tam i tu jest tak samo "po sezonie".











Akurat czytam Fidrka (Jerzy Waldorff) więc dla kontrastu jak jest dziś na polskim wybrzeżu, a jak bywało jeszcze w późnych latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, przytoczę jeden urywek (Rzecz dzieje się przed rokiem 1939) ....

W nozdrza uderzył zaduch skomponowany z dymu papierosów, skisłego piwa, smrodu zastarzałego oleju frytkowego i podejrzewam także niesprzątniętego pawia.
Jednym słowem było nieapetycznie.
Michał się zakrzątnął i doprosił dwie dziewczyny – sobie tłustą blondynkę, mnie chudą brunetkę. Może zarządził tak dla kontrastu, a może dlatego, żeby nie pomylić się po wódce....

środa, 21 listopada 2018

Garstka spacerowych myśli

Wyspa Sobieszewska.
Wrzesień. Świt.



Na horyzoncie Mewia Łacha.

Idę i myślę. Myślę niedużo, na luziczku.
„Myślę więc jestem”.
To sławne (choć mijające się z prawdą) hasło Kartezjusza, owocuje w rezultacie negatywnie.

Oto dzięki zdolności myślenia wybudowaliśmy dla siebie klatkę – cywilizację, i teraz już musimy myśleć.
Musimy myśleć, bo wiemy jednocześnie, że prawdziwy świat jest na zewnątrz, czyli z tej klatki wypadałoby się wyrwać.



Bo cóż daje cywilizacja?
Usiłuje leczyć choroby, które sama wywołuje tresurą psychiczną i podsuwaniem modyfikowanej i chemicznej żywności.



Morze obojętne na filozoficzne wynurzenia, wyrzuca na piasek muszelki, tudzież bursztyny, przypominając o tym, co Tu i Teraz.

Czas wracać – słońce już mocno przygrzewa, a głód przypomina o śniadaniu.


sobota, 30 maja 2015

Pożegnanie z majowym morzem


Poranek. Dziś wyjeżdżam na południe, idę na plażę, pożegnać się z morzem. Idę podziękować Duchowi Zatoki i Duchowi Plaży i Duchowi Wydm, za te cudne chwile majowych wschodów i zachodów, za bursztyny, za malownicze trawy na wydmach, za ciszę i za szum fal, za czyste bezludne plaże. Za łabędzie frunące w kluczch od Mewiej Łachy.
        Dziękuję.
Ostre powietrze. Wieje. Wystawiam twarz na podmuchy kolegi.
Przecież to mój kolega wieje, bo ja także jestem wichrem. I do tego krystalicznym i błękitnym.
       Tylko szum fal i bryza.
Dziękuję jeszcze raz.
Naraz widzę, że na falach unosi się pomarańczowa piłeczka. Zatrzymuję się. Po chwili u moich stóp fala wyrzuca pomarańczę.
Morze wyrzuca różne rzeczy, ale pomarańcza podana pod nogi, gdy jestem w tak mistycznym nastroju?
    


Dają? - Bierz!
Podnoszę. Wygląda zdrowo. Napiszę tak: - być może to sugestia, być może, ale być może to nie sugestia. W każdym razie ta "morska" pomarańcza była wyjątkowo słodka i soczysta. Gryzę pierwszy kawałek i odbieram pytanie: - smakuje? Odpowiadam: - tak! To na zdrowie! - słyszę.
W sercu robi się ciepło i nie mam wątpliwości z kim rozmawiam.
Dziękuję – Ach!

Pożegnanie z majowym Gdańskiem, Pomnik Wypędzonych (Po co ich ojcowie zaczynali wojnę?) Pendolino i „będzie pan zadowolony”.
  



czwartek, 8 stycznia 2015

Ujście Wisły w grudniu

Znajoma przysłała mi kilka zdjęć znad grudniowego morza. Okolice Mewiej Łachy. I napisała też kilka prostych słów, takie proste słowa są najlepsze. Z takich prostych słów można wnioskować, że jest dobrze z człowiekiem:

„Zauważam, że jest pięknie.
Spacer do ujścia Wisły. Prace renowacyjne.
Bobry żerują nad samą Wisłą”.  

 

 


Zdjęcia: Marylka