Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bobry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bobry. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 grudnia 2025

Wisła

 


Wisi mapa na ścianie,

Ciekawa to rzecz niesłychanie,

Po prostu fenomen natury:

Wisła płynie z dołu do góry.

 

Choć nie jestem specjalny orzeł,

Wiem, że tak być nie może.

Bo wszystko, od wody do rosołu,

Płynie zawsze z góry do dołu.

 

Więc palcem po głowie się drapię

I długo przyglądam się mapie.

Przyglądam się mapie i myślę,

Że ciężko jest płynąć tej Wiśle.

 

Aż mnie przechodzą ciarki!

Zwłaszcza że statki i barki

Na swoich falach dźwiga,

A to – dodatkowa fatyga.

 

Coś muszę zrobić w tej sprawie,

Przecież Wisły tak nie zostawię!

Może mi rozum pozwoli

Ulżyć jej w jej ciężkiej doli.

 

Zrób coś, rozumie mój ścisły,

W sprawie pomocy dla Wisły...

Już wiem, co zrobię kochani!

Odwrócę mapę do góry nogami!

 

         Ludwig Jerzy Kern














Zdjęcia: Wisła w Warszawie, okolice Cytadeli. Widać postępującą z dnia na dzień pracę bobrów. Wyspa Sobieszewska – Wisła Przekop, przeprawa promowa, brzegiem na Mewią Łachę, ostatnie - ujście do Zatoki Gdańskiej. 

poniedziałek, 30 października 2023

Efekt wilka

 


Czyli połączenia i zależności wewnątrz ekosystemów.

Niby nic nowego, ponieważ wiemy, że wszystko jest połączone ze wszystkim, atoli przykład jest istotny, mianowicie chodzi o kaskady troficzne. To są zaburzenia łańcuchów pokarmowych, w których szczytowy drapieżnik oddziałuje na zachowanie i liczebność swoich ofiar, a pośrednio wpływa na wszystkie poziomy ekologicznej piramidy.

   Jedną z najbardziej znanych kaskad troficznych zanotowano w Parku Narodowym Yellowstone, gdy po koniec XX wieku na powrót zasiedlono w nim wilki.


Filmik opisujący wynikłe zmiany (How Wolves Change Rivers) był swego czasu hitem internetu.

 Otóż wilki zredukowały liczebność jeleniowatych i wypchnęły je z otwartych przestrzeni. Jednocześnie ograniczona została liczba kojotów. W efekcie pojawiło się więcej roślin, z drzewami włącznie. Wzrosły populacje gryzoni i zajęczaków. To z kolei stworzyło nisze, wabiące do parku wiele gatunków wymarłych od ponad stu lat, na przykład bobry.

Brzegi rzek wzmocnione roślinnością umocniły się i utrwaliły, koryta ustaliły i zwęziły, bobry potworzyły nowe rozlewiska i nie tylko bioróżnorodność, ale nawet krajobraz Yellowstone się zmienił.

A wszystko za sprawą fascynującego stworzenia nazwanego wilkiem.


Teraz kilka słów o nas, czyli rzekomo o Koronie Stworzenia. Otóż od jakiegoś czasu mówi się o powstaniu nowego gatunku, a nawet superorganizmu, tudzież antropocenie – erze  człowieka. Warstwą geologiczną umożliwiającą w przyszłych epokach jej identyfikację będą pokłady plastikowych śmieci.

 

 

poniedziałek, 4 października 2021

Kurkowy spacer

Sobota 2 października. 

Do lasu wchodziłem o szóstej. Szarzało. Lubię chodzić, bo przecież „dużo chodzić”, czy też ogólnie ruch fizyczny na powietrzu jest podstawową zasadą profilaktyki zdrowotnej. 

Zamierzałem przejść około 25 km. w ciągu ośmiu godzin, czyli tempo spacerowe. Kiedy się rozwidniło schodziłem z drogi w las, aby sprawdzić, co słychać u grzybów, czy jeszcze są. Zamknąłem już co prawda tegoroczny sezon, ale Czytelnicy którzy są grzybnięci, dobrze wiedzą o co chodzi.

Człowiek powinien mieć bowiem jakieś zainteresowania, pasje. Jak stwierdził znajomy chodzący w Bieszczadach z wykrywaczem metalu: „życie bez pasji do dupy jest”.

Więc zahaczam o jedną miejscówkę – nie ma nic. Druga – zero. Jest mgliście, ale powietrze super! Tak lekko się oddycha, czyli wilgotność optymalna. Idę dalej i ogólnie jestem zadowolony. Mało tego, dziękuję Duchowi Lasu za niepowtarzalny sezon grzybowy. Niepowtarzalny, ponieważ 90 % zbioru to były prawdziwki, tudzież sezon wypadł w tym roku znacznie wcześniej niż zwykle. Z Bieszczadów na Mazowsze wróciłem dość wcześnie, a to przez wirusa, który skomplikował podwózki. 

I tak sobie idę, w głowie słyszę piosenkę Czarnoksiężnik, mija trzecia godzina marszu, wychodzi słońce, zachodzę na ostatnią miejscówkę kurkową. I tu na otarcie łez uzbierałem kurek do niedzielnej jajecznicy dla dwóch osób.






 



Mijam kolejną dębinę świetlistą, która powoli wpada w kolor i mam już tylko pół godziny do celu wędrówki.




U celu dostaję pozdrowienie od jesiennego kwiatka. Bobrów nie ma tu od kilku lat – przeniosły się wzdłuż kanału o kilka kilometrów na zachód.






Las w końcu podmiejski, pogodna sobota, a ludzi nie było. W dalszej trasie nie widziałem nikogo, a kiedy w drodze powrotnej wszedłem na główny trakt prowadzący do wyjścia, minęło mnie tylko kilkanaście osób - spacerowiczów weekendowych.