Właśnie. Nie każdy jest mlecznym bratem. Nie przed
każdym można rozpostrzeć to, co się ma na dnie worka. Zacząłem o tym i znowu
mnie napada gorycz, wstyd, żal, wściekłość i nie wiadomo co, że parę razy tak
mi się zdarzyło, trzy, cztery razy, poskarżyłem się, podzieliłem się
cierpieniami moimi i myślami czarnymi nie z mlecznymi braćmi. Zmylili mnie.
Wszystko wyglądało i byłem pewien, bo inaczej bym nawet nie mruknął, że mam
przed sobą ich: mlecznych braci. Ale zmylili mnie. Łagodnością udawaną, myślącym,
smutnym wyrazem. Powagą. Cztery razy mi się to zdarzyło, jak się przekonałem. A
ile razy, co się nie przekonałem. Na świecie to się musiało zdarzyć tysiące
tysięcy razy. Nauka z tego jest chyba jedna: nie otwierać nikomu podwoi. Być
dobrym trzeba zawsze, dzielić się wszystkim, miłość nieść, pomoc i słodycz, ale
myśli najstraszniejsze i przejścia przebyte najgorsze zachować dla siebie. To schować
do własnych jaskiń głęboko, coraz głębiej. Tam niech to rośnie. Na głębokość. W
korzeniach. Tu na górze, jeśli jeszcze można dalej żyć, jeśli się chce — niech
się rozwija i rośnie kwiat. Tylko to tak się mówi.
Astronomia Finansowa wykorzystywana do skutecznej gry na FOREX, kontraktach terminowych i ETF. Daty zwrotne wielokrotnie udowodniły swoją moc. Można dzięki nim osiągnąć wolność finansową.
piątek, 26 kwietnia 2013
Niczego nie oczekuj
Bądź przygotowany na wszystko, czyli niczego nie oczekuj!
Nie myślałem, że spotkam jeszcze tego dnia szachistów. Nie przypuszczałem,
przyznam, tego, chociaż przecież tak jak żyję to mogę przypuszczać wszystko i
nic mnie nie powinno specjalnie zaskakiwać: czy spotkam na swojej drodze
takiego człowieka, czy takiego, czy wściekłego psa, czy dzikiego kota, czy
samego diabła. I tak jest rzeczywiście, że nastawiony jestem na różne przypadki
i rodzaje i przypuszczam przeważnie bardzo wiele. Przypuszczam, że może mnie
spotkać prawie wszystko. Tak trzeba. Żeby nic nie było zaskoczeniem, gdzie nie
wiadomo co robić i człowiek się łapie za głowę. Dlatego trzeba przypuszczać
wszystko. Że wszystko może się zdarzyć. Inaczej te kilka minut zaskoczenia czy
nawet kilka sekund mogą zrobić wiele szkody, a nawet zgubić Bogu ducha winnego.
Nie chce mi się szukać tak zwanych przykładów z historii ogólnej czy z własnej
historii, z własnego świadectwa, ale tak jest, jak mówię, a ci, co nie wierzą,
no cóż….. Apokryfy i ciekawostka liczbowa na GPW
Apokryfy
Starego Testamentu są pierwszym polskim ukazaniem terra
ignota
-ziemi
nieznanej. Apokryfy nie weszły do kanonu Pisma Świętego. Prymasowska seria
biblijna,
słowo wstępne – prymas Józef Glemp.
APOKRYFY – to księgi dla kościoła niewygodne, stanowiące
tzw. pisma zakazane, utajnione. Natomiast w uznawanych księgach biblijnego
kanonu, niektóre wyrażenia, czy pojedyńcze słowa zostały pozmieniane, by
bardziej dopasować tekst do „myśli
kościelnej”. Przez to jest w biblii wiele nielogiczności.
„Anioł Metatron Książe Oblicza, powiedział mi: - Powyżej wszystkich jest
pewien książę potężny i odwieczny. Imię jego- Ofaniel JHWH- ma 8766 oczu odpowiednio do liczby godzin w
roku, 2191 po każdej z czterech stron. Wysokość jego ciała wynosi 2600 lat
podróży. A na odzieży Ofaninim, aniołów towarzyszących, są 72 kamienie szafiru”.
W przyszłym tygodniu zamieszczę dalsze teksty pt: -„Tylko legendy”, o Tablicach Przeznaczenia
spisywanych na szafirze .
A teraz
czysta matematyka, tylko Liczby….
Od odzyskania niepodległości Polski w dniu 11 listopada 1918
roku, do dnia 17 września 1939, gdy prezydent Polski przekroczył granicę z
Rumunią, minęło 7616 dni. O dnia 4 czerwca 1989 – oddanie
władzy przez komunistów w Polsce, do dnia 10 kwietnia 2010, gdy prezydent
Polski przekroczył granicę między życiem i śmiercią, minęło 7616 dni.
Ciekawostka.
Daty zwrotu liczymy od wyraźnych minimów lub maksimów z
historii wykresu giełdowego Wig, a od momentu powstania Wig 20, ten wykres jest
podstawą.
(Data urodzin osoby, rzeczy, wykresu, lub GPW jest brana pod
uwagę w astrologii – a to nie „moja”
dziedzina)
Minimum na wykresie Wig było 23 czerwca 1992 roku, na
poziomie 635 punktów.
Od dnia 23 czerwca 1992 do dnia 30 kwietnia 2013 wypada 7616
dni.
Liczymy w sposób astronomiczny: - jeden rok, to 365,25 dnia.
Liczba 7616 pokazała swoje działanie w dziejach Polski, w
historii wydarzeń „politycznych”, a
GPW ma za krótką historię, żeby można było coś powiedzieć. Owszem, Giełda
Polska ma historię dłuższą, bo 170 lat chyba, w tym jest 50 lat przerwy, bo
wojna i komuniści.
„Od wojny i zarazy uchroń nas
Panie”. -" uchroń od komunistów" opuściłem, bo oni mieszczą się w słowie "zaraza". Jeszcze inni mieszczą się w tym słowie.
Jeśli ktoś jest jednak zainteresowany liczbami, wystarczy oprzeć się na wykresie Ameryki i można tę liczbę sprawdzić.
A więc to tylko ciekawostka, związana z uważnością i
liczbami.
czwartek, 25 kwietnia 2013
Chrobacja - Kraina Słowian
Chrobacja – starożytna Kraina
Słowiańska z pierwotną stolicą blisko Łysej Góry i Łyśćca. (Łysa Góra przez
chrześcijan nazywana Świętym Krzyżem), ta Kraina Słowiańska rządzona była przez
Kagana - Cesarza Słowian.
Istnienie Chrobacji negują współcześni
historycy. To kościół siedzi w tej negacji. Nazywa naszych Ojców poganami. W
tym słowie jest morze pychy. Ocean pychy. Jest wiele religii, jak napisał
Stachura:
-„Jedni stroją swego Boga w jeden sposób, drudzy stroją w inny – swój
własny sposób. Utożsamiają się ze swoimi Bogami, i co może się zdarzyć, gdy
dochodzi do spotkania obu sekt?
Łatwo przewidzieć. W imię swoich
odmiennych w szczegółach strojów Bogów – wzajem się mordują. Historia ludzkiej
wiary cuchnie od milionów trupów pomordowanych w imię wiary, takiej, innej, czy
jeszcze innej, nie ma znaczenia jakiej, bo wszystkie jednakie.
Każda wiara poi się krwią, ocieka krwią,
opływa krwią, ale niestety nie tonie w tej krwi, lecz rozkosznie pławi się, bo
krew jest jej krwawym żywiołem.
Historia ludzkiej wiary jest jedną
nieprzerwaną czarną „nocą św. Bartłomieja”
Logicznym byłoby, jeśli już jest taka
potrzeba, żebyśmy wyznawali religię Natury, może Wicca – to religia jedności z
Naturą, a może jako Słowianie moglibyśmy wyznawać religię słowiańską, czyli
swoją własną? I żeby nikt nikomu niczego nie narzucał……
Było wielu oświeconych: Zaratustra,
Budda, Lao Tzu, Jezus, Osho, Eckhart Tolle, Stachura Edward….Porównuję Jezusa
do Stachury? A dlaczego nie? Oświeceni nie mieli pychy, wielu z nich, to ludzie
–Nikt, nie wiemy o nich nic, ta wiedza utonęła w pomroce dziejów. Nie
wywyższali się nad innych. Na Jezusie został zbudowany kościół.
Opisany jest wątek „z biczem w świątyni” w
legendzie o Jezusie, gdy, jak mówi Pismo, Jezus powstał przeciwko świątyni?.
Nie przeciwko lichwiarzom, to nie byli
prywatni handlarze, to byli pracownicy świątyni. A świątynia żerowała na
ludziach. Ciekawe co by było dziś, gdyby w cudowny sposób Jezus powstał z
biczem w ręku…….
Chrobacji nie umieszcza się na obecnie drukowanych mapach średniowiecza,
jednak jeszcze 100 lat temu Chrobacja istniała w historycznej samoświadomości
Polaków. Te mapy nie kłamią – kłamią za to historycy, którzy nie mogą uwierzyć,
że do 999r.
Chrobacja istniała i była „pogańska” – czyli niezależna, miała swoją
słowiańską religię, a Mieczysław I (Mieszko) ochrzcił tylko Polan/Kujawian.
(Widziałem
taką starą mapę, gdy w ubiegłym roku zawędrowałem do Nowej Słupi obok Łysej
Góry. Zapomniałem o tym. Ale przecież nie ma przypadków. Poznałem super gościa
– to fanfan z facebooka. To on mi
podrzucił temat Chrobacji. Poszperałem w archiwum i mam tekst.)
Legenda słowiańska: - „Bardzo dawno temu, na Łysicy i Łysej Górze
stały dwie świątynie słowiańskie. Dookoła rozciągały się ogromne bory
jodłowo-bukowe. Oddziały wojowników stały na straży świątyń i kleryków,
ponieważ już kilka razy zostały one rabowane przez Jaćwinów”.
Legenda mówi, że w jednej ze świątyń znajdował się
Święty Kamień – ALATUIR, przywieziony tu z „Wyspy na Morzach Dalekich” przez
pradawnych ludzi.
(Joseph.P. Farrel – Giza
- Gwiazda Śmierci , de Santillana i von Dechend – Młyn Hamleta)
Mamy także dwie legendy o
chrystianizacji Chrobacji i obydwie mówią o istnieniu świątyń słowiańskich na
Łysej Górze.
Natomiast elementy
chrześcijańskie tych legend są skrajnie naiwne i widać, że dodane „na siłę”.
Pisałem w tamtym roku w
lecie: - „Niedziela. Na luziczku jestem. Jak wielu z czytelników w niedzielę.
Byłem w lesie, nie takim zwykłym.....Byłem w starym lesie, parku narodowym,
lesie na górze, potem gołoborzu.....Najpierw Nowa Słupia. Potem do góry. Tam,
gdzie kręgi kamienne są, tam, gdzie stał długo, może przez tysiąc lat, a może
dłużej, posąg Światowida – Swarożyca”.
Dziś jeszcze dodam niezapomniane chwile
w czasie koncertu zespołu Brathanki – to zespół ludzi z gór świętokrzyskich.
Upalny dzień i Czerwone Korale popłynęły przy klasztorze. Radość zapanowała w miejscu smuty. Tak to odczułem,
jakby Życie odezwało się obok Cierpienia. Bo poprzez krzyż, Łysa Góra stała się
dziś symbolem cierpienia. Kto chce cierpieć, niech cierpi, droga wolna.
Wał na Łysej Górze ma kształt dwóch łuków otaczających szczyt od strony
wschodniej i zachodniej. Wielkie głazy kwarcytu obsypano drobniejszymi
kamieniami, tworząc twór o wysokości dochodzącej do 3 m i szerokości nawet 15 m u podstawy. Wschodnia,
starsza część wału ma długość 813 metrów i pochodzi z VII – IX w, czyli
jeszcze sprzed okresu chrztu Mieszka. Młodsza zachodnia składająca się z dwóch
odcinków 350 i 150 m
pochodzących z X-XI w nigdy nie została dokończona. Umiejscawiając datowanie na
osi historii Polski można przypuszczać, że budowa wałów zachodnich była
związana z okresem reakcji pogańskiej, kiedy to po śmierci Mieszka II w 1034 r.
Polacy powrócili do dawnych wierzeń - niszczono kościoły i budowano świątynie
dawnych bogów. Nie trwało to długo, Kazimierz Odnowiciel, na czele wojsk
niemieckich już w 1039 r. rozpoczął brutalne dławienie powstania i kultów
słowiańskich, i pewnie dlatego zachodniej części wału nigdy nie ukończono.
Badacze przypuszczają, że
na centralnym miejscu wzgórza, prawdopodobnie w okolicach dzisiejszej dzwonnicy
stał ołtarz. Jednak dzisiejsza zabudowa nie pozwala na dokładniejsze badania
archeologiczne tego miejsca.
Na ślad dawnego kultu na Łysej Górze natrafiono już w 1686r. Przy
wykopach pod fundamenty zachodniego skrzydła klasztoru znaleziono „bożyszcze
węglami osypane” , o czym wspomina O. Jabłoński w kronice klasztornej.
Świadectwo pierwotnej świątyni dał
również pisarz Julian Ursyn Niemcewicz, który odwiedzając klasztor w 1811 roku
ustalił, że w czasie prac budowlanych
prowadzonych w roku 1786 z ziemi wydobyto figurkę, którą młody zakonnik będący
świadkiem tego odkrycia kazał niezwłocznie potłuc i użyć jako materiału do
budowy fundamentu. Tak więc nie wiemy, czy mieliśmy
do czynienia z rzeźbą dawnego kultu, czy też ze wczesną rzeźbą romańską.
Jeszcze za czasów Staszica na wzgórzu tym znajdowano urny grzebalne z czasów
pogańskich. Pozostałością po dawnych kultach jest otoczona legendami figura
klęczącej postaci w powłóczystej szacie „Mnicha” znajdująca się przy wejściu na
górę od strony Nowej Słupi. Ciekawa jest nazwa tej miejscowości. Wiadomo, że w
nazwach miejscowych język przechowuje wiele informacji.
Słowo „Słupia” można wywieść od dawnego „stołp”, „słopiec” – słup. Słupami
oznaczano granice, także granice między strefą sacrum i profanum. Możliwe, że
lud czczący swoje bóstwa na Łyśćcu u podnóży góry postawił menhira – słup
wyznaczający granicę ziemi świętej, gdzie oczekiwało się na pozwolenie lub
właściwy czas wejścia, a z czasem powstała tu osada.
Łysiec
jako miejsce kultu
Najwyższe w okolicy szczyty górskie w wielu
pierwotnych kulturach uważane były za miejsca święte, z uwagi na to, że miejsca
wzniesione były bliższe bogom, szczególnie, gdy bogiem było Słońce. Dlatego
wydaje się, że Łysa Góra mogła być miejscem kultu już w neolicie, choć nie ma
na to materialnych dowodów. Czy jednak późniejsza świętość miejsca nie może
sugerować, że i neolityczne kultury górników eksploatujących krzemień pasiasty
w niedalekich Krzemionkach Opatowskich czciły tu swoje bóstwa? Może też hutnicy
wczesnej epoki żelaza w pierwszych wiekach naszej ery, wytapiający w dymarkach
metal u podnóża tej góry, obchodzili na jej szczycie swoje święta?
Na pewno zaś czcili tu swoich bogów Słowianie, a
powtarzające się w legendach imiona bóstw wydają się być podobne do imion bogów
celtyckich. O istnieniu na szczycie świątyni pogańskiej bogów Lelum i Polelum,
czy też jak twierdzą inni - Pogody i Śwista oraz Pośwista pisał w XV w. Jan
Długosz, a napisana w XVI w. Powieść
rzeczy istey przywołuje Łada, Boda i Lela. Jak twierdzi zaś
Paweł Jasienica, Łysiec był głównym sanktuarium państwa Wiślan.
Istnienie słowiańskiego centrum kultowego przynajmniej w okresie od VII
do końca XI w. potwierdziły badania prof. Jerzego Gąssowskiego.
Tu
zawsze żyło mnóstwo ludzi. Przecież w okolicach Skarżyska Kamiennej był
hematyt. Szły tysiące ludzi po ten hematyt do tych, którzy się tu osiedlili i
wydobywali. Z wielkich odległości szli. Barwiono się nim na czerwono. Na
terenie kilkunastu kilometrów kwadratowych znajdowało się wielkie skupisko
ludzi – Słowian. Tylko na małej odkrywce archeologicznej w Skarżysku Kamiennej,
zlokalizowano kilkadziesiąt osad datowanych na pięćdziesiąt tysięcy lat p.n.e.!
Profesor cytowany poniżej, jest ostrożny, jest profesorem w końcu, nie posunie
się na razie poza 20 tys. lat p.n.e.
Wiedzę na temat datowania
osadnictwa na tym terenie na 50 tys. lat p.n.e mam od archeologów niższych
stopniem z tego stanowiska archeologicznego.
Mamy przecież metodę datowania węglem
radioaktywnym C – 14. Tu jest błąd do tysiąca lat, czyli dwa procent, w skali
50 tysięcy lat. Ale niech będzie 20 tysięcy lat.
I co znaczy tysiąc lat chrześcijaństwa na ziemiach polskich, wobec
tych dwudziestu tysięcy lat religii Naszych Ojców? Jedna dwudziesta tylko.
Gdyby dziś Ojcowie mogli przemówić, być może na to, co dziś jest, powiedzieliby
neopogaństwo. Ludzie-wielbłądy mówią na małpę, że jest brzydka, bo owłosiona. A
małpa być może, myśli o ludziach: jacy paskudni, bo całkiem łysi na ciele.
"Rydno
to nie jest jedno stanowisko ani jedna osada.
To setki, jeśli nie tysiące osad skupionych wokół kopalni ochry,
to znaczy ziaren hematytu, które były eksploatowane
od starszej epoki kamienia, już około 20 tysięcy lat temu,
aż do, w mniejszej skali, czwartego tysiąclecia przed Chrystusem,
ale głównie w tak zwanym późnym paleolicie, u schyłku epoki lodowej,
kilkanaście tysięcy lat temu.
Na obszarze, który ma parę kilometrów kwadratowych,
do tej pory odkryto ponad 400 obozowisk z epoki kamienia.
Nie tylko w Europie, lecz także nigdzie na świecie,
gdzie są stanowiska z tego czasu, nie ma takiej ich koncentracji."
prof. Romuald Schild
To setki, jeśli nie tysiące osad skupionych wokół kopalni ochry,
to znaczy ziaren hematytu, które były eksploatowane
od starszej epoki kamienia, już około 20 tysięcy lat temu,
aż do, w mniejszej skali, czwartego tysiąclecia przed Chrystusem,
ale głównie w tak zwanym późnym paleolicie, u schyłku epoki lodowej,
kilkanaście tysięcy lat temu.
Na obszarze, który ma parę kilometrów kwadratowych,
do tej pory odkryto ponad 400 obozowisk z epoki kamienia.
Nie tylko w Europie, lecz także nigdzie na świecie,
gdzie są stanowiska z tego czasu, nie ma takiej ich koncentracji."
prof. Romuald Schild
A nasze słowiańskie legendy opisują
Chrobację. Tu, na Łysej Górze i Łysicy były słowiańskie świątynie. Tu, jako ostatni, stał
posąg Boga naszych ojców Swarożyca – Światowida, posąg o czterech twarzach,
patrzących w cztery strony świata. Został zniszczony, rozłupany młotami, przez
obcych - benedyktynów, sprowadzonych z Monte Cassino na Łysą Górę przez
Bolesława Chrobrego. Chwała dla naszych Ojców i Światowida.
Co ja robię? – obserwuję w uważności. I szukam.
Koło pieca szukam.
"Czas biegnie. Wędrowcze, wejdź w drzwi, szukaj koło pieca, tam źródło
jest".
Etykiety:
Alatuir,
Chrobacja-kraina Słowian,
Edward Stachura,
Jezus,
Lelum,
Łysa Góra,
Łysica,
Pogoda,
Polelum,
Poświst,
Swarożyc,
Światowid,
Świst,
Wiślanie
Gdybym ja zdychał...
Bracia mniejsi.
Przypomniał mi się ludzki ból i rozpacz za wiernym
towarzyszem samotności. Siedziałem w poczekalni u weterynarza. I przyszła
staruszka. Nie miała ze sobą żadnego zwierzaka. Drobnym krokiem przysunęła się
do ławki i usiadła. I pyta mnie:
— Pan nie wie, gdzie jest w naszym mieście cmentarz
dla zwierząt?
— Nie wiem, proszę pani. Nie wiem. Nawet nie wiem, czy
jest. Jest?
— Podobno jest.
— Nie wiem. Ktoś pani zdechł?
A ona zaczęła płakać, bidula. Łzy jej kapały, trzęsła
się broda, straszny żal i rozpacz targał kruchą postać.
— Pies? — pytam. Potrząsnęła główką.
— Kot?
— Kotka — powiedziała. —Ach, Boże, jak ona dzisiaj
zdychała. Jakim ludzkim głosem.
I łzy jej kapały, i płacz wstrząsnął. Odwrócić się tu
trzeba było. Nie patrzeć. Ja, kiedy zdychała mi Nora — suka, nie płakałem,
ale był to fałszywy wstyd. Kiedy patrzyła na mnie smutnymi, zamglonymi oczami,
kiedy na ciche moje wołanie próbowała jeszcze resztkami sił machać ogonem,
czemu powstrzymywałem łzy straszliwym zaciskaniem szczęk? Czy nie należało się
jej ode mnie te parę łez?
Ona, gdybym ja zdychał, ona by wyła nade mną
całą księżycową noc z podniesionym łbem, że całej okolicy drętwiałaby skóra.
I nie mąciłyby jej żalu inne psy szczekaniem, ale wtórem żałobnym.
Jechaliśmy przez las ciągle i wszystkie milczące
drzewa niemymi świadkami, że słowa są tylko słabym echem niewyrażalnego żalu.
PORY ROKU
Pory roku. To jest prawda. Od jak dawna są, od
początku, i to się nie znudziło jeszcze nikomu. Znudziło się już niektórym wszystko
na tym świecie: miłość, sława, pieniądze, napoje, zabawa, życie nawet, śmierć
nawet jest im nudna, mówią, ale komu, komu znudziła się wiosna, lato, jesień,
zima? Tak pytam. Ten, który powie, że jemu, ten jest tylko po prostu
niepoprawnym pozerem.
Pory roku. Te cztery najpiękniejsze zmiany bielizny
dane są. To jest prezent. To jest wyprawka każdego, czy chrzczony, czy nie.
Najlepiej jest iść prosto tam, gdzie się chce, i nie oglądać
się na boki, nie schodzić z kursu, nie skręcać, tylko iść prosto najkrótszą
drogą. To wszystko jest prawda. To się zgadza.
środa, 24 kwietnia 2013
Co jest w życiu ważne
Nic nie jest ważne i...wszystko jest ważne. Czyli: - nie oceniaj. Obserwuj tylko, co wokół, co ty do kogo z serca i co kto do ciebie. Obserwuję, słucham, czytam, odpisuję. Jeden człowiek nabrał pokory, prawie zajrzał do siebie, przekroczył Rubikon? Rozmawiamy - mailujemy jakiś czas. Wczoraj napisał :
"Na koniec powiem, ze mielismy dzis piekna pelnie nie wiem czy widziales, blask ksiezyca oslepial a pomimo to widac bylo gwiazdy.Ostatno mowie wtedy do ksiezyca".
Boziuniu..Mówić do księżyca ...to cudne jest! I takie piękne słowa dostawać. Dziękuję. Nie każdy takie ważne słowa dostaje.
A z księżycem też tak kiedyś miałem. A więc wiem, jakie to piękne, zwłaszcza gdy księżyc jest tobą oczarowany. Chwilowo.
Informacja. Dziś ktoś puścił plotkę w necie, że Obama ranny, zobaczcie na 10 minut nurka Wall Streeta. Jesteśmy społeczeństwem informatycznym. A ja jestem nikim, to po pierwsze primo, po drugie: - ....na luziczku jestem. Mam kilka tekstów do zamieszczenia, coś mi natchnienie też podpowiada, ale z tym się wstrzymam na " po wakacjach". Bo trafiają do mnie takie fundamentalne teksty. Super teksty.
Inni pisali, piszą, i będą pisać lepiej, więc czemu mam się wysilać, jeśli zwłaszcza na luziczku jestem?
I naprawdę nie martwię się, z czego będziemy wytwarzać prąd. Życie nie znosi próżni. Prąd będzie. Tylko ktoś zarobić musi wcześniej.....na tym prądzie.
Wracamy do rzeczy najważniejszych - jest ich kilka, człowiek jest ważny, Tu i Teraz to podstawa, ale nie pozwólmy też fałszować przeszłości - historii, naszej słowiańskiej historii, pokręconej już dość przez kościół.
Jutro będzie tekst o Chrobacji - państwie Słowiańskim, ze stolicą niedaleko Kielc i świątyniami na Łysej Górze i Łysicy. Słowiańskie Świątynie Opatrzności.
To jutro, a dziś? Tu i Teraz? Teraz jakieś fajne zdjęcie może? Motyle fruwały dziś "na całego"! I siadały, gdzie chciały.
"Na koniec powiem, ze mielismy dzis piekna pelnie nie wiem czy widziales, blask ksiezyca oslepial a pomimo to widac bylo gwiazdy.Ostatno mowie wtedy do ksiezyca".
Boziuniu..Mówić do księżyca ...to cudne jest! I takie piękne słowa dostawać. Dziękuję. Nie każdy takie ważne słowa dostaje.
A z księżycem też tak kiedyś miałem. A więc wiem, jakie to piękne, zwłaszcza gdy księżyc jest tobą oczarowany. Chwilowo.
Informacja. Dziś ktoś puścił plotkę w necie, że Obama ranny, zobaczcie na 10 minut nurka Wall Streeta. Jesteśmy społeczeństwem informatycznym. A ja jestem nikim, to po pierwsze primo, po drugie: - ....na luziczku jestem. Mam kilka tekstów do zamieszczenia, coś mi natchnienie też podpowiada, ale z tym się wstrzymam na " po wakacjach". Bo trafiają do mnie takie fundamentalne teksty. Super teksty.
Inni pisali, piszą, i będą pisać lepiej, więc czemu mam się wysilać, jeśli zwłaszcza na luziczku jestem?
I naprawdę nie martwię się, z czego będziemy wytwarzać prąd. Życie nie znosi próżni. Prąd będzie. Tylko ktoś zarobić musi wcześniej.....na tym prądzie.
Wracamy do rzeczy najważniejszych - jest ich kilka, człowiek jest ważny, Tu i Teraz to podstawa, ale nie pozwólmy też fałszować przeszłości - historii, naszej słowiańskiej historii, pokręconej już dość przez kościół.
Jutro będzie tekst o Chrobacji - państwie Słowiańskim, ze stolicą niedaleko Kielc i świątyniami na Łysej Górze i Łysicy. Słowiańskie Świątynie Opatrzności.
To jutro, a dziś? Tu i Teraz? Teraz jakieś fajne zdjęcie może? Motyle fruwały dziś "na całego"! I siadały, gdzie chciały.
Miłość oczami dzieci
Miłość jest wtedy, gdy moja mama robi kawę dla mojego taty i bierze łyka zanim mu ją da, by sprawdzić czy dobrze smakuje.
Danny lat 7
Ty jesteś mostem
-
Kim jestem?
-
Tyś jest swoim Ja. Tyś nazwiskiem. Podpisem na papierze. Wizytówką na drzwiach,
inicjałami na sygnecie, imieniem na kartce kalendarza. Próżnym słowem. Suchą
sylabą. Martwą literą.
-
Niczym więcej?
-
Niczym mniej.
-
Kim jestem? Inaczej.
-
Jest rzeka. Piękna, nieporównywalna, niepowtarzalna, zawsze nowa a
nieprzemijająca. Rzeka życia. Rzeka-życie.
Na
rzece jest most. Arcydziwaczny. Most, który nie wie, skąd wziął się, nie wie
też, po co wziął się, nie wie, czym jest, nie wie nad czym, nie wie nic, a
wszystko wydaje mu się. Nie widzi ani nawet nie domyśla się płynącej pod nim
rzeki życia. Wydaje mu się, że on jest rzeką życia.
Ty
jesteś tym mostem.
-
Kim jestem? Jeszcze inaczej.
-
Jest więzienie. W celi jest więzień, na wieży strażniczej jest strażnik. Ci
dwaj są jedną osobą. Więzień jest jednocześnie swoim własnym strażnikiem,
strażnik jest jednocześnie swoim własnym więźniem. Ale ci dwaj, więzień i
strażnik, nie widzą, że każdy z nich jest jednocześnie jednym i drugim. Nie widzą
tego, że są jedną osobą, bo są rozdzieleni, a są rozdzieleni, bo nie widzą, że
są jedną osobą. Sytuacja iście arcywięzienna, bezwyjściowa. Bo kiedy nawet od
czasu do czasu zdarza się więźniowi uciec z celi i z gmachu więzienia, to
ucieka on ze swoim niewidzialnym strażnikiem na karku i w konsekwencji to, co
wydawało mu się być wolnością, okazuje się być jedynie inną formą więzienia.
Tak samo strażnik wracający po służbie do domu w miasteczku zabiera pod czapką
niewidzialnego więźnia i nocą budzi się spocony i przestraszony, bo śni mu się
to, co może śnić się strażnikowi, to mianowicie, że więzień czmychnął z
więzienia. I choć mógłby ktoś powiedzieć, że - pomimo wszystko - jeden jest
bardziej nieszczęśliwy (więzień), a drugi mniej (strażnik), to nie ma pomiędzy
nimi istotnej, jakościowej, prawdziwej różnicy, jako że zarówno jeden, jak i
drugi nie są szczęśliwi.
Ty
jesteś tym więźniem i tym strażnikiem, celą i wieżą strażniczą, całym gmachem
więzienia i całą tak zwaną wolnością.
wtorek, 23 kwietnia 2013
Miłość
Czterolatka, zaprzyjaźniła się z sąsiadem, starszym panem. Pewnego dnia zmarła żona tego sąsiada……
Widząc jak starszy pan płacze, dziewczynka poszła do jego ogrodu, wspięła mu się na kolana, i po prostu tam siedziała.
Gdy jej mama zapytała, co powiedziała sąsiadowi, mała na to:
- „Nic nie mówiłam, po prostu pomogłam mu płakać”.
Był sobie bałwochwalczy król
Był sobie gwałtowny, ignorancki i bałwochwalczy król.
Pewnego dnia przysiągł przed swoim osobistym idolem, ż jeśli
ten pomoże mu w pewnej trudnej sytuacji życiowej, w zamian on każe pojmać trzy pierwsze osoby, które przejdą
obok jego zamku i siłą zmusi je do pokłonu przed idolem. Osobistym idolem…….
Potem opisane jest postępowanie trzech schwytanych osób:
Uczonego, potomka Mahometa – Sayeda i prostytutki.
Pierwsi dwaj oddali pokłon, używając pokrętnej i podłej
filozofii post factum.
Prostytutka….okazała odwagę, nie miała nic do stracenia –
nie oddała pokłonu idolowi.
A ignorancki król był
tym tak zaskoczony….wstrząśnięty!
Kazał ściąć uczonego i Sayeda, a prostytutkę uwolnił.
Prostytutka
nie miała czym się zasłonić i w tym tkwi jej autentyczność i piękno.
Prostytutka nie zna języka intelektualistów- języka przebiegłego. Ona wie, że
nie może zasłonić się świętymi pismami, nie zna ich. Wie też, że życie nie dało
jej przywilejów, nie urodziła się w rodzinie Mahometa. Wiedząc, że jest grzesznicą,
której nie chronią żadne przywileje i która nie potrafi się obronić żadną
filozoficzną argumentacją – jest bezradna, nie może być fałszywa. Ona nie umie
się bronić. I nie chce się bronić.
Gdyby pokłoniła się bożkowi…nie czuła by się dobrze. Nie
wybaczyłaby sobie.
-Uczony nie odczuwa
żadnej winy. Wie, że święte pisma na to pozwalają, zawierają precedensy.
- Sayed też się tym
nie przejmie. Zapomni.
- Prostytutka
natomiast…..gdy zrobi coś fałszywego – nie wybaczy sobie. Może mam dość
poniżania, albo lubi grać w otwarte karty – lubi szczerość.
Dziwna opowieść
……osobą autentyczną jest w niej grzesznica.
Takie też jest moje spostrzeżenie: - grzesznicy są bardziej
autentyczni niż ludzie tak zwani religijni.
Prości, niewinni
ludzie są bardziej prawdziwi niż tak zwani obyci i kulturalni. Cywilizacja daje
człowiekowi tylko przebiegłość. Ginie niewinność i aromat, który pochodzi tylko
z niewinności.
Maria Magdalena
wydaje się jedyną osobą prawdziwie wierną Jezusowi. Była autentyczna, wykazała
się ogromną odwagą. Jezus wszedł do jej domu, ona obmyła mu stopy. Drogocennymi
perfumami i wytarła je własnymi włosami.. Siedziała i płakała, a ci tak zwani
religijni ludzie byli tym oburzeni. Ktoś powiedział do Jezusa – „To
niedopuszczalne. To grzesznica. Nie wolno jej ciebie dotykać!”.
Egoiści, ludzie
religijni i intelektualiści, zawsze zachowują się w ten sposób.
Judasz także nie był tym zachwycony. Judasz zachował się jak
komunista. Powiedział: - „To marnotrawstwo. Te perfumy są tak
kosztowne, czemu je marnujesz? Ludzie przymierają głodem. Można sprzedać te
perfumy, są rzadkością. Moglibyśmy nakarmić kilka osób”.
Brzmi logicznie.
Prędzej przyznasz rację Judaszowi, niż Jezusowi.. Słowa Jezusa są bardzo
nielogiczne: -„Biedni zawsze będą istnieć, kiedy odejdę, możecie się o nich
zatroszczyć. Nie rozumiecie serca tej kobiety. Nie mogę jej odmówić! Niech
robi, co chce zrobić. Niech poczuje ulgę, płacze, dotyka mnie. Niech wylewa
perfumy – kosztowne, czy nie, to nieistotne. Widzę wspaniałe uczucie w jej
sercu. To jest modlitwa, ta kobieta jest w modlitewnym nastroju. Nie mogę jej
przeszkodzić w modlitwie.”.
Jezus zrozumiał,
że Maria Magdalena miała piękne serce. Była pierwszą osobą, która rozpoznała
Jezusa po zmartwychwstaniu. Gdy Jezusa zdejmowano z krzyża, były tam trzy
kobiety, Maria Magdalena była jedną z nich.
Wszyscy ci
wielcy apostołowie znikli
Pamiętaj, że Judasz był jedynym intelektualistą, człowiekiem
wykształconym, wśród zwolenników Jezusa. I to on zdradził.
To jest symboliczne: - intelekt
zdradza.
Umysł jest przebiegły, zawsze tworzy spiski przeciwko
prawdzie. Judasz jest symbolem umysłu. Umysł zdradza, logika zdradza. Twój
umysł jest przeciwny twojemu istnieniu.
Prostytutka nie kierowała się umysłem. Prowadziła bardzo
proste życie: - sprzedawała swoje ciało. Nie wiedziała nic o świętych pismach,
nie miała czasu na ich czytanie. Nie miała ego człowieka „religijnego”. Była
pokorna. Płakała. Nie miała ego – i to są właśnie drzwi do Boga.
Znam ludzi
świętych i znam grzeszników. Grzesznicy są autentyczni, święci są
nieautentyczni. Święci udają. A tylko prawdziwość umożliwia kwantowy przeskok.
Prostytutka nie chciała zrobić niczego fałszywego, nawet dla
tworzenia pozorów. Siła pokory, czystość grzechu, siła kwiatu róży…..sprawiły,
że bałwochwalczemu królowi przytrafiło się coś cudownego. Doznał wstrząsu. Nie
myślał nawet, że prostytutka jest taka silna. Nie tworzyła sztuczności. Nic jej
nie chroniło. Nie miała nic do stracenia.
Królowi otworzyły
się oczy. Coś zrozumiał. Wygląda na to, że przytrafiło mu się satori.
Ego to skała
Te wszystkie przypowieści są symboliczne. Mówią one, że gdy
jesteś fałszywy, zostaniesz zniszczony – ścięty. Zabije cię twoja nieprawda.
Wolność jest dla
tych, którzy są wolni od ego. Nie ma innej wolności. Wolność oznacza wolność od
ego. I decyduje o tym jedno: - jeśli bronisz ego – przegapisz Boga.
Natomiast, gdy jesteś gotów porzucić ego – odnajdziesz go.
W tym porzucaniu
zawiera się odnajdywanie.
Wydaje ci się, że jesteś oddzielony od Boga, a to tylko
iluzja, autohipnoza. To myślenie do ciebie przylgnęło. To jest właśnie ego. Ono
zasłania tobie prawdziwy świat. To ego zasłania ci prawdę. Gdy to do ciebie
dotrze – że jesteś jednością – obudziła się w tobie ufność!
Nie chroń siebie.
Nie popychaj rzeki. Płyń z prądem egzystencji. Za życia bądź żywy. Umierając –
umieraj. Budząc się – budź się. A gdy jesteś głodny – jedz. Nie oddzielaj się
od życia, które ciebie otacza. Nie przegapiaj chwili. Trwaj w wiecznym Tu i Teraz.
Zawsze działaj autentycznie i szczerze – wtedy między Bogiem
a tobą nie będzie bariery.
Bądź zawsze
sobą. Właśnie to nazywam modlitwą.
Największą
przeszkodą między tobą a prawdą, jest ego.
Ego żywi się wiedzą, „religijnością”. I powszechnym
poważaniem, czyli reputacją, sławą, władzą. Pamiętaj o tym i nie dokarmiaj ego.
Bądź bardziej
pokorny, zauważ swoje błędy, pomyłki. To zauważenie da ci pokorę.
W pokorze, modlitwa sama przychodzi. Dzięki pokorze, pojawia
się wielka odwaga!
Pokora jest silna – ego jest bardzo słabe!.
Ego to wysiłek słabej osoby, próba ochrony. Ego jest
pancerzem. Taki człowiek osłania pancerzem swoją słabość. I taki człowiek wie,
że jest bardzo słaby.
Największe ego, mają słabi ludzie. Takie rozdmuchane ego
jest im potrzebne, aby jakoś egzystować. Oni lubią pouczać i chcą zawsze mieć
rację. I bez przerwy oceniają wszystko wokół według swoich chorych zasad. Są
zawsze skorzy do kłótni.
Kto naprawdę
czuje się silny nie potrzebuje ego, umie żyć bez niego. Potrafi żyć bez
poczucia bezpieczeństwa, w narażeniu na atak.
Uczony był słaby,
tak samo, jak Sayed. Prostytutka była silna, miała siłę kwiatu róży –
bezbronnego, miękkiego, delikatnego, a jednak silnego. Widziałeś, jak o poranku
kwiat róży bawi się z wiatrem i romansuje ze słońcem? Wysoko podnosi głowę,
delikatną, a jednocześnie silną. Lao Tzu nazywa to siłą wody.
Ego ma siłę skały.
Jest twarde. Pokora ma siłę wody. Stań się delikatny, jak woda, a w końcu
wygrasz. Twardość przynosi klęskę. Opór wobec życia wcześniej, czy później
zniszczy cię. Twoja twardość, twoje własne ego staje się trucizną.
Spójrz na wodospad
spadający ze skały. Skała w końcu zniknie, stanie się piaskiem, a woda, miękka,
delikatna będzie istnieć. Twardość skał powoduje ich znikanie.
Ego przypomina
skałę. Pokora przypomina kwiat róży.
- Rzeczy
wyglądają nieco inaczej, niż nam się wydaje.
- Ego
wygląda na silne – a jest słabe.
- Pokora
wygląda na słabą, a taka nie jest. Nie daj się zwieść pozorom
Ratować kogoś wbrew jego woli?
Nikt ciebie nie ochroni. Nikt, z wyjątkiem ciebie samego.
Nie zrzucaj odpowiedzialności na innych.
Przyszedł do mnie
chrześcijański misjonarz i rzekł: -„ Jezus narodził się, by wyzwolić wszystkich
od grzechu”. To wygląda niedorzecznie. Ja nie mam grzechu, a ty masz?
Sam tworzysz niewolę, a Jezus ma cię wyzwolić. Dlaczego
miałby to robić? Nie jest za ciebie odpowiedzialny. I jak ma cię wyzwolić,
skoro ty chcesz trwać w niewoli?.
Zapytano Sri
Aurobindę: -„Wszystko traktujesz z takim spokojem i obojętnością, że czasem
zastanawiam się….gdybyś stał na brzegu rzeki, a ktoś by się topił, uratowałbyś
go”? Aurobindo rzekł: -„Nie zrobiłbym tego, dopóki by mnie nie
poprosił, bo mogę go ocalić, ale może on nie chce być ocalony? I będzie się
znowu topił. Jeśli chce się topić – zrobi to w innym miejscu i czasie. Nie mogę
działać wbrew jego woli. To byłoby bez sensu”.
W rozwoju
duchowym proszenie oznacza bycie uratowanym. Jeśli prosisz, jesteś ocalony. I
to nie Jezus cię ocala.
Pamiętasz te piękne słowa Jezusa? : -„Proście, a będzie wam dane.
Pukajcie, a otworzą wam”.
Te drzwi są
otwarte, ale czekają, byś zapukał. Bóg został ci dany, jest w tobie, wewnątrz
ciebie, ale ty gonisz, patrzysz tylko na zewnątrz. Czyli nie prosisz, a więc
jeszcze go nie dostrzegłeś. Gdy o niego poprosisz – zobaczysz go. Siebie poprosisz,
uklękniesz przed sobą samym – spojrzysz do swej głębi.
NIKT nie może
nikogo ocalić, i to jest dobre, bo inaczej nawet wyzwolenie byłoby czymś
narzuconym. To tak, jakbyś miał iść do nieba pod przymusem – prowadziłoby cię
tam dwoje ludzi trzymających miecze. Co to za niebo by było? To byłoby piekło.
Piekło jest wtedy, gdy jest ci coś narzucane, nieważne, co to jest. Niebo jest
wtedy, gdy o coś prosisz i w tym wzrastasz. Cokolwiek to jest, jest zbawienne.
Nie polegaj na swoim
urodzeniu, na swojej krwi „błękitnej”. To wszystko jest bez znaczenia.
Polegaj tylko na
sobie, nie myśl, że pójdziesz do nieba, bo to ci się należy, masz przywileje.
Niebo nie jest takie tanie.
poniedziałek, 22 kwietnia 2013
Kręgi w Odrach - przesilenie wiosenne 2013
Było niesamowicie. Nikogo oprócz nas i śnieg, który spadł w nocy -
biało, cicho i radośnie (tak jakoś). Kiedy przechodziłam przez pierwszy
krąg czułam radość (to chyba najlepsze słowo). Czasami śnieg stawał się
bardzo głęboki, do połowy uda a czasem był tylko do pół łydki. Pamiętam,
że mnie to zastanowiło ale równocześnie pomyślałam, że nie chce się
zastanawiać dlaczego tak jest. Stałam dłuższą chwilę między kamieniami i
starałam się skupić (jestem osobą, która ma poważne problemy ze
skupieniem uwagi :). Kiedy czekałam na pozostałych miałam ogromną ochotę
dotykać kamieni z kręgu - pamiętałam, że nie powinno się tego robić ze
względu na porosty.
Potem poszliśmy tam gdzie jest „tron”. Obeszłam krąg i stanęłam po drugiej stronie, między drzewami, chyba obok kurhanu (niewielki pagórek przykryty śniegiem). Myślałam o czymś, pamiętam, że miałam w oczach łzy. Dziwne jest to, że już tego samego dnia nie mogłam sobie przypomnieć o czym wtedy myślałam. Leżałam wieczorem w łóżku i „odtwarzałam” sobie wizytę u kręgach i już wtedy nie mogłam sobie przypomnieć. Kiedy stałam obok kurhanu z prawej strony przyleciał kruk (bardzo lubię kruki i gawrony). Krakał i bardzo głośno leciał - słyszałam wyraźnie każde machnięcie skrzydłami. Pomyślałam sobie, że dwa dni wcześniej widziałam jak leci sowa i nie było słychać dosłownie nic i że w porównaniu ten kruk robi straszny rumor :) Potem weszłam do kręgu i usiadłam na kamieniu. I znów nie pamiętam o czym myślałam (relacja jak dobry ser - pełna dziur :) Wiem, że pojawiało się wiele myślo-uczuć. Pojawiały się i odchodziły. Chyba było m. in. coś o tym czym jest wolność i że trzeba umieć być samemu by móc być z kimś ale było też dużo więcej... Pod zamkniętymi powiekami pojawiały światła w różnych kolorach, tak jakby następowały po sobie. Najwięcej było bieli i czerwieni. Czułam się, jakby gałki oczne uciekały mi w górę. Pod koniec miałam wrażenie, że zewnętrzne kamienie kręgu tworzą kopułę nad kręgiem.
Kiedy wyszłam z kręgu powiedziałam, że kruki strasznie hałasują, nie to, co sowy ale okazało się, że nikt tego nie zauważył.
Ostatnia była Elipsa. Czułam się wypełniona energią, która była jakby złota. Nie wiem jak dokładnie to opisać bo z jednej strony jak o tym myślę, to mam wrażenie, że ta energia wchodziła od stóp a jednocześnie od czubka głowy. Ale też wiem, że ona płynęła przeze mnie jak strumień. Tak cz siak, w splocie słonecznym było duże przewężenie, coś jak zwężenie w klepsydrze. Bardzo chciałam, żeby to zwężenie zniknęło. Poczułam, że chyba już powinnam wyjść ale to zwężenie cały czas było - choć trochę mniejsze, więc jeszcze trochę zostałam ale niedługo bo poczułam, że już muszę wyjść. Potem miałam jeszcze pomysł, żeby choć na chwile wrócić do Elipsy ale wiedziałam, że to nie jest pomysł dobry :)
Kiedy wróciliśmy w południe na taras widokowy pomyślałam sobie „z powrotem w domu” i ta myśl mnie zdziwiła. Na tarasie nie mogłam się skoncentrować. Stałam, strącałam nogą śnieg i zastanawiałam się, czy można z tego wróżyć :))) Teraz jak o tym myślę, to chyba jakiś autosabotaż :) Ale czułam się bardzo dobrze i byłam spokojna (co ostatnio nie zdarzało się znowu tak często). Kiedy zamknęłam oczy znowu pojawiło się białe światło, czerwone i brązowe (choć w sumie ciężko sobie wyobrazić „brązowe światło”).
I to chyba już wszystko.
Potem poszliśmy tam gdzie jest „tron”. Obeszłam krąg i stanęłam po drugiej stronie, między drzewami, chyba obok kurhanu (niewielki pagórek przykryty śniegiem). Myślałam o czymś, pamiętam, że miałam w oczach łzy. Dziwne jest to, że już tego samego dnia nie mogłam sobie przypomnieć o czym wtedy myślałam. Leżałam wieczorem w łóżku i „odtwarzałam” sobie wizytę u kręgach i już wtedy nie mogłam sobie przypomnieć. Kiedy stałam obok kurhanu z prawej strony przyleciał kruk (bardzo lubię kruki i gawrony). Krakał i bardzo głośno leciał - słyszałam wyraźnie każde machnięcie skrzydłami. Pomyślałam sobie, że dwa dni wcześniej widziałam jak leci sowa i nie było słychać dosłownie nic i że w porównaniu ten kruk robi straszny rumor :) Potem weszłam do kręgu i usiadłam na kamieniu. I znów nie pamiętam o czym myślałam (relacja jak dobry ser - pełna dziur :) Wiem, że pojawiało się wiele myślo-uczuć. Pojawiały się i odchodziły. Chyba było m. in. coś o tym czym jest wolność i że trzeba umieć być samemu by móc być z kimś ale było też dużo więcej... Pod zamkniętymi powiekami pojawiały światła w różnych kolorach, tak jakby następowały po sobie. Najwięcej było bieli i czerwieni. Czułam się, jakby gałki oczne uciekały mi w górę. Pod koniec miałam wrażenie, że zewnętrzne kamienie kręgu tworzą kopułę nad kręgiem.
Kiedy wyszłam z kręgu powiedziałam, że kruki strasznie hałasują, nie to, co sowy ale okazało się, że nikt tego nie zauważył.
Ostatnia była Elipsa. Czułam się wypełniona energią, która była jakby złota. Nie wiem jak dokładnie to opisać bo z jednej strony jak o tym myślę, to mam wrażenie, że ta energia wchodziła od stóp a jednocześnie od czubka głowy. Ale też wiem, że ona płynęła przeze mnie jak strumień. Tak cz siak, w splocie słonecznym było duże przewężenie, coś jak zwężenie w klepsydrze. Bardzo chciałam, żeby to zwężenie zniknęło. Poczułam, że chyba już powinnam wyjść ale to zwężenie cały czas było - choć trochę mniejsze, więc jeszcze trochę zostałam ale niedługo bo poczułam, że już muszę wyjść. Potem miałam jeszcze pomysł, żeby choć na chwile wrócić do Elipsy ale wiedziałam, że to nie jest pomysł dobry :)
Kiedy wróciliśmy w południe na taras widokowy pomyślałam sobie „z powrotem w domu” i ta myśl mnie zdziwiła. Na tarasie nie mogłam się skoncentrować. Stałam, strącałam nogą śnieg i zastanawiałam się, czy można z tego wróżyć :))) Teraz jak o tym myślę, to chyba jakiś autosabotaż :) Ale czułam się bardzo dobrze i byłam spokojna (co ostatnio nie zdarzało się znowu tak często). Kiedy zamknęłam oczy znowu pojawiło się białe światło, czerwone i brązowe (choć w sumie ciężko sobie wyobrazić „brązowe światło”).
I to chyba już wszystko.
niedziela, 21 kwietnia 2013
MIŁOŚĆ w oczach dzieci
Miłość jest wtedy, gdy dziewczyna się perfumuje a chłopak chlapie wodą po goleniu i idą na randkę i wąchają się nawzajem.
Karl 5 lat
Miłość jest wtedy gdy wychodzicie razem na kolację i oddajesz temu komuś większość swoich frytek bez żądania by oddał Ci swoje.
Chrissy lat 6
Miłość to, to co sprawia, że się uśmiechasz gdy jesteś zmęczony.
Terri 4 lata
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)





