Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kapłan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kapłan. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 kwietnia 2020

Bardzo piękna opowieść


Jeśli młode pokolenia będą zagłębiać się w miłość, wojny znikną. Nie będzie można znaleźć wystarczającej liczby szaleńców, którzy poszliby na wojnę.
Jeśli kochasz, zasmakowałeś czegoś z życia, nie zgodzisz się na zabijanie ludzi. Jeśli nie kochasz, nie zasmakowałeś życia, masz w sobie energię destrukcyjną. Przeciwieństwem miłości jest strach.
       Strach chce zabijać.
       Miłość chce tworzyć - jest to energia twórcza.

Gdy kochasz możesz chcieć śpiewać piosenki, albo malować, albo pisać wiersze, ale nie chwycisz bagnetu, czy bomby atomowej i nie pójdziesz zabijać nieznanych ci ludzi, którzy niczego ci nie zrobili, którzy są dla ciebie tak samo obcy, jak ty dla nich.

      Świat porzuci wojny tylko wtedy, gdy znów pojawi się w nim miłość.
A politycy i duchowni nie chcą, abyś kochał, ani społeczeństwo tego nie chce. Oni chcą tobą manipulować.
Dlatego umiejętnie podrzucają ci strach.
A ty powinieneś kochać bezinteresownie.

Kiedy kochasz, wydaje ci się, że robisz coś dla tej drugiej osoby, a robisz coś dla siebie.
Gdy kochasz korzyści płyną do ciebie. Kochaj ludzi - dzięki temu poczujesz się spełniony, doznasz błogosławieństwa.
Gdy miłość staje się głębsza - znika strach.
Miłość jest światłem, strach jest ciemnością.
      Zapala się światło - ciemność znika. Ciemności nigdy nie było, był tylko kompletny brak światła.


Gdy tak się stanie, pojawi się etap miłości pod nazwą modlitwa.

Kościoły, religie, sekty, uczą cię, jak się modlić. Ale tak naprawdę utrudniają ci modlitwę, ponieważ modlitwa jest spontaniczna i nie można się jej nauczyć.
     Jeśli w dzieciństwie uczono cię modlitwy, zatrzymano wspaniałe doświadczenie, które mogło ci się przydarzyć.


Lew Tołstoj napisał krótką opowieść:

 - „W centralnej Rosji było jezioro, które stało się sławne dzięki trzem świętym. Tym miejscem zainteresowali się ludzie z całego imperium. Tysiące ludzi przyjeżdżało, żeby zobaczyć tych trzech świętych.
     Wysokiej rangi duchowny zaczął się niepokoić: - Co się dzieje? Nigdy wcześniej nie słyszał o takich trzech świętych, nie byli oni kanonizowani przez kościół. Kto zrobił z nich świętych? Chrześcijaństwo robi jedną z najgłupszych rzeczy - wydaje certyfikaty na świętość. Tak, jakby można było zrobić z człowieka świętego, przez nadanie mu tytułu!
       Ale ludzie oszaleli na punkcie tych trzech znad jeziora i pojawiało się mnóstwo informacji o zachodzących tam cudach, więc duchowny pojechał skontrolować sytuację na miejscu. Popłynął łodzią na wyspę, na której mieszkali ci trzej biedacy.
     Oni byli po prostu ubogimi, ale bardzo szczęśliwymi ludźmi. Istnieje bowiem tylko jeden rodzaj ubóstwa: - serce, które nie potrafi kochać.
Byli oni więc ubodzy, ale jednocześnie bogaci, bogatszych trudno byłoby znaleźć.
Duchowny zastał ich zadowolonych, siedzących pod drzewem i śmiejących się. Widząc go, ukłonili się, a duchowny zapytał:
     - Co wy tu robicie? Słyszałem plotki, że jesteście wielkimi świętymi. Czy umiecie się modlić?
Widząc tych trzech mężczyzn, duchowny natychmiast wyczuł, że są niewykształceni, troszeczkę głupawi, szczęśliwi, ale nierozumni.
     Spojrzeli po sobie i powiedzieli:
    - Przepraszamy, panie, nie znamy modlitw kościelnych, ponieważ jesteśmy prostakami.
Ale stworzyliśmy swoją własną modlitwę. Jeśli nie urazi cię to, możemy ją wypowiedzieć.
    - Dobrze, posłucham, jak się modlicie - powiedział kapłan.
    - Próbowaliśmy, myśleliśmy, zastanawialiśmy się, ale nie jesteśmy wielkimi myślicielami, jesteśmy głupcami, prostymi ludźmi z wioski. Więc zdecydowaliśmy się na prostą modlitwę

W chrześcijaństwie mówi się, że Bóg jest Trójcą: Bogiem Ojcem, Synem i Duchem Świętym.
A nas jest również trzech.
Więc zdecydowaliśmy się na taką modlitwę:
    - "Ty jesteś Trójcą, nas również jest trzech, zmiłuj się nad nami".

Oto cała nasza modlitwa.

Pop bardzo się rozgniewał, prawie wpadł w furię. Powiedział:
   - Cóż za nonsens! Nigdy nie słyszałem takiej modlitwy. Przestańcie! Nie możecie być świętymi w taki sposób. Jesteście po prostu głupcami!
    Padli mu więc do stóp i błagali:
   - Naucz nas prawdziwej, dobrej modlitwy.
Pop powiedział im modlitwę akceptowaną przez rosyjski kościół prawosławny. Była długa, skomplikowana, wzniosłe, pompatyczne słowa.
Trzej mężczyźni popatrzyli na siebie z trwogą. Brama nieba była dla nich zamknięta. Powiedzieli:
    - Prosimy, powtórz nam jeszcze raz, ponieważ modlitwa jest długa, a my jesteśmy niewykształceni.
Duchowny powtórzył. Oni znów powiedzieli:
    - Jeszcze raz, panie, bo zapomnimy słów i coś pójdzie nie tak.
Kapłan znów powtórzył. Gorąco mu podziękowali, a on poczuł satysfakcję, że wykonał dobry uczynek i nawrócił trzech głupców.

Odpłynął w swojej łodzi. Gdy był już na środku jeziora, nie mógł uwierzyć własnym oczom:
       - Ci trzej, ci głupcy biegli do niego po powierzchni wody!!!
Biegli po wodzie krzycząc:
     - Zaczekaj!....Powtórz modlitwę jeszcze raz....Zapomnieliśmy!

Trudno było w to uwierzyć! Kapłan padł im do stóp i powiedział: - Wybaczcie mi, i módlcie się swoją modlitwą”


Religie, zorganizowane kościoły, one zniszczyły umiejętność spontanicznej modlitwy. Dostałeś "gotowca".
        Pozwól swojej modlitwie na spontaniczność, bo gdy jesteś przygotowany stajesz się nieautentyczny, nieprawdziwy, nienaturalny.
Nie wprowadzaj atmosfery formalności. Formalna znajomość z kimś w ogóle nie jest znajomością.
       Tylko jedno "ale".
Czy zaobserwowałeś, że jeśli jesteś naprawdę spontaniczny, ludzie uznają cię za szaleńca?
Jeśli podejdziesz do drzewa i zaczniesz z nim rozmawiać, albo będziesz rozmawiać z kwiatem, z różą - ludzie uznają cię za wariata.
Jeśli pójdziesz do kościoła i będziesz mówił do krzyża, lub do obrazu, nikt nie uzna cię za szaleńca, bo inni też tak robią. Gdy rozmawiasz z kamieniem w świątyni wszyscy myślą, że jesteś religijny, ponieważ jest to zaakceptowana forma.
     Mówisz do róży, a ona jest przecież bardziej żywa niż kamienny posąg, bardziej boska niż jakikolwiek wizerunek.
Mówisz do drzewa, a ono jest bardziej zakorzenione w Bogu niż jakikolwiek krzyż, ponieważ krzyż nie ma korzeni, jest martwy. Drzewo żyje, z korzeniami głęboko w ziemi, z gałęziami wysoko przy niebie, złączone z całością, z promieniami słońca, z gwiazdami.
    Rozmawiaj z drzewami!
To może być punktem styczności z boskością.
Lecz wtedy ludzie uznają, że jesteś szaleńcem. Natomiast spełnianie form jest uznawane za świętość.
Zupełnie odwrotnie, niż nakazywałaby rzeczywistość.
Kiedy idziesz do świątyni i odklepujesz modlitwy, jesteś zwykłym głupcem.
Rozmawiaj sercem przy sercu! Taka modlitwa jest piękna, dzięki niej zaczniesz rozkwitać.

Jeśli zachowujesz się jak gramofon i powtarzasz codziennie to samo, nie jest to wcale modlitwa.

Słyszałem o prawniku, który wszystko sobie kalkulował. Każdej nocy, gdy kładł się do łóżka, patrzył w niebo i mówił: - "To samo, co wczoraj". I zasypiał.
     Tylko raz się pomodlił - pierwszy raz w swoim życiu - a później powtarzał: "To samo". To było całkiem logiczne, bo po co miał codziennie powtarzać tę samą modlitwę?
Nie ważne, czy powiesz "To samo", czy powtórzysz całą modlitwę. Na jedno wychodzi.
I uwierz mi: - gdy twoja modlitwa będzie szczera, poczujesz, że pojawia się odpowiedź. Gdy twoje serce będzie otwarte, zawsze dostaniesz odpowiedź. 

                                                                                                                Osho




piątek, 10 kwietnia 2020

Bajka o Królestwie Nic


Daleko stąd, było kiedyś królestwo, w którym panował pokój.
Królestwem rządziła mądra królowa, a mottem kraju było: - „ NIECH BĘDZIE BŁOGOSŁAWIONE NIC”.

Chłopi uprawiali tu jęczmień i hodowali owce na własne potrzeby. Z nikim nie handlowali i uważali za grzech posiadanie więcej niż jednej chaty, paru owiec i paru sztuk odzieży, którą sami przędli i tkali. Cała ziemia należała do królowej i nigdy nie naruszył pokoju żaden najeźdźca, ponieważ nie było tam nic do zagrabienia.                                    

Pewnego razu pojawił się kapłan renegat, wygnany z dalekiego kraju. Zbadał możliwości, a kiedy usłyszał motto królestwa, uśmiechnął się do siebie i poszedł do królowej. 
Powiedział jej, że jako do kapłana obeznanego w sprawach religii, przemówił do niego wielki Bóg NIC, którego w tym kraju czczą ślepo od tak dawna. Bóg nakazał, by wybudowano piękną świątynię, w której będą odbywać się nabożeństwa.
Lud ma produkować o wiele więcej niż do tej pory i jedna dziesiąta całej ziemi i produktów ma być oddana świątyni. On sam będzie architektem, a później kapłanem. Bóg sprowadzi przekleństwo na królestwo, jeśli jego rozkazy nie zostaną wykonane.                              

Królowa zmartwiła się.
Powiedziała kapłanowi, że musi się zastanowić nad decyzją, niech zatem powróci w południe następnego dnia po odpowiedź w sprawie Boga.
Kiedy kapłan odszedł, wezwała swego błazna. 
Błaznem był staruszek, który kiedyś zbyt dokładnie utrafił żartem w sedno sprawy i wygnano go za to z przechodzącej mimo karawany.      
 – Czy mieszkałeś w krajach, gdzie bogowie przemawiają do kapłanów i gdzie muszą mieć świątynie ? – zapytała.
Błazen skinął głową potakująco i wówczas opowiedziała mu o rozmowie z kapłanem.
Starzec śmiał się tak, że trząsł mu się grab. Po czym otarł oczy i przemówił cicho do królowej. Ona wysłuchała staruszka i zmartwienie znikło z jej twarzy.                                           
– Proszę zostawić to mnie – zakończył błazen, klepiąc się w chude uda.
- Wreszcie zarobię na siebie i odpłacę za twoją dobroć, o Pani. Wymyślę taki żart, że sam Wielki Bóg Nic będzie zrywał sobie boki.
I wymyślił.

Następnego dnia królowa przyjęła kapłana bardzo serdecznie.  
– Co za cud ! – powiedziała. – oto Bóg przemówił także do mego błazna i potwierdził, że pragnie wielu pól jęczmiennych, pięknej świątyni i kapłana. Jednak rozkazuje, aby kapłan sam uprawiał pola, a przedtem osobiście uszykował budulec potrzebny do budowy świątyni. 

Na gest królowej, czterech rosłych wieśniaków otoczyło kapłana, którego twarz poszarzała jak popiół.
– Natychmiast zaczniesz wnosić kamienie z doliny na szczyt wzgórza! – rozkazała, a wieśniacy odciągnęli od niej protestującego kapłana.                       

Tej nocy, zamknięty w chacie, kapłan gorzko płakał, jedząc jęczmienne placki. Już po tym pierwszym dniu miał dość. Bolało go całe ciało i każda kosteczka, a duszę wypełniała czarna rozpacz. Pragnął tylko jednego – uciec od tej straszliwej pracy.
Nad ranem usłyszał zbliżające się kroki i zduszony chichot. Klucz obrócił się w zamku i zaskrzypiały otwierające się drzwi. Chichot zamarł w oddali. Kapłan wyjrzał i zobaczył, że na zewnątrz nie ma straży.

Do dzisiaj chłopi z tej spokojnej krainy pokazują podróżnym stos nieociosanych kamieni na szczycie wzgórza, mówiąc: - Oto świątynia Wielkiego Boga Nic! 
Potem śmieją  się do rozpuku, jak z najlepszego żartu na świecie.   

                            Max Freedom Long – Starożytna Wiedza Kahunów.

piątek, 14 grudnia 2018

Kto niesie światło

Stare księgi nie tylko wspominają o buncie w Niebie, one szczegółowo opisują wojnę między bogami.
Powód tej wojny? - doszło do różnicy zdań....

Przekazy chrześcijańskie (Doktryna powtarza założenia religii wcześniejszych, definiując je nieco inaczej, czyli jest plagiatem) jako głównego winowajcę podają Archanioła Lucyfera, przypisując mu wszelkie nikczemności.
A przecież prawdziwa nikczemność polega na rozbudzaniu wrogości.
Czy to atak na Kościół? Ależ skąd!

Polityka w wydaniu negatywnym działa przy pomocy słynnego dziel i rządź.
Kiedy w państwie panują jeszcze pozory demokracji, łatwo skołować część narodu za pomocą propagandy – czytaj: - odwracania kota ogonem i zwykłych kłamstw. A także obietnic, które w naszym społeczeństwie mają wielką siłę nośną.

Inna ważna i bardzo skuteczna metoda manipulowania ludźmi nosi imię strach.

Nie bez przyczyny Osho od zawsze mówił o hybrydzie wysysającej społeczeństwo: - to polityk zrośnięty z kapłanem. 
Hybryda owa jest bezwzględna i ssie z ludzi wszystkimi swoimi otworami. 

Od zarania dziejów, prawo naturalne dzieli ludzi tylko w jeden sposób: - na mądrych i głupich.
Co nie znaczy, że jedni mają drugimi pogardzać.
Wręcz przeciwnie.
Przecież to dzięki głupiemu, możesz zauważyć, że taki nie jesteś. Czyli głupiemu należy się wdzięczność.
Jak wiemy, propaganda mądremu nie zaszkodzi, gorzej z głupim – ów dzięki manipulacji staje się jeszcze głupszy niż był.
Lecz to już jest siła wyższa, przyporządkowana dualizmowi świata.

Spróbujmy poskładać fakty związane z jednym z Naczelnych Aniołów, nazwanym w chrześcijaństwie Archaniołem Lucyferem.

Po pierwsze primo: - rzecz dotyczyła eksperymentów genetycznych na ludziach.

Po drugie primo: - Wszystkie istoty zamieszkujące Niebo (orbitujący statek kosmiczny – Rigweda, Mahabharata, Ramajana) posiadały niedostępną dla nas wiedzę, czyli głupie nie były.
Na Wysokości panowała hierarchia: - głos decydujący miały Naczelne Anioły.

Po trzecie primo: - Część Aniołów przyłączyła się do Archanioła Lucyfera i wzięła udział w rebelii.

Średniowiecze już za nami, po to mamy własne rozumy, aby się nimi posługiwać.
Dziś wolno nam odrzucić wszelkie dogmaty i zastanowić się, czy wnioski z „wojny na górze”, nie są przypadkiem fałszem.
Bo jeśli tak, cała doktryna wiary mówiąc łagodnie, staje pod znakiem zapytania.

Ocho! Niektórzy już czują się nieswojo....
Azaliż te rozważania są tylko hipotetyczne.
Każdy przecież może być teologiem, jeśli ma coś sensownego do dodania.

Być może Naczelny Anioł nie miał racji i cała ludzka populacja ziemska jest nieudanym eksperymentem?
Wszak nasze ogólne stosunki z Matką Ziemią są coraz bardziej napięte, a odwieczne waśnie plemienne, wydają się wpisane w ludzkie geny.
     Wątpliwości stają się jeszcze większe, gdy przyjmiemy wiedzę na temat substancji, dzięki której świetliki świecą w nocy.
Ta substancja „przenosi światło” i nazywa się lucyferyną.
Nieść światło – oznacza nieść wiedzę.
A jeśli racja była po stronie Archanioła Lucyfera?.

Kto w takim razie niesie ciemność?

Otóż od czasu Rewolucji Francuskiej, humaniści zgodnie twierdzą, że u podstaw wszystkich konfliktów między ludźmi stoi religia.

I tym niosącym światło wnioskiem kończę wpisy w roku 2018 oraz życzę Czytelniczkom i Czytelnikom Wesołych Świąt i Dosiego Roku.
Do zobaczenia na początku stycznia.


piątek, 23 listopada 2018

Co pomyślą ludzie?

Nie ma potrzeby chodzić do kościoła czy synagogi. Wystarczy doświadczać błękitu nieba, blasku gwiazd, wschodów i zachodów słońca, kwitnących kwiatów, śpiewu ptaków.
                   Całe istnienie jest kazaniem!
A nie zostało ono przygotowane przez głupiego kapłana.

Gdy stajesz się sobą, znika potrzeba należenia do jakiegoś stada, czy tłumu. Stwierdzasz, że jesteś niezależną jednostką i doskonale wiesz, że jest to ryzykowne.
          Stado może ci tego nie wybaczyć.
Kiedy stajesz się sobą – śmiejesz się. A śmiech stanowi zakłócenie. Cierpienie jest tolerowane, bo tłum także cierpi. Natomiast poczucie szczęścia wywołuje ogromną zazdrość wśród tłumu, bo wywołuje skłonność do buntu.
        Jest to jednak piękne, kiedy posuwamy się po ostrzu brzytwy – każdy krok jest niebezpieczny. Im bardziej twoje życie jest napełnione niebezpieczeństwami, tym bardziej je odczuwasz. Wtedy żyjesz pełnią.

Dlaczego tak trudno poznać samego siebie? Bo społeczeństwo podzieliło człowieka na części, które wzajemnie się zwalczają.
Zrobiło to za pomocą wszczepionych ci ideałów „jaki powinieneś być”.
      Pamiętasz więc tylko o tym, a zapomniałeś kim jesteś. Obsesyjnie gonisz za ideałami, a zapominasz o chwili obecnej, o teraźniejszości. Ciągle myślisz tylko co powinieneś zrobić i jak to zrobić, kim masz być.
Odrzucasz przez to chwilę obecną, czyli to, co jest. Odrzucasz rzeczywistość, w której nie ma wyrażeń typu „powinienem”.

Róża jest różą, dla niej nie istnieje kwestia bycia czymś innym. Tak samo jest z lotosem. Ani lotos nie próbuje być różą, ani róża lotosem.
       Tak się dzieje ze wszystkimi stworzeniami oprócz człowieka.
Dlatego kwiaty nie chorują na nerwice i nie potrzebują psychiatrów.
Słyszysz wymagania: „zmień się - powinieneś być inny”. I następuje w tobie podział, oddzielasz się od swego „jestem”.
     A przecież nie możesz być niczym innym, niż jesteś. Możesz być tylko sobą. W chwili gdy to zrozumiesz staniesz się całością, zniknie wewnętrzny narzucony ci podział.
     To jest pierwszy krok: - zaakceptować siebie i pokochać takiego, jakim jesteś.
Podział utrwalasz myśląc: - Jeśli będę sobą, co pomyślą ludzie?
Trwa w tobie wewnętrzna walka.
Jesteś podzielony na Ja idealne i Ja realne.
A te części nieustannie walczą ze sobą.
Dlatego czasami czujesz się rozdarty.
                                                                                               Osho

piątek, 9 lutego 2018

Oświecić bliźniego

Co z tego, że wiemy, co dzieje się na drugim końcu świata, jeśli nie wiemy co dzieje się w naszym wnętrzu?
        Czy ilość godzin spędzona przed telewizorem (lub pobytu w necie) pozwoli zrozumieć drugiego człowieka, gdy nie rozumiemy siebie?
           Czy można żyć w zadowoleniu nie wiedząc, kto wygrał wybory w USA?

Czytelnicy bloga znają poglądy autora na temat polityków i kapłanów - to właśnie ci państwo odbierają człowiekowi wolność. 
Usłyszałem czyjeś słowa warte zapamiętania: - Żeby dorwać się do władzy, polityk obieca wybudowanie mostu nawet tam, gdzie nie ma rzeki.

Polubiłem żartobliwy styl rozmowy, prowadzonej w czasie bieszczadzkich wędrówek, gdy stykam się z miejscowymi.
Dzieje się to najczęściej gdzieś na postoju przy sklepie.

Ludzie są ciekawi - pytają kto, skąd i dokąd. 
Więc na wstępie informuję, że jestem Zbyszek 55 i żyję samotnie, bez prądu, radia i telewizji na prawdziwym zadupiu, za górą, za lasem.      
Słysząc tę deklarację, rozmówca - rozmówcy odczuwają natychmiastową i silną potrzebę oświecenia bliźniego.

Zwykle zaczyna się na przykład od pytania: - to pewnie nie słyszałeś co powiedział duda?
Udaję zdziwienie i pytam: - chyba co powiedziała duda? A jaka duda?
No prezydent.... I wyjaśnia mi się co zostało powiedziane.
Przez chwilę, oburzony, milczę wymownie i pytam: - a gomułka na to pozwala?
Tu z kolei rozmówca jest zaskoczony i woła: - jaka gomułka?
No pierwszy sekretarz partii.....
Człowieku nie ma już komuny!
Nie ma?! To co jest?

I na tym najczęściej kończy się rozmowa o polityce, albo w ogóle się kończy, bo zostaję uznany za pomylonego.
      W toku rozmowy najbardziej bawi mnie sposób, w jaki rozmówca mi się przygląda, próbując zrozumieć sytuację, gdyż zachowuję pełną powagę.
Najciekawsze jest, że rzecz udała mi się i to kilkakrotnie.