Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wawel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wawel. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 marca 2021

Kraków przedwirusowy

 


Zaglądam do archiwum zdjęciowego. Kraków przedwirusowy. Kwiecień 2017. Pomimo wczesnej pory tłumy na rynku - 80 % obcokrajowców. Mnie tam tłum nie kręci, zmierzam na Wawel, fotografować kwiatową wiosnę, a na rynku oglądam konie. I dorożkarki.









Z Krakowa pojadę do Ciężkowic, przez Tarnów. Jako że jeszcze nie jechałem do Tarnowa pociągiem, zamierzam nadrobić ten brak. Jadę więc. Pociąg lokalny posuwa się bardzo wolno, znaczy niespiesznie. 60 km w dwie godziny? Mnie to nie przeszkadza, mam czas, to sobie trochę myślę i wyglądam przez okno. Pomimo wolnej jazdy wagony trzeszczą, skrzypią, łomoczą niemiłosiernie, jakby się miały zaraz rozpaść. Mija pół godziny, wagony nie rozpadają się, atoli uspokojony, skupiam się na tym, co za oknem. Teren łagodnie pofałdowany, widoki szerokie, nic dziwnego – to Beskid Niski. Po prawej stronie jest przeważnie wyżej i tam, co jakiś czas pojawiają się domy, stojące blisko torów, a wtedy po lewej stronie, niższej, pojawiają się zwały śmieci. Znaczy trzeba śmieci wyrzucać za tor i jest gitara. Zaczynam zabawę: - patrzę tylko na lewą stronę. Kiedy pojawiają się śmieci, to jest znak, że po prawej stoi dom. I odwrotnie: patrzę na prawą stronę: - stoi dom? Spojrzenie w lewo – bingo! Oczywiście są śmieci. Jest kwiecień, a więc zielsko jeszcze nie urosło, wszystko widać. Za mną jadą Niemcy, bo słyszę komentarz; - „polnische wirtschaft”. Oraz jeszcze kilka dosadniejszych, lecz jakże słusznych określeń. A co? Nieprawdaż?

Czy inaczej jest na Mazowszu? Kiedy długo idziesz przez las i naraz zobaczysz stertę śmieci, bądź pewien, że gdzieś w pobliżu stoi dom.

Dojeżdżam hałaśliwie do Tarnowa i świtają dwie myśli:

- Po pierwsze primo: - pociąg właśnie dlatego jechał wolno, żeby wagony się nie rozpadły.

- Po drugie primo: - gdybyśmy jechali szybko nowoczesnym pociągiem, Niemcy nie mieliby szansy na zobaczenie śmieci.

I w tym miejscu oczywiście przypomina się, co rzekł był klasyk, w tym przypadku  komunista Gomułka Wiesław: - „Gdybyśmy mieli blachę na puszki, zarzucilibyśmy konserwami całą Europę. Ale nie mamy mięsa”.

Czytam komentarze z sieci. Ktoś napisał: - „Kiedy otworzą knajpę, pójdę tam, zamówię śledzia i piwo, będę siedział i gapił się na ludzi”.

Czyli tęsknota za tym, co było. A jak to se ne wrati? Bo mamy nowe wiadomości o wirusie: - kto zachorował, ten ma przeciwciała. One powinny klienta chronić przed powtórnym zakażeniem. Jak długo chronią? Ano trzy tygodnie, albo sześć. Krótko. A jak długo daje ochronę szczepionka? Czytam, że cztery miesiące może. Po tym okresie delikwent ponownie bezbronny. To co chwila trzeba będzie brać kolejny zastrzyk? A co z nowymi mutacjami? Te wszystkie wiadomości mają wspólny mianownik: - „może”, „prawdopodobnie”, oraz „dokładnie nie wiemy”. Decydenci jakoś przestali mówić o odporności populacyjnej. Ale pamiętamy pierwsze określenia: - odporność „stadna”. Bo dla rządzących zawsze byliśmy, jesteśmy i będziemy stadem baranów.

Natura jest mądra. Jeśli coś narusza na dłuższą metę równowagę, wydarza się inne coś, co to pierwsze coś niszczy. Natura w swej mądrości stoi na straży harmonii, każdy przejaw destrukcji zostanie przez nią odrzucony.

Materia jest jak już wiemy energią, światłem, w którym są zapisane informacje. Kiedyś człowiek był częścią całości. W kolejnych światach powstawał problem – człowiek odłączał się od całości, przez co tracił poczucie bezpieczeństwa. Ludzie budowali wokół siebie sztuczną przestrzeń i harmonia była już niemożliwa. Pojawiała się destrukcja.

Natura usuwała ten błąd. Pierwszy raz ogniem. Za drugim razem wodą.

My i wszystko wokół nas, zwierzęta, rzeka, wiatr i pogoda, podlegają tym samym prawom natury. Są ze sobą powiązane, nie są sobie obce.

Taką wiadomość przynosi cisza pozamiejska. Bo jest jeszcze cisza miejska, w czterech ścianach, gdy okna dźwiękoszczelne. Azaliż dopiero cisza pozamiejska, w samotności oczywiście, kiedy nikt nie przynudza, uwalnia jednostkę od strachu, który w mieście unosi się w powietrzu. Ten strach dziś unosi się razem z wirusem i jest łykany z każdym oddechem. Natomiast cisza w Naturze uwalnia od strachu przed słowem, porażką, szefem, utratą pracy, oszustwem. Uwalnia przynajmniej na chwilę, bo strach mamy zakodowany w sobie od pokoleń i łączy się on z miastem.

Miasto atakuje system nerwowy. Głównie atakuje pędem życia i hałasem. Tu wirus wprowadził już zauważalną zmianę. Czyli jest jakiś pozytyw. Co do wsi, to każdy wie, że na wsi żyje się spokojniej. Oczywiście o ile nie mieszka obok nas wredny sąsiad.                                                                                               

Człowiek w mieście jest jak pinezka wciśnięta w asfalt butem olbrzyma.

Dlatego kto może, powinien się bronić przed miastem.

środa, 13 marca 2019

Brexit na wiosnę

Wypatruję objawów wiosny, lecz śledzę także na luziczku to, co dzieje się w naszej informatycznej wiosce.
Omijam ględzenie, a wyłuskuję przecedzone prawdy.
Już każdego dnia obijamy się o temat Brexitu.

Wczoraj jeden z ministrów (!) UK tak skomentował obecną sytuację: - Oto jesteśmy w czarnej dupie, więc po co nam wiosło, skoro nawet nie mamy łódki?

Ta niegłupia wypowiedź natychmiast przypomniała mi znaną z Polski wypowiedź głupią.
      Myśl wyartykułował komunista, niejaki Gomułka.
Czas był trudny. Zaopatrzenie rynku szwankowało, ponieważ działała zasada : - wpuść komunistę na pustynię, a on tak zarządzi, że piachu zabraknie.
         Jednak towarzysze komuniści mieli wizję przeprowadzenia społeczeństwa do świetlanej przyszłości.
Gomułka potrafił ględzić z trybuny po kilka godzin. Przemawiając, podniecał się tracąc nieraz kontrolę nad tym, co mówi i przydarzyło się, że wypowiedział kilka wiekopomnych zdań. 

Między innymi: - „Gdybyśmy mieli dość mięsa, zarzucilibyśmy konserwami całą Europę! Ale nie mamy blachy na puszki”.

Wiosna coraz bliżej, tu początek kwietnia 2017 – Wawel, Kraków.








piątek, 21 kwietnia 2017

Kwitną magnolie na Wawelu

Wszystko stwarzam myślą, wszystko stwarzam szczerym „chceniem”, albo Intencją.
       Przyjmuję do wiadomości, że to, co mam, jest dokładnie tym, czego pragnę. 
(Nawet jeśli to boli, bo nieopatrznie można stwarzać na własne życzenie również całe pokłady cierpienia).

Idzie się niespiesznie, bo ma się czas i już widać Wawel.
Lubię Wawel.
Ach! Jak tu kolorowo! Hiacynty pachną. 
Jak cudnie wyglądają drzewa magnolii stojące akurat w pełni kwitnienia!

I w tej siedzibie królów, w niepowtarzalnej, bezczasowej chwili Tu i Teraz, następuje prawdziwa fotograficzna uczta: - to się nazywa być jednocześnie w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie.















wtorek, 4 grudnia 2012

Der Erste Polnische Luftbrigade


     
Są ludzie, których dłonie leczą, słowa przynoszą ulgę, a kontakt z nimi – swoiste objawienie. Są mikstury, które pomagają zachować zdrowie i poprawiają samopoczucie.  
Są rzeczy, które sprawiają radość, i miejsca na Ziemi, które ujawniają nasze nadprzyrodzone zdolności.
Miejsca Mocy.
Od najdawniejszych czasów człowiek wyczuwał ich energię, otaczał je kultem i wykorzystywał do celów terapeutycznych, duchowych. To właśnie w tych miejscach budowano miejsca kultu naszych ojców, a nawet świątynie, te miejsca mocy w Polsce, zostały z czasem zagrabione przez chrześcijaństwo. Te miejsca bowiem przyciągają ludzi w trudno wytłumaczalny sposób. I tak właśnie punkty zbierał do niedawna kościół. Ale coraz więcej ludzi się budzi. I stosy już nie płoną!
Te miejsca niewątpliwie stanowią szczególną wartość w dobie powrotu do tego, co nieodkryte, nieodgadnione, pełne magii i mistycyzmu. Miejsca mocy spotkać można na całym świecie – od Ameryki przez Europę i Azję, kończąc na słabo zaludnionych wysepkach. Niektóre z tych miejsc są dobrze znane, inne mniej. Co ważne, Polska również ma miejsca, w których energia Ziemi łączy się z energią kosmosu.

                                                 Moc kryształowej planety

Angielski biznesmen i fotograf Alfred Watkins zauważył natomiast, że wiele miejsc kultu w jego rodzinnym Herefordshire położonych jest wzdłuż jednej linii prostej. I tak prehistoryczne kopce, kurhan, kamienny krąg Stonehenge, Old Sarum, katedra w Salisbury, krąg Clearbury oraz obóz Frankerbury okazały się potwierdzać tę niecodzienną teorię. Watkins przypuszczał, że mogły to być prehistoryczne drogi handlowe, jednak zastanawiał fakt, że leżące w jednej linii obiekty to starożytne miejsca kultu. Postanowił więc nazwać je „liniami ley”, co w języku walijskim oznaczało „święte, otoczone miejsce”.
Nie lubię Anglików. Wolno mi? To teraz napiszę według angielskiej logiki: 
Wielka Piramida ma 170 tys. jednostek Bovisa, Odry "tylko" ( w Elipsie ) 120 tys. Stonehenge i WAWEL to małe pikusie są; tylko po 50 tys. oba. Czyli Odry bliżej, taniej i polskie są!
                                   
                                                    Wzmacniacz planetarnej energii
Najsilniejsze strumienie energetyczne wychodzą z węzła znajdującego się pod Wielką Piramidą w Gizie, która dzięki swemu kształtowi i wymiarom działa jak wielki wzmacniacz promieniowania geomantycznego. Potwierdza to radiesteta Leszek Matela, który od 1984 r. prowadzi badania w tej części świata. W Komorze Królewskiej piramidy promieniowanie sięga 170 tys. jednostek i jest to największa zanotowana kiedykolwiek wartość. I to jest fakt, to się daje zmierzyć.
Teraz napiszę coś, posługując się mentalnością Anglików. ( nie lubię Anglików, wolno mi?) I  nie reprezentuję mojej osobistej opinii, ja się nie liczę. To jest opinia DER ERSTE POLNISCHE LUFTBRIGADE. Tych, którzy walczyli pod Arnhem. O jeden most za daleko…Służę nazwiskami. Polskimi nazwiskami. Murzyn potrzebny, a jak zrobił swoje…..kopa mu!

                            Anglicy mają dalej ciągoty imperialne. Nie tylko oni.
Liceum Rejtana. Elitarne, tylko męskie. Do 1967 roku. Tam uczyłem się filozofii. Tak, w liceum. 
        Hegel uważał, że co pewien czas, w jakiś naród wchodzi Duch Świata. I pcha ten naród do dominacji nad innymi. Było tak z Anglikami (pół świata, to kolonie) Francuzami - Napoleon, Niemcami – Hitler, potem Rosja – Stalin, i wreszcie pułkownik Kukliński postawił zaporę na drodze hegemonii Moskwy. Chiny…Oni są bezwzględni. Żydzi wschodu. Wszystko zjedzą: wróbla i szczura. I ciebie. Te imperialne ciągoty dalej są. Tybet depczą. Tylko się ukryły teraz. Już nie tak łatwo im. A wiec zmieniły oręż. Teraz pieniądz w różnych postaciach walczy. Czyj pieniądz?
Miej to na uwadze, czytelniku. I jedziemy dalej.
 Kręgi Kamienne w Odrach. Elipsa. 120 tysięcy jednostek Bovisa w czasie przesilenia słonecznego. Wiosennego, lub jesiennego. To i tak ZA DUŻO, aby wszystko chwycić. Nawet nie wolno tyle pobrać!
A więc po angielsku; - nieekonomiczne jest jechać do Egiptu ( zwłaszcza teraz, gdy są tam zamieszki) ani do Anglii - o wiele rozsądniej poczekać do wiosny w Polsce i…..spotykamy się w Odrach!

                                     Wawelski święty kamień?

. Przecina się tam "aż" 7 linii geomantycznych, ( w Odrach 10 ) z czego jedna, zwana jerozolimską, ma szczególnie dużą moc. Przebiega ona w kierunku północno-zachodnim przez Jasną Górę, Gniezno, wyspę Bornholm (z kultowymi obiektami Normanów i Burgundów), ( Pozdrowienia dla Kunegundy - rudej wdowy po marynarzu.  Słynny franciszkanin, ojciec Andrzej Czesław Klimuszko, W 1985 r. napisał: „Hinduski profesor podczas zwiedzania Królewskiego Zamku na Wawelu, gdy opuścił komnaty zamkowe i znalazł się w kącie dziedzińca, prosił towarzyszących mu polskich uczonych, ażeby go zostawili na 15 minut zupełnie samego. Stał przez ten czas nieruchomo, skupiony i odwrócony twarzą ku wschodowi. Gdy dołączył do grupy polskich profesorów, został przez nich zasypany gradem pytań. Profesor odrzekł tylko tyle, że nurtowała go od dawna pewna sprawa i sądził, że właśnie tutaj będzie mógł ją rozwiązać. Na pytanie, czy znalazł rozstrzygnięcie, Hindus tylko lekko się uśmiechnął i nic nie odpowiedział. Wydaje się, że hinduskiemu profesorowi chodziło o czakram ziemski”.
Tego „profesora” hinduskiego woził kościół. I zawieźli go, gdzie chcieli. A o co mu chodziło, Gdy się uśmiechnął? Może sikać mu się zachciało bardzo? Albo przejrzał czarnych i to był uśmiech politowania? Dla mnie tak „opisany” fakt, jest kitem wielkim.  Nic nie znaczy. Ojca Klimuszko znałem osobiście. Różne rzeczy mówił. Że Polska w niewoli jest. Pisały komuchy o tym?
Niszczono bezkarnie kręgi w Odrach. Kto? Ja nie wiem. W nocy zawsze. Noc czarna jest. Jeden duży kamień wmurowano podobno w kościół miejscowy.

Białowieskie dęby

Spoglądając na wyrysowaną przez rosyjskich naukowców siatkę krystaliczną, dostrzec można, że na jednej z linii leży Białowieża. Linia ta biegnie na zachód przez Gniezno, a dalej przez Hexentanzplatz, legendarne centrum kultowe w górach Harzu, oraz przez Druggelte koło Soest, westfalską miejscowość znaną z tajemniczej kaplicy gnostycznej narodu Katarów, których wymordował kościół chrześcijański, według zasady: nie zabijaj….
 Wstępne badania wykazały, że szczególna aktywność tej linii promieniowania przypada na 30 kwietnia. Dokładnie to chodzi o przesilenie wiosenne. Tradycja ezoteryczna łączy ten dzień z Dniem Walpurgii, czyli świętem czarownic. Nic też dziwnego, ze wspomniana linia promieniowania przechodzi przez legendarne miejsce tańca czarownic w Harzu. Ostatni wieczór kwietnia, podobnie jak noc Kupały, to czas potężnych przemian energetycznych w przyrodzie, szczególnie w miejscach położonych wzdłuż wymienionej linii.

Magia miejsc magicznych

W miejscach mocy człowiek jest pod wpływem bardzo korzystnych energii wspomagających leczniczo, poprawiających samopoczucie, a także powodujących rozwój potencjału duchowego. To również dobre miejsca do medytacji, zwłaszcza że większość z nich usytuowana jest w otoczeniu bujnej roślinności. Energia, którą emanują te dobre punkty, jest tak silna, że odczuwa się ją jeszcze przez kilka miesięcy. Nic zatem dziwnego, iż te energoterapeutyczne miejsca przyciągają do siebie mnóstwo osób. Miejsca mocy są też centrami duchowości i kontemplacji. Można tam wzbogacić wiedzę o pradawnych czasach, ówczesnych zwyczajach, religii i kulturze. Miejsca te mogą uzdrawiać umysł, ciało i duszę.

– Bardzo silnie wpływają one również na podświadomą sferę człowieka i jego duchowość – tłumaczy Leszek Matela. – Stąd też dobrze tam być po prostu, bo proste ma być!
     Oczywistym jest zatem fakt, że przy lokalizacji miejsc kultu wybierano dawniej wyłącznie miejsca mocy. Nie tylko sprzyjają one pracy wewnętrznej, pobyt w nich wiąże się również z regeneracją organizmu i odprężeniem.
Symbole odebrane w czasie medytacji nazywane są przesłaniami miejsc mocy.
Janusz na przykład. Odebrał w Odrach Złote Pasma.
Te symbole, wyrażają istotę takich miejsc. Mówią o ich znaczeniu i ważnych wydarzeniach związanych z ich historią. Jest to oczywiście język symboliczny, wywodzący się z naszej intuicji i podświadomości. – Aby odebrać przesłanie, wystarczy wyciszyć umysł i nastawić się na jego odbiór. Występujący tam układ promieniowań oddziałuje na naszą sferę podświadomą, a podświadomość przemawia do nas podczas medytacji własnym językiem, próbując „opowiedzieć” o funkcji i przesłaniu danego miejsca – wyjaśnia nasz rozmówca. Do takich miejsc przychodzimy również z różnymi rozterkami duchowymi i kwestiami do rozstrzygnięcia. Pozytywne energie występujące w nich inspirują często do decyzji pozwalających na rozwiązanie naszych problemów.

Jak skorzystać z energii miejsc mocy?

Należy tam być w odpowiednim czasie. Należy się na tę energię otworzyć. Ważne jest nastawienie wewnętrzne i chęć poddania się działaniu energii kosmosu. Można usiąść na ziemi czy oprzeć się o kamień w środku kręgu. Głębokie i spokojne oddechy sprzyjają wyciszeniu. Kilka minut w ciszy pobieramy energię. Jeśli będziemy umieli odpowiednio otworzyć się na energie miejsca mocy, zazwyczaj wzrośnie nasza biowitalność i powiększy się aura. Odczujemy spokój wewnętrzny i radość.

„Święte miejsca” pełnią szczególną funkcję w odniesieniu do całej Ziemi. Są jak organy w ciele. Niektóre można porównać do gruczołów, inne do ośrodków nerwowych, mięśni, stawów, tętnic czy pojedynczych komórek. Podobnie jak w przypadku ludzkiego organizmu, zachwianie równowagi tego systemu wywołuje poważne choroby. A co dopiero, jeśli ulegają przypadkiem zniszczeniu. Co by się stało, gdyby usunąć z ludzkiego organizmu tarczycę, żołądek czy serce? A jednak nikt nie zastanawia się nad konsekwencjami zniszczenia miejsc mocy, które nie tylko emanują pozytywną energią, ale są również skarbnicą wiedzy o naszych korzeniach.



 

 

sobota, 21 lipca 2012

Miejsca Mocy w Polsce


Najbardziej znane miejsce to Wawel i Jasna Góra. Przed wiekami to były również miejsca kultu solarnego naszych praojców. Stały tam posągi bóstw. Jakie posągi stały na Jasnej Górze i Wawelu nie wiem. Wiem, że na Łysej Górze stał  przez całe tysiąclecia kamienny posąg bóstwa solarnego, nazwanego w czasach Słowian - Swarożycem . Na od­cinku około 10 km między Wą­choc­kiem, a Skarżyskiem-​Kamienną w do­linie rzeki Ka­miennej od po­czątku XX wieku pro­wa­dzono ba­dania ar­che­olo­giczne. Oka­zało się, że miejsce to było za­miesz­ki­wane przez ludzi epoki ka­mienia już ok. 50 ty­sięcy lat przed Chry­stusem. Od­krycia dlatego za­skakiwały, gdyż teren był po prostu usiany osa­dami ów­cze­snych ludzi. Do­li­czono się ich nawet czte­rysta, a wszystkie na tak małym obszarze. Dla­czego zatem ten teren był atrak­cyjny? Czym przy­ciągał łowców i ko­czow­ników? Otóż oka­zało się, że ludzi sku­piała wokół siebie ko­palnia he­ma­tytu. Wy­ra­biano z niego pro­szek i farby ko­loru czer­wo­nego, sym­bo­li­zu­jący życie, siłę i zdrowie. Ozda­biano nim twarze, ciała, przed­mioty. Wła­śnie dla tego cen­nego su­rowca ścią­gali tu lu­dzie z wielu od­le­głych ple­mion, przy okazji za­opa­trując się w wy­roby z krzemienia. I wędrowali przy okazji do sanktuarium Swarożyca na Łysą Górę.                                                                                                                                                 Dopiero Bolesław Chrobry wybudował na Łysej Górze kościół i klasztor, do którego sprowadził benedyktynów z Monte Cassino. To oni przewrócili i potłukli na kawałki posąg Swarożyca. Ludzie pomału zapomnieli o kulcie solarnym. Krąg wtajemniczonych zmalał. Ale jest dobrze. Spotkałem tu polskich Druidów! Przed wiekami w łysy, nie zalesiony wierzchołek, często uderzały pioruny. Dawni mieszkańcy okolicy uważali, że przez to właśnie szczyt emanuje mocą. I ta moc promieniuje na całą okolicę. Bo że jest tu moc, nie mieli wątpliwości. Umieli to odczuć, jak dzisiaj radiesteci. Teraz możemy tę moc zmierzyć, jest taka sama, jak na Wawelu – 50 tysięcy jednostek Bovisa przy klasztorze. Natomiast bliżej wału kultowego, po wschodniej stronie wierzchołka, przekracza 70 tysięcy.                                                                                                                            Intensywność promieniowania miejsc i przedmiotów, ma za podstawę poziom promieniowania emanowany przez zdrowego człowieka. Poziom ten wynosi 6,5 tysiąca jednostek. Pozytywne dla człowieka promieniowania przekraczają tę granicę, negatywne mają niższe wartości. Przebywanie w miejscu o obniżonej wartości promieniowania, kończy się chorobą i najczęściej przedwczesnym zgonem. Miejsca o szkodliwym, niskim promieniowaniu wybierają koty. Psy natomiast tych miejsc unikają. Wystarczy nieco obserwacji. Miejsca mocy powinny mieć 18 tysięcy jednostek. Czakramy Ziemi ponad 50 tysięcy.                                                                                                                                      Wszyscy mówią, że na Wawelu jest czakram. Tam jest 50 tys. jednostek Bovisa. A w Odrach jest więcej niż 120 tys…………………………………. –„Czułem, jeszcze przed oczyszczeniem, przy zbliżaniu się do kamiennych kręgów mrowienie w ciele i wstały mi włosy na ramionach”………                                                                                                                      To jak to jest z tymi czakramami? Bo Odry silniejsze od Wawelu. ….. To pomorska wieś, gdzie znajdują się cmentarzyska Gotów, skandynawskiego plemienia, które w I - III wieku n.e. zamieszkiwało tereny u ujścia Wisły. Na wschodnim brzegu Wdy znajduje się 9 kamiennych kręgów.........Odry silniejsze od Wawelu!              –„Jeszcze linie geomantyczne mają się krzyżować!”,- powie znawca tematu. Nie wiem, jak jest w Odrach, to nie będę się mądrzył, ale na przykład w Rapie się krzyżują. To mała mazurska miejscowość. Tam 200 lat temu mieszkał hrabia Heinrich von Fahrenheid. Wolnomularz, ezoteryk, znał egipskie tajemne pisma. 5 km od swego pałacu, w Biejnunach, wybudował grobowiec rodzinny w kształcie piramidy. To jest miejsce, gdzie krzyżują się trzy linie promieniowania geomantycznego. A jedna z nich biegnie z Gizy, od Wielkiej Piramidy. I jednostek Bovisa jest też tyle samo, co na Wawelu. W Biejnunach nic nie czułem, bo walczyłem z komarami, rozkojarzyły mnie, szła burza…..