Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Odry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Odry. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 kwietnia 2013

Tylko legendy?



        Od judeochrześcijańskich legend o upadku Lucyfera, przez  zatrważająco krwawe hinduskie eposy o wojnach bogów i tytanów, po Sumerów, Babilończyków, Asyryjczyków, Egipcjan i starożytnych Greków. Od Azteków, Tolteków, Olmeków i inne rdzenne ludy Ameryki Północnej i Południowej, po teutońskie plemiona północnej Europy i Skandynawii – wszystkie kultury świata miały swoje legendy o wojnie i buncie bogów.
      Walki te były toczone na epicką skalę, towarzyszyły im iście kosmiczna rzeź i prawdziwie tytaniczna destrukcja.
Broń, której używano w walkach, była „bosko” zaawansowana technologicznie.
Wiele z tych legend zawiera jednak wspólne elementy, które mimo izolacji kultur wskazują na pochodzenie ze wspólnego źródła. Jednym zaś z najdziwniejszych wspólnych motywów występujących w tych opowieściach, jest wątek kradzieży jakichś obiektów mocy należących do boga. Obiekty te ukradł inny bóg. Te obiekty mocy, opisywane są, jako „magiczne kamienie” lub „ kryształy mocy”.
     W ten sposób docieramy do opisów starożytnej międzyplanetarnej wojny.
Jedną z przyczyn tej wojny była kontrola nad technologiami.
      Ten starożytny wątek kamieni lub kryształów, jest imponująco rozległy!
W Mezoameryce tekst Majów Popol Vuh opisuje przekazanie kryształów mocy – zwanych Giro–Gagat–Balsam-Quitze przez Wielkiego Ojca z Ptulan-Pa-Civan, co jest u Majów odpowiednikiem Atlantydy.
Według atlantologa Franka Josepha, ten kamień mocy, był składnikiem jakiegoś technologicznego urządzenia.
    W Australii rdzenna ludność  opowiada o zatopionej „Ziemi Tajemnic”. Na tym lądzie, najważniejszy był Kamień Mocy, którym był wielki kryształowy stożek z owiniętym wokół niego od dołu do góry – wężem…….
     Tu natychmiast mam skojarzenia z błękitnym słupem energii w Odrach, i….piramidionem z Wielkiej Piramidy. Może to nieuprawnione skojarzenia, ale tak odczuwam.

     CDN

środa, 5 grudnia 2012

Wytrysk u Kobiety

Medytacja dynamiczna.
Pamiętaj: - są dwie medytacje. Jedna dla leniuchów. Czekaj....nie wiesz ile masz czekać....lata całe może? 
Jeśli uda ci się wyjść poza umysł, a uda ci się! Wtedy…potrafisz już to powtórzyć. Zaczął się nowy etap w twoim życiu. Zmieniłeś się. Sam dla siebie, z własnej woli. Nie dla kogoś (mam na myśli partnera ), bo jeśli ten partner ci mówi: zmień się, to i to mi się w tobie nie podoba, uciekaj od niego. To nie jest twój partner, to twój wróg jest!
Jeśli z kimś jesteś, powinieneś akceptować go  z całym dobrodziejstwem inwentarza. I on ciebie powinien akceptować. Nawet, jeśli w tym momencie ty inwentarza nie masz. Jesteś bosy i goły. I czarnego masz w sobie dużo. Każdy ma w sobie dobro i zło, czarne i białe.
Warunki stawiasz? I to ma być wolność?
         Tylko wtedy mogę przyjść szczerze, albo odejść, wedle swej woli, wedle chęci, gdy nie jestem spętany, gdy jestem wolny. Nic mnie nie ogranicza. Tylko wtedy też mogę wykroczyć ponad siebie w medytacji, ale i w seksie. Spontanicznym seksie, niezwykłym, pięknym, czułym i dzikim zarazem. Jak opisuje go Aleister Crowley, w jednym ze swych dzieł, 
w rozdziale: Seks Tantryczny. Albo opisują go stare dzieła hinduskie. ( Kamasutra )
            Dwudziestoczterogodzinna gra wstępna….Huśtawka emocji. Kobieta ma wytrysk. I to jaki!
Nie, nie pomyliłem się. Kobieta ma wytrysk.
        Przepisuję teraz artykuł Jana Gabriela, sprzed dwóch lat artykuł.. Uaktualnimy go z Janem. Jan Gabriel – bretharianin, żywi się światłem. Nie przyjmuje pokarmów od dziesięciu lat. Mieszka na …. No w zajebistym miejscu! Sama natura. Leczy dłońmi. Uczył się reiki. Rei – z japońskiego – droga. Ki – z japońskiego – światło. Droga światła. Albo? Przeprowadź do chorego człowieka światło.
       Więc Jan używa określenia: - Było mi dane. Nie było mi dane.
Jestem praktykiem najpierw. Teoria? Ważna jest, ale najpierw jak się dostanie w skórę ( o inwestowaniu myślę teraz ) to ta teoria tak szybko wchodzi do główki, tak szybko. I tam zostaje już. Czasami tylko są cofki, ale jakieś straty w ludziach i sprzęcie muszą być!
       A więc…Było mi dane, że kobieta, z którą byłem…miała wytrysk.
Chwila ciszy. Teraz powiem tak: zbierałem kiedyś grzyby. Od 25 lat zbieram dopiero. Zdarzało się zebrać 5, 10, no 20 kg. W sezonie. A w tym roku, lekko licząc, zebrałem 500 kg! Większość rozdałem. Ale 10 kg suszonych prawdziwków jeszcze mam. To cała poszewka na poduszkę zapełniona!
 I to na przykładzie grzybów jest opisany ten wytrysk u kobiety! 20 do 500. Spora różnica.  Piszę technicznie. Ale ja nie jestem techniczny, żyję, szanuję Wszystkie Kobiety. No nie! Jedna Wyjątkowa Jest!
Życzę wszystkim mężczyznom, którzy mnie czytają, żeby na swojej drodze, spotkali kobietę, którą doprowadzą do wytrysku.
Podaję punkt ekstremalny: pół litra. Filmy instruktażowe są. Ale filmy to tylko technika. Najważniejsze serce.  Z  serca wszystko się bierze. To twoja pierwsza myśl……Ona prawdę niesie.

PS> Wielkie dzięki dla mojego Ducha Opiekuńczego, że mogę pisać takie teksty!
To dzięki Kręgom Kamiennym w Odrach. Tam podziękowałem Aniołom za prowadzenie i poprosiłem o jeszcze. Modlitwa dziękczynna.- Dobrze mi...... 




wtorek, 4 grudnia 2012

Der Erste Polnische Luftbrigade


     
Są ludzie, których dłonie leczą, słowa przynoszą ulgę, a kontakt z nimi – swoiste objawienie. Są mikstury, które pomagają zachować zdrowie i poprawiają samopoczucie.  
Są rzeczy, które sprawiają radość, i miejsca na Ziemi, które ujawniają nasze nadprzyrodzone zdolności.
Miejsca Mocy.
Od najdawniejszych czasów człowiek wyczuwał ich energię, otaczał je kultem i wykorzystywał do celów terapeutycznych, duchowych. To właśnie w tych miejscach budowano miejsca kultu naszych ojców, a nawet świątynie, te miejsca mocy w Polsce, zostały z czasem zagrabione przez chrześcijaństwo. Te miejsca bowiem przyciągają ludzi w trudno wytłumaczalny sposób. I tak właśnie punkty zbierał do niedawna kościół. Ale coraz więcej ludzi się budzi. I stosy już nie płoną!
Te miejsca niewątpliwie stanowią szczególną wartość w dobie powrotu do tego, co nieodkryte, nieodgadnione, pełne magii i mistycyzmu. Miejsca mocy spotkać można na całym świecie – od Ameryki przez Europę i Azję, kończąc na słabo zaludnionych wysepkach. Niektóre z tych miejsc są dobrze znane, inne mniej. Co ważne, Polska również ma miejsca, w których energia Ziemi łączy się z energią kosmosu.

                                                 Moc kryształowej planety

Angielski biznesmen i fotograf Alfred Watkins zauważył natomiast, że wiele miejsc kultu w jego rodzinnym Herefordshire położonych jest wzdłuż jednej linii prostej. I tak prehistoryczne kopce, kurhan, kamienny krąg Stonehenge, Old Sarum, katedra w Salisbury, krąg Clearbury oraz obóz Frankerbury okazały się potwierdzać tę niecodzienną teorię. Watkins przypuszczał, że mogły to być prehistoryczne drogi handlowe, jednak zastanawiał fakt, że leżące w jednej linii obiekty to starożytne miejsca kultu. Postanowił więc nazwać je „liniami ley”, co w języku walijskim oznaczało „święte, otoczone miejsce”.
Nie lubię Anglików. Wolno mi? To teraz napiszę według angielskiej logiki: 
Wielka Piramida ma 170 tys. jednostek Bovisa, Odry "tylko" ( w Elipsie ) 120 tys. Stonehenge i WAWEL to małe pikusie są; tylko po 50 tys. oba. Czyli Odry bliżej, taniej i polskie są!
                                   
                                                    Wzmacniacz planetarnej energii
Najsilniejsze strumienie energetyczne wychodzą z węzła znajdującego się pod Wielką Piramidą w Gizie, która dzięki swemu kształtowi i wymiarom działa jak wielki wzmacniacz promieniowania geomantycznego. Potwierdza to radiesteta Leszek Matela, który od 1984 r. prowadzi badania w tej części świata. W Komorze Królewskiej piramidy promieniowanie sięga 170 tys. jednostek i jest to największa zanotowana kiedykolwiek wartość. I to jest fakt, to się daje zmierzyć.
Teraz napiszę coś, posługując się mentalnością Anglików. ( nie lubię Anglików, wolno mi?) I  nie reprezentuję mojej osobistej opinii, ja się nie liczę. To jest opinia DER ERSTE POLNISCHE LUFTBRIGADE. Tych, którzy walczyli pod Arnhem. O jeden most za daleko…Służę nazwiskami. Polskimi nazwiskami. Murzyn potrzebny, a jak zrobił swoje…..kopa mu!

                            Anglicy mają dalej ciągoty imperialne. Nie tylko oni.
Liceum Rejtana. Elitarne, tylko męskie. Do 1967 roku. Tam uczyłem się filozofii. Tak, w liceum. 
        Hegel uważał, że co pewien czas, w jakiś naród wchodzi Duch Świata. I pcha ten naród do dominacji nad innymi. Było tak z Anglikami (pół świata, to kolonie) Francuzami - Napoleon, Niemcami – Hitler, potem Rosja – Stalin, i wreszcie pułkownik Kukliński postawił zaporę na drodze hegemonii Moskwy. Chiny…Oni są bezwzględni. Żydzi wschodu. Wszystko zjedzą: wróbla i szczura. I ciebie. Te imperialne ciągoty dalej są. Tybet depczą. Tylko się ukryły teraz. Już nie tak łatwo im. A wiec zmieniły oręż. Teraz pieniądz w różnych postaciach walczy. Czyj pieniądz?
Miej to na uwadze, czytelniku. I jedziemy dalej.
 Kręgi Kamienne w Odrach. Elipsa. 120 tysięcy jednostek Bovisa w czasie przesilenia słonecznego. Wiosennego, lub jesiennego. To i tak ZA DUŻO, aby wszystko chwycić. Nawet nie wolno tyle pobrać!
A więc po angielsku; - nieekonomiczne jest jechać do Egiptu ( zwłaszcza teraz, gdy są tam zamieszki) ani do Anglii - o wiele rozsądniej poczekać do wiosny w Polsce i…..spotykamy się w Odrach!

                                     Wawelski święty kamień?

. Przecina się tam "aż" 7 linii geomantycznych, ( w Odrach 10 ) z czego jedna, zwana jerozolimską, ma szczególnie dużą moc. Przebiega ona w kierunku północno-zachodnim przez Jasną Górę, Gniezno, wyspę Bornholm (z kultowymi obiektami Normanów i Burgundów), ( Pozdrowienia dla Kunegundy - rudej wdowy po marynarzu.  Słynny franciszkanin, ojciec Andrzej Czesław Klimuszko, W 1985 r. napisał: „Hinduski profesor podczas zwiedzania Królewskiego Zamku na Wawelu, gdy opuścił komnaty zamkowe i znalazł się w kącie dziedzińca, prosił towarzyszących mu polskich uczonych, ażeby go zostawili na 15 minut zupełnie samego. Stał przez ten czas nieruchomo, skupiony i odwrócony twarzą ku wschodowi. Gdy dołączył do grupy polskich profesorów, został przez nich zasypany gradem pytań. Profesor odrzekł tylko tyle, że nurtowała go od dawna pewna sprawa i sądził, że właśnie tutaj będzie mógł ją rozwiązać. Na pytanie, czy znalazł rozstrzygnięcie, Hindus tylko lekko się uśmiechnął i nic nie odpowiedział. Wydaje się, że hinduskiemu profesorowi chodziło o czakram ziemski”.
Tego „profesora” hinduskiego woził kościół. I zawieźli go, gdzie chcieli. A o co mu chodziło, Gdy się uśmiechnął? Może sikać mu się zachciało bardzo? Albo przejrzał czarnych i to był uśmiech politowania? Dla mnie tak „opisany” fakt, jest kitem wielkim.  Nic nie znaczy. Ojca Klimuszko znałem osobiście. Różne rzeczy mówił. Że Polska w niewoli jest. Pisały komuchy o tym?
Niszczono bezkarnie kręgi w Odrach. Kto? Ja nie wiem. W nocy zawsze. Noc czarna jest. Jeden duży kamień wmurowano podobno w kościół miejscowy.

Białowieskie dęby

Spoglądając na wyrysowaną przez rosyjskich naukowców siatkę krystaliczną, dostrzec można, że na jednej z linii leży Białowieża. Linia ta biegnie na zachód przez Gniezno, a dalej przez Hexentanzplatz, legendarne centrum kultowe w górach Harzu, oraz przez Druggelte koło Soest, westfalską miejscowość znaną z tajemniczej kaplicy gnostycznej narodu Katarów, których wymordował kościół chrześcijański, według zasady: nie zabijaj….
 Wstępne badania wykazały, że szczególna aktywność tej linii promieniowania przypada na 30 kwietnia. Dokładnie to chodzi o przesilenie wiosenne. Tradycja ezoteryczna łączy ten dzień z Dniem Walpurgii, czyli świętem czarownic. Nic też dziwnego, ze wspomniana linia promieniowania przechodzi przez legendarne miejsce tańca czarownic w Harzu. Ostatni wieczór kwietnia, podobnie jak noc Kupały, to czas potężnych przemian energetycznych w przyrodzie, szczególnie w miejscach położonych wzdłuż wymienionej linii.

Magia miejsc magicznych

W miejscach mocy człowiek jest pod wpływem bardzo korzystnych energii wspomagających leczniczo, poprawiających samopoczucie, a także powodujących rozwój potencjału duchowego. To również dobre miejsca do medytacji, zwłaszcza że większość z nich usytuowana jest w otoczeniu bujnej roślinności. Energia, którą emanują te dobre punkty, jest tak silna, że odczuwa się ją jeszcze przez kilka miesięcy. Nic zatem dziwnego, iż te energoterapeutyczne miejsca przyciągają do siebie mnóstwo osób. Miejsca mocy są też centrami duchowości i kontemplacji. Można tam wzbogacić wiedzę o pradawnych czasach, ówczesnych zwyczajach, religii i kulturze. Miejsca te mogą uzdrawiać umysł, ciało i duszę.

– Bardzo silnie wpływają one również na podświadomą sferę człowieka i jego duchowość – tłumaczy Leszek Matela. – Stąd też dobrze tam być po prostu, bo proste ma być!
     Oczywistym jest zatem fakt, że przy lokalizacji miejsc kultu wybierano dawniej wyłącznie miejsca mocy. Nie tylko sprzyjają one pracy wewnętrznej, pobyt w nich wiąże się również z regeneracją organizmu i odprężeniem.
Symbole odebrane w czasie medytacji nazywane są przesłaniami miejsc mocy.
Janusz na przykład. Odebrał w Odrach Złote Pasma.
Te symbole, wyrażają istotę takich miejsc. Mówią o ich znaczeniu i ważnych wydarzeniach związanych z ich historią. Jest to oczywiście język symboliczny, wywodzący się z naszej intuicji i podświadomości. – Aby odebrać przesłanie, wystarczy wyciszyć umysł i nastawić się na jego odbiór. Występujący tam układ promieniowań oddziałuje na naszą sferę podświadomą, a podświadomość przemawia do nas podczas medytacji własnym językiem, próbując „opowiedzieć” o funkcji i przesłaniu danego miejsca – wyjaśnia nasz rozmówca. Do takich miejsc przychodzimy również z różnymi rozterkami duchowymi i kwestiami do rozstrzygnięcia. Pozytywne energie występujące w nich inspirują często do decyzji pozwalających na rozwiązanie naszych problemów.

Jak skorzystać z energii miejsc mocy?

Należy tam być w odpowiednim czasie. Należy się na tę energię otworzyć. Ważne jest nastawienie wewnętrzne i chęć poddania się działaniu energii kosmosu. Można usiąść na ziemi czy oprzeć się o kamień w środku kręgu. Głębokie i spokojne oddechy sprzyjają wyciszeniu. Kilka minut w ciszy pobieramy energię. Jeśli będziemy umieli odpowiednio otworzyć się na energie miejsca mocy, zazwyczaj wzrośnie nasza biowitalność i powiększy się aura. Odczujemy spokój wewnętrzny i radość.

„Święte miejsca” pełnią szczególną funkcję w odniesieniu do całej Ziemi. Są jak organy w ciele. Niektóre można porównać do gruczołów, inne do ośrodków nerwowych, mięśni, stawów, tętnic czy pojedynczych komórek. Podobnie jak w przypadku ludzkiego organizmu, zachwianie równowagi tego systemu wywołuje poważne choroby. A co dopiero, jeśli ulegają przypadkiem zniszczeniu. Co by się stało, gdyby usunąć z ludzkiego organizmu tarczycę, żołądek czy serce? A jednak nikt nie zastanawia się nad konsekwencjami zniszczenia miejsc mocy, które nie tylko emanują pozytywną energią, ale są również skarbnicą wiedzy o naszych korzeniach.



 

 

Ley Lines - linie geomantyczne




Są miejsca na Ziemi, które promieniują dziwną energią. Tam chory organizm szybciej wraca do zdrowia, tam umysł człowieka łatwiej się może połączyć z Najwyższym. To znane od tysiącleci miejsca mocy, czyli punkty energetyczne Ziemi. Wiadomo, że owe punkty połączone są ze sobą liniami geomantycznymi. Badania naukowe obalają pogląd, że Ziemia jest jedynie martwym kawałkiem skały wirującym w kosmicznej przestrzeni. Ziemia jest żywą istotą......
W 1974 r. trzej rosyjscy uczeni: Gonczarow, Makarow i Morozow wysunęli hipotezę, że struktura kuli ziemskiej przypomina strukturę kryształu, oraz że, podobnie jak w krysztale, istnieje na naszej planecie rodzaj symetrycznej sieci z aktywnymi węzłami. Gonczarow połączył liniami na mapie świata miejsca, gdzie zrodziły się najstarsze cywilizacje. Okazało się, że linie utworzyły sieć regularnych pięciokątów. Tak więc na przykład piramidy w Gizie, Mohendżo Daro w Indiach, Wyspa Wielkanocna, centrum kultowe Inków Machu Picchu w Peru i inne święte miejsca znalazły się na wierzchołkach pięciokątów bądź w ich geometrycznym środku.
Wspomniani badacze skonstruowali model kuli ziemskiej w postaci bryły składającej się z 12 pięciobocznych płaszczyzn (dodekaedru), a później także wielościanu zbudowanego z 20 trójkątów (ikosaedru). Kolejnego niezwykłego odkrycia dokonali po przyłożeniu obu modeli do mapy Ziemi. Stwierdzono bowiem, że krawędzie dodekaedru pokrywają się z pasmami gór i rozpadlin oceanicznych na mapie. Te natomiast grzbiety górskie i uskoki, które się z krawędziami dodekaedru nie pokrywają, przylegają do krawędzi ikosaedru.
Mało tego, z węzłami obu sieci pokrywają się miejsca, gdzie jest największe i najmniejsze ciśnienie atmosferyczne na Ziemi, gdzie zrywają się huragany i gdzie występują anomalie pogodowe, pasy złóż rudonośnych i roponośnych. Okazało się też, że stałe wiatry na Ziemi wieją najczęściej wzdłuż linii tych sieci. Współczesne zdjęcia satelitarne zdają się potwierdzać odważną koncepcję Gonczarowa, Makarowa i Morozowa, dzięki której można wytłumaczyć również zjawisko istnienia centrów energetycznych Ziemi. Koncepcję tę potwierdzają także wyniki badań amerykańskich geofizyków, Ronalda E. Cohena i Larsa Stixrude, świadczące o tym, że żelazne jądro naszej planety ma strukturę kryształu (jądro jest w stanie stałym, gdyż panujące we wnętrzu Ziemi potężne ciśnienie nie pozwala żelazu - mimo panującej tam wysokiej temperatury - przejść w stan płynny). Czyżby ogromny kryształ tworzący jądro Ziemi w jakiś sposób wpływał na to, co się dzieje na jej powierzchni?
To wszystko zebrał w całość fizyk kwantowy Nassim Haramein

Zagubiona wiedza naszych przodków
Na podstawie hipotezy rosyjskich uczonych Amerykanin, prof. Becker-Hagens, stworzył koncepcję geomantycznej sieci planetarnej. Oplatać ma ona całą kulę ziemską, łącząc jej aktywne punkty. W oczkach sieci głównej istnieć mają mniejsze układy promieniowań liniowych.
O istnieniu wielkiej i małej sieci energetycznej musieli wiedzieć nasi przodkowie, gdyż właśnie w punktach węzłowych owych sieci - w tzw. miejscach mocy - wznosili świątynie. Zdawali sobie sprawę, że pulsująca w takim miejscu energia jest dla człowieka korzystna, pomaga mu też w kontakcie z wyższym wymiarem naszej rzeczywistości. Wiedzieli również, że miejsca mocy są ze sobą połączone ciągnącymi się niekiedy nawet setki kilometrów pasmami linii promieniowania geomantycznego, określanymi przez radiestetów angielskim terminem ley lines.
Ley lines oplatają całą kulę ziemską i stanowią rodzaj niewidzialnego systemu energetycznego naszej planety. W latach dwudziestych naszego wieku angielski fotograf Alfred Watkins zauważył, że wiele miejsc kultu w Anglii położonych jest wzdłuż linii prostej. Potwierdziły to późniejsze studia geodezyjne. Powstały mapy sieci tego rodzaju połączeń na terenie całej Wielkiej Brytanii. To właśnie te linie nazwano ley lines. Termin ten przyjął się później dla oznaczenia liniowego promieniowania łączącego miejsca mocy. Okazało się też, że ley lines można badać metodami radiestezyjnymi!
Szerokość linii geomantycznej, czyli pasma promieniowania stymulującego, wynosi zazwyczaj od kilku do kilkudziesięciu metrów. Najpotężniejsze z ley lines oplatają całą kulę ziemską. Przebiegają one przez tak ważne miejsca mocy, jak Wielka Piramida w Gizie czy kamienny krąg Stonehenge. Istnieją także linie geomantyczne łączące tylko kilka miejsc mocy na terenie jednego kraju oraz geomantyczne linie lokalne.
Wzdłuż linii geomantycznych obserwuje się często przeloty niezidentyfikowanych obiektów latających. Ufolodzy powiadają, że ley lines stanowią ważny element w systemie nawigacyjnym takich obiektów, a być może subtelna energia linii geomantycznych wykorzystywana jest nawet do napędzania silników UFO. Ale to całkiem inna historia.

Najsilniejsze strumienie energetyczne wychodzą z węzła znajdującego się pod Wielką Piramidą w Gizie, która dzięki swemu kształtowi i wymiarom działa jak wielki wzmacniacz promieniowania geomantycznego. Tak twierdzi polski radiesteta i publicysta Leszek Matela, który od 1984 r. prowadzi badania linii geomantycznych w różnych częściach świata. Dokonywał również pomiarów w Gizie.

Okazało się, że z Wielkiej Piramidy wychodzi aż 10 ley lines. To właśnie one stanowią osnowę systemu energetycznego naszej planety: przenoszą subtelne energie na duże odległości, łącząc ważne miejsca kultu na całej kuli ziemskiej. Z kolei z tych miejsc rozchodzą się inne ley lines, które tworzą cały zamknięty układ linii geomantycznych.
Leszek Matela przeprowadził w Gizie badania głównych linii krzyżujących się w Wielkiej Piramidzie. Zmierzył kąty, pod jakimi wychodzą one z piramidy, a następnie za pomocą teleradiestezji oraz metod geodezyjnych zaznaczył przebieg poszczególnych linii na mapach. W ten sposób po raz pierwszy udało się ustalić przebieg linii promieniowania geomantycznego wychodzących z Wielkiej Piramidy.
Ciekawe, że wiele punktów, przez które przechodzą ley lines z Gizy, to nie tylko ważne ośrodki kultu, ale również miejsca, które odegrały ważną rolę w rozwoju ludzkości.
Według Leszka Mateli to właśnie za pomocą owych linii potomkowie legendarnej cywilizacji atlantydzkiej, korzystając z mocy Wielkiej Piramidy, pobudzali rozwój gatunku ludzkiego na całym świecie.
Ley lines to jak gdyby sieć Internetu powstała przed tysiącami lat. Tą drogą odbywał się bezpośredni przekaz wiedzy i inspiracji twórczej nawet do najodleglejszych rejonów kuli ziemskiej. Wystarczyło, aby ludzie będący na odpowiednim poziomie rozwoju wewnętrznego osiedlili się w miejscach mocy znajdujących się na liniach geomantycznych. Przebywając tam, byli niejako samoistnie inicjowani w wiedzę natury, nagle doznawali olśnień, dokonywali genialnych i wiekopomnych odkryć służących dobru ludzkości.



Bo jak inaczej wyjaśnić fakt istnienia wielkich piramid czy podobnych do siebie budowli megalitycznych w różnych zakątkach naszego globu? Jak wyjaśnić fakt, że wiele religii czy kultur powstałych w różnych miejscach na naszej planecie opartych jest na podobnych zasadach? „Naukowcy” przecież twierdzą, że ludy zamieszkujące przed tysiącami lat różne kontynenty nie mogły się ze sobą kontaktować. 
Jednym z wytłumaczeń tego fenomenu może być właśnie istnienie linii geomantycznych, za pomocą których odbywał się przekaz informacji. Ludzie różnych ras i kultur wpadali na podobne pomysły. W swoich świątyniach odbierali medialne przekazy napływające poprzez ley lines z Wielkiej Piramidy. Aby wzmocnić odbierane sygnały, budowano piramidy w różnych zakątkach świata, na przykład na terenie dzisiejszego Meksyku, Peru, Chin czy Sudanu. Piramidy powstawały też w Europie na liniach geomantycznych wychodzących z Gizy.
          Na jednej z takich linii wychodzących z piramidy w Gizie leży Polska. Leszek Matela nazywa ją linią bantu-słowiańską ze względu na to, że łączy ona narody słowiańskie i afrykańskie z Wielką Piramidą. Biegnąc z Gizy w kierunku południowo-wschodnim, strumień energii przechodzi przez monumentalny kompleks świątynny w Karnaku w Egipcie. Na swojej drodze napotyka też m.in. Merowe w Sudanie (gdzie również budowano piramidy) oraz Kerenyagę w Kenii (święta góra plemienia Bantu) i zmierza dalej w stronę miejsc kultu na Madagaskarze. Zdążając w kierunku północno-zachodnim, ogarnia swoim wpływem starożytne miasta w obecnej Turcji: Xanthos i Hierapolis, Madarę i Bułgarską Poljanę (zespół budowli neolitycznych) w Bułgarii, Monastrica Voronet i inne klasztory w rumuńskich Karpatach, Jabłeczną nad Bugiem (najstarszy klasztor prawosławny na ziemiach polskich) Grabarkę koło Siemiatycz (największe centrum pielgrzymkowe polskiego prawosławia), Tykocin koło Białegostoku, Rapę niedaleko Gołdapi (grobowiec w kształcie piramidy) i Birkę w Szwecji (centrum Wikingów).


                 Inne ważne miejsca na świecie połączone głównymi liniami geomantycznymi z Wielką Piramidą to np. Eleusis (miejsce słynnych misteriów greckich), Kijów (Ławra Kijowsko-Pieczerska), Wyspa Wielkanocna z jej słynnymi kamiennymi posągami, święte miejsca Dogonów, płaskowyż Nazca ze słynnymi gigantycznymi rysunkami, Machu Picchu, azteckie miasto bogów Teotihuacan w Meksyku (słynne Piramidy Słońca i Księżyca), Jerozolima, Babilon, złota świątynia w Amritsar w Indiach (centrum kultowe Sikhów), TŐai-Szan i Fuji (najświętsze góry Chin i Japonii), Lhasa (centrum buddyzmu lamajskiego), Mohendżo Daro (kolebka cywilizacji indyjskiej), Benares (najważniejsze centrum hinduizmu), Hagar Qim na Malcie (zespół świątyń neolitycznych), góra Synaj, Carnac we Francji (słynne budowle megalityczne), Rzym oraz Fajstos (starożytny pałac minojski i centrum kultowe na Krecie).
              Jedna z linii przebiega również przez słynny Trójkąt Bermudzki. Linia nr 10 ogarnia swoim wpływem Ayers Rock i Olgas w Australii, będące głównymi miejscami kultowymi aborygenów. Dla pierwotnych mieszkańców Australii linie geomantyczne odgrywały szczególną rolę. Stanowiły one bowiem podstawę systemu orientacji przestrzennej na pustyniach. Aborygeni nazywali je liniami pieśni. Czuli się cząstką przyrody i znakomicie wyczuwali niewidzialne strumienie energetyczne. Podróżując, śpiewali pieśni przodków, aby osiągnąć stan wyższej świadomości i dzięki temu zlokalizować przebieg linii prowadzących do źródeł i miejsc mocy rozsianych po całej Australii.
Już samo rozłożenie linii promieniowania geomantycznego wskazuje, jak ważną rolę w dziejach naszej planety ma Wielka Piramida w Gizie. Energie generowane z miejsca, w którym ją zbudowano, docierają do większości najważniejszych dla rozwoju ludzkości ośrodków. W centrach położonych wzdłuż wspomnianych ley lines albo już odnaleziono, albo w przyszłości zostaną odnalezione ślady cywilizacji atlantydzkiej.

                  Polska w energetycznej sieci
Także Polska opleciona jest siecią linii geomantycznych. Siedem takich linii krzyżuje się na Wawelu, jednym z miejsc mocy w naszym kraju. Jedna z tych linii, nazwana przez Leszka Matelę linią jerozolimską, ma szczególnie dużą moc. Przebiega ona w kierunku północno-zachodnim przez Częstochowę (Jasna Góra), Gniezno (katedra), duńską wyspę Bornholm (obiekty kultowe Burgundów i Normanów) i dalej przez tereny Szwecji. Z kolei w kierunku południowo-wschodnim przez Starą Zagorę w Bułgarii (dawny tracki ośrodek kultowy) aż do Jerozolimy. Inne ley lines łączą Wawel m.in. z Rzymem, Wilnem, Wadowicami, Mariazell, Lourdes czy Stonehenge. Wawel połączony jest również liniami promieniowania z innymi miejscami mocy na terenie Krakowa, takimi jak na przykład Kopiec Krakusa czy Kościół Mariacki.
          Ważne miejsca mocy znajdują się zawsze na skrzyżowaniu kilku linii geomantycznych i tak np. w Kamiennych Kręgach w Odrach koło Czerska krzyżuje się 5 takich linii, podobnie jak na górze Ślęża. 
                     Miejsca mocy o mniejszym znaczeniu leżą, jeśli nie na skrzyżowaniu dwóch ley lines, to przynajmniej na pojedynczej linii. Leszek Matela opisuje je szczegółowo w swojej książce "Geomancja".
Z pewnością przebieg linii promieniowania geomantycznego ma znaczenie nie tylko dla badania przeszłości, ale i przyszłości. Subtelna energia duchowa generowana wzdłuż ley lines powinna być wykorzystana dla dobra ludzkości. Lokalizacja znaczących centrów kulturotwórczych w zasięgu oddziaływania tych linii może, jak wykazują doświadczenia, przynieść nam wiele pożytku.

sobota, 21 lipca 2012

Miejsca Mocy w Polsce


Najbardziej znane miejsce to Wawel i Jasna Góra. Przed wiekami to były również miejsca kultu solarnego naszych praojców. Stały tam posągi bóstw. Jakie posągi stały na Jasnej Górze i Wawelu nie wiem. Wiem, że na Łysej Górze stał  przez całe tysiąclecia kamienny posąg bóstwa solarnego, nazwanego w czasach Słowian - Swarożycem . Na od­cinku około 10 km między Wą­choc­kiem, a Skarżyskiem-​Kamienną w do­linie rzeki Ka­miennej od po­czątku XX wieku pro­wa­dzono ba­dania ar­che­olo­giczne. Oka­zało się, że miejsce to było za­miesz­ki­wane przez ludzi epoki ka­mienia już ok. 50 ty­sięcy lat przed Chry­stusem. Od­krycia dlatego za­skakiwały, gdyż teren był po prostu usiany osa­dami ów­cze­snych ludzi. Do­li­czono się ich nawet czte­rysta, a wszystkie na tak małym obszarze. Dla­czego zatem ten teren był atrak­cyjny? Czym przy­ciągał łowców i ko­czow­ników? Otóż oka­zało się, że ludzi sku­piała wokół siebie ko­palnia he­ma­tytu. Wy­ra­biano z niego pro­szek i farby ko­loru czer­wo­nego, sym­bo­li­zu­jący życie, siłę i zdrowie. Ozda­biano nim twarze, ciała, przed­mioty. Wła­śnie dla tego cen­nego su­rowca ścią­gali tu lu­dzie z wielu od­le­głych ple­mion, przy okazji za­opa­trując się w wy­roby z krzemienia. I wędrowali przy okazji do sanktuarium Swarożyca na Łysą Górę.                                                                                                                                                 Dopiero Bolesław Chrobry wybudował na Łysej Górze kościół i klasztor, do którego sprowadził benedyktynów z Monte Cassino. To oni przewrócili i potłukli na kawałki posąg Swarożyca. Ludzie pomału zapomnieli o kulcie solarnym. Krąg wtajemniczonych zmalał. Ale jest dobrze. Spotkałem tu polskich Druidów! Przed wiekami w łysy, nie zalesiony wierzchołek, często uderzały pioruny. Dawni mieszkańcy okolicy uważali, że przez to właśnie szczyt emanuje mocą. I ta moc promieniuje na całą okolicę. Bo że jest tu moc, nie mieli wątpliwości. Umieli to odczuć, jak dzisiaj radiesteci. Teraz możemy tę moc zmierzyć, jest taka sama, jak na Wawelu – 50 tysięcy jednostek Bovisa przy klasztorze. Natomiast bliżej wału kultowego, po wschodniej stronie wierzchołka, przekracza 70 tysięcy.                                                                                                                            Intensywność promieniowania miejsc i przedmiotów, ma za podstawę poziom promieniowania emanowany przez zdrowego człowieka. Poziom ten wynosi 6,5 tysiąca jednostek. Pozytywne dla człowieka promieniowania przekraczają tę granicę, negatywne mają niższe wartości. Przebywanie w miejscu o obniżonej wartości promieniowania, kończy się chorobą i najczęściej przedwczesnym zgonem. Miejsca o szkodliwym, niskim promieniowaniu wybierają koty. Psy natomiast tych miejsc unikają. Wystarczy nieco obserwacji. Miejsca mocy powinny mieć 18 tysięcy jednostek. Czakramy Ziemi ponad 50 tysięcy.                                                                                                                                      Wszyscy mówią, że na Wawelu jest czakram. Tam jest 50 tys. jednostek Bovisa. A w Odrach jest więcej niż 120 tys…………………………………. –„Czułem, jeszcze przed oczyszczeniem, przy zbliżaniu się do kamiennych kręgów mrowienie w ciele i wstały mi włosy na ramionach”………                                                                                                                      To jak to jest z tymi czakramami? Bo Odry silniejsze od Wawelu. ….. To pomorska wieś, gdzie znajdują się cmentarzyska Gotów, skandynawskiego plemienia, które w I - III wieku n.e. zamieszkiwało tereny u ujścia Wisły. Na wschodnim brzegu Wdy znajduje się 9 kamiennych kręgów.........Odry silniejsze od Wawelu!              –„Jeszcze linie geomantyczne mają się krzyżować!”,- powie znawca tematu. Nie wiem, jak jest w Odrach, to nie będę się mądrzył, ale na przykład w Rapie się krzyżują. To mała mazurska miejscowość. Tam 200 lat temu mieszkał hrabia Heinrich von Fahrenheid. Wolnomularz, ezoteryk, znał egipskie tajemne pisma. 5 km od swego pałacu, w Biejnunach, wybudował grobowiec rodzinny w kształcie piramidy. To jest miejsce, gdzie krzyżują się trzy linie promieniowania geomantycznego. A jedna z nich biegnie z Gizy, od Wielkiej Piramidy. I jednostek Bovisa jest też tyle samo, co na Wawelu. W Biejnunach nic nie czułem, bo walczyłem z komarami, rozkojarzyły mnie, szła burza…..