Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anglia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anglia. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 stycznia 2024

Kubek z oczami

Bieszczadzki biwak lipcowy 2023. Dzień pierwszy, część 10, godzina 14.00.











Dzień jak marzenie, pachnie skoszoną łąką, jest bezwietrznie, cisza niesamowita. Wykonałem zdjęcia kubkowe, po czym usiadłem na stanowisku obserwacyjnym przy sośnie, aby podziwiać krajobraz, tudzież płynące wysoko obłoki. Patrzyłem i przypomniała mi się pewna tajemnicza historia związana z chmurami.

 

                                Zdarzenie na wzgórzu 60.

Turcja, rok 1915, tragiczna kampania pod Gallipoli. Wielu naocznych świadków opisuje przypadek zniknięcia całego kilkusetosobowego brytyjskiego pułku Norfolk.

Anglia domagała się uwolnienia tych żołnierzy zaraz po kapitulacji Turcji w 1918 roku. Jednak tego żądania pobite państwo osmańskie nie mogło spełnić, ponieważ żaden oddział turecki nie miał styczności z pułkiem Norfolk.

     Trzech saperów, należących do nowozelandzkiej kompanii polowej nr 1, we wspólnym raporcie, opisało zdarzenie z okolicy wzgórza 60, Sulva Bay:

 

     „Znajdowaliśmy się na posterunku obserwacyjnym około stu metrów powyżej wzgórza 60. Dzień z początku był jasny. W zasięgu wzroku nie było żadnych chmur, z wyjątkiem sześciu obłoków, które wisiały nad wzgórzem 60 i miały wszystkie dokładnie taki sam kształt, przypominający bochenek chleba. Mimo silnego południowego wiatru obłoki te nie zmieniały swojej formy, ani nie odpływały.

    Bezpośrednio pod tą grupą obłoków, znajdował się jeszcze jeden obłok, również nieruchomy, tego samego kształtu co pozostałe, ale sięgający do samej ziemi. Był on całkowicie nieprzejrzysty i robił wrażenie czegoś tak ścisłego jak ciało stałe. Z naszego punktu obserwacyjnego mogliśmy dobrze widzieć zarysy tego obłoku, który znajdował się w odległości około trzystu metrów od strefy walk na terenie zajętym przez Anglików. Teren obejmował łożysko wyschniętej rzeki.

     Potem widzieliśmy, jak pułk Norfolk maszeruje po drodze pod górę, na wzgórze 60, najwyraźniej w celu wzmocnienia obsady wzgórza.

Kiedy żołnierze doszli do dziwnego obłoku, bez wahania weszli prosto w niego, ale nikt z niego nie wyszedł. Gdy ostatni żołnierz z ostatniego szeregu zniknął w obłoku, ten oderwał się od ziemi i powoli uniósł do góry, aż zrównał się z pozostałymi dziwnymi obłokami, opisanymi na początku tego raportu. Przez cały ten czas grupa sześciu obłoków nie ruszała się z miejsca, za to kiedy zrównał się z nimi ten pojedynczy obłok unoszący się od poziomu gruntu, wtedy wszystkie zaczęły zgodnie odpływać na północ w kierunku Turcji. Trwało to godzinę zanim znikły z pola widzenia.

     Wszystko to obserwowało jeszcze 22 żołnierzy trzeciego  pododdziału kompanii polowej nr 1 nowozelandzkiego korpusu ekspedycyjnego (NZE) z rowów strzeleckich na placówce „Rododendron”, około 2, 5 kilometra na południowy zachód od wzgórza 60”.

     Opisane zdarzenie, pewnie niezbyt ważne w tej strasznej wojnie, było jednak tak niezwykłe, że stało się przedmiotem wielu dociekań, które nic nie wniosły do wyjaśnienia sprawy.

Fakt zniknięcia w obłoku całego oddziału Norfolk jest niepodważalny.

     Jak wynika z zeznań licznych świadków opisujących zdarzenia bardziej współczesne, znikanie w tworach przypominających obłok, chmurę, czy gęstą mgłę powstającą znikąd, nie jest wcale rzadkim zjawiskiem.

Zagadką pozostaje także zadziwiająca niewrażliwość tych tajemniczych chmur-oparów na wiejący wiatr.

I zaprawdę powiadam Wam – po tej opowieści obejrzałem się za siebie, czy nie nadpływa w moim kierunku jakiś podejrzany obłok. 

 

 

środa, 25 stycznia 2023

Sprawa Alana Godfreya

 


28 listopada 1980 roku, środkowa Anglia, miasteczko Todmorden.

Posterunkowy Alan Godfrey właśnie miał za niecałą godzinę skończyć nocny dyżur, gdy o godz.5.15 odebrał dziwne zgłoszenie. Coś spłoszyło stado krów, które rozbiegły się i teraz włóczą po okolicy. Ruszył radiowozem na miejsce zdarzenia. Jechał wąską, typowo angielską drogą. Było jeszcze ciemno i do tego padał deszcz. W pewnym momencie policjant dostrzegł przed sobą jakiś ciemny obiekt.

      Pomyślał, że to wygląda na autobus, który uległ awarii. Włączył szperacz i podjechał bliżej. Ze zdziwieniem zorientował się, że to ciemne coś nie jest autobusem. Czegoś podobnego jeszcze nie widział: - na wysokości półtora metra ponad ziemią wisiał duży obiekt w kształcie oszlifowanego diamentu. Miał około 7 metrów szerokości i 5 wysokości. Nie zmieniał wysokości, trwał bez ruchu, ale wydawało się, że jego dno wiruje, bo falowała pod nim trawa i poruszały się liście. Posterunkowy spróbował połączyć się z komendą, by przesłać meldunek i wezwać pomoc, ale radio nie działało.

Nie było jeszcze wtedy smartfonów, więc policjant zamiast zdjęcia wyjął notes usiłując naszkicować obiekt. (Inna rzecz, że w bliskości UFO elektronika i tak nie działa). Nagle oślepiło go jasne światło: - „Poczułem jakby ktoś przystawił mi do twarzy lampę błyskową” – relacjonował w książce „Kto lub co to było” napisanej wiele lat później.


Kiedy otworzył oczy, dalej siedział w samochodzie, ale samochód stał już w innym miejscu – kilkadziesiąt metrów dalej. Alan obejrzał się – obiektu za nim nie było widać. Zawrócił samochód i powoli zbliżył się do miejsca zdarzenia. Ono było łatwe do zlokalizowania, ponieważ na mokrej drodze znajdował się kilkunastometrowy suchy okrąg. Policjant zerknął na zegarek i zdziwił się jeszcze bardziej: od momentu błysku upłynęło 25 minut, a przecież tylko na moment zamknął oślepione blaskiem oczy. Zauważył także że ma rozdarty but, a na nodze oparzenie.

      Wysiadł z samochodu i obszedł dokładnie teren. Nic ciekawego jednak nie znalazł. Po powrocie na posterunek napisał raport dla przełożonego. Do raportu dołączył kartkę z notesu, na której narysował to, co zobaczył.

     Jak się okazuje komendant nie zachował się właściwie i rozgłosił sprawę, ponieważ następnego dnia koledzy przywitali Alana słowami: „ Witaj kapitanie Kirk. Niech moc będzie z tobą”. Zrozumiał więc, że komendant zrobił z niego pośmiewisko, bo był to okres, kiedy w telewizji pokazywano odcinki serialu science fiction Star Trek.

Na nieszczęście ktoś zawiadomił także lokalną prasę, a ta łasa nowinek, przypomniała o innym incydencie, który wydarzył się również w Todmorden pięć miesięcy wcześniej.

      Otóż 11 czerwca Trevor Parker, pracownik składu węgla, zauważył, że coś leży na szczycie kilkumetrowej hałdy. Wdrapał się na szczyt i zamarł z przerażenia. Na szczycie leżał człowiek. Wyglądał dziwnie i strasznie: - „miał otwarte szeroko oczy skierowane w niebo”.

Parker ze strachu nie odważył się sprawdzić, czy delikwent żyje i pobiegł do telefonu wezwać pogotowie i policję. Pierwsza przyjechała karetka i lekarz stwierdził, że człowiek nie żyje już od kilku godzin. Chwilę później zjawiła się policja. Z samochodu wysiadł nasz znajomy policjant Alan Godfrey. Od razu zorientował się, że w składzie węgla stało się coś dziwnego. Denat leżał w ciemnym garniturze, jednak pod marynarką zapiętą na wszystkie guziki nie miał koszuli. Ponieważ nie miał portfela i zegarka, można było przypuszczać, że padł ofiarą rabunku i morderstwa. Ale nie stwierdzono żadnych znaków walki, ani jakichkolwiek obrażeń na ciele.

„Ktoś wciągnął ciało aż na szczyt hałdy? – pytał sam siebie policjant. - No i jeszcze to ubranie – brak koszuli, garnitur nie tylko niepotargany, ale nieskazitelnie czysty, choć denat leżał na brudzących przecież węglowych bryłach”. Również jak się później okazało ciało denata było także sterylnie czyste.

      Do dziś nie mogę zapomnieć wyrazu twarzy tego człowieka – wspomina Godfrey w wywiadzie dla dziennika Daily Mail. Otwarte oczy i zastygły wyraz śmiertelnego przerażenia w rysach twarzy.

    Wdrożono śledztwo i szybko ustalono, że denat był Polakiem, nazywał się Zygmunt Adamski, miał 56 lat. Po drugiej wojnie pozostał w Anglii i pracował jako górnik w kopalni węgla. Mieszkał w oddalonej od Todmorden o ponad 40 km. wiosce Tingley. Opiekował się żoną, chorą na SM. Sąsiedzi zgodnie twierdzili, że Ziggy – jak go nazywali – był spokojnym, porządnym i miłym człowiekiem. W piątek 6 czerwca wyszedł do sklepu po ziemniaki. Pięć dni później znaleziono jego ciało na hałdzie w Todmorden. Na pytanie co się stało miała odpowiedzieć sekcja, jednak ona przyniosła tylko nowe pytania.

      Adamski do chwili śmierci jadł regularnie i golił się. Na ciele nie znaleziono ran, czy nawet otarć, ale odkryto niewielkie okrągłe ślady po oparzeniach na jego szyi, plecach i ramionach. Całkiem podobne do śladów oparzeń na nodze Godfreya pięć miesięcy później.

Patolog przeprowadzający sekcję nie potrafił ustalić przyczyny zgonu, stwierdził jedynie, że wszystkie ślady po oparzeniach zostały posmarowane jakąś substancją. Badania laboratoryjne wykazały że nie jest żaden znany wówczas  lek. Ostatecznie uznano, że Adamski zmarł na serce i sprawę umorzono.

     W krajach anglosaskich odpowiednikiem naszego prokuratora prowadzącego śledztwo w sprawach nagłych zgonów jest koroner. Wydarzenie w składzie węgla badał doświadczony w swoim fachu James Turnbull. Po zakończeniu dochodzenia powiedział dziennikarzom, że to najbardziej tajemnicza sprawa, z jaką miał do czynienia. Zabójstwo? Porwanie? Adamski był zwykłym niezamożnym górnikiem.

Oparzenia, maść o nieznanym pochodzeniu, no i ten nie dający spokoju brak koszuli pod dokładnie zapiętą marynarką.

     Po zdarzeniu z listopada lokalni dziennikarze rozpoczęli własne śledztwo. Okazało się, że także trzech policjantów poszukujących w okolicy skradzionego motocykla, który miał się znajdować na wrzosowiskach, także widziało nagły rozbłysk światła. I się zaczęło. Miejscowa prasa żądna sensacji poczęła bombardować czytelników tytułami: kosmici w Todmorden, a okolice miasteczka nazywano Doliną UFO.

     Oczywiście temat podchwyciła prasa w Londynie i posterunkowy Alan Godfrey stał się znany w całym kraju. Już nie tylko koledzy w pracy nazywali go kapitanem Kirkiem, ale także przypadkowo mijani przechodnie, ponieważ policjant dzięki prasie stał się rozpoznawalny. To można było jeszcze znieść.

     Jednak przełożeni Alana okazali się mniej dowcipni. W środkowej Anglii grasował od pięciu lat seryjny morderca, który zabił 13 kobiet, a drugie tyle ciężko ranił. Media nazwały go „Rozpruwaczem z Yorkshire” i oskarżały  policję o nieudolność.

   „Mam się tłumaczyć, że zamiast bandyty szukam kosmitów? - krzyczał komendant i zabronił Godfreyowi kontaktów z prasą. Posterunkowy nie chciał tracić pracy i obiecał się podporządkować zakazowi. Jak się jednak okazało było to trudne zadanie.

O wydarzeniach zaczęła już pisać prasa zagraniczna i i kilka tygodni później Godfrey dostał list z Moskwy. Nadawca listu przedstawił się jako profesor uniwersytetu i prosił o przekazanie obszernych informacji na temat zagadkowych incydentów. Godfrey wiedział, że tajne służby wielu krajów interesują się UFO, uważając je za nieznany rodzaj broni. Podejrzewał więc, że za listem stoi rosyjska KGB. O liście bez zwłoki zawiadomił przełożonych.

     Kilka dni później posterunkowego wezwano  do biura inspektora policji w hrabstwie West Yorkshire. Czekał tam na niego mężczyzna w cywilnym ubraniu. Przedstawił się jako pracownik Ministerstwa Obrony.

      „Otworzył teczkę, z której wyjął oba moje raporty o Adamskim i incydencie na drodze. Miał także kartkę z notesu z moim rysunkiem” – wspomina policjant.

Następnie człowiek ten powołał się na ustawę o tajemnicy państwowej, przypomniał o karach za jej naruszenie, po czym zakazał mi opowiadania komukolwiek o tym, co widziałem.

       Posterunkowy podporządkował się temu kolejnemu poleceniu, atoli jednocześnie poczuł, że atmosfera wokół niego wyraźnie gęstnieje: - „Czułem że przełożeni mają już tego całego szumu dość i będą chcieli się mnie pozbyć”.

Znajomi zauważyli, że Alan stał się przygnębiony i coraz częściej sięgał po alkohol. Zaprzyjaźniony prawnik zaproponował, aby policjant poddał się hipnozie, ponieważ czytał, ze hipnoza uaktywnia może nie tyle głębokie pokłady pamięci, ile uaktywnia strefy wyczyszczone przez obcą ingerencję.


I stało się. Godfrey został wprowadzony w hipnozę i dostał polecenie, aby cofnął się pamięcią do chwili nagłego błysku. Hipnotyzer włączył nagrywanie, a Alan zaczął mówić: - „Jestem w nieznanym, jasno oświetlonym pomieszczeniu. Leżę nagi na łóżku. Otacza mnie osiem małych istot o ludzkich kształtach. W pewnym momencie pojawia się wysoki, brodaty mężczyzna i zaczyna mnie badać”.


Więc nic nowego pod słońcem, czyli klasyczne porwanie, uprowadzenie – abduktion.  Klasyczne, ponieważ podobne opisy, aż nudne w powtarzających się, ciągle tych samych szczegółach znamy już z tysięcy zeznań tak zwanych „wziętych” czyli porwanych przez UFO. I to jest argument za realnością zapamiętanych faktów, ponieważ podobne, czy nawet identyczne zeznania pochodzą od osób mieszkających we wszystkich możliwych miejscach na Ziemi.

      Informacje o przebiegu sesji wyciekły do prasy, tym razem za sprawą hipnotyzera i posterunkowego okrzyknięto pierwszym (nowożytnym) Brytyjczykiem porwanym przez UFO. Pisano, że co prawda wcześniej obcy porwali Adamskiego, jednak Polak tego porwania nie przeżył.

     Sensacyjne artykuły rozzłościły do tego stopnia przełożonych Alana, że wymusili na nim potrzebę poddania się badaniu psychiatrycznemu. Kiedy odmówił, przenieśli go na inny posterunek. Wcześniej jednak musiał przejść obowiązkowe testy sprawnościowe i psychologiczne. Wypadł w nich tak słabo, że poradzono mu, aby odszedł z policji. Alan nie chciał tego zrobić, więc odesłano go w 1984 roku na przymusową emeryturę.

     Emeryt Godfrey miał wtedy 36 lat. W nowej sytuacji nie mógł się odnaleźć, a mówiąc konkretnie miał żal do przełożonych. Chciał pracować, imał się różnych zajęć. Pracował w rzeźni, na budowie, w agencji ochroniarskiej. Wszędzie pracował krótko, bo coraz więcej pił.

„Zacząłem wpadać w paranoję – wszędzie widziałem mężczyznę z Ministerstwa Obrony, który mnie śledzi” – mówi dziś reporterowi Daily Mail.

      W 1988 roku odchodzi od Alana żona, zabierając dwójkę dzieci. Następnie były policjant traci dom, mieszka kątem u kolegi, dzieci nie chcą go widzieć, nie ma nawet kilku funtów, żeby kupić im cokolwiek na Boże Narodzenie. Stacza się na samo dno i dopiero wtedy dociera do niego, że jeżeli natychmiast ze sobą czegoś nie zrobi aby się podnieść, to już po nim.

      Znalazł w sobie siłę, przestał pić, poznał kobietę, która została jego drugą żoną i pomogła mu stanąć na nogi. I powoli wszystko zaczęło się zmieniać. Brytyjskie i amerykańskie władze odtajniły częściowo akta dotyczące UFO. Jednak nie dowiedzieliśmy się ilu ludziom w sytuacji podobnej do Alana zniszczono życie. Dosłownie zniszczono, bo wygląda na to, że w setkach przypadków szczególnych, kiedy uprowadzeni przypominali sobie w hipnozie zbyt dużo detali z chwil „poza czasem”, kończyło się to ich zgonem.

      Czy warto więc trwać przy swoim?

Z ośmieszanego przez lata policjanta przestano kpić. Zaczęto go zapraszać do TV i na imprezy, gdzie zbierano fundusze na akcje charytatywne.

Oczywiście  zawsze znajdzie się niedowiarek, czy też nieprzejednany krytyk, a dziś wiemy, że jest to zwykle agent na usługach służb. I tak zarzucano Alanowi, że rozbłysk pochodził z jego mózgu, bo dostał ataku epilepsji. A przecież emerytowany policjant przeżył już ponad 70 lat i nigdy nie miał omamów, ani ataku padaczki.

„Wszystko co zobaczyłem było prawdziwe” – twierdzi. Szczegóły całej historii opisał Michael Grais, producent z Hollywood, autor filmu „Poltergeist”, znanego w Polsce jako „Duch”. Najpierw opisał, a potem doszedł do wniosku, że na sprawie można zarobić i podpisał z Godfreyem umowę na prawa do sfilmowania jego historii.

Tu trochę się dziwię, bo znając temat wiem, że przeżycia Godfreya nie wyróżniają się właściwie niczym szczególnym, porównując je na przykład z przeobfitą historią uprowadzenia Andreassonów.

    W każdym razie kosmici, którzy jak się wydawało zrujnowali policjantowi życie, teraz mogą przynieść mu fortunę.

Dziennikarze pytają Godfreya, czy mając dzisiejsza wiedzę napisałby raport ze spotkania w 1980 roku. Alan odpowiada, że przeżył taką traumę przez lata, że gdyby można było cofnąć czas, przemilczałby sprawę.

No właśnie: - gdyby można było cofnąć czas. A ponieważ na razie nie można, to te wszystkie dziennikarskie wydumane pytania są nie warte funta kłaków.

Pozytywne zakończenie historii wskazuje natomiast na inną prawdę: - Jeśli jesteś czegoś pewien, warto przy tym trwać. 

Człowiek się podniósł, nabrał pewności siebie i dziś jeździ samochodem, na którego tablicy rejestracyjnej widnieją litery: UFO.

    

                                     

 

 

 

środa, 22 stycznia 2020

Rozmowa z Alanem Turingiem


Dowód Turinga, złamanie szyfru Enigmy.


 Logika Alana była zatapiająca.
Jako klasyczny geniusz wyraźnie odstawał od sposobu myślenia bliźnich. Z powodu inności myślenia uratował miliony. Maszyna Turinga skróciła bowiem wojnę o dwa lata. Anglia podziękowała swemu bohaterowi skutecznym zaszczuciem. 
Zmarł w wieku 42 lat.



" - Jak pan myśli, do jakich jeszcze osiągnięć zdolny jest człowiek?
Alan Turing: - Człowiek jest przede wszystkim zdolny do każdej niegodziwości.
         Dlatego jestem spokojny o przyszłość Ziemi.
Sztuczna inteligencja (AI), którą już tworzymy, najpierw wyeliminuje czynnik ludzki z procesów produkcyjnych do 90%. Potem poczeka na odpowiedni moment i załatwi sprawę do końca....
Załatwi w taki lub inny, lecz zawsze bezwzględny, zaskakujący sposób".


Czy możliwe są inne scenariusze? Jak najbardziej!
Przeludnienie staje się niebezpieczne dla Ziemi, a to przecież żywa istota i może się bronić (albo musi), a więc: - wojna, zaraza, przebiegunowanie-fikołek Ziemi, katastrofa klimatyczna, kosmiczna, bunt Sztucznej Inteligencji (Przepowiednia z Tybetu), inne (niepotrzebne skreślić).

Ginie ludzkość.
Nie po raz pierwszy owa ginie.
Wszak według świętych ksiąg żyjemy już w kolejnym, czwartym, piątym świecie.

Ludzkość ginie, lecz gdzieś... jakoś.... garstce udaje się przetrwać. 
Kolejny Noe i cykl się powtarza.
Tu pytanie retoryczne: - ile razy powinien  (ma, musi, potrzebuje) powtórzyć się cykl, aby człowiek jako KORONA STWORZENIA  nabrał rozumu?


poniedziałek, 18 listopada 2019

Krąg kamienny Stonehenge


Jest to miejsce szczególne i wyjątkowe, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę dużą liczbę innych miejsc w Anglii z kamiennymi kręgami.


Co wiemy o tym zabytku?
Wiemy, że kamienny krąg Stonehenge został kiedyś przez kogoś zbudowany.  
Nie wiadomo kto budował i kiedy. Czyli zagadka.
                                              

Dywagacje naukowców na ten temat to tylko hipotezy. Jedna z ciekawszych mówi, że budowla mogła powstać kilkadziesiąt (20 – 30) tysięcy lat temu, już po czasach wojen, których ślad mamy w Szkocji w postaci zeszklonych ruin zamków.
Tu pierwszy opis mamy z roku 1880, w artykule Edwarda Hamiltona - ”Zeszklone forty na zachodnim wybrzeżu Szkocji”. 
      Najbardziej okazałym zabytkiem z tej dziedziny jest fort Tap o'Noth, zlokalizowany w okolicach wsi Ryhnie w północno-wschodnim regionie Szkocji, w hrabstwie Aberdeenshire. 
Zamek wznosi się na szczycie mającej 560 metrów wysokości góry o tej samej nazwie. Cała powierzchnia murów to jednolita warstwa stopionej skały! 

Poszczególne kamienie, spoiwa je łączące, wszystko to przestało istnieć, gdy olbrzymia temperatura stopiła je w jednolitą szklaną masę. 
Ogromna energia uderzyła z góry. 
Kiedy to nastąpiło? 
Przed potopem, czyli dawniej niż 13 tysięcy lat temu.

Mijały tysiąclecia i charakterystyczna kamienna budowla Stonehenge została uznana przez ludy neolitu za miejsce święte. Urządzono tu cmentarzysko kremowanych szczątków.


Przez co najmniej 200 lat miejsce służyło do takich pochówków.
W samym środku Stonehenge znajduje się przewrócony megalit, nazwany Altar Stone.
Najwyższe z kamieni mają 9 metrów wysokości, większość ma jednak ok. 4 metrów wysokości, 2,5 metra grubości i waży ok. 25 - 40 ton.


Początkowo były tylko dwa wejścia: - szerokie od strony północno-wschodniej oraz mniejsze od strony południowej, jednak z czasem powstało więcej luk i otworów, przez które można przechodzić.

Zagadką pozostaje sposób transportu tych kamieni z odległego o 130 km kamieniołomu.
 


 Niektóre kamienie pochodzą ze wzgórz Preseli, leżących około 250 mil dalej w Walii. 
Część archeologów uważa, że czas powstania budowli i czas pochówków są ze sobą skorelowane i datują go na pięć tysięcy lat temu. To wydaje się mało prawdopodobne, ponieważ cała ówczesna ludność Wysp liczyła tylko kilkadziesiąt tysięcy osób. 
I zostańmy przy astronomicznym przeznaczeniu miejsca.
Zabytek w 1986 roku został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO.


Krąg o średnicy 108 stóp, złożony z 30 ogromnych i bardzo twardych kamieni sarsenów tworzył henge. Kamienie te zostały wydobyte z pobliskiego Marlborough Downs. Pionowe sarseny zostały pokryte 30 kamieniami nadproża. Każdy stojący kamień miał około 13 stóp wysokości, prawie siedem stóp szerokości i ważył około 25 ton.
                                                                                     
Ten pierścień z kamieni zakrył pięć trylitów (trylithon to para pionowych kamieni z nadprożowym kamieniem obejmującym ich wierzchołki) ustawionych w kształcie podkowy o średnicy 45 stóp. Te ogromne kamienie, dziesięć słupków i pięć nadproży, ważą do 50 ton każdy.


W zagadkowej budowli, stykamy się z zupełnie nowym poziomem zaawansowania technicznego, szczególnie w pracy z bardzo twardym kamieniem. Na przykład poziome kamienie nadproża, które zwieńczyły zewnętrzny pierścień kamieni sarsen, zostały przymocowane do nich za pomocą połączenia na pióro i wpust, a następnie dopasowane do siebie za pomocą złącza wpustowego i czopa, metod zastosowanych całe tysiące lat później w obróbce drewna.


Ciekawostka artystyczna.
Każdy z pionowych sarsensów był ciosany inaczej po każdej stronie, a strona skierowana do wewnątrz była gładsza niż zewnętrzna. Co więcej, kamienie zewnętrznego pierścienia sarsensów zostały subtelnie zmodyfikowane, aby dostosować się do sposobu, w jaki oko ludzkie obserwuje masywne kamienie w jasnych odcieniach równiny Salisbury: - pionowe kamienie zostały delikatnie poszerzone w kierunku wierzchołka, co sprawia, że ich masa jest stała, patrząc od ziemi.


Kamienie nadproża również lekko wyginają się, aby odbić się od okrągłego zewnętrznego henge. Kamienie w podkowie trylitu są ułożone według wielkości; Najmniejsza para trylitów ma około 20 stóp wysokości, następna para jest nieco wyższa, a największy, pojedynczy trilithon w południowo-zachodnim rogu miałby 24 stopy wysokości. 


Ten efekt tworzy rodzaj przyciągania do wnętrza pomnika i dramatyzuje zewnętrzną ścianę zewnętrznej podkowy. Chociaż istnieje wiele teorii, wciąż nie wiadomo, jak i dlaczego te subtelne udoskonalenia zostały wprowadzone do Stonehenge, atoli fakt, że owe są, świadczy o istnieniu społeczności pradawnej, lecz jednocześnie wyrafinowanej, dysponującej zaawansowaną wiedzą i techniką, tudzież podziwu godnymi zapasami wolnego czasu.

Na koniec powtarzam zdjęcie dwóch kręgów: - kręgu zbożowego płatek śniegu i kamiennego Stonehenge.





poniedziałek, 10 grudnia 2018

Clear Intent

Pasje są świetną terapią na złapanie oddechu po zmęczeniu prozą życia.

Przypominam sentencję usłyszaną w Bieszczadach od człowieka chodzącego po łące z wykrywaczem metalu: - "Życie bez pasji do dupy jest".

Pasja poznawania powoduje, że nieustannie lubię słuchać i czytać o wszystkim, co jest w życiu tajemnicze i niepojęte.
Do tej dziedziny zalicza się zjawisko UFO.
    Faktem jest, że dziś wiemy znacznie więcej niż kiedyś, azaliż z tej ogromnej wiedzy niewiele wynika.
Kolejne fakty prowokują kolejne pytania, powstają niekończące się hipotezy. Jesteśmy dalej w punkcie wyjścia. 
Moja opinia jest nieistotna, bo subiektywna.

Przeczytałem wiele książek z dziedziny ufologii, są w nich nieraz frapujące fakty. Czytelnicy mają prawo do własnych opinii, do własnej interpretacji tych faktów.
I tu właśnie skupiło się moje zainteresowanie.
                   Subiektywna interpretacja faktów.

Ta ocena jest nierozerwalnie związana ze światopoglądem danego człowieka. A więc jest to przesiewanie informacji przez sito jedynie słusznej, założonej a priori teorii.
      Wszystko dzieje się według mojej wiary i ja to wszystko potrafię wyjaśnić!
To jest zupełnie tak samo, gdy inwestor zdziwiony zachowaniem rynku mówi: - jak to spada? Przecież miało rosnąć!
Jest zdziwiony, bo ma otwarte pozycje przeciwne. 
Pomylił się w swej analizie, a nie potrafi jeszcze przyznać się do błędu i działać skutecznie niezależnie od kierunku w którym podąża indeks.
      Mamy bowiem głęboko zakodowaną potrzebę posiadania racji.
W ten sposób ego pokazuje swą twarz, i przejmuje kontrolę nad człowiekiem.

Oto niedawno byłem biernym (nie wychylałem się) słuchaczem dyskusji o UFO.
Wydawało mi się, że dyskusja będzie się toczyć wokół pytania:
„Czy Aniołowie założyli naszą cywilizację?”, lub jakiegoś podobnego zagadnienia. 
 A okazało się że podstawowe pytanie dalej brzmi: „Czy jest coś takiego jak UFO?”.

Ludzie w większości lubią wygłaszać opinie powierzchowne, potwierdzające wniosek, że ignorancja ma się dobrze.

Fakty

W październiku i listopadzie 1975 roku zaobserwowano nienotowaną dotychczas falę UFO nad czterema bazami Strategicznego Dowództwa Powietrznego i bazami rakietowymi na północy Stanów. Dokumenty ujawnione przez wojsko podają:

W bazie sił powietrznych w Loring (Maine) o godzinie 19.45 śledzono nieznany obiekt z wieży radarowej, a w tym samym czasie widział go również strażnik ochrony.
       Obiekt penetrował przestrzeń wokół bazy i pojawił się w zasięgu 270 metrów od składowiska materiałów nuklearnych. Następnej nocy pojawił się znowu, pojawił się na radarach i widzieli go wszyscy strażnicy z ochrony oraz załoga z bombowca B-52 stojącego na ziemi.
        Obiekt pojawił się przy końcu pasa startowego na wysokości 45 metrów, a potem zawisł nad składowiskiem broni. Następnie zgasił światła i znikł.

Grudniowej nocy 1980 r. w lesie, w bezpośredniej bliskości bazy sił powietrznych NATO w Bentwaters w Anglii, wylądowało UFO.
Około godz. 1:00, strażnik z oddziału ochrony został wysłany do zbadania widocznego na radarze obiektu, jeszcze zanim zdążył on wylądować.
      Na polanie kamery filmowe nagrały następującą scenę: - obiekt o średnicy 15 m, przypominający przezroczystą tabletkę aspiryny, unosił się około 30 cm nad ziemią.
     Drugi obiekt, wyglądający jak czerwone światło, wyleciał zza drzew i zatrzymał się nad pierwszym, a potem połączył się z nim, tworząc jaskrawobiały dysk z kopułą. 
Strażnicy i inni oficerowie, którzy w tym czasie dołączyli, obeszli dysk wkoło, zwracając uwagę na cienie, które na niego rzucali.
Potem wszyscy obecni stracili pamięć.
Oficer, który to relacjonował, podał, że obudził się w swoim łóżku, ubrany i zabłocony po kolana, była 4:00.

W maju 1983 r. amerykański badacz UFO Robert Todd, powołując się na Akt o swobodnym dostępie do informacji, zwrócił się o dane o zdarzeniu do 513 Grupy Wsparcia Sił Powietrznych.

Pisarz otrzymał kopię raportu zastępcy dowódcy bazy, podpułkownika Charlesa Halta.
      Halt pisał: - dwaj strażnicy ochrony zauważyli dziwny, świecący, metaliczny obiekt, który wylądował w lesie niedaleko bazy.
Obiekt odnotowano również na radarze. Miał on czerwone światło na szczycie, niebieskie światła pod spodem i unosił się nad ziemią.                                                                                         Poruszał się między drzewami i po pewnym czasie zniknął, by pojawić się godzinę później w pobliżu tylnej bramy bazy.
Zauważono, że zwierzęta na pobliskiej farmie „wpadły w szał”.    
    Następnego dnia w miejscu, gdzie obserwowano UFO, znaleziono trzy dołki o średnicy 18 cm i głębokości 4 cm, oraz odnotowano podwyższony poziom promieniowania wewnątrz trójkąta, który utworzyły te ślady. Podobny obiekt, tym razem czerwony powrócił następnej nocy.
Podpułkownik podał, że liczni oficerowie, w tym i on sam, byli świadkami tych zdarzeń.

Podobne zdarzenie zostało udostępnione przez Biuro Sił Powietrznych do Badań Specjalnych (OSI).
Jest to raport trzech strażników z bazy sił powietrznych w Kirtland, w Nowym Meksyku. 
     Widzieli oni białe światło wykonujące dziwne manewry, a potem lądujące w Coyote Canyon, będącym częścią wydzielonego obszaru testowania broni.
Przez trzy noce pod rząd, strażnicy widzieli dyskoidalne obiekty i światła lądujące na tym samym obszarze, a potem odlatujące z ogromną szybkością.

Kolejne pięć stron dotyczy dr. Paula Bennewitza, którego dom w Albuquerqe sąsiadował z północną granicą składowiska broni w Kirtland i który zrobił zdjęcia świateł, widzianych przez strażników ochrony w sierpniu i wrześniu 1980 r.
Agent Specjalny OSI, Richard Doty, przeprowadził z Bennewitzem wywiad i obejrzał osiemset metrów ośmiomilimetrowego filmu, pokazującego UFO nad miejscem testowania i przechowywania broni.
    Doty odnotował w raporcie, że Bennewitz na części urządzeń do elektronicznego podsłuchu miał nagrane impulsy o wysokiej częstotliwości.
10 listopada 1980 roku Bennewitz zaprezentował swoje nagrania z ostatnich 15 miesięcy. Spotkało się z nim dziewięciu oficerów sił powietrznych i naukowców, włączając w to generała brygady.

To są drobne streszczenia z książki: „Clear Intent” (Wyraźne Intencje) Lawrence Fawcett&Barry J.Greenwood, Prentice-Hall, New York 1984.
Podstawę treści tej książki stanowi trzy tysiące odtajnionych dokumentów, oddanych przez Armię USA, Departament Stanu, FBI, CIA, i Agencję Bezpieczeństwa Narodowego, na podstawie Aktu o swobodnym dostępie do informacji, a dotyczących UFO.