czwartek, 21 października 2021

Wszystko jest liczbą

 Żydzi. Stanowią maleńki ułamek procenta ludzkości (1,5  - może 2 %), a przodują w paru istotnych dziedzinach. I tu pojawia się pytanie, od którego często zaczynałem spotkania z inwestorami giełdowymi:

„- Skoro wiemy, że większość laureatów Nagrody Nobla to Żydzi, tudzież wymieniona nacja kontroluje całość przepływu światowego pieniądza, więc rządzi również rynkami finansowymi, to czy należy ich uznać za mądrych, czy okazywać pogardę? Bo po co przyszliście na to szkolenie? Żeby zarobić? Odrzućmy więc antysemityzm, którym Polacy zostali nasączeni, darujmy sobie szukanie wroga i spróbujmy uczyć się od tych, którzy wiedzą w czym rzecz. Otóż wszystko jest liczbą, więc także słowa mają wartość liczbową”.

Dziś kolejny, krótki urywek z książki polskiej Noblistki.

„I przypomniałem im, że w starym języku słowo światło i tajemnica mają tę samą wartość liczbową – 207.

Patrzcie, mówiłem im: wszystkie księgi, które studiowaliśmy były o świetle: Księga Jasności, Szare Ora to Bramy Światła, Meor Enajim – Światło oczu i w końcu Sefer ha-Zohar – Księga Blasku. Ciągle studiowaliśmy światło.

To studiowanie odkryło nam, że ogromne ciało materii i jej praw nie jest meciut – rzeczywiste, i takoż wszystkie jej kształty i przejawy, jej nieskończone formy, jej prawa i nawyki. Prawdą świata jest nie materia, lecz wibracja iskier światła, to nieustanne migotanie, które znajduje się w każdej rzeczy.

 

 

 

Pomnijcie to, za czym szliśmy, rzekłem im. Wszystkie religie, prawa, księgi i stare zwyczaje już minęły i zwietrzały.

Ten, kto czyta te stare księgi, przestrzega tych praw i zwyczajów, to jakby ciągle głowę do tyłu trzymał, a musiał iść do przodu. Dlatego będzie się potykał i w końcu upadnie, ponieważ wszystko, co było, przychodziło ze strony śmierci.

Człowiek mądry zaś będzie patrzył do przodu, przed siebie, poprzez śmierć, jakby była tylko muślinową zasłoną. I stanie po stronie życia.

I pod tym się podpisuję – ja, Nachman Samuel ben Lewi z Buska, czyli Piotr Jakubowski”.

Księgi Jakubowe – Olga Tokarczuk

Czyż powyższy urywek nie przypomina odwiecznych słów, że wszystko jest energią, światłem? A kto się nie zmienia, (ma głowę w przeszłości, czyli odwróconą do tyłu) potyka się co i rusz, bo trwa w stagnacji, a stagnacja to śmierć?

Co powtarza Czerwona Królowa? -  Nie zatrzymuj się, nie stawaj, bo przegrasz. Zmieniaj się.

Osho mówił; – Nie zmienia się tylko martwy lub głupi. Jeśli nie zmieniasz poglądów, stajesz się zatęchłą sadzawką.

I w końcu słowa sprzed dwóch tysięcy lat: Marek Aureliusz: - Wszystko jest nawzajem powiązane, a węzeł to święty. Boże, daj mi pogodę ducha - abym godził się z tym, czego zmienić nie mogę, odwagę  - abym zmieniał to, co zmienić mogę i mądrość  - abym zawsze potrafił odróżnić jedno od drugiego. 

Jakiś czas temu pisałem o "tajemnicy liczby 23". Poniżej aktualna ciekawostka.


 

 

środa, 20 października 2021

Szanować inność

 Wyspa Sobieszewska.

Cykliczne opuszczanie miejskiej betonozy jest koniecznością, przynajmniej dla mnie, bo przecież każdy żyje po swojemu. Początek tegorocznych wakacji nastąpił w moim przypadku nad Zatoką Gdańską.

Maj. Nad morzem zimno, nie wieje za mocno, ale można skostnieć – temperatura odczuwalna może 5 stopni. Stopni Celsjusza, jak podkreślam za każdym razem, ponieważ bloga czytają także ci ze świata, którzy za pomocą translate zapoznają się z treścią. A u nich na przykład stopnie są w fahrenhajcie i byliby się pogubili.

Więc zimno nad wodą, co prawda da się wytrzymać do pewnego stopnia, jak rzekł Celsjusz, co przełożone na odległość wynosi dwa wejścia na plażę. Wejście przy numerze 7, wyjście dziewiątką. Jest przed sezonem, poranek, dlatego ludzi zero. Niewielki (zimny) wiaterek, flauta. Znajduję jeden bursztyn i dziękujemy panu.





Jest dziewiąte wejście, czuję się przewietrzony dostatecznie – wpadam poza wydmy, tudzież w ciszę. Morze szumi przy flaucie swoje delikatne szu szu, to cudny dźwięk w porównaniu do miejskiego hałasu, ale starczy.

I cieplej się od razu zrobiło, bo tu nie ma wiatru. Skręcam w las. Nie chodzę już z wykrywaczem, nie znoszę zardzewiałych rupieci do domu, ale kilka butelek 0,7 z roku 1943, oraz maluszki po lekarstwach przywiozłem a jakże.  




Żyłka poszukiwacza skarbów zostaje na zawsze. Więc idę zobaczyć, co słychać w miejscowych wykopkach. To znaczy, co pozostawili ci, którzy kopali. Bo jak wiem, fanty to tu są naprawdę niezwykłe. Zima była łaskawa, prawie żadna, teren sprzyjający - czysty piasek, więc las wygląda jak księżyc w kraterach, jakby okopy były dopiero co wykonane. Okopy czy ziemianki.


Koczowały tu przecież tysiące ludzi przez wiele miesięcy. Nie wiedzieli co będzie z nimi. Rok 1945, maj, wyspa okrążona. Wokół Rosjanie. Propaganda niemiecka jeszcze dyszała, więc żegnali się z życiem. Ale jeszcze żyli, a zawsze jest nadzieja, więc jedli.

Jeśli jesteś tylko odrobinę wrażliwy i wejdziesz do lasu na tej (niepowtarzalnej) wyspie, od razu poczujesz traumę ludzi, no Niemców dokładnie, którzy są winni, bo rozpętali wojnę, bo postawili na Hitlera, duża część postawiła na Hitlera. I natychmiast refleksja: Minęło od tych czasów, wyborów (1933) prawie 90 lat i przykładowo dziś Polacy to na kogo stawiają? Pytam, bo mam komfort: - po raz pierwszy w życiu zapisałem się zgodnie z głosem duszy – w Spisie Powszechnym podałem Łemko - ani Polak, ani Ukrainiec.

Szanujmy inność, oraz pokój.


















wtorek, 19 października 2021

Oktoberfest w polskiej Bawarii

 

Czyli Henryk Heine o Polsce. 

Heine opisał kilka specyficznych cech z dziewiętnastowiecznej polskiej rzeczywistości. Chociaż refleksje spisywał prawie 200 lat temu, one nawet dziś wydają się poniekąd aktualne. Nielubiany przez miernoty, czyli nacjonalistów, podniósł felieton do formy sztuki, a literaturze niemieckiej nadał nieznaną poprzednio elegancką lekkość.

"Wsie polskie wyglądają podobnie: - niskie chałupy ulepione z gliny (pruska dzielnica Polski)  pokryte gontami, albo słomianą strzechą. W nich mieszka chłop polski razem ze swym bydłem i resztą rodziny, cieszy się ze swego istnienia i za dużo nie myśli.

Jednak podkreślić trzeba to, co spotykałem często nawet u najbiedniejszego chłopa – oryginalny dowcip, wybuchający nagle pod wpływem wzruszenia. Chłop polski nosi strój narodowy, zwieńczony kapelusikiem, ustrojonym kolorowymi wstążkami, albo pawim piórem. W stroju tym spotkać można chłopa polskiego zdążającego w niedzielę do miasta. Tam potrzebuje on załatwić trzy sprawy: ogolić się, wysłuchać mszy i na koniec upić się na umór.

Dzięki tej ostatniej sprawie widzimy go w niedzielę pogrążonego w stanie błogości, leżącego w rynsztoku z rozrzuconymi rękami i nogami, nieprzytomnego, otoczonego gromadą przyjaciół, którzy stoją dookoła z zafrasowanymi minami i nie mogą zrozumieć, dlaczego człek na tym padole ma tak słabą głowę! Bo cóż wart jest mężczyzna, którego byle trzy ćwiartki wódki powalają na ziemię. Polacy bowiem istotnie picie doprowadzili do nadludzkiej doskonałości.

Wprost oburzające jest służalcze zachowanie się polskiego chłopa w stosunku do szlachcica. Pochyla on głowę prawie do stóp jaśnie pana i wypowiada przy tym formułkę „całuję stopy”. Kto chce ujrzeć uosobienie posłuszeństwa, niech popatrzy na polskiego chłopa, gdy stoi przed swoim dziedzicem. Brak mu tylko psiego ogona, którym mógłby merdać na wszystkie strony. Doznaję niezmiernego bólu, gdy widzę, jak jeden człowiek tak bardzo poniża się przed drugim.

Trzeba uznać, że chłop polski nie jest nieszczęśliwy. Ponieważ nic nie posiada, przez to życie upływa mu bez troski, a już tylko brak troski jest przez wielu uznawane za wielkie szczęście. Trosk nie ma, jednak do samodzielnego  gospodarowania się nie nadaje. Gdyby nagle uczyniono go posiadaczem, zmarnowałby niewątpliwie te dary, choćby z powodu beztroski, bo dziś nie musi się martwić, zawsze dziedzic mu pomoże. Obdzieli chłopa zbożem w razie nieurodzaju, bo inaczej byłoby to jego własną stratą, gdyby chłop umarł z głodu. Gdy chłopu zdechnie wół lub krowa, dziedzic uzupełni inwentarz, dostarczy opał na zimę, przyśle lekarza i leki w razie choroby chłopa, lub kogoś z jego rodziny. Jednym słowem dziedzic jest opiekunem chłopa. Dziedzice i szlachta obchodzą się z chłopami łagodnie i dobrotliwie a wielu życzy sobie uwłaszczenia. Widzimy więc, że nie dzieje się chłopom źle.

(...) Charakter tworzy się z systemu stereotypowych zasad. Gdy te są błędne, całe życie człowieka, który je systematycznie ułożył w swym umyśle, stanie się jednym wielkim i długotrwałym błędem. Gdy ktoś działa według stałych zasad, chwalimy go, bo uważamy, że on „ma charakter”. Jednak nie zauważamy, że w takim człowieku zanikła wolna wola, a duch jego nie czyni postępów. Taki człowiek stał się ślepym sługą swych przestarzałych myśli. 

Nazywamy konsekwencją także i to, że ktoś broni do upadłego swych poglądów i jest głuchy na argumenty. Jesteśmy tak tolerancyjni, że podziwiamy głupców, usprawiedliwiamy łotrów, jeżeli tylko można o nich powiedzieć, że działają konsekwentnie. Należy jednak dodać, że takie podejście cechuje prawie wyłącznie mężczyzn. W umysłowości kobiet element wolności pozostaje żywy i jest w ustawicznym ruchu. One codziennie zmieniają swe poglądy na świat, najczęściej nie zdając sobie z tego sprawy. Zmieniają swe poglądy równie często jak stroje. Zjawisko to zwykle prowadzi je pewniejszą drogą niż wielkie latarnie rozumowych abstrakcji, które tak często prowadzą mężczyzn na bezdroża.

(...) Nadmiar podniet przytępia wrażliwość, a znowu nieprzerwany spokój zewnętrzny zabagnia umysł. Życie wiejskie tylko w czasach młodości i na starość daje zdrowy umysł i ciało".


PS. Latarnie rozumowych abstrakcji często prowadzą mężczyzn na bezdroża. Albo na manowce.

poniedziałek, 18 października 2021

Jesień w Kampinoskim Parku Narodowym

 

 

Sobota.

 Co pewien czas zmieniaj schemat postępowania, aby powstawały nowe połączenia neuronowe w mózgu i może nie to, że się wtedy nie starzejesz, ale starzejesz się wolniej. W krańcowych przypadkach tak wolno, że nawet umierając, będziesz miał młodą, zdrową psychikę.

 

Jak wiemy, zaczynamy starzeć się już w młodości. Znałem paru dwudziestoparoletnich starców, zostali w niebycie, bo nie dam z siebie wysysać energii. W sumie to nie jest jednak wesołe, gdy chodzi o depresję. Depresja, stres to rzeczy paskudne  mocno (ale dające się cofnąć). One niszczą psychikę i w kolejności ciało. Dlatego nie wolno się takiemu czemuś poddawać. Ktoś na krawędzi depresji pomyśli: - łatwo ci powiedzieć.

To zapytam: - Czy to możliwe, żeby przeżyć swoje 26 tysięcy dni i ani razu nie być w psychicznym dołku? To niemożliwe.

Więc przypomnienie: - Nie ważne ile razy upadasz, ważne czy i jak się podnosisz. A podnieść możesz się sam, albo trafisz na kogoś, kto spojrzy na Ciebie z góry, ale tylko po to, aby wyciągnąć rękę i pomóc ci się podnieść.

W lesie cisza, powietrze, tudzież kolory jesieni w dębinie świetlistej. Przeważnie było pochmurno, słońca ilość mikroskopijna, atoli w duszy świeciło. Jeszcze parę tygodni do świąt, a niektóre drzewka dębów wydawały się choinkami noworocznymi, chociaż bez  bombek. Także pożegnały mnie jako grzybniętego ostatnie dwa podgrzybki – mały i duży. Wróciłem mocno przewietrzony pięciogodzinnym spacerem, dziękując Duchowi Kampinosu za miłe chwile.






















Wracam metrem, w głowie mam kolory jesieni. Patrzę na nieobecnych młodych, uzależnionych od cyfrowego świata. Myślę: - To taka moda, fobia tylko. Chociaż ci spece od „przewijaj, przewijaj” wiedzą co robią. Młodzi na razie stawiają wygodę i bezpieczeństwo ponad kreatywność i piękno? Cała nadzieja w tym „na razie”. Azaliż z drugiej strony ja także w swoim czasie korzystam z wirtualnego świata pełnymi garściami, czyli jestem i młody i obecny!

 

 

piątek, 15 października 2021

Co ma pomyśleć prosty człowiek

  Gospodarka. Na początek dwa zdjęcia



Widzimy były lokal Pazzo w domu, w którym mieszkam. Centrum Warszawy. W tym lokalu przed wirusem był wyjątkowy ruch. Sprzedawano tu kanapki, modne ekologiczne różności do jedzenia na wynos, kawa, soki, można było zjeść na ciepło. Asortyment szeroki bardzo, choć lokal niewielki - cztery małe stoliki wewnątrz, na zewnątrz letni wybieg jak widać. Rano była zawsze spora kolejka, pomimo wyjątkowo sprawnej obsługi. W ciągu dnia także klienci dopisywali. Większość klientów porannych pracowała po sąsiedzku w Q22, w dzień lokal zasilała ulica. Biznes wyraźnie rozkwitał. Q 22.


Wirus, a dokładniej lockdown, pozamiatał sprawę. Q22 opustoszało - praca zdalna. Tak samo zmalała wynajmowana powierzchnia w okolicznych biurowcach, nawet o 70 %. Tymczasem nowe biurowce dalej powstają – tuż obok zaraz będzie gotowa Sky Sawa. Ciekawe, kto w nich będzie wynajmował powierzchnię. Przecież wszystko jest połączone ze wszystkim, jeśli zabraknie jednego trybika w mechanizmie, on zgrzyta. Potrzebna szybka naprawa, aby nie było większej awarii.

Lokal Pazzo został zamknięty. I już się nie podniósł, a tak dobrze szło. Fryzjer obok się podniósł, chociaż ceny ponad sto zł. Przepraszam, dziś to już nie fryzjerbarber. Wokół widzę od roku ogłoszenia: - lokale do wynajęcia, jednak na razie najemców nie widać. 

Spadające prognozy wzrostu gospodarczego w Niemczech
Jacek Rzeźniczek - Stooq
14 października 2021 11:07



Kolejny spadek prognozy wzrostu PKB Niemiec. Wiodące niemieckie instytuty badawcze obniżyły swoją wspólną prognozę wzrostu na 2021 r. do 2,4% w porównaniu z 3,7% w stosunku do prognozy z kwietnia. Powód? Zatory dostaw i niskie wskaźniki szczepień, szczególnie we wschodnich landach, opóźniają ożywienie kraju.

Źródło: @Schuldensuehner

 Czemu wstawka o Niemcach? Bo to nasz największy partner - co u nich, to i u nas


Janet Yellen o inflacji ...
Jacek Rzeźniczek - Stooq
13 października 2021 15:06


Oto jak Janet Yellen wypowiadała się w kolejnych miesiącach na temat poziomu inflacji w USA:

Luty: nie ma się czym martwić.
Marzec: niski i łatwy do opanowania.
Maj: tymczasowy.
Czerwiec: może osiągnąć 3%, ale przejściowo.
Październik: wyższy przez kilka kolejnych miesięcy.

Ciekawe jakie będą kolejne "komentarze". 

---------------------------------------------------------------------------

Pieniądz traci wartość, ludzie całkiem słusznie boją się inflacji, skoro nawet czarownice zaczynają mieć problem.

Znajomy zdecydował na wiosnę budować dom. Wszystko miał wyliczone, czekał jeszcze na kasę, która miała wpłynąć niebawem, jako dostateczny bufor pieniężny na ewentualne dodatkowe, nieprzewidziane wydatki. Niebawem zamieniło się w trzy miesiące, ceny materiałów w tym czasie uciekły. Budowa na szczęście nie została rozpoczęta. 

Pamiętam dobrze czasy inflacji w Polsce w latach osiemdziesiątych. Kraj był zadłużony wtedy na 24 miliardy..... Miałem produkcję długopisów, przetwórstwo tworzyw, zatrudniałem 15 osób oficjalnie, za wyprodukowany towar dostawałem zapłatę po trzech miesiącach. Tak zwana przedłużona płatność, nie było innej możliwości. Produkcja musiała iść, o kredytach nikt nie słyszał, wszystko za swoje. Na papierze milioner, w rzeczywistości dupa goła. Z trzech miesięcy robiły się cztery .... koszmar, który jeszcze do tej pory odzywa się w snach i mnie prześladuje.

Kiedy przeczytałem tekst ze stooq, przypomniał mi się jeden ogromny, uliczny protest w Warszawie, który skomentowano tak:

Organizatorzy – ludzi było sto tysięcy (uważam, że mogło tyle być)

Ratusz powściągliwie – 50 tysięcy

Policja – nie więcej niż kilkanaście tysięcy

TVP – było naprawdę niewielu

 

Ależ  toporna propaganda poddająca fakty w wątpliwość - uśmiechnąłem się. To co ma teraz pomyśleć prosty człowiek oglądający tylko TVP? 

Prosty człowiek ma kierunek wytyczony i powinien pomyśleć: - Liczby się zmniejszają, wychodzi, że z delikatności wrodzonej one nie chcą podać prawdy, a pewnie nie było nikogo! 

Miłego wypoczynku.