Pokazywanie postów oznaczonych etykietą suma wrażeń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą suma wrażeń. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 stycznia 2024

Landrynkowy zając

 


Sukcesywnie, godzina po godzinie opisuję jeden dzień bieszczadzkiego biwaku. Dziś dziewiąty odcinek, a czas odczytany ze zdjęć podaje godzinę 13.00. Mogłoby się wydawać, że to jakiś wyjątkowy dzień z rozciągniętym czasem, atoli mamy do czynienia z odczuciem pozornym, spowodowanym "sumą wrażeń". 






Kilka lat temu, na zboczu tuż poniżej szczytu, gdzie rosną jagody, poszukujący larw niedźwiedź, przewrócił kamień o wadze około dwustu kilogramów. Nie widziałem sprawcy, zarejestrowałem jedynie zmianę położenia kamienia, który był jeszcze wieczorem wciśnięty w grunt, a następnego dnia rano leżał do góry brzuchem. Mając na uwadze ciężar kamienia, podejrzanym o sprawkę mógł być wyłącznie niedźwiedź. Dla proporcji mogłem postawić na kamieniu pluszaka.

Wiatr ucichł, Tu i Teraz zrobiło się jeszcze bardziej miło niż było wcześniej. Bardziej miło i sympatycznie wokół, tudzież także w całym moim człowieku. Nic wielkiego się nie działo, a pomyślałem, że dla takich chwil warto żyć.





środa, 18 października 2023

Wracać psem

Budzę się i sprawdzam godzinę – jest trzy po szóstej. Czyli budzik w głowie, nastawiony wieczorem na szóstą, działa niezwykle precyzyjnie. Mam trzy godziny do odjazdu.





Pojadłem, po czym powoli zwijam dobytek – poprawiła się pogoda, nie tylko nie pada – słońce usiłuje przebić się przez chmury. Nie pada, ale namiot zwijam mokry - domowe suszenie będzie obowiązkowe.




Zapinam już plecak, gdy na ścieżce prowadzącej z lasu, z góry, pokazuje się wielki pies - owczarek. Biegnie śmiało, widać, że to jego teren i pewnie codzienny poranny obchód. Niemal wpada na mnie – tak był zajęty wąchaniem, że nie zauważył intruza. Zatrzymuje się jak wryty, widzę zaskoczenie w jego spojrzeniu. Stoi tak kilka sekund, po czym macha przyjaźnie ogonem, zaznacza miejsce i odbiega w górę.

Plecak na człowieku - o ósmej ruszam i ja pod górę – mam tylko kilometr do przystanku, a całą godzinę do odjazdu. Luzik.

Wychodzę z lasu prosto na autobus, którym niedługo będę jechał. Telefonuję do żony z informacją, że będę wracał „psem”.


– Jak to psem będziesz wracał?

Wysyłam zdjęcie wyjaśniające sprawę.






17 czerwca 2023, godz. 9.05 - mija pięćdziesiąta pierwsza godzina dwudniowego wypadu w Bieszczady.


- Taki krótki pobyt? To ci się opłacało? – pytali znajomi.

- Bardzo mi się „opłacało” – odpowiadałem – zrobiłem sporo fajnych zdjęć, a podobnie krótkie, ale aktywne wyskoki, nieco przed sezonem, oraz jesienią, wprost uwielbiam.

 51 godzin, a relacja na blogu zajęła dwa tygodnie.

W życiu liczy się bowiem jakość, a nie ilość. Liczy się intensywność, suma wrażeń. Bo czyż nie jest tak, że dwa szare, zwykłe dni, spędzone w miejscu zamieszkania zacierają się w pamięci niemal natychmiast?

Pluszaki w domowym zaciszu odpoczywają przed kolejną wycieczką.