Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wnuczek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wnuczek. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 listopada 2025

Sytuacje ambiwalentne

 


Na samotnym biwaku bywa dobry czas na myślenie. Myślenie ogólne, tudzież szczegółowe o swojej własnej osobistości. Tym razem rozpatrzyłem (z perspektywy) kontakty z płcią przeciwną.

Mijały kolejne (miłe bardzo, a także pełne szaleństw) lata singlowania i wreszcie przydarzyło się, że moją kolejną partnerkę uznano za córkę, a to z powodu zbyt dużej różnicy wieku, aby otoczenie myślało inaczej. Wtedy, pomimo, że dobrze znałem zasadę ”żyj po swojemu, a opinię innych olewaj”, po raz pierwszy pomyślałem – Oto nieuchronnie nadchodzi czas na ustatkowanie się, panie dziadku!

Czyli po pierwsze primo wszystko bierze się z myśli.

Potem nastąpił drugi raz na Łemkowskiej Watrze, gdy dziewczę młode osunęło się w łąkę w uległości, a mnie się gwałtownie miłości odechciało z powodu myśli: - Chłopie! Toż ona jest młodsza od twojego wnuczka!

Czyli po drugie primo broń boże nie głupieć na starość.

Tu przypomnę refleksję Edwarda Stachury:

„Do eleganckiej kawiarni w Lozannie wchodzi para: starszy, elegancko ubrany mężczyzna w okularach słonecznych, oraz młoda blondynka z długimi włosami i nogami do samej szyi. Trzymają się za ręce, znaczy kochają się. On w jej ciele, ona w jego pieniądzach. I on to wie”.

Ten sam wątek we fraszce Jana Sztaudyngera:

”Piękno dam docenia wielu lekkością w swoim portfelu”









poniedziałek, 3 listopada 2025

Z kamerą wśród dzikich Myszków Mików

Tytuł dzisiejszy wziął się z komentarza wnuczka, wypowiedzianego podczas oglądania poniższych zdjęć.










Najsampierw stałem się właścicielem jednej Myszki Miki, potem doszły dwie kolejne, następna była Ruda i na końcu Książę Myszkowy. Widzimy także sławnego Landrynkowego Zająca, tudzież Marynarza.


środa, 4 grudnia 2024

Nowy telefon

 


Jestem w głębokim lesie, gdy odzywa się telefon.

Każdy korzysta z jakiegoś medium. Jedni z telefonu, nieliczni ze swojej Osobistości. Jeśli coś czytam, staram się znaleźć artykuły w miarę sensowne, a z pewnością odsiewać informacyjny śmietnik.

Od kilku lat nie przedłużam umowy z operatorem. Opłacam minimum za internet i telefon. Operator to widzi, więc dzwoni. Rozmów było kilka, wszystkie zabawne, tudzież różniste, przytoczę z pamięci jedną z ostatnich:

- Halo, rozmowa nagrywana, mamy dla pana propozycję: 20 giga, 30, 100!

- Ale ja tego nie chcę – odpowiadam.

- Jak to?

- Tak to.

-  To może nowy telefon i do tego trochę więcej giga?

- Proszę pana, panu chodzi w podtekście o to, żebym więcej płacił. Ja mogę więcej płacić, ale tylko wtedy, gdybym musiał. Teraz jednak nie muszę.

Mam już nowy telefon. Leży ci on od dwóch miesięcy i czeka na okazję aż wnuczek dziadkowi ten gadżet uruchomi, czyli przełoży kartę. A co do „więcej giga”, to proszę zrozumieć że te dwa giga, które dostaję co miesiąc, to mi wystarcza. To takie ograniczenie, czyli reżim, obrona, którą sam sobie narzucam, aby nie wpaść w głupawkę internetową.

Do tego tak oszczędnie korzystam z tych dwóch giga, że zwykle na koniec okresu rozliczeniowego zostaje mi jeszcze (i przepada) pół giga. Zaglądam bowiem tylko do pogody miejscowej, do portalu „grzyby na mazowszu”, trochę popatrzę po tytułach, a całą resztę mam w dupie. I to głęboko. 

Długa chwila ciszy – wszak nagrywanie się odbywa.

- To ca ja innego mogę panu zaproponować?

- Nic, proszę pana. To ja mogę panu zaproponować, aby pan był zadowolony z życia tak, jak ja.

 - To niełatwe jest, ale dziękuję, do widzenia, dziękuję za rozmowę.

- Do usłyszenia raczej, także dziękuję.

Co do zdjęć leśnych: - na jednym z nich stoję w wysokich wrzosach, tak wysokich, że sięgają mi do połowy uda. Grzybiarz - tatuś. Także patrzę w niebo. Na innym podrosłe dziecko dzika, bo już prawie bez pasków na futrze. Padłe dziecko, więc zaraza – nie ruszaj. Ogrodzony kwartał, ale dla grzybiarzy jest drabina. Czyjaś połówka szczęki (komuś skutecznie opadła szczęka?). Pióro sowy.












poniedziałek, 16 lutego 2015

Z wykrywaczem po Wyspie Sobieszewskiej


Bądź totalny!
I tak było, opisywałem totalnie dwa bieszczadzkie dni z Reksiem. Opisałem, podzieliłem na odcinki i ….. dłużyło mi się nieco. Pytałem już sam siebie, kiedy skończę? Skróciłem więc zdecydowanie i niezwykle pięknie dobrnąłem do finito.
Wolność jest ważna. Dlatego następuje oczekiwana, gwałtowna zmiana tematu. Jeszcze w środę będzie post o Łupkowie, bo obiecałem. Potem zamilknę. Ponownie odezwę się w marcu. Grafik zaczyna się napinać. Popiszę jeszcze przez część marca, kwiecień i Święto Lasu!

Przecież odpocząć trzeba po tak intensywnym pisaniu!

Wrzesień 2014, Wyspa Sobieszewska. Wnuczek zaszczycił mnie swoim towarzystwem na kilka dni, a potem wyjechał. Tu anegdota:

Pani w szkole: - kochane dzieci, miałyście zadane opisać swój dobry uczynek z weekendu. A najlepiej dwa dobre uczynki. Może Jasio przeczyta swoje pisanie?
Jasiu! Czytaj!
Jasio czyta: - Moje dwa dobre uczynki:
W piątek wieczorem przyjechałem do dziadka. Dziadek bardzo się ucieszył.
W niedzielę wieczorem wyjechałem od dziadka, dziadek ucieszył się jeszcze bardziej!

Od lat na wyspie znajduję różne metalowe przedmioty z czasów wojny i widzę facetów chodzących z wykrywaczami. To i ja pochodzę. Oto osłonka (1943 r.) do szkła maski gazowej, znaleziona wśród skorodowanej góry amunicji karabinowej.
    


Niemiecki Ordnung: oprócz daty oznaczona strona szkła. Na innej osłonce podana ilość dioptrii – w tej osłonce było szkło do maski zamawiane prywatnie przez Niemca – krótkowidza.

I wciągnęło mnie! Pochodziłem z wykrywaczem totalnie! Przez kilka pięknych jesiennych dni od rana do wieczora.....
   

   


Można także szukać na strychu poniemieckiego domu. Oto worek pocztowy z lewa i prawa.