Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwiaty połonin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwiaty połonin. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 lutego 2016

Sypialnia na połoninie

Bieszczadzka mgła jest odmienna od tych mgieł z innych okolic Polski.
Różni się także odcieniem. Na przykład na Wyspie Sobieszewskiej, wydaje się że mgła ma odcień mleczny, natomiast ta bieszczadzka, z łąki ponad Rabem, w czerwcu była zielonkawa, pewnie barwę pożyczyła od kipiącej wokół zieleni.
     Zwykle mgły poranne pojawiały się tam w zeszłym roku prawie codziennie, a od czasu do czasu mgła utrzymywała się nawet do południa.
Dzisiejsza mgła-chmura ma odcień niebieskawy i sprawia wrażenie, że siedzi mi na głowie jak czapka.
    Najpierw nadpłynęła jak ściana-chmura.
    Potem w oka mgnieniu uniosła się i ulotniła, chmury porwały się i zobaczyłem wielkie okna błękitu.
Tak było jeszcze kilkanaście minut temu, gdy stałem przed drogowskazem.
Teraz ścieżka zaprowadziła mnie nieco niżej i mgła pojawiła się znowu. Czuję się, jakbym miał ją na głowie.


Idę tą wąską ścieżynką po dachu lokalnego świata, a wokół podobne do dorodnych mleczy prosieniczniki jednogłówkowe, oraz inne kwiatki.


Spodnie od góry do kolan wyschły.

Już widzę koniec połoniny. Jeszcze kilka minut i zanurzam się w starym bukowym lesie.
Dość długo idę, gdzie jest ten szałas? I nagle wychodzę na niego.
 

       Ależ tu ładnie!

Zwykły Kowalski by się zdziwił: - gdzie tu ładnie?
Noc idzie, mokro, łóżka i pościeli nie ma, telewizji nie ma, ciepłej wody nie ma, w ogóle wody nie ma, nic nie ma, nie ma z kim pogadać o głupotach, i do tego wilki i niedźwiedzie wokół, a ten mówi, że tu ładnie!
Jejku! Jak to dobrze, że nie jestem zwykłym Kowalskim!

Oto moja sypialnia na dzisiejszą noc.
Odebrałem to miejsce jednoznacznie: - skojarzyło mi się z bajką babuni, pewnie poprzez obecny tu półmrok i tajemnicze półcienie.
A ogólnie to dzień się chyli, czyli mamy tę niepowtarzalną, nieokreśloną dokładnie porę pomiędzy psem a wilkiem.
Należy poczynić więc przygotowania do nadchodzącej nocy.

wtorek, 19 stycznia 2016

Chabry Kotschi'ego

W niespiesznym marszu, w cudownej samotności, idąc po wąskiej ścieżce pod Krzemieniem, osiągam stanowisko niebiańsko niebieskich chabrów Kotsch'iego i wpadam w uniesienie!



Już dla samego zobaczenia tylko tej niebiańskiej niebieskości w soczystej zieleni czerwca, warto tu przyjść. Nade mną góruje grzebień Krzemienia.
 

I zaprawdę, powiadam wam, poczułem się w tym miejscu szczególnie.
Znalazłem się bowiem w uroczym zakątku jedynej prawdziwej świątyni – Świątyni Natury, gdzie panuje kolor i przestrzeń. 
Stoję w ciszy przed ołtarzem Niebieskości - tym miejscu nie ma ani śladu wiatru. 
Zachwyt, zachwyt!
Ależ te chabry Kotschie'go są śliczne!



Ależ macie śliczne dziecko!
To jeszcze nic. Powinieneś zobaczyć jego zdjęcia!

Słowa i pojęcia są tylko wskaźnikami, nie odzwierciedlają rzeczywistości.
Mistycy Wschodu mawiają: - kiedy mędrzec wskazuje na Księżyc, idiota widzi tylko palec.

                                  Anthony de Mello

piątek, 15 stycznia 2016

Sikanie pod wiatr

Pomału zbliżam się do Krzemienia, gdzie mam zamiar nocować.

Idę i myślę, że tak często słyszę: - "Tobie to dobrze, ja nie mogę tak żyć, bo nie mam czasu".
        Może i racja.
To ja przepraszam, że mam czas tak żyć.
Po swojemu i jak chcę. I dziękuję za to memu Aniołowi.
Może faktycznie to sprawa szczęścia?
Ale też od razu przypomina mi się anegdota o drwalu:

Był sobie drwal.
Ten drwal chodził permanentnie zmęczony, nigdy nie udało mu się porządnie odpocząć, aż w końcu umarł.
Po jego śmierci okazało się, że rąbał drzewa tępą siekierą, bo nie mógł znaleźć czasu, aby ją naostrzyć.


Na trasie jest niewielu turystów. Mijają mnie kolejne dwie osoby. Pewna prawidłowość: - spora część ludzi posuwa szybko naprzód w ciszy i ma przy tym poważne oblicza, oraz spojrzenia skierowane pod nogi, a część idzie przez te piękne tereny i non stop gada o smutkach. To wnoszę z zasłyszanych strzępków rozmów.
     Jeśli ktoś musi się spieszyć, to być może nie będzie miał także czasu aby umrzeć. Czyli stanie się nieśmiertelny.
No, to jest jakiś argument przemawiający za pośpiechem.
Na szczęście zdarzają się także osoby zadowolone z życia, gdyż uśmiechnięte, oczarowane widokami.
I mają czas zamienić z samotnym wędrowcem nawet kilka ciepłych zdań.



Idę niespiesznie tą kamienistą ścieżką w uroczystej samotności i czuję się jakbym był otwartym oknem. I jednocześnie otwartymi drzwiami. Powstał przeciąg i wymiótł wszystkie śmieci z umysłu.
    Zero skupienia, zero koncentracji. 
Jestem całkowicie dostępny.
Zmysły są jakby wyostrzone i silniej niż zwykle odbierają to, co wokół.
W zadowoleniu, które mnie obejmuje, dopuszczam wszystko. Wiatr może nadchodzić z dowolnej strony.
       Idę i roztapiam się.



Kiedy człowiek wejdzie w stan roztopienia, rozproszenia, albo jedności z otoczeniem, staje się lampą świecącą we wszystkich kierunkach.
Bo stan koncentracji, skupienia, jest stanem przeciwnym, jest ograniczeniem. 
     Koncentrację można porównać do snopa światła z latarki. Koncentracja jest odrzuceniem, wymuszeniem.
Aby zapanować nad myślami, nauczyłem się stosować chwilę koncentracji na oddechu. Ta chwila jest jak przycisk zapalający lampę.
Pstryk – i już się świeci. Wtedy skupienie zostawiasz za sobą, nie jest już potrzebne – wchodzisz na poziom jedności, swobodnej radości.
    W tej swobodnej radości wiatr może wiać ze wszystkich stron.
    W tej swobodnej radości obejmuje człowieka wielka błogość i specyficzne poczucie humoru. 
Przychodzą do głowy nietypowe pomysły. 
Na przykład: - Sikanie pod wiatr. 
       
Stajesz się wesołym, psotnym dzieckiem. Pomyślisz: - Nie będę sikał z wiatrem, przecież takie sikanie jest nieambitne!