Lato
w pełni, słońce w zenicie, świat dyszy w objęciach sławnego bieszczadzkiego upału. Niby wieje wiatr, ale to notos - wiatr z południowych stron, on nie daje orzeźwienia, bo jest tak gorący, jakby z pieca się wyrwał. Zakładam atoli mokry kapelusik na głowę i wychodzę (niespiesznie) na łąki.
Idę
i tak sobie myślę, (a myślę, bo mam czas. Gdybym czasu nie miał, to bym tylko
szedł) więc tak sobie myślę, że to jest bardzo sprawiedliwe, oraz niezwykle
przyjemne, że nic nie muszę, w tym także nie muszę schuść.
Schuść – piękne staropolskie słowo.
Mogę
jeść co chcę, i ile chcę. Także mogę jeść tłusto. I ciastek sobie nie żałuję, a
zjeść do syta to przecież wielka przyjemność. Dziś upał, dlatego na obiad była
kasza gryczana po wileńsku (dużo skwarek) z maślanką. Na deser jeżyny.
Poniżej przykład klasycznej zupy w wykonaniu autora – probierzem odpowiedniej gęstości jest łyżka, która musi stać na
baczność.
Korzystam
z tego, co przyroda daje. A sprawa znowu jest niezwykle przejrzysta: - całodzienny
ruch fizyczny na powietrzu, w tym głównie najbardziej naturalne „dużo chodzić”,
pozwala spalić wszystkie kalorie, ile by ich nie było. W efekcie nie tylko nie
masz problemów ze stolcami, które wychodzą eleganckie, ani z psychiką i w ogóle z ciałem działającym jak
zegarek szwajcarski. Dodatkowym bonusem takiego stylu życia jest permanentne zadowolenie. A ponieważ lubisz przebywać ze sobą, to jesteś zadowolony jeszcze bardziej. I proszę jaka wyszła prosta recepta na życie.