czwartek, 16 stycznia 2020

Zagadkowa tabliczka


Ferdynand Ossendowski.


Syberia. 
W trakcie jednego z polowań natrafiliśmy na samotną fanzę, stojącą w głębokim jarze, wśród gęstych zarośli leśnych. Znaleźliśmy tam starego Chińczyka, który nas przyjął gościnnie, lecz ciągle kręcił się koło niewielkiej skrzyni, stojącej w kacie.

    
Piliśmy u niego herbatę, rozmawialiśmy dość długo, a gdy już zbieraliśmy się do pożegnania, zmieszany gospodarz zwrócił się do nas z taką przemową:
- Przejeżdżał tu na jesieni Chińczyk. Nie znałem go. Zatrzymał się w mojej fanzie, zanocował, a później zachorował. Mieszkał u mnie długo, a gdy odjeżdżał, zamiast pieniędzy, których nie miał, ofiarował mi jakąś tablicę z miedzi i powiedział, ze to lepsze od pieniędzy, ponieważ tablica ta była niegdyś zerwana z grobowca wielkiego wodza i cudotwórcy. Może ją zobaczycie?


Oczywiście zgodziłem się. Chińczyk otworzył skrzynię i wyjął z niej czerwona chustkę, rozwinął ją i podał mi metalową tablicę, dwadzieścia pięć centymetrów długości i szesnaście szerokości.
Była ona pokryta nieznanymi mi znakami, związanymi ze sobą jak robota szydełkowa, w głębi wyrżniętych znaków znajdowała się czarna emalia.
      Z jednej strony tablica miała resztki pętli, z czego wywnioskowałem, że była to połowa jakby małych drzwiczek od jakiejś szafki lub szkatuły. Z prawego boku tablicy był odrąbany jakimś ostrym narzędziem niewielki kawałek z częścią znaków. Ten kawałek Chińczyk natychmiast mi podał.
Zapłaćcie mi dwadzieścia pięć rubli, to oddam wam tablicę – zaproponował, nieśmiało uśmiechając się.

Kupiłem ów dziwny przedmiot. Później we Władywostoku obejrzał go pewien bogaty kupiec chiński i oznajmił, że są to zwykłe mosiężne tablice, które umieszcza się na trumnach Mongołów-Ordosów. Na takiej tablicy zwykle wyryte jest zaklęcie. Spytał, ile kosztowała, a dowiedziawszy się ceny, wypłacił mi ją zaraz. Zostawiłem sobie tylko wspomniany odrąbany mały kawałek, który długo przechowywałem.
    Będąc już w Piotrogrodzie zrobiłem z niego brelok do zegarka, a kiedyś, spotkawszy w pewnym towarzystwie znanego orientalistę, akademika Radloffa, pokazałem mu ten mosiężny kawałek z cudacznymi znakami i opowiedziałem o jego pochodzeniu. Akademik bardzo się tym kawałkiem zainteresował, wziął go ode mnie, a po paru dniach zatelefonował i oznajmił, że napis na urywku jest staromongolski i brzmi: - „Wielkiemu wojownikowi, który”….
    Niestety dalszy tekst pozostał na reszcie tablicy, odsprzedanej przeze mnie Chińczykowi.
Radloff podejrzewał także, że tablica jest złota. Odniosłem więc brelok do jubilera, a ten zbadał metal i orzekł, że jest to mieszanina złota i platyny.
Tym sposobem dowiedziałem się, niestety za późno, że Chińczyk odkupił ode mnie za grosze, przynajmniej dwa funty złota i platyny, a historię pozbawił bardzo cennego dla badaczy materiału naukowego. 
Wtedy nie przywiązywałem zbyt wielkiej wagi do tego czynu chytrego a niesumiennego syna Państwa Nieba. Jednak obecnie, gdy los i dzieje naszej epoki rzucały mną od Kwen- Łunia do Sajanów i od Dżungarii do Oceanu Spokojnego, gdzie działał ów „wielki wojownik”, o którym zaczął coś opowiadać pozostający w mym posiadaniu mały złotoplatynowy kawałek z dewizki zegarka, nie mogę odżałować swej lekkomyślności.
      W wyobraźni mej powstają teraz świetne obrazy dalekiej przeszłości, gdy nad Azją rozpościerali swą potężną władzę potomkowie Temudżyn- Dżyngisa, pastucha z Kerulenu, który potrafił stworzyć olbrzymie państwo i granice jego rozszerzyć aż po Wołgę.

O którym z potomków Wielkiego Mongoła mówiła złotoplatynowa tablica? Może ręka świętokradzka chińskiego chunchuza czy kupca-wyzyskiwacza zerwała ją z grobowca Kubłaja lub Gundżur-chana z Erdei-Dzu, co to Laszkę miał za żonę.                                                         
Albo też ze stosu kamiennego nad mogiłą Tamerlana Chromego, a może ze świątyni arabskiej ostatniego z wielkich Dżyngisydów – wspaniałego sułtana Babera?
Lecz na te pytania już nie zabrzmi nigdy odpowiedź przeszłości, gdyż tablicę nieznanego wojownika Chińczycy dawno już przerobili na pierścienie i kolczyki dla swoich „si-fa”- kobiet o tajemniczych oczach i ustach, znających tylko skargi niewypowiedziane lub słowa groźnej i mrocznej miłości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz