Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiesia Abram. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiesia Abram. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 stycznia 2021

Znowu białośnieżnie

Dopiero drugi dzień pada, a już jest całkiem białośnieżnie. Po odwiedzinach u Wiesi Abram idę w stronę przełęczy Żebrak. Idę i myślę (bo mam czas. Gdybym go nie miał, to bym tylko szedł). Odrzuciłem tak wiele nonsensów cywilizacji. Zdarza mi się odtańczyć jakiś wariacki taniec radości, lub głośno się zachwycać. Bo w cichym zachwycie jestem codziennie. Wokół cudnie, pomimo tego, że szaro. Spadają pojedyncze płatki śniegu.




Droga świeżo odgarnięta, dopiero co traktor zjechał z przełęczy. Cisza. Tylko chwilami na zakrętach drogi słychać szemranie potoku. Nikogusieńko. Nic dziwnego, przecież w czasach przed wirusem także nikogo tu w zimowej porze nie spotykałem. Można zapomnieć choć na chwilę, że w świecie są miasta, których ulicami jeszcze nie tak dawno pędziły tłumy. 






Idzie się, a więc przypomnę sobie bajkę o Lulu.

Gość odwiedzający dom dla umysłowo chorych, natrafił na jednego z jego mieszkańców, który kołysał się na krześle w przód i w tył i gruchał raz po raz miękko i z zadowoleniem:

- Lulu, Lulu …                                                                                                                         - Co gnębi tego człowieka? - zapytał lekarza.

- Lulu. To jest imię kobiety, która go rzuciła – padła odpowiedź. Kontynuując obchód, przyszli do celi obitej materacami, a mieszkaniec tej celi bił raz po raz głową w ścianę, jęcząc:

- Lulu, Lulu....                                                                                                                          - Czy tego człowieka też gnębi Lulu? - zapytał gość. Tak – odpowiedział lekarz - to jego Lulu ostatecznie poślubiła.

 

W życiu są tylko dwa nieszczęścia: - gdy się nie dostanie tego, czego się pragnie, albo gdy się to dostanie.

 

                                                                      Modlitwa żaby II

                                                                             Anthony de Mello 




piątek, 5 stycznia 2018

Puchar Wiesi


Człowiek zadowolony emanuje energią. Bywa, że tej energii nie da się wyładować w zwykłych codziennych zajęciach.
        Tak też było ze mną w czasie wakacji.
W skali Szczęśliwości Ogólnej (skala od 1 do 10) czułem się w siódemce.

Pobudka o świcie, albo przed – bo świt piękny jest w tak widokowym miejscu.
Potem do lasu po prawdziwki.
Na rowerze do lasu lekko pod górę trzy kilometry.
Przed południem zjazd fantastyczny z góry 50 – 60 km na godz., stojąc na pedałach, żeby dupki nie odbić (kamienie na drodze)
Krojenie grzybów do suszenia na słońcu.
Jedzonko.
Wycieczka z aparatem po łąkach, albo objazd rowerowy okolicy.
Nawlekanie podsuszonych grzybów.
Znowu wędrówki niedalekie przedwieczorne.
Spać z kurami.
Raz w tygodniu do sklepu w Smolniku po papu, plus odwiedziny rzeźbiarza Zbyszka Sawickiego.

Niby miłych zajęć dość, ale co zrobić z ciągłym nadmiarem energii?

Dlatego wszelkie inne czynności okołochałupowe traktowałem jako wielką frajdę.
Zdrowym przerywnikiem niosącym odmianę, były dni deszczowe, wtedy czytałem i pisałem.
Jednak coraz bardziej wzbierała potrzeba wyruszenia z namiotem.
Góry wołały.

           Odwiedziny u Wiesi Abram.

Rozmawiałem właśnie z Wiesią, kiedy moje spojrzenie padło na szklany puchar stojący na półce w jej kuchni.
Wiesz Wiesiu – powiedziałem, - ten puchar aż się prosi aby go pomalować.....
- No to go pomaluj – krótko odpowiedziała Wiesia.

Milczałem, ale myślę sobie: - czemu nie?
Do Kołyby wracałem z pucharem.
Następnego dnia wyprawiłem się do Sanoka po konturówkę i farby do malowania na szkle i jeszcze tego samego dnia puchar był gotowy.







Owa działalność podniosła mą skalę Szczęśliwości o jeden stopień i na kilka dni, do kiedy nie pomalowałem wszystkich butelek jakie znajdowały się pod ręką, zamieniła mnie w bardzo radosne dziecko.

Potem zjechali goście, zrobiło się małe zamieszanie i było to jak wydech po wdechu.
Albowiem cała tajemnica czerpania zadowolenia z życia tkwi w robieniu tego, co lubimy, oraz w Huśtawkowaniu Periodycznym, czyli jak mawia moja przyjaciółka: - Dla utrzymania harmonii trzeba trochi tego i trochi tego...