.jpg)
Szczęście
widać w oczach człowieka, kiedy ów patrzy na ciebie. Najlepiej, żeby patrzał na
ciebie ot tak sobie. Ogólnie bezosobowo, nawet może nie tyle przyjaźnie, co tylko
przychylnie. Bowiem zwykle każdy dzień człowieka szczęśliwego zaczyna się od
przychylnego nastawienia dla świata ludzi.
Przychodzi garbaty do krawca zamówić garnitur.
- Panie krawiec, będzie pan miał ze mną problem, bo ja jestem garbaty.
- Krawiec: - Ja nie rozumiem co znaczy garbaty? Pan tylko jesteś przychylny!
Przychylne nastawienie do świata może się
zmienić gwałtownie, tudzież chwilowo, jeśli człowieka szczęśliwego ktoś wkurwi. W takim przypadku
zdarza się, że człowiek szczęśliwy wybuchnie, wyładuje się na kim należy,
znaczy opierdoli delikwenta i wszystko wraca do normy.
Broń
boże człowiek szczęśliwy nie nadstawia drugiego policzka, ponieważ wie, że to byłby postępek mocno głupi.
Z przeszłości czerpie ten szczęśliwy człowiek tyle, ile potrzeba. Nie poddaje
się jej. Już się dość nacierpiał i więcej po prostu nie chce.
Życie traktuje jak drogę po linie
rozpiętej ponad przepaścią.
Na
dnie tej przepaści jest przeszłość.
Idzie
spokojnie naprzód - nie jest zapatrzony w otchłań.
Idzie
lekko, gdyż niesie ze sobą tylko lekki Tobołek
Cennych Chwil. Lekki, bo ile może
ważyć taka Garść Chwil?
Idzie,
a spojrzenie ma radosne i właśnie w tym spojrzeniu możesz zobaczyć iskrę
szczęścia.
Wszystko
jest naturalną częścią życia i może dostarczać radości, zadowolenia, czy nawet
spełnienia.
Może,
ale nie musi.
Rzecz
polega na swobodzie wyboru, zachowaniu proporcji i zdrowych emocjach, które
towarzyszą temu, co się robi.
Zachowanie
proporcji?
No
nie wiem, czy to do końca prawda, bo umiar to ograniczanie się, kontrolowanie,
a to przecież przeciwieństwo swobody.
Bo
azaliż z drugiej strony niezwykle ważne jest hasło „żyć totalnie”, do oporu.
Jeśli
coś ciebie kręci, wtedy działaj do imentu. Pracować, pracować – a potem „święto lasu”
czyli odwrót – i tu znowu totalność. Tym razem totalny odpoczynek w tym
nieustającym tańcu po linie.
Jedno
jest pewne: - człowiek nieuzależniony od pracy może pracować w świątek i
piątek, gdy ma coś do zrobienia.
Może
ale nie musi. Ale ponieważ ma coś do zrobienia i chce to robić, to robi.
Natomiast
człowiek uzależniony od pracy musi pracować na okrągło, we wszystkie dni, bo
bez pracy czułby w sobie pustkę i niepokój. Musi robić cokolwiek, byle tylko robić,
byle nie zostać sam na sam ze sobą, ze swoimi myślami.
Facet podejrzewał u siebie pracoholizm,
więc poszedł do psychiatry, żeby ten mu pomógł.
Lekarz po kilku seansach psychoanalizy na leżance potwierdził podejrzenia pacjenta i
zalecił tak drogie leczenie, że facet musiał wziąć dodatkową pracę, aby móc płacić za to
leczenie.
Oto zamknięte koło absurdu.
Wewnętrzny
przymus nie pozwala pracoholikowi odpocząć, a pozostałe aspekty życia zostają
odsunięte na bok i są zaniedbywane.
Tak
dzieje się ze wszystkimi rodzajami uzależnień, to nie tylko używki, także
zakupoholizm i pokrewne.
Sama
przyjemność kupowania jest ważna dla zakupoholika. Moment wyjścia ma zakupy jest dla niej - (dla niego też, ale to rzadziej) najważniejszą
chwilą dnia. Wybieranie rzeczy w sklepie daje takim osobom radość, jakiej nie
da się osiągnąć żadnym innym sposobem, radość nieporównywalną z niczym innym.
Właściwie
zakupy (gromadzenie rzeczy) stają się jedyną prawdziwą radością i źródłem dającym poczucie
osobistego spełnienia.