Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rusini. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rusini. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 października 2025

Miętowy Zakątek

 



Musiało upłynąć ileś godzin, zanim w natłoku zdarzeń lokalnych zauważyłem, że biwakuję w Miętowym Zakątku. Pomimo wysokości oznacza to teren podmokły.




Powoli się przejaśnia, powłóczę się po okolicy bez planu, jednak poszukam kory brzozowej na rozpałkę.

Na tablicy info stojącej na dole, jest zdjęcie ambony, o której pisałem w poście „Mokry spacer”.

Zimowity czekają na pogodę.





Polskie władze w 1947 roku deportowały głównie z Bieszczadów pół miliona ludzi. Ukraińców, Rusinów, Bojków, Łemków. Za co wyrzucono ich z ziemi dziadów i ojców? Ano dlatego, że ośmielili się marzyć o wolności i o tę wolność wzniecić Powstanie. Drugie Powstanie. To ładnie, że Nadleśnictwo Baligród dba o historię.





Słońce przemogło chmury. Jeziorko Bobrowe. Pluszaka taternika Zabyśka, czytelnicy bloga znają m.in. ze wspinaczki w kamieniołomie Rabe. Po kolorze wody można wnosić, jak intensywna była nocna ulewa.

piątek, 17 listopada 2023

Cerkiewny dzwon z Maniowa

 



Lokalna prasa, ale też ogólnopolska informuje o wydarzeniu sprzed kilku dni: - „Udało się wydobyć 300-kilogramowy dzwon po ponad 80 latach od ukrycia go przez dawnych mieszkańców Maniowa. Dzwon pochodzi z nieistniejącej cerkwi w Maniowie, a udało się go odkopać dzięki pracownikom Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku, pomocy służb konserwatorskich i społeczników. Jego dźwięk znów rozległ się w dolinie.

Dzwon był zakopany w zrujnowanej dzwonnicy.

To już kolejny dzwon ze świątyń karpackich znaleziony na terenach leśnych. W czerwcu tego roku na terenie Nadleśnictwa Bircza, w lesie porastającym wyludnioną wieś Jamna Górna, znaleziono dzwon cerkiewny. W maju 2021 roku odnaleziono dzwon z kaplicy na Pustelni św. Jana z Dukli na tzw. Zaśpicie (Nadleśnictwo Dukla), zaś w kwietniu 2006 roku w Balnicy (Nadleśnictwo Komańcza). Dzwony te były zazwyczaj ukrywane przez wiernych przed okupantem, który rekwirował je na potrzeby produkcji wojennej”.

 

W artykule mamy przykład informacji niepełnej. Otóż z artykułu nie wynika przed jakim okupantem wierni ukrywali dzwony. Ktoś mógłby pomyśleć, że przed Niemcami. Otóż Niemcy uciekli stąd w roku 1944, a dzwony ukrywano w 1947 roku przed Polakami, w czasie Powstania Ukraińskiego, kiedy było już wiadomo, że Polacy wysiedlą z Bieszczadów całą ludność. Drobne pół miliona Łemków, Rusinów, Bojków. 

Maniów, istniejący od sześciuset lat, liczył w 1938 roku pół tysiąca mieszkańców.

Zdjęcia: ze Staszkiem Firstem na łąkach ponad Maniowem.












wtorek, 26 listopada 2013

Pieśń Łagodnych


Dużo chodzę po okolicy. Najpierw poznaję otoczenie na kilkaset metrów od biwaku.
Według map historycznych jestem już w kraju Bojków, czyli Rusinów. Granica pomiędzy Bojkami i Łemkami przebiegała przez Przełęcz Żebrak. Wola Michowa była po stronie łemkowskiej, a Rabe przypisano do Bojków.
Stopniowo przyzwyczajam się, że tu nikogo nie ma, i zostawiam namiot na dwie – trzy godziny, oddalając się nawet do pięciu kilometrów.


Wybrałem się na sąsiednią górę. Tę, po stronie północnej, w stronę wsi Huczwice (nie ma dziś tej wsi). Żeby na nią wejść, trzeba najpierw zejść na drogę na dnie doliny.
     Schodzę na drogę i idę doliną. Mam przy sobie najważniejszy majątek: portfel, telefon, aparat. Wpadam w rytm łagodny, czyli na luziczku idę, bo tak jest najprzyjemniej chodzić. Przychodzi silne uczucie ( a uczucia nie kłamią ) oderwania od świata.
      Oto jestem na dnie tej zieleni, jakby w pachnącym pudle jakiegoś potężnego instrumentu, grającego szumem potoków i wiatru w lesie. Tu nie ma wiatru, powietrze stoi. Wiatr jest tylko na górze, blisko szczytu, przy sosnach.
   Na szczycie wicher duje…..
    

 Jest bosko. Idę powoli, chłonąc każdą chwilę, idę w radosnym uniesieniu wręcz.
Skąd taka radość? 
Proste: - Takie radosne uniesienie przychodzi po trzydniowym siedzeniu w namiocie!
     
 Ogarnia mnie aż po czubki włosów dzika radość. Czuję wyraźnie tę silną energię radości, jak się podnosi obudzona gdzieś w punkcie Hara i wędruje przez głowę aż do czubków włosów. Tak się dzieje zawsze, gdy przede mną nowa ścieżka, ku czemuś nowemu, nieznanemu. Tylko jedno porównanie przychodzi mi do głowy - to jakby wewnętrzny orgazm... (Transformacja energii?) A może to moja dusza nieśmiertelna podnosi się do góry przynosząc tę radość?
     Idę. Las pachnie ściółką i grzybami.
     

Przypominam sobie powiedzenie któregoś z obieżyświatów spotkanych u Patryka: - "Chyba jestem Cyganem, bo lubię swobodę, niezależność i włóczęgę. Najlepiej się czuję, gdy zamiast zwierzchnika, mam nad głową błękit i słońce."

Jeśli tak, to ja też jestem nie tylko Łemkiem, ale i Cyganem.

Są tu miejsca niedostępne, dzikie i piękne do niezapomnienia. Grzejące się w gorącym słońcu, lub tonące we mgłach. Jest tu kraj odmienny, w którym zaklęta jest historia.

Czy piłeś w upalny dzień zimną wodę ze źródła pulsującego w górę bąblem, jak bijące serce? To jest wspomnienie szczęścia.
Zapach traw oszałamia, upija. Podnosi się pierś, bierzesz większy oddech, rozszerzają się nozdrza.
    Gdy dotrzesz w takie miejsce, chciałoby się tu zasnąć, a nie wędrować dalej. A chcieć, to móc, i człowiek wolny wykonuje swoje „chcenie”. W głowie gra starocerkiewna pieśń „Благослови душе моя” - i jest bardzo, ale to bardzo przyjemnie.


                               
                       Przecudny zapach przy potoku.

Nadchodzi wieczór po przepięknym upalnym dniu.  Schodzę do potoku po wodę i na mycie. Ten zapach, który uderza w nos zaraz po wejściu w ścieżkę wygniecioną wśród olbrzymich pokrzyw, jest odurzający…..
 Nie doszedłem, jakie ziele tak mocno i upojnie pachnie, a kilkakrotnie szukałem tego pachnidła. Rozcierałem w palcach wiele różnych listków z roślin, które rosły przy potoku i okazywało się, że to nie one.
      Stoję w potoku na golasa, zimna woda chłodzi stopy, jej resztki spływają mi po plecach. Nozdrza mam rozwarte: - oddycham głęboko, napełniam płuca przecudnym aromatycznym powietrzem.  Zauważyłem, że zapach jest najintensywniejszy wieczorem, po pogodnym dniu.
      Jest super, ale jak długo można stać w tej zimnej wodzie? Wychodzę.


Moczenie nóg dzienne.       
             
              Dziewczyna na bezludnej drodze.

Gdy po kąpieli wyszedłem od potoku przez pokrzywy, zobaczyłem na drodze pierwszego człowieka od czterech dni, a dokładnie dziewczynę z plecakiem. 
      Dziewczyna idzie pewnie do obozu studentów w Rabe, bo niby gdzie ma iść, jeśli jest zmierzch, a najbliższa ludzka osada poza studentami, to Wola Michowa, i ona jest w odległości 12 kilometrów?
    Ta dziewczyna minęła już na szczęście miejsce, gdzie wyszedłem na drogę, bo mogłaby się przestraszyć, spotykając na takim odludziu niekompletnie ubranego faceta wychodzącego z krzaków.
Mogłaby się też nie przestraszyć, skoro szła sama, pewnie z Baligrodu. Ale to pozostało już niewyjaśnione, bowiem dziewczyna nie zobaczyła mnie i szła dalej, a ja nie dawałem głosu.
 Po tych refleksjach poszedłem swoją drogą pod górę podsumowując:
        - widziałem właśnie damskiego odważnego człowieka. 
( Przecież masyw Chryszczatej to matecznik wilków  - i mnie niezadługo było pisane spotkanie z wilkiem )
  
 Pod górę podchodziłem z godnością, oraz na luziczku. Wokół była mianowicie Pora Wieczorna, i to ona narzucała takie właśnie zachowanie. Szedłem niosąc wodę i nuciłem „Pieśń Łagodnych”:


Ile światłem prowadzeni
Dróg powietrza przejść zdołamy?
W ilu rzekach zanurzymy stopy?
Ile w nas zdumienia jeszcze?
Ile złudzeń nie straconych?
Światów ile nie odkrytych wokół?
          (Wolna Grupa Bukowina)