Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Matka Boska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Matka Boska. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 października 2025

Betonowy tupolew z Kałkowa

 

Samolot stoi jako żywo, naprzeciw intrygującej architektonicznie Golgoty – Martyrologium Narodu Polskiego. Jest to niewielkie zamczysko w stylu niskobudżetowego Disneylandu, tak akurat na polskie warunki, choć oczywiście potężna zawartość martyrologii rekompensuje intensywnie fenomenalną tandetę budowli. Samolot jest ostatnią, dwunastą stacją Męki Pańskiej – zachowuję śmiertelną powagę, żadnej ironii w tym nie ma.

    Przez poprzednie jedenaście stacji męczony jest Chrystus, na koniec umęczona jest Polska, wiadomo – Polska Chrystusem Narodów, potężny banał, można dodać ze smutkiem.

Wszyscy mniej więcej wiemy, jak wygląda ów biedny tupolew, wszyscyśmy już go obejrzeli w swoim czasie w sieci. Jest z betonu, skrzydła nie wiedzieć zupełnie czemu znajdują się tuż za kabiną pilotów, do której wstawiono dwa fotele samochodowe, bodajże z wersji rajdowej fiata 126p, że koła ma od poloneza, że generalnie rzecz biorąc, jest to uosobienie polskości wybitne, albowiem wszelkie nasze uniesienia są po prawdzie z betonu i odpadków surowcowych - zanim się zdążymy solidnie unieść, to już spadamy na ziemię, żadnym betonowym uniesieniem niczego wielkiego się nie zwojuje, ale my próbujemy od stuleci, jest to w jakiś sposób rozczulające, tak jak rozczulający jest ten koślawy pomnik, monument ku chwale polskiego nieudacznictwa wszelkiego rodzaju.

    Miałem w pewnym sensie szczęście, gdyż akurat odbywały się drobne prace konserwatorskie przy samolocie, co właściwie zaskakujące, skoro byłem tam ledwo kilka dni po odsłonięciu monumentu. Widać jednak coś szwankowało, skoro dwóch mężczyzn prowadziło z niejakim znużeniem jakieś naprawy. Słynne zdjęcie pary prezydenckiej wyjęte było chwilowo z drzwi samolotu gdzieś na bok, korzystając zatem z nadarzającej się okazji, zajrzałem do środka.

   W środku było ciasno, wewnętrzna powłoka składała się z cegieł, walały się też kawałki bodajże styropianu, tudzież wiaderka z gruzem chyba, generalnie środek na co dzień niewidoczny dla zwiedzających sprawiał wrażenie kameralnego wysypiska śmieci. W każdym razie jako żywo szkielet samolotu był ceglany, na nim dopiero wylano beton, uczucie groteski wzrastało w zastraszającym tempie. Kiedy wróciłem później, po zwiedzeniu Golgoty, po obejrzeniu wszystkich kaplic poświęconych wszelakim polskim emanacjom męczeństwa (ksiądz Popiełuszko, św. Maksymilian Kolbe, Powstanie Warszawskie, Katyń, ale także a jakże – Marsz Brygady Świętokrzyskiej NSZ) – pomnik był już po naprawie.

    Para prezydencka znów stała w drzwiach, z okien samolotu spoglądali na mnie: Anna Walentynowicz, prezydent na uchodźstwie Kaczorowski, prezes IPN Kurtyka, filuternie uśmiechał się Gosiewski, groteska bynajmniej nie słabła, zdaje się, że groteska jest immanentną częścią tego projektu.

Pokraczność owego monumentu i okoliczności, w jakich się znajduje, obudziły we mnie zatem dwa nieco sprzeczne uczucia, wzruszenie mianowicie i zażenowanie zarazem. Jest to słowiańszczyzna w najczystszej postaci, żeby to przynajmniej była „niesamowita słowiańszczyzna”, niestety, to jest zwykła tandetna słowiańszczyzna, prawdziwa polska pogańska słowiańszczyzna i niechaj nikogo nie zwiedzie, iż znajduje się w katolickim sanktuarium. To jest ośrodek pogańskich kultów, prawdziwe chrześcijaństwo – podejrzewam – nie jest bynajmniej w naturze Polaków. Być może jacyś germańscy, czy skandynawscy protestanci mogą być prawdziwymi chrześcijanami, my z pewnością do chrześcijaństwa nie jesteśmy predestynowani, my do chrześcijaństwa mamy słabą predylekcję, dla nas chrześcijaństwo to jest zasadniczo odpust, cyrk, oraz wesołe miasteczko.

    Owszem, jakżeby inaczej, za murami sanktuarium znajduje się niewielki bazarek z pamiątkami, kilka raptem stoisk, jako się rzekło, to jest kieszonkowy Licheń, a więc i biznes jest relatywnie niewielki, pośród całych tych odpustowych okropieństw znajdowały się, nie mogło być inaczej, trójwymiarowe obrazy Matki Boskiej i Jezusa. Jak się patrzy z jednej strony, to jest Matka Boska, jak się patrzy z drugiej – Jezus, patent znany i sprawdzony. Ja jednakowoż ustawiłem się, że tak powiem – pomiędzy. A więc tak, by widzieć jak Matka Boska zmienia się w Jezusa i odwrotnie. Ciekawe doświadczenie: - jeśli spojrzeć pod odpowiednim kątem, to można zobaczyć Matkę Boską z wąsami i bródką. Mają rację co poniektóre religie zabraniające ukazywania swoich bogów w formie obrazów.

     Udało nam się – za pomocą kilkuset pomników polskiego papieża rozsianych po kraju – zrobić z Jana Pawła II coś w rodzaju krasnala ogrodowego, udało nam się z katastrofy lotniczej zrobić pogański kult, betonowy tupolew jest czymś na kształt totemu, trzeba go wpisać do jakiegoś rejestru i chronić, bo to jest prawdziwa emanacja polskości niestety.

                                 Krzysztof Varga

sobota, 30 maja 2015

Objawienia

Czytam o objawieniach. One były i są faktem, ale nie faktem dotyczącym wyłącznie chrześcijaństwa. Objawienia zdarzały „od zawsze” w historii dawnych kultur, we wszystkich religiach. I dalej zdarzają się we wszystkich narodach.
      Ponieważ jeszcze niedawno nie bardzo było wiadomo (nie było google) gdzie się z nimi udać, jak zwykle w takim momencie, zjawiał się uzurpator ze swoją czarną miarką – największa Korporacja.
 
      Ludzie zagubieni spowiadali się kapłanom z wejść w Nieznane.
Zastanawiałem się jakiś czas temu, dlaczego jedne objawienia są uznawane przez kościół niemal natychmiast, a inne odrzucane.
Otóż sprawa jest jak zwykle prosta: - objawienia potwierdzające „doniosłą” rolę Kościoła są mile widziane, natomiast objawienia krytyczne są dyskwalifikowane.
To są refleksje spisane po przeczytaniu książki Ericha von Denikena: - „Objawienia”.
 
Jednoczę się w przemyśleniach z autorem niemal w całości. Erich napisał kilka książek, które rozeszły się w milionowych nakładach. Na podstawie tych książek nakręcono filmy.
         Te filmy komuna w Polsce dopuszczała na ekrany kin, bo podważały one fundament Korporacji, forsując tezę: Bóg = kosmita, a
rozgrywała się przecież podskórna wojna o „rządy nad duszami”, pomiędzy komuną a kościołem.
W myśl postanowień kościoła, nawet Matce Boskiej, Jezusowi czy Archaniołom nie wolno się ukazywać przypadkowo. I byle komu. Także nikt poza kościołem nie może orzekać o „prawdziwości” tego, co widzi. Mamy więc do czynienia z klinicznym przypadkiem pychy monopolisty – uzurpatora.
Jest z tym trochę tak, jak z kwestią regulacji urodzeń. Duchowieństwo zabiera głos w temacie, który go bezpośrednio przecież nie dotyczy.
Erich von Deniken przestudiował skrupulatnie setki protokółów z objawień i napisał: Jeśli Matka Boska zaleca dziecku w objawieniu posłannictwo, którego treść nie podoba się kościołowi, wtedy takie objawienie uznaje się za „nieprawdziwe”, jest ono odrzucane, przemilczane, albo wręcz zakazane, po prostu nie było go!
A gdy objawienie o istotnej treści, lecz ganiące kościół przydarzy się komuś wierzącemu, wtedy tej biednej, nawiedzonej istocie czarni proponują, aby poddała się leczeniu psychiatrycznemu, albo egzorcyzmom.
        Bo jest tylko jedna prawda, i to jest prawda czarnych.
Znajduje to potwierdzenie w treści broszurki sprzedawanej przez zakonników przy grocie, gdzie Bruno Cornacchiola miał objawienie:
„Bruno zatrzymany w sposób kategoryczny na drodze wiodącej do zguby, jasno ujrzał przed sobą jedyną drogę ratunku: Rzymski Katolicki Kościół Apostolski”

piątek, 15 maja 2015

Wskaźniki popularności świętych

Bruno Ballardini - Jak Kościół wymyślił marketing.

Przeznaczenie punktu sprzedaży określa się poprzez jego wyposażenie handlowe, ciągi komunikacyjne, rozlokowanie działów. Produkt ma być uszlachetniony poprzez jego najkorzystniejszą ekspozycję. Właśnie w ten sposób kreuje się złożony klimat środowiska.
        Ciągi komunikacyjne, są projektowane pod kątem przemieszczania się klientów w obrębie punktu sprzedaży. Zatem poza normalnymi trasami istnieją także trakty główne, umożliwiające bezpośredni dostęp do ważniejszych stref. Na przejścia te nakładają się „korytarze wirtualne”, które można uaktywniać lub wyłączać przy specjalnych okazjach. Na przykład z okazji Drogi Krzyżowej wewnątrz kościoła: jej stacje nie są tożsame z głównym i bocznymi ołtarzami, jej przebieg jest od nich niezależny, podlega bowiem specyficznej technice „animowania punktu sprzedaży”.
        Wnętrze kościoła posiada rozmaite „liturgiczne ogniskowe”, czyli ołtarze. Za każdym stoi swoista oferta lub interpretacja produktu. Merchandising to naukowe podejście do reguł ustanowionych u zarania dziejów, gdy powstały bazary.
Wierni mogą zatem podejść do tego lub innego ołtarza, zapoznać się z jego ofertą i przymierzyć się do niej. A ponieważ każdy ołtarz może być poświęcony konkretnemu świętemu lub specyficznemu aspektowi boskości, oferta (i jej dobrodziejstwa) jest zróżnicowana dokładnie tak, jak to się dzieje w dzisiejszych supermarketach. Istnieją kościoły dedykowane określonym świętym lub aspektom boskości, co z kolei można porównać do specjalistycznych punktów sprzedaży. Zróżnicowanie oferty zawiera implicite kryterium konsumpcyjne, leżące u podstaw rytuału.
       Ci, którzy nie mają czasu uczestniczyć we wszystkich głównych obrzędach liturgicznych, ale akurat potrzebują jakiegoś doraźnego dobrodziejstwa w określonym zakresie, mogą skupić się przy jednej z pomocniczych ogniskowych, gdzie mogą znaleźć ofertę dopasowaną do swoich potrzeb. Przykładowo ołtarz mniejszy, poświęcony Matce Boskiej Bolesnej, może stanowić obligatoryjny punkt docelowy dla osób szukających pociechy w rozterkach osobistych czy rodzinnych, podczas gdy po przeciwnej stronie kościoła, przy ołtarzu św. Łucji, skupi się kilku wiernych dotkniętych krótkowzrocznością, w oczekiwaniu na wstawiennictwo patronki.
           W tym kontekście interesująco prezentują się wyniki niedawnego sondażu popularności poszczególnych świętych i błogosławionych jako adresatów modłów:
- Na szczycie listy przebojów jest Bóg ze wskaźnikiem 35,5%; na drugim miejscu Matka Boska – 14,4%; dalej: św. Antoni z Padwy – 12,5% i Jezus Chrystus – zaledwie 9,5%. Ojciec Pio – 3,8%, św. Franciszek z Asyżu – 2,2%, ostatni na liście Jan XXIII – 1%.
          Co ciekawe, św.Łucja nie znalazła się w zestawieniu. Nie wynika to przypuszczalnie z jej niskiej skuteczności, lecz z faktu, że niedowidzący, zwracając się do swej patronki, mylą jej ołtarz z jakimś innym.
Obok ołtarzy pomocniczych umieszcza się skarbonki na datki. Można też natrafić na dystrybutory, które za każdy datek oferują upominek w postaci świeczki. Można ją zapalić wybranemu świętemu. Uruchomiony zostaje mechanizm:
                 datek= świeczka= korzyść.
Ten mechanizm każe domniemywać, że sowitszy datek daje prawo do większej świeczki, a więc i obfitszej, szybszej lub skuteczniejszej łaski świętego. Takie narzędzie promocji w punkcie sprzedaży jest od wieków świetnym sposobem na zjednanie klientów.
Dzięki wymianie korzyści Korporacja ma szeroką klientelę.
Czy Korporacja miałaby tak szeroką klientelę, gdyby nie obiecywała wiecznego zbawienia, odpuszczenia grzechów, odrodzenia w raju? Należy w to wątpić.