Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tomek Niewiadomy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tomek Niewiadomy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 grudnia 2013

Gongi u Jana Gabriela



Terapia gongami wewnątrz Domu na Górze.

Kładę się na materacyku tuż pod gongami.
Dziś skupię się na sobie. Dostałem prostą instrukcję: -  relaks i tylko słuch włączony.     
          Jestem najbliżej talerza gongu, prawie pod nim.
 Zamykam oczy, wszystkie pozostałe miejsca są już za moment zajęte, jest wielu chętnych, wszyscy ciekawi nowego przeżycia już leżą. Jak szprotki leżymy, pokotem, tuż obok siebie, na podłodze w Domu na Górze, w oczekiwaniu na Nieznane.

Zanim Tomek dotknął gongu, byłem już w relaksie, czekając na dźwięk. Tomek podobno tylko zbliżał pałkę, nie dotykał gongu, Jan to widział, bo siedział na krześle z tyłu za Tomkiem – to nie Tomek grał, przez niego grały Siły Wyższe.

 Oczy mam zamknięte, oddycham głęboko, gaszę myśli - pstryk. Zrobione.
( Pstryk za pomocą przepisu „gilotyna” –  autor Osho)
   
      Odzywa się gong... Natychmiast zjawia się wir, który mnie porywa i już jestem wewnątrz siebie.
    Bardzo głęboko w środku. I już nic mi się nie wydaje – jest głębokie stereo kolorowe…….

Świat gaśnie, zostaje tylko dźwięk gongu, który śpiewa, zamienia się w światło, w świetlną smugę. Ta smuga zbliża się do mnie jak płonąca błękitnym światłem kometa i takim zakrętasem, owija się o mnie i już lecimy gdzieś razem…Zdaję sobie sprawę, że rozpadam się, już nic nie słyszę, jest tylko błękitne światło i uczucie pędu.
        Światło jest także we mnie – a ja nie jestem sobą, wybuchłem i rozpadam się na poszczególne komórki - rozsypuję się!
   
Jestem stertą pojedyńczych komórek, z których składał się przed chwilą Zbyszek.
Po mnie już! Nie ma mowy, żeby tę stertę złożyć z powrotem w Zbyszka. Nie ma mowy...
       Nie da się tego zrobić. Niemożliwość.
Przychodzi gwałtowne uczucie spokoju. Świętego spokoju. Jestem stertą drobnych cząstek zamiecionych światłem na kształt sterty jesiennych liści w ogrodzie.
Umarłem chyba.
        Nadpływa jakby wspomnienie śmierci klinicznej.
Spokój jest błogosławiony.....I tak jakoś ni to żal mnie obejmuje, ni to szczęście niewysłowione. Pławię się w tych nieokreślonych, a wzniosłych uczuciach....
    Odpłynąłem. Jestem w Krainie Szczęśliwości. W jakiejś Próżni Miłej Bardzo.
Istnieję jako sterta pojedynczych składników. 
Ta sterta jest usypana w stożek i sobie jest. 
Czas nie istnieje. 
Nic nie wiem. A po co mi coś wiedzieć? Jaka błogość jest!
    Ale…. To chyba…już tak długo trwa. To rozbicie tak długo już trwa.... Czuję, że mam dość, zaczynam się modlić, prosić, błagać, żeby to się już skończyło.
     I powraca słuch, słyszę śpiew gongu, a mnie dalej nie ma…... Jest tylko słuch, a mnie nie ma. Gdzie jestem?
Naraz nieznana siła znowu przyfruwa, ten jakiś wir, podrywa mnie, i zaczyna piorunem składać w całość. Z unicestwienia, z rozbicia na czynniki pierwsze, znowu uprany, wysuszony, po naoliwieniu każdej cząstki - złożony w całość, dostaję boskiego kopa w dupę na do widzenia i na dobry początek jednocześnie, i czuję, że wróciłem w usprawnionej równowadze.
       Znowu jestem!
     Wracam do rzeczywistości powoli, bardzo powoli, jak się wychodzi z głębokiego snu. Mam twarz mokrą od łez. (nawet się usmarkałem nieco)
Czuję się jeszcze przez długą chwilę osłabiony. Potem wracam do siebie całkiem. A w środku mam Wielki Spokój, Wzniosłość i Wdzięczność.

Ten trans w czasie seansu gongów wewnątrz Domu na Górze, był najgłębszym odmiennym stanem umysłu, jakiego doświadczyłem w tym bieszczadzkim roku 2013.

Jeszcze raz dziękuję Tomkowi i Natalii za tę Czarodziejskość, która wywołuje tak wspaniałe przeżycia duchowe. 

czwartek, 5 grudnia 2013

Gongi przemawiają



 Wakacje po raz drugi?
          Przepisuję teksty z zeszytu, wyszukuję zdjęcia i przeżywam wszystko jeszcze raz. Oglądam po raz drugi „Film z wakacji”. Dopiero teraz, gdy jest dystans, wyłaniają się drobne, a bardzo istotne detale z minionych chwil.
Odzywa się tło - drugi plan.
Najciekawsze jest jednak, że pamięta się nie tylko drobiazgi. Przychodzi także Pamięć Uczuć.
    
                  Sesja gongów przed Domem na Górze.

Tomek Niewiadomy daje znak: - wszystko gotowe.

         Rozpoczyna się bezpłatna terapia zdrowotna.
Hasło „bezpłatne”  większość ludzi traktuje jak : -„nic nie warte”.
Schemat rozciąga działanie tej maksymy na wszystkie dziedziny życia i mówi:
   - Drogie = Dobre.
   - Tanie = Gorsze.
Nie zawsze tak jest. To tylko tresura społeczna, oparta na działaniu ego.
  Czasami dostaniesz bezpłatnie tylko jedno słowo - i ono do Ciebie dotrze.......   


Odzywają się gongi. Już wiem, że poprzez ich dźwięk, możemy przypomnieć sobie, jak ważna jest dla nas Natura.
    - Didgeridoo swoim rytmem wrzucają nas w rytm Ziemi.
    - Gongi natomiast harmonizują – wyciszają.
           Ten występ...to nie występ...to nie koncert....
szukam odpowiedniego słowa....Jest to słowo! To, co zaczyna robić Tomek, to jest Modlitwa Natury!  Najprawdziwsza Modlitwa Natury, tylko Duże Litery.!
Więcej: uczestniczę właśnie w dwóch jednoczesnych modlitwach – Natura modli się do człowieka, a człowiek modli się do Natury.
    Nie mam wątpliwości - to Niebo nadaje.
Znowu coś Wielkiego się dzieje.
    Wczoraj było super – Ziemia porwała mnie swoim rytmem, dziś obejmuje mnie Harmonia – Rytuał - Modlitwa!
   


Śpiewają gongi. Dźwięk zmienia natężenie, raz cichnie, raz potężnieje.
Tomek wydobywa ze swoich instrumentów zupełnie nieprawdopodobne dźwięki. One są wzniosłe, magiczne, także wibrują w człowieku, działają łaskocząco.
      Jeszcze robię zdjęcia, ale znowu coś się zbliża i czuję, że ponownie jestem na granicy skoku kwantowego w siebie. To jest przeżycie transowe.


Wydaje mi się tym razem, że po każdym kolejnym dźwięku, czy też sekwencji dźwięków, otwiera się we mnie kolejne okienko do połączenia z Nieznanym.
Po chwili pootwierało się wiele okien we mnie, jestem już gotowy na przyjęcie Nieznanego


Tomek i Natalia poruszają się tak uroczyście…Oni się nie poruszają, lecz płyną – tańczą. Wydaje mi się, że oglądam film ze zwolnionymi zdjęciami, że Tomek podskoczył i zawisł w tym podskoku. Wisząc w powietrzu – gra teraz na takim cudnym instrumencie. Nagle znajduję się w Chinach i słucham bardzo chińskiej muzyki.


Cały czas balansuję na granicy zapadnięcia się w siebie. Ogarnia mnie senność, czuję się do oporu zrelaksowany, nie mogę już stać i siadam.
Te dźwięki tak wyciszają, że słyszę jak mi szumi krew w żyłach.

     To, co widzę i słyszę to fontanna magii. Taka terapia muzyką to zupełne Czarodziejstwo i Artyzm. To nie Tomek gra – to Najwyższy gra przez Tomka.
Zupełne Czarodziejstwo.
Czarodziejska Modlitwa Dźwięków.
Przychodzi do mnie biała barwa ( ona ma w sobie wszystkie kolory )
Przeżycie transowe trwa i zaczynam rozumieć mowę gongów! One powtarzają:
Pokój z tobą! Pokój z tobą….Jesteśmy w tobie, jesteśmy tobą. Bim, bom…


Oglądam się wokół, a tu ludzi rozłożyło. Jest wiele osób i widać, jak wszyscy przeżywają, jak niby są, a ich nie ma - są nieobecni.  Większość leży na trawie na wznak.
Nie potrafię określić jak długo trwała  Modlitwa Tomka i Natalii za pomocą gongów.
   
Gdy dźwięki umilkły, jestem znowu pełen energii.
Teraz ludzie podchodzą pojedynczo i w bezpośredniej bliskości gongu Tomek wpuszcza do człowieka wibracje.
Ustawia się kolejka chętnych.
Widać wyraźnie, jak ludzie się zmieniają po tym.
Było także działanie miskami tybetańskimi na leżącego pacjenta.
          

      
Nie uczestniczyłem w tych indywidualnych terapiach, bo nie czułem potrzeby. Zdjęć indywidualnych także nie zamieszczam, ze względu na zaściankową mentalność okolicy. Niektórzy z okolicy nazwali bowiem to, co się działo przed Domem na Górze – występem sekty.
     Prawdopodobnie do tej opinii dołożył się kościół, nie wolno bowiem według niego zwracać się bezpośrednio do Boga bez czarnego pośrednika, któremu należy za to zapłacić.  

Skoro dźwięk i muzyka są tak ważne, czy nie powinniśmy przyznać im większej roli w naszym życiu?
Wzrok powiązany jest bardziej z ekspansją, natomiast słuch jest narządem receptywnym, umożliwiającym nam wsłuchiwanie się w samego siebie i wchodzenie do wnętrza. Zrozumiemy tylko połowę naszej rzeczywistości, opierając się na samym wzroku.
   
Tomek Niewiadomy – instrumenty archaiczne, gongi, misy tybetańskie. Tomek leczy dźwiękiem chore dzieci.
Wystarczy wpisać nazwisko w google.
       Z czystym sumieniem dodaję: - przeszedłem anielską oczyszczającą terapię, która rzuca na łopatki. 
Obie łopatki. Mnie rzuciła.
( Tak było w czasie sesji gongów następnego dnia wewnątrz Domu na Górze)

Można także posłuchać dźwięku gongów i didgeridoo przez komputer, ale to tak samo, jakbyśmy się całowali przez szybę.